30 seconds to mars zagrali w Rybniku

30 seconds to mars zagrali w Rybniku

Newsy

Dodano: 25 czerwiec 2014
Rybnik raz do roku staje się stolicą światowej muzyki. Dzięki doskonałej współpracy MJM Prestige oraz lokalnych władz miasto słynące głównie z żużla, gościło sławy jak Guns`n`Roses, Bryan Adams czy wreszcie - 30 seconds to mars.

Niedzielny koncert tegorocznej gwiady, zespołu 30 seconds to mars, występującego bez jednego z braci Leto, który akurat obsługuje zestaw perkusyjny, zapowiadał się raczej - jakby to ująć - dość nieprzewidywalnie. Zastanawiałem się, czy panowie wynajęli sobie kogoś na trasę (co za problem?), czy może wspierać się będą ścieżkami ze studia. Padło na drugie rozwiązanie, które - o dziwo - sprawdziło się doskonale. Jest to poniekąd zasługą odpowiedniego zaprogramowania ścieżek bębnów w odniesieniu do tego, co ma się dziać, na scenie. A działo się niemało, ale o tym nieco niżej.

W Rybniku pojawiło się, na oko, jakieś 14 tysięcy ludzi. Nie mniej niż na koncertach w Łodzi i wystarczająco dużo, aby określić to wydarzenie sukcesem. Skoro, wedle mediów, pojawili się nawet ludzie z Maroka - coś było na rzeczy. Co do frekwencji, średniej wieku i tym podobnych - spore zaskoczenie. Starsze panie, których nie brakowało, i bynajmniej nie w roli opiekunek, znały teksty, małolaty szarżowały bramy obiektu, młodzież wchodząca w dorosłość tylko słuchała, a moi rówieśnicy i jednocześnie fani zespołu bawili się w najlepsze, choć przeżywając wydarzenie na swój własny, poniekąd dość intymny sposób, ciesząc się przy tym jak dzieci.

Zacznijmy od początku. Na scenie zameldował się Dawid Podsiadło z zespołem. Byłem zaskoczony, ale i rozczarowany, bo dobrze znam płytę chłopaka z Dąbrowy Górniczej i bardzo ją lubię, ale żywo, w konfrontacji (nie pierwszy i nie ostatni raz) z wielotysięcznym tłumem Dawid zaprezentował się bezpłciowo, bez ikry, jaj i mocy, jaka powinna cechować taki występ.

Doskonale znam twórczość jegomościa i mam na uwadze "lekkość" kompozycji, jednak oczekiwałem czegoś więcej. I dostałem - nowe utwory, w tym mocno alternatywne znacząco odstające od znanego repertuaru wokalisty. Niestety Dawid w takiej odsłonie, tajemniczej i pogmatwanej, wypada dość nijako, ale poczekam z osądem na zapis studyjny. Mimo wszystko gawiedź przyjęła dąbrowianina ciepło i z lubością, czego się nie spodziewałem. "Trójkąty i kwadraty" nie zawiodły (śmiech).

Na gwiazdę wieczoru czekaliśmy z 30-minutowym opóźnieniem. Jak wiadomo, obsuwa powinna być wpisana w definicję koncertu w naszym kraju i raczej prędko się to nie zmieni. Czas oczekiwania umilała mi młoda para z Suwałk, która przyjechała na ten koncert autostopem. Co powiedzieli, to moje, ale aż dziw bierze, ile pozytywnych przygód można mieć jadąc autostopem na ...marsa (śmiech).

Duet (i ukrywający się za sceną basista) dali bodaj najlepsze show z dotychczasowych na polskiej ziemi. Z jajem – a może dosadniej, z kiełbasą i pierogami w roli tematu przewodniego. Zgrzyty, jak płacenie za wejście na scenę w ostatnim utworze albo chyba częściowo wyreżyserowana akcja z "polish family" (piszę "częściowo", bo familia najprawdopodobniej za część przywilejów zapłaciła) choć były zabawne, wcale nie musiały mieć miejsca. Sam Leto, ubrany na początku w koronę i dziwny płaszcz do publiczności odezwał się późno, i...choć frontmanem jest takim jak "1 na 100" część tekstów w tym o jedzeniu i nowej ksywie "kielbasa" mógł sobie odpuścić. Czerstwy żart jest spoko, ale raz albo dwa, a nie co dziesięc minut.

Panowie z 30 seconds to mars zagrali do bólu przewidywalny, ale satysfakcjonujący set, na który składały się głównie kompozycje z dwóch ostatnich albumów, z naciskiem na najnowszy, z którego usłyszeliśmy m.in wszystkie ballady.

Zamiłowanie do akustycznych wersji kompozycji jest w pełni zrozumiałe, ale nie przez niemal trzy kwadranse. Energia, która wcześniej aż kipiała ze sceny (razem z efektami specjalnymi), nagle uszła i zaczęła się konferansjerka, wyciąganie ludzi z tłumu oraz...przerwa dla Tomo, który obsługiwał sampler, instrumenty perkusyjne, gitarę i śpiewał czasami nawet czyściej niż sam Leto, który zapewne miał "gorszy dzień", albo "przejadł się pierogami".

Mimo to wybaczam, bo 30 seconds to mars uwielbiam i częściowo multimedialne - ale w przeciwieństwie do łódzkich koncertów - bardziej oszczędne show zrobiło na mnie doskonałe wrażenie i zaprawdę powiadam Wam, na takie koncerty mógłbym chodzić co tydzień, o ile w pobliżu nie grałoby Muse.

Setlista:

1. Birth 
2. Night of the Hunter 
3. Search and Destroy 
4. This Is War 
5. Conquistador 
6. Kings and Queens 
7. Do or Die 
8. End of All Days 
9. City of Angels 
10. Hurricane
11. Alibi 
12. Attack 
13. The Kill (Bury Me) 
14. Closer to the Edge  15. Up in The Air

Grzegorz "Chain" Pindor

Black Record Store
Pozostałe newsy muzyczne Zobacz wszystkie
Zobacz także
<span>POPA CHUBBY</span> The Catfish

POPA CHUBBY The Catfish

<span>DEE SNIDER</span> We Are The Ones

DEE SNIDER We Are The Ones

<span>TED NOVAK</span> Monument Valley

TED NOVAK Monument Valley

<span>BOBBY PREVITE</span> Gone

BOBBY PREVITE Gone

<span>JAZZ Q</span> Elegie

JAZZ Q Elegie

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree ’65 vol. 2

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree ’65 vol. 2

<span>ANNIE ROSS / NOVI SINGERS</span> Jazz Jamboree `65 vol. 1

ANNIE ROSS / NOVI SINGERS Jazz Jamboree `65 vol. 1

<span>GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA</span> Kochaj mnie

GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA Kochaj mnie

 
Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio