Pszczoły i hektolitry piwa, czyli Heidenfest w Krakowie

Pszczoły i hektolitry piwa, czyli Heidenfest w Krakowie

Newsy

Dodano: 31 październik 2012
Mniej więcej w czasach gimnazjalnych, a więc już dziesięć lat temu, przeczytałem "Władcę Pierścieni", opartego m.in. na fińskiej "Kalevali" i przez jakiś czas miałem wieeeelką ochotę zamieszkać w jakiejś skandynawskiej nadmorskiej wiosce, łowić sobie ryby, a wieczorami chodzić do karczmy, by żłopać piwo i słuchać muzyki protoplastów np. takich Korpiklaani.

Niestety człek się postarzał, ideały życiowe, jak i muzyczne uległy dość znacznym zmianom, ale w sumie na dobrą zabawę ochota nigdy nie przechodzi. Muzyka, z którą przyszło mi obcować podczas trzeciej edycji Heidenfestu(drugiej w Polsce), 28 października w krakowskim klubie Studio, na co dzień wydaje mi się nieco groteskowa i w domu sobie jej raczej nie włączę - viking metal, folk metal i im pokrewne - tak do solidnego napełnienia mięśnia piwnego, poskakania i pokręcenia łysą głową nadaje się idealnie!

I faktycznie - bawiłem się przednio, szczególnie na podczas występu Korpiklaani (o czym za chwilę), tym bardziej że cała impreza została zorganizowana na naprawdę wysokim poziomie! Po pierwsze - punktualność. Dla mieszkańców Krakowa, którzy poruszają się komunikacją miejską, precyzja czasowa jest na miarę złota w kwestii zdążenia na najbliższy autobus.

Z tym nie było problemu - koncerty zaczęły się równo o 16:30, a zakończyły o 22:00, dokładnie tak, jak było w planie. Logistyka wymiany sprzętu i dekoracji pomiędzy utworami też zahaczała o mistrzostwo świata. Od razu widać, że mieliśmy do czynienia z doświadczonym organizatorem i sprawdzoną przez trzy lata zespołową pracą. Dźwiękowo - jak na studio - było też całkiem nieźle. Zawiodło może nieco zbyt jazgotliwe odkręcenie gałek na Trollfet oraz nagłośnienie Jonne Jarveli, wokalisty Korpiklaani, którego momentami nie było w ogóle słuchać.

W klubie zameldowała się odziana w odpowiednio wojownicze koszulki młodzież, młodzież starsza, ale także rodziny z dziećmi! Każdy bawił się bezpiecznie, mimo hektolitrów wypitego piwa oraz co bardziej dzikich metalowych zabaw - circle pit czy ściana śmierci wiodły prym podczas Heidenfestu, choć oczywiście moshpitów, crown surfingu czy zwykłego pogo nie brakło. Szczególnie podczas rewelacyjnego, energetycznego występu Korpiklaani.

To niby całkiem zwyczajny metal, ale dzięki obecności akordeonu oraz skrzypka, odzianego w narodowy fiński strój, ten dość zgrany gatunek nabiera kolorytu i kapitalnie sprawdza się na tego typu imprezach. Ja się wyskakałem za wszystkie czasy, w sumie to nie pamiętam, bym tak się bawił na jakimś koncercie w tym roku. Pozostali uczestnicy także wyglądali na zadowolonych. Tym bardziej że wszystkie kapele grające przed Finami, jak i po nich (jako największa gwiazda wystąpił Wintersun) trzymały wysoki - pod względem rozrywki i czadu, bo już z wartością artystyczną było różnie - poziom.

Imprezę rozpoczęli młodzi Włosi z Krampus, którzy zaprezentowali rozpędzony power metal z kolesiem na wokalu, który miast skrzeku czy growlu, używał hardcore`owego screamu - to było ciekawe! Do tego skrzypce, piszczałki, elementy elektroniki, czyli nowocześnie potraktowany folk metal pełną gębą. Podobało mi się to, że już na pierwszy koncercie pojawiła się zdecydowana większość widzów - inna sprawa, że frekwencja nie była chyba aż tak duża, jak spodziewali się tego organizatorzy - którzy równie entuzjastycznie przywitali debiutantów, jak i gwiazdy. Nieskromnie biję brawa sobie i współtowarzyszom na widowni.

Jako drugi na scenie zameldował się Trollfest, który wyróżniał się jedynie strojami. Ale za to jakimi! Kolesie wypadli przebrani za... pszczoły! Żółto-czarne kubraki, do tego czułki - ciężko było się nie uśmiechnąć. Gorzej z samą muzyką, która chyba tylko dzięki obecności bałałajki (czy czegoś podobnego) oraz saksofonu wnosiła coś ciekawego do dość siermiężnego. W dodatku - jak wspominałem - skasztanionego przez dźwiękowca metalu.

Bardzo za to przypadł mi do gustu zespół Varg - to chyba jedyna kapela, do której będę wracał regularnie. Już sam fakt, że Niemcy śpiewali w swym ojczystym języku, przykuwał uwagę. Druga sprawa to naprawdę świetne riffy! Niby wszystko to osadzone w "wojowniczej" skali, ale na tyle ciekawie rozłożone pomiędzy dwie gitary, że ciężko było się nie zachwycić niektórymi zagrywkami. No i umiejętność rozkręcania imprezy - to zdecydowanie wielki atut wokalisty kapeli.

Na samym końcu na scenie zameldowali się Wintersun, którzy właśnie promują swój drugi album "Time I". Po publice było widać, że jest już bardzo zmęczona, stąd nie uświadczyliśmy już tak szalonej zabawy, jak podczas poprzednich występów. Inna sprawa, że Finowie grają nieco ambitniej od pozostałych kapel, bardziej złożenie i trudniej, stąd mieliśmy do czynienia z koncertem raczej "do posłuchania" niż "do pobawienia". Jeśli weźmiemy to pod uwagę, performance Wintersun należy uznać za udany.

Podobnie jak cały festiwal - czuć było świetną, rodzinną atmosferę: muzycy przechodzili się wśród publiczności, robili zdjęcia, przybijali piątki; pojawiali się też na scenie przy okazji występów innych kapel. Frontman Korpiklaani zaśpiewał razem z Varg, z kolei podczas występu jego kapeli na scenie pojawili się muzycy Trollfest. Nie ukrywam, że lubię takie spędy, mimo że - jak wspominałem - jestem mocno zdystansowany do tego typu muzyki, tak podczas Heidenfestu bawiłem się świetnie! Do zobaczenia za rok!

Impreza odbyła się 28 października w Krakowie.

Jurek Gibadło

Black Record Store
Pozostałe newsy muzyczne Zobacz wszystkie
Zobacz także
<span>POPA CHUBBY</span> The Catfish

POPA CHUBBY The Catfish

<span>DEE SNIDER</span> We Are The Ones

DEE SNIDER We Are The Ones

<span>TED NOVAK</span> Monument Valley

TED NOVAK Monument Valley

<span>BOBBY PREVITE</span> Gone

BOBBY PREVITE Gone

<span>JAZZ Q</span> Elegie

JAZZ Q Elegie

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree ’65 vol. 2

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree ’65 vol. 2

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree `65 vol. 1

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree `65 vol. 1

<span>GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA</span> Kochaj mnie

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA Kochaj mnie

 
Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio