Soundtrack

LAO CHE
Soundtrack

Experimental rock

Lao Che nieprzypadkowo wzięli swoją nazwę z filmów o Indianie Jonesie. Tak samo jak słynny podróżnik nie potrafią usiedzieć w miejscu i ciągle poszukują swojego miejsca na ziemi. Czy kiedykolwiek je znajdą?

A może nie chcą znaleźć? Może zabawa stylami, skakanie z rockowego na elektroniczny kwiatek (i z powrotem), a potem stawanie okrakiem na płatkach obu z nich jest właśnie tym, w czym są najlepsi, z czym chcą być kojarzeni? Nieważne, jaki cel przyświeca ciągłym zmianom artystycznym Lao Che. Ważne, że większość z nich broni się sama.

Tak właśnie sprawy mają się z "Soundtrackiem", piątą płytą pochodzącej z Płocka kapeli. Tym razem płodna szóstka postanowiła potraktować swoje piosenki jako fragmenty ścieżki dźwiękowej wyimaginowanego filmu. A raczej serii dziewięciu filmów. Dzięki temu podejściu płyta jest niesamowicie różnorodna w klimacie, tu smęci, tam trochę przytupnie, to znowu zabiera nas w podróż ku retro czasom i takowej liryce, by chwilę później przywalić czymś psychodelicznym.

Ogólnie jednak mamy do czynienia z minimalistycznym podejściem do piosenki, oszczędnością w wydobywaniu dźwięków. Lao Che stawiają na trans, rytm - te piosenki pulsują, dają się prowadzić wyraźnie uwypuklonej sekcji rytmicznej, zza której sukcesywnie wychylają się pozostałe instrumenty i wokal Huberta Dobaczewskiego. Dzięki tym zabiegom nowe kompozycje zespołu zyskują progresywną, rozbudowaną formę, intrygują, stanowią pewnego rodzaju tajemnicę i zapraszają słuchacza do jej odkrycia. Do odzierania ich z kolejnych planów, docierania do dźwięków zakopanych w tle - a że tych planów na "Soundtracku" mamy doprawdy wiele, przed nami nie lada wyzwanie.

Jak zwykle klasą samą w sobie jak Spięty - jego wokal, najbardziej charakterystyczny element muzyki Lao Che, dostosował się do minimalizmu serwowanego przez zespół i także ogranicza rozbuchanie melodii, częściej sięga po szept, czy nawet rap ("Jestem psem"). Czasami zdarza mu się wkroczyć na nieco wyższe rejestry (w "Dymie" - może dlatego się wyróżnia, iż treściowo to jeden z najważniejszych kawałków na "Soundtracku"), ale najczęściej prezentuje oniryczną stronę swojej duszy.

Podobają mi się te eksperymenty. Podoba brak oczywistości w graniu Lao Che. Podoba mi się wreszcie, że to ja - i każdy inny słuchacz - muszę podążać za zespołem, muszę zaufać zmysłowi muzyków, którzy chcą mnie prowadzić po coraz to nowych ścieżkach - a nie zespół za mną. Panowie nie chcą się nikomu przypodobać. Nie muszą, bo dzięki swojej postawie ciągle intrygują słuchaczy i - mam wrażenie - cokolwiek zrobią, zawsze spotkają się ze sporym odzewem w muzycznym społeczeństwie. Szacunek!

Jurek Gibadło
Mystic

Inne płyty
tego wykonawcy
  • Wykonanie
  • Nagranie
Inne recenzje
<span>VOO VOO</span> 7

VOO VOO 7

<span>RYAN ADAMS</span> Prisoner

RYAN ADAMS Prisoner

<span>STEEL PANTHER</span> Lower The Bar

STEEL PANTHER Lower The Bar

<span>DEPECHE MODE</span> Spirit

DEPECHE MODE Spirit

<span>BATALION D`AMOUR</span> Fenix

BATALION D`AMOUR Fenix

<span>PLACEBO</span> A Place For Us To Dream

PLACEBO A Place For Us To Dream

<span>BOB DYLAN</span> The Real Royal Albert Hall 1966 Concert

BOB DYLAN The Real Royal Albert Hall 1966 Concert

<span>CAR SEAT HEADREST</span> Teens of Denial

CAR SEAT HEADREST Teens of Denial

 

 

 
Audio - czerwiec 2017

Strefa Magazynu

Audio 5/2017

Kolejny test kolumn głośnikowych obejmuje zakres 2500-3000 zł, a więc propozycje "dla ludzi"; znane marki wydają się być gwarancją przynajmniej przyzwoitego poziomu,...

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio