A Multitude of Angels

KEITH JARRETT
A Multitude of Angels

Jazz

Rozważając tytuł czteropłytowego albumu Keitha Jarretta "Niezliczona rzesza aniołów", można pomyśleć, że pianista szykuje się na spotkanie z Panem na Niebiosach. Dopiero kiedy popatrzyłem na daty nagrania czterech koncertów we włoskich miastach - Modenie, Ferrarze, Turynie i Genui - uspokoiłem się.

Występy odbyły się pomiędzy 23 a 30 października 1996 r. Nie pierwszy to raz szef ECM Records, który na nagraniach Keitha Jarretta zarobił miliony, by je stracić na mało popularnych nagraniach, sięga do archiwum koncertowych rejestracji najdroższego z żyjących jazzmanów. Jazzmanów?

Tylko z przyzwyczajenia tak określiłem Jarretta, bowiem jego muzyka daleko wykracza poza ten styl, a jedynym "jazzowym" aspektem jest puls, specyficzny rytm. Bo improwizacja, a takie były te koncerty, nie przynależy wyłącznie do jazzu. Keith Jarrett jest pianistą totalnym i dlatego trafia do wszystkich, którzy są wrażliwi na muzykę. Udowodnił to już w 1975 r. nagrywając na zdezelowanym Bosendorferze solowy recital w Operze Kolońskiej.

Podwójny album "The Köln Concert" stał się winylowym bestsellerem i łącznie z wydaniem na jednej płycie CD sprzedał się w nakładzie ok. 4 milionów, bo nikt nie wie dokładnie, ile się sprzedało w krajach, gdzie nie liczy się hologramów. Dodając wydania pirackie, swobodnie można tę liczbę podwoić, a może i potroić.

Do dziś zastanawiam się, na czym polega fenomen "The Köln Concert". Przecież ECM Reocords praktycznie nie reklamowała tej produkcji, podobnie jak innych swoich albumów. Nie były to pierwsze koncertowe improwizacje Jarretta, ale najbardziej przystępne, proste, momentami melodyjne. Miały też coś, czego nie znajdziemy na innych płytach.

Pianista obnażył swój warsztat, pokazał, jak zmaga się z muzycznym tworzywem, jak szuka właściwej nuty powtarzając sekwencje akordów. Słuchacz czuje się częścią spektaklu, może nawet wyobraża sobie, że tworzy razem z artystą przy fortepianie. Za takie uczucie gotów jest zapłacić każde pieniądze. Bilet do Opery Kolońskiej 24 stycznia 1975 r., kiedy młody pianista usiadł do Bösendorfera, kosztował 4 marki.

Dziś trzeba zapłacić za bilet na koncert Keitha Jarretta ok. 100 euro. O jego występy zabiegają wszystkie festiwale i wszystkie znaczące sale koncertowe świata. Jarrett ma ten komfort, że wybiera tylko nieliczne, grając kilka koncertów roku. Najdłuższą solową trasę po Europie odbył w 2016 r. Był blisko: Budapeszt, Wiedeń, Monachium, ale do Polski nie przyjechał, choć starało się Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu i NOSPR w Katowicach. Można przypuszczać, że w Polsce ceny biletów na najlepsze miejsca mogłyby osiągnąć tysiąc złotych.

Pierwszy solowy recital Jarrett nagrał dla ECM Records 10 listopada 1971 r. – dzień po występie z zespołem Milesa Davisa w Oslo. Wydany na płycie "Facing You" przetrwał próbę czasu i jest uważany za jedną z ważniejszych płyt w jego karierze. Następny, trzypłytowy album "Solo Concerts Bremen/Lausanne" (1973) osiągnąłby zapewne dużą popularność, gdyby nie opasłe pudełko, w którym został wydany.

Jest ceniony przez kolekcjonerów właśnie w tym pierwszym wydaniu, podobnie jak dziesięciopłytowy "Sun Bear Concerts" nagrane w 1976 r. w Japonii (6CD). Dużą popularnością cieszyły się koncerty w Paryżu (1988), Wiedniu (1991) i w mediolańskiej La Scali (1995). Na trzech płytach ECM wydał album "Paris/London Testament", na dwóch "Rio". Najnowsze solowe recitale Keitha Jarretta z 2014 r. zebrano na płycie "Creation". W sumie wydał takich albumów dziewiętnaście.

Każdy z włoskich koncertów na "A Multitude of Angels" był inny. Były to ostatnie występy z improwizacjami wykonywanymi za jednym podejściem, bez schodzenia ze sceny. Jarrett sam ustawiał sobie mikrofony B&K i swój nieodłączny DAT Recorder Sonosax. Dzięki temu uzyskał naturalne brzmienie, niemal takie, jak sam słyszał przy fortepianie.

Początek koncertu w Modenie bardzo przypomina najlepsze fragmenty "The Köln Concert". To najlepsze 34 minuty tego albumu i najbardziej przystępne, bo "Part II" koncertu była zmaganiem się z rytmem, momentami agresywnym, i te chwile mogą być trudne dla jednych, choć fascynujące dla innych.

Zagrany na koniec standard "Danny Boy" pokazuje inwencję pianisty w rozwijaniu prostej, balladowej melodii w kaskadowe improwizacje. Pięć godzin przygody z wielką muzyką genialnego twórcy i wirtuoza, trudno się oderwać od głośników nie przesłuchując całości za jednym posiedzeniem.

Marek Dusza
ECM/UNIVERSAL

Inne płyty
tego wykonawcy
  • Wykonanie
  • Nagranie
Zakupy

Zobacz też:

Inne recenzje
<span>JOONSAM</span> A Door

JOONSAM A Door

<span>DJANGO BATES/FRBB</span> Saluting Sgt. Pepper

DJANGO BATES/FRBB Saluting Sgt. Pepper

<span>ROSCOE MITCHELL</span> Bells for the South Side

ROSCOE MITCHELL Bells for the South Side

<span>HANG EM HIGH</span> Tres Testosterones

HANG EM HIGH Tres Testosterones

<span>SCOTT HAMILTON</span> Ballads For Audiophiles

SCOTT HAMILTON Ballads For Audiophiles

<span>HERB ALPERT</span> Music Vol. 1

HERB ALPERT Music Vol. 1

<span>LOUIS HAYES</span> Serenade for Horace

LOUIS HAYES Serenade for Horace

<span>TINGVALL TRIO</span> Cirklar

TINGVALL TRIO Cirklar

 

 

 
Audio - październik 2017

Strefa Magazynu

Audio 10/2017

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio