Gorący wieczór z Johnnym Winterem w łódzkiej Wytwórni

Gorący wieczór z Johnnym Winterem w łódzkiej Wytwórni

Newsy

Dodano: 6 marzec 2012

Zanim jeszcze na scenie w łódzkiej "Wytwórni" pojawił się Johnny Winter, w powietrzu można było wyczuć duże napięcie przed spotkaniem z postacią, którą przybyli na koncert darzą ogromnym uznaniem. Po to, by posłuchać teksańskiej legendy bluesa, przyjechali fani nie tylko z całej Polski, ale i zza jej granic - choćby z Ukrainy.

Sobotni koncert rozpoczął się punktualnie o godzinie 20:00 od krótkiego jamu w wykonaniu Paula Nelsona, grającego na basie Scotta Spray`a i perkusisty Vito Liuzziego. Dopiero po kilku minutach na scenie pojawił się sam Johnny Winter, co wywołało ogromne poruszenie zgromadzonych. I choć 68-letni muzyk ma już duże problemy z poruszaniem się o własnych siłach, to gdy zajął miejsce na krzesełku, udowonił, że jego obie ręce nadal potrafią wyczarowywać z gitary piękne dźwięki.

Na początku usłyszeliśmy "Hideaway", "Got My Mojo Workin" i iskrzący od rock`n`rolla kawałek "Johnny B. Goode" - z dużym udziałem publiki w refrenie. Potem dla uspokojenia emocji ze sceny popłynęły dźwięki bluesowej ballady "Black Jack".

Z racji tego, że dość wiekowy już Johnny Winter słabiej radzi sobie ze śpiewem, oddał wokal w kawałku "All Tore Down" bębniącemu Liuzziemu. W dalszej części usłyszeliśmy jeszcze "Don`t Take Advantage Of Me" oraz "Bony Marony". Na zakończenie łódzkiego występu Winter zagrał z kompanami "Dust My Broom", by następnie zejść ze sceny.

Rozentuzjazmowana łódzka publiczność wywołała jednak muzyków na bis, podczas którego zagrani oni "Highway 61 Revisited". I choć fani domagali się kolejnych dźwięków, to jednak ze zrozumieniem przyjęli fakt, że to był już naprawdę koniec występu.

Co ważne podkreślenia, Johnny Winter - choć grał w sobotę "pierwsze skrzypce" (tak, tak, wiem, to była gitara, jeszcze potrafię mimo wszystko rozróżnić te instrumenty strunowe) - nie skupiał całej uwagi na swoich gitarowych popisach i każdy z instrumentalistów miał okazję, by zaprezentować naprawdę niemałe umiejętności.

Jestem przekonany, że sobotni wieczór w "Wytwórni" pozostawił jedynie dobre wspomnienia wśród publiki, którą stanowili zarówno dwudziestolatkowie, jak i przedstawiciele pokolenia ich dziadków. Liczyła się tylko muzyka, i dlatego te prawie dziewięćdziesiąt minut blues-rockowej uczty minęło wszystkim na pewno zbyt szybko. Jednak wspomnienia pozostaną na wiele lat, a być może los pozwoli nam posłychać Johnny`ego Wintera na żywo choćby jeszcze raz...

(fot. Wytwórnia)

Piotr Wojtowicz

Black Record Store
Pozostałe newsy muzyczne Zobacz wszystkie
Zobacz także
<span>BOWNIK</span> Bownik

BOWNIK Bownik

<span>JOHN LEGEND</span> Darkness And Light

JOHN LEGEND Darkness And Light

<span>NGUYÊN LÊ & NGÔ HONG QUANG</span> Hà Nôi Duo

NGUYÊN LÊ & NGÔ HONG QUANG Hà Nôi Duo

<span>STING</span> STING 57TH & 9TH

STING STING 57TH & 9TH

 Potsdamer Platz

Potsdamer Platz

<span>DAVE STRYKER</span> Messin' with Mister T

DAVE STRYKER Messin' with Mister T

<span>JUSTIN HURWITZ</span> La La Land

JUSTIN HURWITZ La La Land

<span>BRANDFORD MARSALIS QUARTET</span> Upward Spiral

BRANDFORD MARSALIS QUARTET Upward Spiral

 
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio