48 13

KASABIAN
48 13

Rock alternatywny / rock elektroniczny

Czy Kasabian zasłużenie przewodzi programom zagranicznych festiwali? Czy są komukolwiek potrzebni? Czy britpop i brytyjski rock to jeszcze coś, czego poszukują słuchacze? Te pytania w poniższym tekście padają bez odpowiedzi. Pozostawiam Was z nimi i własnym rachunkiem sumienia.

Piąty studyjny album Anglików przynosi nam końską dawkę ścierającej się ze sobą elektroniki i gitar. Panowie tkają melodie, krzeszą riffy i kładą taneczny beat. Innymi słowy robią to, do czego nas przyzwyczaili, choć biorąc pod uwagę zmiany na rynku, nieco zatrzymali się w czasie. Na "48 13" otrzymujemy psychodeliczny odlot - mieszankę wybuchową, ale momentami, co piszę z przykrością, niefortunnie niestrawną.

Kasabian oferuje nam miks hip-hopu, rocka rodem z lat 60., tanecznej elektroniki i popowej przebojowości. Niby nic nowego, zwłaszcza że obecnie jest to dość mocno popularna mieszanka skrzętnie wykorzystywana przez producentów i samych artystów z całego globu. Nie wszyscy potrafią jednak pisać takie refreny, no i nie każdy band ma w składzie czarodzieja gitary i uniwersalnego kompozytora jak Sergio Pizzorno.

Niestety główny sonwriter Kasabian, choć pokazuje się z jak najlepszej strony jako instrumentalista, przegrywa z wyzwaniem stworzenia spójnego elektryzującego albumu, który pokochają zastępy fanów. Dlaczego? Z prostej przyczyny; to, co najlepsze, Kasabian serwuje już na samym początku albumu, z dwoma wyjątkami w dolnej części tracklisty.

Ponadto panowie celowo wybierając na singiel zaskakująco skoczne "Eez-eh" strzelili sobie w stopę. Nie można nazwać go numerem reprezentatywnym dla całości - jest dość przeciętny i ustępuje miejsca choćby otwierającemu krążek "Bumblebee", kompozycji dość przewrotnej, ale osadzonej na mocnym rytmie i nadającej się do sing-a-longów. Nie wierzycie?

Jeśli nie ów numer, to jeszcze najdłuższy na krążku, antyprzebojowy, ale za to silnie uzależniający w środkowej części "Treat" z genialnym refrenem i nie mniej przekonującym gitarowym motywem przewodnim, który w połowie ustępuje miejsca syntezatorom. Ot, Kasabian anno domini 2014 w pigułce. Niby nieźle, ale jednak na dłuższą metę mało kreatywnie.

Reszta kompozycji ma swoje momenty, wzloty i upadki, a nawet jedno mocne uderzenie o twardą glebę ("Stevie"). Mimo wszystko "48 13" może się podobać. Dawkowany z umiarem umili czas, zaś w nadmiarze doprowadzi do niechcianych dylematów związanych ze słusznością własnego gustu muzycznego.

Grzegorz "Chain" Pindor

Inne płyty
tego wykonawcy
  • Wykonanie
  • Nagranie
Inne recenzje
<span>FRANK CARTER & THE RATTLESNAKES</span> Frank Carter & The Rattlesnakes Wild Flowers

FRANK CARTER & THE RATTLESNAKES Frank Carter & The Rattlesnakes Wild Flowers

<span>FUFANU</span> Sports

FUFANU Sports

<span>LOREIN</span> Złamania

LOREIN Złamania

<span>BOB DYLAN</span> Triplicate

BOB DYLAN Triplicate

<span>JIMMY EAT WORLD</span> Integrity Blues

JIMMY EAT WORLD Integrity Blues

<span>VOO VOO</span> 7

VOO VOO 7

<span>RYAN ADAMS</span> Prisoner

RYAN ADAMS Prisoner

<span>STEEL PANTHER</span> Lower The Bar

STEEL PANTHER Lower The Bar

 

 

 
Audio - czerwiec 2017

Strefa Magazynu

Audio 6/2017

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio