Poznański Luxfest, czyli festiwal klasy Lux. Relacja

Poznański Luxfest, czyli festiwal klasy Lux. Relacja

Newsy

Dodano: 19 listopad 2013
W sobotę 16 listopada w poznańskiej Arenie odbyła się już druga edycja Luxfestu tym razem oznaczonego datą 2013. Obok gospodarzy, czyli Luxtorpedy, przez scenę przewinęła się duża grupa zaproszonych artystów.

Luxfest został pomyślany jako impreza nie tylko dla starszaków, lecz także jako miejsce dobrej zabawy (nie tylko przy muzyce) dla całych rodzin. Dlatego też wczesnym popołudniem festiwal rozpoczęła Arka Noego, której koncert stał się magnesem dla dziecięcej części publiczności.

Ale to nie wszystko - gdy scenę opanowali kolejni muzycy i mocniejsze brzmienia, dzieci przeniosły się do przestronnego holu Areny, do strefy LuxArt, gdzie w ramach warsztatów rozwijały m.in. swoje talenty muzyczne, plastyczne i grały w gry. Od tych atrakcji dostawałem oczopląsu. Było tam prawie tak głośno jak pod sceną, taki pomysł polecam organizatorom przeróżnych festiwali w naszym kraju.

Przejdźmy już jednak do muzyki. Z kronikarskiego obowiazku dodam, że zanim udało mi się dotrzeć do Areny, na scenie zaprezentowały się dwie kapele, które zwyciężyły w plebiscynie Nasze Miasto Gra - Follow d`Arc i Czwarty Poziom. Ja załapałem się dosłownie na ostatnie minuty występu drugiej z tych kapel, więc nie będę w tej kwestii zabierał głosu.

Kilkanaście minut po szesnastej rozpoczęła się zasadnicza część festiwalu. Otworzył ją swoim występem zespół aTom, którego liderem jest Tomasz Bendarek. Kilkanaście lat temu próbował zaistnieć na polskiej scenie rockowej, przewodząc kapeli Leaf, i choć był to kawał naprawdę dobrej muzy, to nie udało się muzykom przebić do szerokiego odbiorcy. Jednak w sieci jeszcze możecie gdzieniegdzie odnaleźć ślady po Leaf - bardzo polecam odszukanie choćby kawałka "Jeśli tylko chcesz".

Osobiście bardzo żałuję, że Leaf to już historia, a jeśli chodzi o aTom to przyznam, że mam mieszane uczucia. Był to pierwszy, historyczny koncert tej kapeli, do kwestii wykonawczej nie można się przyczepić, bo aTom grali naprawdę zawodowo. Słuchając ich ostrego, gitarowego grania, miałem wrażenie, że panowie są za bardzo zapatrzeni w sztandarowy obecnie zespół Litzy. Jakby na potwierdzenie tego lider Luxtorpedy zagrał jeszcze gościnnie w jednym z kawałków. Zresztą Litza jest także producentem debiutanckiego krążka aTomu i stąd może koło tak się zamyka. Ja, jeśli miałbym wybierać między bardzo dobrym oryginałem a zespołem, który trochę wchodzi w "czyjeś buty", to zdecydowanie wolę jednak Luxtorpedę.

Po aTomie na scenę wyszedł Budzy z projektem Trupia Czaszka. Był to nie tyle koncert, ile spektakl wzbogacony o multimedia. Tomek Budzyński jest artystą, który nie tylko śpiewa, ale też doskonale odnajduje się w sztukach plastycznych. Dlatego zarówno koncerty Armii, jak i Trupiej Czaszki mogą liczyć na dopracowaną oprawę wizualną. Na scenie Luxfestu Budzy wraz z muzykami pojawili się wymalowani w barwy kojarzące się ze śmiercią, a z głośników popłynęła ostra sieczka (ściana gitar plus łojący iście punkowo perkusista), która ostatnio została wydana na płycie "Mor". Ten koncert był naprawdę trudny w odbiorze i to nie tylko ze względu na tematykę tekstów. Ale muszę przyznać, że pod sceną nie było pusto.

Kto przetrwał set Budzego i Trupiej Czaszki, miał szansę odetchnąć przy pozytywnych wibracjach, które - w dwóch odsłonach - przekazywał ze sceny zespół Maleo Reggae Rockers. Pierwszą część koncertu Darka Malejonka i jego kolegów wypełnił materiał z płyty "Panny Wyklęte", nagranej z kilkunastoma wokalistkami naszej sceny muzycznej. To projekt upamiętniający historię Żołnierzy Wyklętych, którzy po zakończeniu II Wojny Światowej nie pogodzili się z obecnością na polskiej ziemi okupanta ze Wschodu i dalej walczyli o wolność. Niestety Polska mogła się poczuć wolna dopiero w 1989 roku, a o krwi przelanej przez tych bohaterów przez długie lata nie mówiło się w szkołach.

 

Na szczęście w obecnych czasach coraz głośniej o tej nierównej walce, a przyczyniaja się do tego i "Panny Wyklęte", czyli wokalistki, które bardzo udanie ubrały trudną historię Polski w wartościowe teksty do muzyki Maleo Reggae Rockers. Na scenie w Poznaniu zaprezentowało się ich zaledwie kilka (Marcelina, Kasia Malejonek, duet Parę Słów), ale publiczność przyjęła te piosenki bardzo dobrze i mam nadzieję, że duża część z niej zabrała po koncercię tę płytę do domów.

Drugą część koncertu Maleo Reggae Rockers wypełniły piosenki doskonale znane z krążków tej kapeli - choćby "Serca nie oszukasz" czy "Alibi", ale pojawiło się i kilka nowości z płyty "Revolution", która dopiero za kilka dni pojawi się w sklepach. Z ich odsłuchu wnioskuję, że na nowym krążku MRR znajdzie się trochę i elektronicznych brzmień, które wzbogacą brzmienie kapeli Darka Malejonka. O wszystkim przekonamy się w pełnym wymiarze już po premierze, jednak muszę przyznać, że zapowiada się dość ciekawie.

W jednym z nowych kawałków - "Słyszę" - na scenie pojawił się gościnnie Grubson i nastąpiła powszechna aktywizacja publiczności, która mogła włączyć się za pomocą swojej przenośnej elektroniki (smartfony, aparaty itd.) w kręcenie teledysku. O efekcie tej kolaboracji przekonamy się za jakiś czas.

Przy dźwiękach muzyki reggae bawiło się naprawdę bardzo dużo słuchaczy, ale najciaśniej na płycie Areny zrobiło się - co zresztą nie dziwi - gdy na scenie pojawili się gospodarze Luxfestu. To głównie dla nich zjawili się tu fani z Poznania i całej Polski. Luxtorpeda nie zawiodła swojej publiki i oprócz piosenek z dwóch wydawnych do tej pory płyt, zagrała także kilka numerów z tej najnowszej, nagrywanej obecnie - zatytułowenej "Pierwiastek z pięciu".

 

Co ciekawe, występ Luxtorpedy przerodził się właściwie w koncert życzeń, bo muzycy nie mieli przygotowanej setlisty, a utwory, które pojawiły się w programie, były wybrane w trakcie rozmów Litzy z publicznością. Wśród nowości zabrzmiały między innymi "Persona non grata" i "Pusta studnia", które na pewno narobiły smaka przed wiosenną premierą płyty.

To był bardzo dobry set, ale do tego Luxtorpeda już wszystkich przyzwyczaiła. Nie może być jednak inaczej, gdy na scenie spotykają się nie wzięci z łapanki kolesie, lecz faceci, którzy robią to co najbardziej lubią i są ze sobą zaprzyjaźnieni. W ich twórczości liczy się nie tylko muzyka, ale i dopracowane teksty, w których poruszają bardzo ważne, a często i trudne tematy przez wielu muzyków omijane z daleka. Tym właśnie całokształtem Luxtorpeda zapracowała na tak wierną rzeszę fanów, która - podejrzewam - poszłaby za nią w ogień.

Ostatnim wykonawcą Luxfestu 2013, który swoim występem zamknął imprezę, był Grubson. Przyznam, że klejone rymy to nie jest moja muzyczna bajka i dlatego byłem pozytywnie zaskoczony tym, gdy zobaczyłem, że Arena po zakończeniu koncertu Luxtorpedy wcale się nie wyludniła i że pod sceną dalej jest dość gęsto. W zamian ci najwytrwalsi goście Luxfestu dostali dużą dawkę "bujanej" muzyki, przy której mogli się wyśmienicie pobawić. Wyglądało na to, że Grubson też czuł się w Poznaniu bardzo dobrze i na moje oko ostatni koncert potrwał trochę dłużej niż to zaplanowali organizatorzy.

 

Było już prawie w pół do pierwszej w nocy, gdy na scenę wyszedł Litza i zachrypionym głosem zapytał zgromadzonych, czy chcą, by za rok odbyła się kolejna edycja Luxfestu. Właściwie nie wiem, w jakim celu męczył gardło tak retorycznym pytaniem. Reakcja przybyłych do Areny nie była zaskoczeniem, bo chyba nikt nie wyobraża sobie innego rozwiązania niż muzyczne spotkanie w Poznaniu po raz kolejny.

Nie ulega wątpliwości, że Luxfest był bardzo udaną imprezą i kolejna edycja jest wręcz punktem obowiązkowym w muzycznym rozkładzie jazdy miasta Poznania. Kilka tysięcy ludzi dostało nie tylko dużą dawkę dobrych dźwięków, lecz także - a może przede wszystkim - pozytywny przekaz, o który nie jest łatwo w obecnych czasach. Za sam pomysł takiej imprezy, która gromadzi całe rodziny, należą się wielkie brawa dla całej ekipy zgromadzonej wokół muzyków Luxtorpedy. To przedsięwzięcie wymagające ogromu pracy i to przez kilka miesięcy, ale za to późniejszy efekt na pewno wynagradza te trudy.

By dotrzeć na tegoroczny Luxfest musiałem przejechać dobrych kilkaset kilometrów i... było naprawdę warto. Nie tylko dla muzyki, która płynęła ze sceny, a jestem przecież koncertowym zwierzakiem. Zapamiętałem także tętniącą życiem Arenę, którą wypełniała dobra zabawa i radość, Do zobaczenia - mam nadzieję - za rok!

Piotr Wojtowicz
Zdjęcia: Mateo Stolarski

Black Record Store
Pozostałe newsy muzyczne Zobacz wszystkie
Zobacz także
<span>TED NOVAK</span> Monument Valley

TED NOVAK Monument Valley

<span>BOBBY PREVITE</span> Gone

BOBBY PREVITE Gone

<span>JAZZ Q</span> Elegie

JAZZ Q Elegie

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree ’65 vol. 2

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree ’65 vol. 2

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree `65 vol. 1

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree `65 vol. 1

<span>GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA</span> Kochaj mnie

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA Kochaj mnie

<span>WILCO</span> Schmilco

WILCO Schmilco

<span>BEN HARPER & THE INNOCENT CRIMINALS</span> Call It What It Is

BEN HARPER & THE INNOCENT CRIMINALS Call It What It Is

 
Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio