Męskie Granie w Warszawie czyli mieszanka znakomita. Nasza relacja

Męskie Granie w Warszawie czyli mieszanka znakomita. Nasza relacja

Newsy

Dodano: 27 lipiec 2011
W sobotę 23 lipca Centrum Kultury Koneser na warszawskiej Pradze Północ przez pięć godzin wypełnione było dźwiękami "Męskiego Grania". Koncerty, zebrane pod marką ze złocistym trunkiem i pianką w tle, miały w ten wieczór dwa oblicza - to radośniejsze i to bardziej stonowane, gdy do artystów i publiczności dotarły już wieści o śmierci Amy Winehouse.

Pierwsi na scenie zameldowali się DJ Eprom i Emade, którzy zaprezentowali swój niespełna półgodzinny set. I to może tyle o - nazwijmy to - rozgrzewkowych wykonawcach:) Zaraz po nich przed warszawską publicznością pojawili się jej wybrańcy z Cool Kids of Death. To właśnie łódzka kapela trafiła do stolicy dzięki głosom internautów i trzeba przyznać, że odpłaciła się dobrze za uznanie fanów. Panowie z CKOD zaprezentowali mieszankę starych, nowszych i najnowszych kawałków, a te ostatnie reprezentowały piosenki, które wkrótce ukażą się na ich kolejnej płycie "Plan ewakuacji". Na sam koniec zaatakowali piękną ścianą trzech gitar i te potężne "Butelki z benzyną i kamienie" jeszcze teraz brzmią mi w uszach. Do tej pory miałem niezbyt miłe wspomnienia związane z koncertami CKOD, ale wystarczyło, że Krzysztof Ostrowski odpuścił sobie zbędne dialogowanie z publicznością i muzyka obroniła się sama. Może tak częściej?

Gdy scenę opanował ze swoim składem Janusz Staszewski, ciemniejsze chmury zaczęły odpływać znad Konesera i na niebie pojawiło się słońce, tak jakby zostało przywołane dźwiękami płynącymi z głośników. Nazwisko artysty nie jest oczywiście przypadkowe, ale syn Kazika nie bawi się w naśladowanie ojca. Porusza się w swojej twórczości w klimatach reggae i okolic, więc przez te około trzydzieści minut byliśmy warszawską enklawą Jamajki:) Posłuchaliśmy zaledwie kilku z wydanych nie tak dawno "11 piosenek o miłości", ale kto jeszcze ich nie słyszał, a lubi fajnie bujające dźwięki, jak najszybciej powinien poznać zawartość tego krążka.

Po debiutancie z Warszawy przyszedł czas na Lao Che i właśnie od kawałka "Czas" zaczął się ich występ. W sumie płocczanie zagrali sześć utworów czyli równo połowę swojej ostatniej płyty "Prąd stały/Prąd zmienny". Usłyszeliśmy piosenkę tytułową, a także między innymi "Hydropiekłowstąpienie" czy bardzo dynamiczne "Życie jest jak tramwaj". Co można powiedzieć o tym koncercie? Wystarczy tylko to, że Lao Che jest klasą samą dla siebie. Niebanalna muzyka i teksty plus eksplodująca z muzyków radość grania sprawiły, że gdy po kilkudziesięciu minutach zeszli oni ze sceny, publiczność domagała się bisu. Jej oczekiwania dość szybko spacyfikował Piotr Stelmach, który wyjaśnił, że formuła "Męskiego Grania" nie przewiduje powrotu artystów na scenę.

Chwilę później dziennikarz radiowej Trójki przekazał nam wszystkim smutną wieść o śmierci Amy Winehouse i ta informacja nie mogła oczywiście nie zaważyć na dalszej części koncertu. Kolejnym artystą, który zaprezentował się w sobotę publiczności był Leszek Możdżer. Zmienił układ swojego występu i na samym początku zadedykował utwór Krzysztofa Komedy "Nighttime, Daytime Requiem" zmarłej brytyjskiej wokalistce. A potem jeszcze przez blisko pół godziny czarował słuchaczy dźwiękami wydobywanymi z fortepianu Steinwaya - także tymi wytłumionymi przez biały ręcznik wciśnięty między jego struny. Schodzącego ze sceny artystę żegnały zaś brawa porównywalne z tymi, które otrzymali muzycy Lao Che, bo bez cienia wątpliwości sobie na nie zasłużył.

Po krótkiej przygodzie z jazzem nastąpił przeskok do hip hopu w wykonaniu Fisza, Emade oraz DJ-a Eproma. I choć nie jestem fanem tego typu twórczości, to muzyka, która płynęła ze sceny, naprawdę przypadła mi do gustu. Szczególnie, że fajnie wypadł eksperyment z kolejnym jazzmanem na scenie - tym razem saksofonistą Adamem Pierończykiem. Gorzej było może z wersją wokalną w wykonaniu starszego z braci Waglewskich, bo nie zawsze dało się zrozumieć jego melodeklamacje - ale to taki delikatny mankament.

Jako przedostatni wykonawca wystąpił legendarny Lech Janerka, a że muzycznie towarzyszy mu od lat żona Bożena, to po raz pierwszy w historii na scenach "Męskiego Grania" pojawiła się w tym roku kobieta. Janerka także pamiętał w trakcie koncertu o Amy Winehouse i zadedykował jej "Muł pancerny", znany z pierwszej płyty Klausa Mitffocha. Oczywiście publiczność doczekała się i największego przeboju tego zespołu czyli "Jezu, jak się cieszę", ale mogła posłuchać również piosenek znanych z solowej twórczości artysty - choćby "Konstytucji", "Niewalczyka" czy "Wyobraź sobie". Janerki można by i chciałoby się słuchać godzinami, ale tutaj wszystkim musiało wystarczyć zaledwie kilkadziesiąt minut obcowania z jego twórczością.

Na ostatni akord sobotniego koncertu pozostał występ zespołu Voo Voo, ale zanim do niego doszło, dyrektor artystyczny "Męskiego Grania" - Wojciech Waglewski wystąpił w niecodziennym projekcie. Grając na gitarze, akompaniował Mariuszowi Wilczyńskiemu, który zasiadł przed sztalugą i na żywo tworzył swój obraz. Zwieńczeniem tego mariażu muzyki z plastyką był zaprezentowany na telebimie film animowany autorstwa Wilczyńskiego, który przed laty towarzyszył jako teledysk ostatniej piosence nagranej przed śmiercią przez Grzegorza Ciechowskiego, a zatytułowanej "Śmierć na pięć".

Gdy do Waglewskiego dołączyli Mateusz Pospieszalski, Karim Martusewicz oraz następca nieodżałowanego Piotra Żyżelewicza za perkusją czyli Michał Bryndal. W nawiązaniu do piątkowych wydarzeń w Norwegii Wojciech Waglewski zaczął wraz z zespołem od utworu "Za głupi". Potem było i mocno rockowo - choćby w "Wyć się zachciało", jak i bardziej melancholijnie w "Nie manipuluj" i "Komboju", gdy liderowi Voo Voo towarzyszył na fortepianie Leszek Możdżer. Na sam finał z głośników prawie sypały się iskry, gdy muzycy wykonali dwa sztandarowe kawałki "Męskiego Grania". Najpierw zabrzmiały tegoroczne "Kobiety nam wybaczą" i na scenie pojawili się Janerka, Fisz i Spięty, a zaraz potem Voo Voo zagrało "Wszyscy muzycy to wojownicy", a oprócz Waglewskiego wokalnie udzialał się tym kawałku frontman Lao Che.

Warszawski koncert "Męskiego Grania" to była naprawdę smakowita uczta nie tylko dla uszu, ale i dla oczu dzięki scenografii przygotowanej przez związanego od lat z Voo Voo Jarosława Koziarę. Wypada podkreślić jeszcze profesjonalne przygotowanie całej imprezy od strony technicznej. Właściwie "z marszu" jeden artysta zastępował drugiego, "przepinki" zostały ograniczone do minimum i za to naprawdę duży plus dla organizatorów. Oczywiście podczas takich wydarzeń nie zadowoli się wszystkich, więc w tłumie usłyszałem także niezbyt pochlebne opinie o tym, jak to "komercha" zabija muzykę. Ale myślę, że większość publiczności będzie dobrze wspominać ten wieczór sobotni, lipcowy wieczór w warszawskim Koneserze. Ja zresztą też.

Piotr Wojtowicz

Black Record Store
Pozostałe newsy muzyczne Zobacz wszystkie
Zobacz także
<span>TED NOVAK</span> Monument Valley

TED NOVAK Monument Valley

<span>BOBBY PREVITE</span> Gone

BOBBY PREVITE Gone

<span>JAZZ Q</span> Elegie

JAZZ Q Elegie

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree ’65 vol. 2

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree ’65 vol. 2

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree `65 vol. 1

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree `65 vol. 1

<span>GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA</span> Kochaj mnie

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA Kochaj mnie

<span>WILCO</span> Schmilco

WILCO Schmilco

<span>BEN HARPER & THE INNOCENT CRIMINALS</span> Call It What It Is

BEN HARPER & THE INNOCENT CRIMINALS Call It What It Is

 
Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio