Ulver, Fennesz, Blindead, Proghma-C: relacja z Palladium

Ulver, Fennesz, Blindead, Proghma-C: relacja z Palladium

Newsy

Dodano: 20 grudzień 2010
Norwescy mistrzowie klimatycznej muzyki elektronicznej już po raz drugi w tym roku odwiedzili kraj nad Wisłą. W lutym ich hipnotyzujące show można było podziwiać w Krakowie, teraz zaś stolicą zawładnęły magiczne dźwięki generowane przez Garma i spółkę.

Byłem niesamowicie podekscytowany tym koncertem i to z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, biorąc pod uwagę klimat miesiąca, jakim jest grudzień i mroźną aurę panującą za oknem, wiedziałem, że będzie to wymarzony okres na kontemplowanie tego typu dźwięków. Miałem okazję widzieć już Ulver na żywo, więc znowu spodziewałem się chwytającego za serce przedstawienia, w którym kluczową rolę odegrają niezwykłe wizualizacje. Kolejnym i chyba najważniejszym argumentem za pojawieniem się tego wieczoru w "Palladium" był dla mnie jeden z supportów. Nowa płyta Blindead jest dla mnie absolutnie płytą roku i niezmiernie cieszyłem się na fakt, iż usłyszę te genialne kawałki na żywo.

Kiedy weszliśmy do klubu i pozostawiliśmy ubrania w szatni, zorientowaliśmy się, że właśnie ekipa z Trójmiasta rozpoczyna swój set. Oznaczało to, że niestety opuściliśmy koncert Proghmy-C. Nie było jednak czasu, ani tym bardziej sensu płakać nad rozlanym mlekiem, dlatego też bez zastanowienia udaliśmy się do sali, którą zawładnęły dźwięki kawałka otwierającego płytę "Affliction XXIX II MXMMVI". Ogólnie rzecz biorąc, zespół skupił się tylko na najnowszym albumie, odgrywając go prawie w całości (zabrakło jedynie "So, It Feels Like Misunderstanding When").

Pierwsze, co uderzyło mnie po zajęciu sobie odpowiedniego miejsca pod sceną to wspaniałe, idealnie wyważone brzmienie. Poszczególne utwory nabierały dzięki temu nowego wymiaru. Wielowątkowość, którą przecież świetnie znałem z płyty, otwierała się tutaj na nowo. Post-metal na najwyższym światowym poziomie. Nieziemsko magicznie brzmiały partie spokojniejsze, ale największym ciosem były miażdżące, ciężkie i posępne riffy wraz z potężnymi uderzeniami sekcji.

Muzyka Blindead oparta na kontrastach, gwałtownych zmianach nastrojów rzuciła mnie na kolana od pierwszej do ostatniej sekundy występu. Melodia przewodnia z "My New Playground Became" brzmiała jeszcze bardziej przejmująco niż na wersji znanej z płyty, a odgłosy bawiących się dzieci z "All My Hopes And Dreams Turn Into" były maksymalnie wyraziste. Przyznam, że już dawno nie słyszałem muzyki tak bardzo manipulującej emocjami słuchacza. Dreszcz po ciele przechodził niejeden raz, a stan euforii pomieszanej ze wzruszeniem utrzymywał się od początku do samego końca. Nie można zapominać o niebagatelnej roli znakomitej prezencji zespołu. Prymat wiódł w tym aspekcie charyzmatyczny wokalista Nick, który z mistrzowskim przejęciem mieszał depresyjno-dołujące growle z czystymi partiami, dodającymi kompozycjom ogromnego powiewu świeżości. Już sam pomysł wykorzystania megafonu celem wiernego odtworzenia wokalu z "Dark And Grey" zasługuje na wyróżnienie.

Oprócz tego sam sposób oświetlenia sceny niezwykle działał na wyobraźnię. Zmieniające się co kawałek soczyste kolory, dymy itp. w połączeniu z tak atmosferyczną twórczością tworzyły w "Palladium", coś naprawdę wyjątkowego tego wieczoru. Instrumentalnie perfekcja. Wszystko zagrane w tempo, naturalnie i z dużą lekkością. Dopiero na koncercie zwróciłem uwagę na wcale niełatwe partie perkusji, a także na niezwykle istotny element współpracy między muzykami, a kolesiem, który ogarniał na laptopie sample. Wszystko trybiło ze szwajcarską precyzją. Wisienką na torcie był natomiast rzutnik, a uściślając, wyświetlane na nim wizualizacje, wspaniale odnoszące się do konceptu całego albumu (życie dziewczynki chorej na autyzm). Był to dla mnie absolutnie najlepszy występ wieczoru i przyćmił nawet to, co pokazał Ulver. Jest to jednak moje mocno subiektywne odczucie.

Twórczość Christiana Fennesza z Austrii była mi kompletnie nieznana do owego, sobotniego wieczoru. Był to już ostatni support przed Ulver. Nie powiem jednak, że porwała mnie ściana dźwięku, którą generował ten koleś. Jego praca na scenie ograniczała się do dłubania w laptopie i okazjonalnym zagraniu paru dźwięków na gitarze. Wyglądało to tak, jakby przez cały koncert układał pasjansa. Muzyka ograniczała się do jednej wielkiej szumiącej dźwiękowej burzy. Nigdy nie rozumiałem noise`u i tym podobnych wynalazków (zdaje się, że Fennesz tworzy coś na pograniczu noise i ambient), ale z tego, co zdążyłem zauważyć ów artysta mógł liczyć na wsparcie swoich, obecnych na sali sympatyków. Był to bowiem jedyny wykonawca, który bisował tego wieczora. Zatem chyba znawcom tematu się podobało, mi niestety w ogóle.

Przyszedł w końcu czas na danie główne dnia. Występ Norwegów okazał się trochę połowiczny jak na mój gust. Z jednej strony obfitował w wiele fenomenalnych, zapadających w pamięć momentów, z drugiej zaś nie brakowało pewnych niedociągnięć. Dla przykładu - wokal Garma odgrywający przecież bardzo dużą rolę dla muzyki Ulver był przez jakiś czas ustawiony za cicho. Poza tym nie podobały mi się dłużyzny, których było niestety niemało (chociażby końcówka "Funebre"). Takie dziwne rozmienianie się na drobne w pewnych momentach. Idąc dalej tym tropem, dość dziwacznym widokiem było oglądanie na scenie zespołu, którego chyba wszyscy członkowie podczas trwania numeru palili papierosy, bo całość roboty wykonywały za nich elektroniczne zabawki.

Światło na scenie było ubogie, ale w tym przypadku lukę zapełnił telebim z bardzo wymownymi wizualizacjami. Największe wrażenie zrobiły na mnie w trakcie odgrywania "Little Blue Bird", gdzie w mistrzowskim, złowrogim stylu pokazane zostały ogromne oddziały zbrodniarzy III Rzeszy, twarze najbliższych współpracowników Hiltera, aby w kulminacji przejść do drastycznych zdjęć z obozów koncentracyjnych. Nie można zapominać o tym, że Garm zapytał przed tym utworem publiczność, czy życzy sobie ocenzurowaną czy brutalniejszą wersję wizualizacji. Oczywiście ze względu na to, że w naszym kraju temat holocaustu jest pewnym tabu.

Sam sposób wyświetlania scen bardzo dobrze współgrał z tym, co muzycy robili na scenie, a dźwięk gongu, który generował w tym kawałku lider Ulver nadawał szczególnie ponurego wyrazu. To samo można powiedzieć o dynamicznie migających w rytm muzyki jaskrawo czerwonych światłach. W kolejnych kawałkach zgromadzeni mogli ujrzeć na ekranie również sceny o wymowie samobójczej (koleś tnący się w wannie - kawałek "Operator"), wschodzące słońce, dzikie zwierzęta, ruch oka człowieka, skaczących do wody pływaków czy jakieś ohydne erotyki. Wszystko to w interesujący sposób uzupełniało bardzo mroczną muzykę. Występ zakończył kawałek "Not Saved" z wymownym obrazem dziecka na białym tle. W tym utworze, jak i wcześniejszym "Like Music", gościnny udział zaliczył Fennesz występujący kilka chwil wcześniej na tej samej scenie. Ulver zagrał dość krótko, chyba ok. godziny. Nie było nawet bisów, choć zespół wyszedł jeszcze na chwilę z backstage`u ponownie pożegnać się ze stołeczną publicznością.

Myślę jednak, że koncert był wart swojej ceny. Ulver, mimo pewnych "ale", wciąż miażdży całokształtem, nietuzinkowością charakteru tej sztuki. No i Blindead, który tym występem udowodnił, że i w Polsce można tworzyć oryginalny, wciągający post-metal.

Kwiecio

PS. Koncert odbył się 18 grudnia w warszawskim klubie Palladium.

Black Record Store
Pozostałe newsy muzyczne Zobacz wszystkie
Zobacz także
<span>TED NOVAK</span> Monument Valley

TED NOVAK Monument Valley

<span>BOBBY PREVITE</span> Gone

BOBBY PREVITE Gone

<span>JAZZ Q</span> Elegie

JAZZ Q Elegie

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree ’65 vol. 2

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree ’65 vol. 2

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree `65 vol. 1

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree `65 vol. 1

<span>GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA</span> Kochaj mnie

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA Kochaj mnie

<span>WILCO</span> Schmilco

WILCO Schmilco

<span>BEN HARPER & THE INNOCENT CRIMINALS</span> Call It What It Is

BEN HARPER & THE INNOCENT CRIMINALS Call It What It Is

 
Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio