Nasza relacja z koncertu Hurts w Warszawie

Nasza relacja z koncertu Hurts w Warszawie

Newsy

Dodano: 26 marzec 2013

Nie pamiętam, kiedy byłem na tak dobrym koncercie. W dodatku znacząco wykraczającym poza moje główne muzyczne zainteresowania. Dziś, kilka dni po występie Hurts dochodzę do wniosku, że gig Brytyjczyków był i jest jednym z najlepszych koncertów, na jakich byłem w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.

Cieszę się, że z oponenta zespołu, upatrującego w Hurts swoistej sezonowości i wyłącznie komercyjnego aspektu, a także sztucznego i napompowanego hype, stałem się zagorzałym fanem jednej z najciekawszych grup ostatnich lat. Bo Hurts tak naprawdę gra świetną muzykę mogącą zjednać ludzi z kompletnie odmiennych środowisk.

Potwierdzeniem tego był przekrój subkultur na koncercie - społeczności typowo korporacyjnej, hipsterów czy szalonych nastolatek. W Teatrze Palladium był względnie każdy, kto tego wieczoru chciał posłuchać inteligentnej, doskonale zaaranżowanej emocjonalnej muzyki, która mimo że nie jest niczym nowym, porywa tłumy.

Zanim jednak na deskach Palladium pojawiła się gwiazda wieczoru, oglądaliśmy krótki set podopiecznych Sony Music – Uniqplan. Na tyle, na ile udało mi się posłuchać zespołu w drodze do Warszawy, oczekiwałem (jeśli w ogóle) poprawnego, być może nawet mocno tanecznego show (swoją drogą, gdybym miał wybrać polski suport, mój wybór padłby na Kamp!).

Wracając do występu formacji. Nie przypuszczałbym, że (raczej) nikomu nieznany wcześniej zespół (a może znany, bo panowie są ze stolicy) wywrze na publiczności tak dobre wrażenie. Takiego przyjęcia często nie mają nawet prawdziwe gwiazdy, a Uniqplan aspiruje do tego, aby szybko czmychnąć z Polski. Materiał potrzebny do tego jest, koncertowo grupa wypada dobrze, choć wolałbym, by brzmienie kapeli było zorientowane na pracę gitar niż wspieranie się samplami i elektroniką, ale co podkreślam – jest DOBRZE.

Panowie zeszli ze sceny z uśmiechami na twarzy, wyraźnie zadowoleni z reakcji gawiedzi. Jeśli będę miał okazję zobaczyć ten band na żywo, a może nawet podzielić wspólnie scenę, z pewnością z tego spotkania wyjdę zadowolony. Co więcej, cieszę się, że powoli pojawia się u nas coraz większa rzesza artystów, którzy są świadomi własnych umiejętności kompozytorskich, cechują się nienaganną angielszczyzną i stawiają (gruby hajs) na produkcję własnej muzyki. Tyczy się to zarówno popu, wszystkiego co mniej lub bardziej przypisujemy do chillwave, jak i elektroniki samej w sobie. Najprościej rzecz ujmując: dzieje się.

Równo o dziewiątej na scenie zameldowali się Brytyjczycy. Duet w towarzystwie perkusisty, klawiszowca i całkiem sympatycznej i bardzo ładnie uzupełniającej swym głosem partie Theo już samym swoim wyjściem na scenę wywołał nie mały orgazm - być może wśród obojga płci.

Theo, tylko na pozór grzeczny, tytułowe "Exile" odśpiewał z kapturem na twarzy. Skrywając swoje oblicze, wpisał się w klimat pierwszego utworu. Tutaj warto podkreślić fenomenalne brzmienie całego składu Hurts. Tyczy się to zarówno poszczególnych instrumentów (pani stojąca z boku sceny co chwilę chwytała za co innego) jak i tego, na co zwracam uwagę najbardziej - mianowicie - zestawu perkusyjnego. Ba, jestem w stanie pokusić się o twierdzenie, że jako zespół Hurts zabrzmiało dość potężnie.

Jest jednak jedno ale. W pewnym momencie, czyli gdzieś przed najbardziej rockowym i momentami brzmiącym metalowo "Cupid",zauważyłem, że gwiazda wieczoru brzmi zaskakująco IDEALNIE, niemal jak na albumie. Po części była to zasługa wszystkich odpalanych sampli, przez co czasem nie wiedziałem, czy rzeczywiście śpiewa Theo, czy chłop posiłkuje się dodatkowymi ścieżkami. Nawet jeśli - to wybaczam. Dajmy na to, że dałem się oczarować – choć przyznam, że zdarzały się mielizny, momenty nudniejsze, a i wizualnie panowie (i pani) mogliby zwiększyć produkcję swoich widowisk.

Najprawdopodobniej tak się stanie na listopadowym koncercie w Hali Torwar, na który już niezmiernie się cieszę. Co więcej, liczę na to, że sam koncert potrwa dłużej niż 60 minut, bo nie ukrywajmy, aż trzy bisy po CIĘŻKIM, mocno Nine Inch Nailes`owym "The Road" były mocno wyreżyserowane i raczej odklepane. Więc, na upartego gig mógłby trwać jeszcze krócej.

Hurts wyszli bo wyszli - dla 1000 osób po prostu musieli. Jednakowoż, przynajmniej dla mnie, zaskoczeniem już w trakcie bisów była w pełni akustyczna wersja jednego z najlepszych premierowych utworów "Somebody To Die For". Chciałbym, aby w niedalekiej przyszłości ten track stał się singlem, który zawierałby alternatywne nagranie. Ale jeśli się tak nie stanie, pozostaną wspomnienia i nagrania fanów, bo ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu lwia część zgromadzonych niemal przez cały koncert zamiast poskakać, poruszać się, pośpiewać gromko i głośno, wyraźnie wolała wydarzenie uwieczniać na ekranie swojego smartfona.

Tutaj chciałbym niezbyt grzecznie pozdrowić dziewczynę, która przez bitą godzinę kręciła gig swoim ipadem. Dzieci - nie idźcie tą drogą. Dorośli również. Chociaż wnioskując po zachowaniach niektórych osób, wychodzi na to, że na takie koncerty jak Hurts, czy się band lubi czy nie, chodzi się po to, aby się pokazać. Wielkomiejski nikomu niepotrzebny trend.

Tak czy owak, do zobaczenia jesienią, ponownie w stolicy, ponownie z Hurts.

Setlista:

• Exile
• Miracle
• Wonderful Life
• Silver Lining
• Blind
• Evelyn
• Cupid
• Sunday
• Blood, Tears & Gold
• Unspoken
• Illuminated
• The Road
• Somebody to Die For
• Better Than Love
• Stay

Koncert odbył się 20 marca w klubie Palladium.


Grzegorz "Chain" Pindor

Black Record Store
Pozostałe newsy muzyczne Zobacz wszystkie
Zobacz także
<span>POPA CHUBBY</span> The Catfish

POPA CHUBBY The Catfish

<span>DEE SNIDER</span> We Are The Ones

DEE SNIDER We Are The Ones

<span>TED NOVAK</span> Monument Valley

TED NOVAK Monument Valley

<span>BOBBY PREVITE</span> Gone

BOBBY PREVITE Gone

<span>JAZZ Q</span> Elegie

JAZZ Q Elegie

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree ’65 vol. 2

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree ’65 vol. 2

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree `65 vol. 1

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree `65 vol. 1

<span>GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA</span> Kochaj mnie

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA Kochaj mnie

 
Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio