Kosmiczny powrót Hołdysa

Kosmiczny powrót Hołdysa

Newsy

Dodano: 10 grudzień 2010
Długie dziesięć lat kazał na siebie czekać, w koncertowym wydaniu, Zbigniew Hołdys. Ale wreszcie w czwartek 9 grudnia jego sceniczny występ stał się faktem. Wśród publiczności w Stodole było bardzo wielu przedstawicieli starszego pokolenia, którzy chcieli zobaczyć na scenie swojego idola sprzed prawie trzydziestu lat. I to właśnie u nich budziły się największe emocje, gdy artysta grał kawałki "starego" Perfectu, choć młodzież, która pojawiła się na występie Hołdysa także zna je przecież na pamięć.

Zanim na scenie pojawił się Hołdys, publiczność, która licznie przybyłw w czwartek do Stodoły, zaczęła okazywać liczne oznaki zniecierpliwienia. Sam artysta zapowiadał rozpoczęcie występu około 20.15, ale ostatecznie na scenę wszedł niespełna kwadrans później. Co ciekawe nie pchał się na pierwszy plan, choć i tak wiadomo było, że cała uwaga będzie skupiona właśnie na nim. Zasiadł na krześle w głębi sceny i zanim wydobył pierwsze dźwięki ze swojej dwugryfowej gitary... zrobił pamiątkowe zdjęcie publiczności swoim iPhonem.

Wreszcie struny gitar mocno zadrgały, jednak pierwsza piosenka została wręcz wykrzyczana, a nie wyśpiewana przez artystę. Prawdziwy szał wywołało dopiero intro "Ale wkoło jest wesoło", w którym Hołdysa wspomógł na wokalu Kuba Koźba z zespołu Power of Trinity, a zarazem jeden z członków ekipy spod znaku Hołdys Kosmos. Publiczność bardzo ciepło przyjęła też "Kubę" - kolejny utwór w wykonaniu ich obu, który przed kilkoma miesiącami bardzo przypadł do gustu słuchaczom "Trójki". Potem znów królowały piosenki z repertuaru starego Perfectu - "Po co" oraz "Idź precz" - ta druga z gościnnym udziałem Artura Gadowskiego, który po raz kolejny udowodnił, że jest jednym z najlepszych rockowych wokalistów w naszym kraju.

Po zakończeniu pierwszego setu główna postać czwartkowego koncertu dokonała przedstawienia muzyków współtworzących projekt Hołdys Kosmos. Jak się później okazało, to całkiem udana mieszanka rutyny i młodości. Bez wątpienia przedstawicielami starych "wyjadaczy" w tym składzie byli Bogdan Wawrzynowicz na basie i Grzegorz Grzyb na perkusji. Jeśli chodzi o

"młodzież" to obok wspomnianego już wcześniej wokalisty stanowili ją: dwaj gitarzyści Artur Kempa i Mateusz Owczarek, sięgający po gitarę, ale i po inne instrumenty, syn Hołdysa - Tytus oraz beatboxer Sajmon, który dostał okazję zaprezentowania zgromadzonym krótkiej próbki swoich możliwości.

Dalsza część koncertu to przeplatanka starych, nowych i najnowszych kompozycji Hołdysa, choć nie tylko jego. Zabrzmiała między innymi "Nie płacz Ewka", która uzyskała dynamiczne dopowiedzenie dalszych losów tytułowej bohaterki w hip hopowej wersji przez Vienio z Molesty Ewenement. Ciekawie wypadł także "ogniskowy" set, gdy na akustycznej gitarze Hołdys zagrał piosenkę "Daleka jest droga do Rio" (zapamiętaną z dzieciństwa na warszawskiej Woli) oraz "Autobiografię", gdy z towarzyszeniem Gadowskiego i Koźby dopełniły się na scenie słowa tej kultowej wręcz piosenki: "było nas trzech, w każdym z nas inna krew". Na scenie pojawił się i kobiecy rodzynek, ale za to jaki... Także akustycznego przecież "Stalkera" przepięknie zaśpiewała Ania Brachaczek z BiFF, której tylko delikatnie pomógł na koniec sam Hołdys.

Drugim obok "Dalekiej drogi do Rio" utworem nie napisanym przez Hołdysa był "Chodź ze mną". Piosenka Power of Trinity zabrzmiała w Stodole bardzo ascetycznie w porównaniu z oryginałem - wokalowi Koźby towarzyszyła jedynie gitara, ale dzięki temu Kuba mógł pokazać, że potrafi prawie zahipnotyzować słuchaczy swoim głosem.

Przed dziesięciu laty ukazała się na rynku płyta "Hołdys.com" i w czasie czwartkowego wieczoru zabrzmiały także piosenki z niej właśnie: "Pałac", "Jestem głupi" i "Molier". Szczególnie ta ostatnia ballada zapadła mi w pamięć, a to ze względu na jeden wers: "zespół Perfect nie był mój", który zabrzmiał w ustach Hołdysa bardzo gorzko. I jakby na zaprzeczenie tych słów artysta zagrał w Stodole perfectowe "Bażancie życie". Potem jeszcze jedna z nowych piosenek i na sam finał Hołdys zaśpiewał a capella swoją wersję "Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani". Zakończył ją apelem do wszystkich na widowni: "dlatego was proszę moi wy najmilsi, jak już stąd wyjdziecie, bądźcie sobie bliżsi".

Publiczność nie chciała jednak opuszczać klubu, zaś Hołdys, jak przyznał, nie chciał jej wystawiać na wielką próbę i szybko przystąpił do bisowania. "Pepe wróć" z repertuaru Perfectu zabrzmiało zdecydowanie mocniej niż w oryginale, a młodzi muzycy zyskali pole do popisania się niemałymi już umiejętnościami. Ostatnią piosenką w czwartkowy wieczór była "Kołysanka dla Tytusa", choć towarzyszący ojcu na scenie młody Hołdys wcale nie zamierzał jeszcze układać się do snu. Zresztą ten wspólny występ stał się, jak przyznał senior, spełnieniem ich marzeń od lat.

Powrót Hołdysa do koncertowania po dziesięciu latach trzeba uznać za udany. Pomimo długiej rozłąki ze sceną nie było widać po nim ani trochę tremy. Na szczęście artysta ma świadomość swojej niedoskonałości wokalnej i dobrze, że towarzyszyli mu bardziej utalentowani w tym względzie wykonawcy. Choć przesadą jest samokrytyka wygłoszona przez Hołdysa o fałszowaniu, niewątpliwie słychać, że ten męczy się, śpiewając. Ale najważniejsze jest to, że ma jeszcze wiele do powiedzenia przez swoją twórczość i jak sam zapowiedział, projekt Hołdys Kosmos będzie grał dalej. Wypada więc trzymać kciuki.

PS. Po zejściu ze sceny Hołdysa i jego Kosmosu, który jak się okazało był jedynie dwugodzinnym supportem :), w Stodole zagrał jeszcze zespół Yoga Terror. Choć panowie wykonali chyba tylko cztery kawałki, to zaprezentowali się całkiem ciekawe. Oprócz  szaleńczego skakania po scenie, w ich radosnym rock'n'rollowaniu przypadła mi do gustu "rzucająca się w uszy" funkująca gitara. Nie można o chłopakach z Yoga Terror powiedzieć, że swoim graniem odkrywają Amerykę, ale na ich koncert na pewno warto się wybrać.

Piotr Wojtowicz

Black Record Store
Pozostałe newsy muzyczne Zobacz wszystkie
Zobacz także
<span>TED NOVAK</span> Monument Valley

TED NOVAK Monument Valley

<span>BOBBY PREVITE</span> Gone

BOBBY PREVITE Gone

<span>JAZZ Q</span> Elegie

JAZZ Q Elegie

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree ’65 vol. 2

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree ’65 vol. 2

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree `65 vol. 1

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree `65 vol. 1

<span>GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA</span> Kochaj mnie

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA Kochaj mnie

<span>WILCO</span> Schmilco

WILCO Schmilco

<span>BEN HARPER & THE INNOCENT CRIMINALS</span> Call It What It Is

BEN HARPER & THE INNOCENT CRIMINALS Call It What It Is

 
Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio