Na przełomie lat 80. i 90. wpadł mi w ręce katalog jakiegoś
"zachodniego" sklepu albo dystrybutora, w którym roiło się od
sprzętu wówczas w Polsce nieznanego. Utkwiły mi wówczas
w pamięci szarobure klocki NAD-a i Naima - ich surowy wygląd
a jednocześnie wysokie ceny (pamiętajmy o ówczesnych zarobkach,
kursach itp.) wskazywały na pochodzenie z jakiegoś zupełnie
innego świata, w którym wyznacznikiem jakości nie jest
liczba manipulatorów ani wskaźników na przedniej ściance czy
katalogowe parametry. Wkrótce wspomniane firmy pojawiły się
na polskim rynku razem z innymi brytyjskimi producentami; do
dzisiaj pamiętam pierwsze spotkania ze wzmacniaczami Arcama
(Alfa) i Musicala (A1), a potem z Cyrusem, Exposure, Audiolabem...
Zawsze powtarzał się ten sam schemat: prostota formy,
minimalizm funkcji (choć nie zawsze skrajny), umiarkowana
moc. Mimo to, właśnie brytyjski sprzęt hi-fi stał się najbardziej
pożądanym przez audiofilów (abstrahując od znacznie droższych
i przez to nieprzystępnych wytworów amerykańskiego hiendu),
będąc w kontrze do "japońszczyzny", oskarżanej o lekceważenie
najważniejszej sprawy - brzmienia. Doszło już niemal
do przegięcia w drugą stronę - przekonania, że im brzydsze
i trudniejsze w obsłudze urządzenie, tym - automatycznie
gra lepiej, bo przecież co zaoszczędzono na "bajerach", to
zainwestowano w kluczowe dla dźwięku komponenty. Mogło
to wywoływać kolejną reakcję obronną, bo obserwując jakość
brytyjskich produktów obiektywnie - na tyle, na ile to możliwe
w sprzęcie zawsze odwołującym się do emocji - napotykaliśmy
na wiele przykładów nadużywania audiofilskiego zaufania.
Minęły czasy zaciekłej ideologicznej konfrontacji między
japońskim a niejapońskim, zastąpione alternatywą chińskie albo
niechińskie; firmy japońskie generalnie ustąpiły pola stereo,
skupiając się bardziej na kinie domowym i telewizorach (z całym
szacunkiem dla kilku wyjątków od tej reguły), a firmy brytyjskie
przeżywają trudne chwile, gdyż ich rodzimy rynek bardzo się
skurczył (dobry sprzęt jest dzisiaj chyba najmniej popularny tam,
skąd w naszym przekonaniu się wywodzi). Dlatego niezależnie
od racjonalnego oceniania jakości poszczególnych urządzeń,
samo trwanie zjawiska "brytyjskiego hi-fi" (nawet gdy jego
produkcję przeniesiono do Chin), wyrażającego się w formach
oryginalnych i niezmiennych przez lata, budzi nie tylko sentyment,
ale też szacunek i nadzieję, że jeszcze jest dla kogo...
produkować i testować dobre stereo.
Andrzej Kisiel
MUZYKA, WYGODA i PRESTIŻ
SŁUCHAWKI 1600 - 4000 ZŁ
Testowane słuchawki to najlepsze modele czterech doskonale znanych firm,
chociaż nie w każdym przypadku znanych właśnie z ich produkcji. Tym wyjątkiem
jest Denon, który dopiero w ostatnich latach postanowił rozwinąć taki
dział, natomiast pozostałe trzy marki to już specjaliści od atakowania uszu z najbliższego
dystansu. Referencyjne propozycje takich tuzów, jak AKG i Sennheiser,
wcale nie okazują się bardzo drogie - kosztują znacznie poniżej 2000 zł - i choć
ceny najlepszych AT i Denonów są już wyższe, to wciąż daleko im do pułapów
uznawanych w innych kategoriach za hi-end. Mimo to cały ten test zakwalifikowaliśmy
do działu hi-end, bo nie można przykładać tej samej miary do różnych
gatunków sprzętowych.
|
ODTWARZACZE BLU-RAY ZE ŚREDNIEJ PÓŁKI
Ceny najtańszych odtwarzaczy Blu-ray przebiły już pułap tysiąca
złotych i będą zmierzać coraz niżej, czyniąc nowy format bardziej przystępnym.
Tak rozumianą popularyzacją Blu-ray'a zajmują się największe
firmy, ale są też takie, które w tym wyścigu, w samej jego czołówce,
uczestniczyć nie chcą lub nie mogą. Testujemy dwa odtwarzacze
w podobnych cenach, z których jeden jest najdroższą, a drugi najtańszą
propozycją dwóch dobrze znanych producentów, zajmujących jednak
inne pozycje na rynku. Orientacja Pioneera na urządzenia bardziej
ekskluzywne została podkreślona linią Kuro, natomiast niskobudżetowa
agresywność Panasonica pozwala mu walczyć z konkurencją
koreańską.
|
CERAMICZNE KONTROWERSJE
ZESPOŁY GŁOŚNIKOWE 30 000 ZŁ
Za jedną z najważniejszych cech konstrukcyjnych, określających brzmienie
zespołu głośnikowego, uchodzi materiał membran jego przetworników. Bez wątpienia nie jest
on obojętny i spory o to, który jest najlepszy, nie są pozbawione podstaw.
Najbardziej spolaryzowane opinie dotyczą materiałów
spotykanych rzadko, w drogich przetwornikach - należą do nich produkty
Accutona z membranami ceramicznymi. Stosowane są przez kilka firm na świecie, a porównanie
modeli pochodzących od dwóch z nich pozwala obserwować, jaki wpływ na brzmienie mają same
przetworniki, a jaki - inne elementy.
|
|

1. MICHAŁ PRUSZKOWSKI - Monsters In My Bed
Chciałoby się powiedzieć, że to tylko wyobraźnia płata figle i słuchając tej produkcji jestem w stanie uwierzyć nawet w duchy. To taka trochę straszna piosenka albo mała czkawka po koszmarnej nocy, lecz Pruszkowski zaznacza, że everything`s OK", więc może powinniśmy mu w tej kwestii zaufać?
2. BUDDHISTSON - Wisely And Slow
W Japonii nawet taksówkarze nie znają topografii miast, a im głośniej siorbiemy
będąc w gościach, tym wyraźniejszy to znak dla gospodarza, że posiłek nam smakuje. W tym dziwacznym kraju słucha się także niecodziennej muzyki, jak np. tego połączenia elektroniki, rocka i dźwięków klasycznych, które zdaje się być czymś najzwyczajniejszym, czego przeciętny
Japończyk może słuchać.
3. SIRENIA - The Path To Decay (Radio Edit)
Wracamy do Europy, do zimnej Norwegii, gdzie w gotyckim zamku
rządzi królowa lodu - Ailyna. Nie byłoby w tym nawet nic zaskakującego,
gdyby nie fakt, że Ailyna pochodzi z Hiszpanii, co jednak
w niczym nie umniejsza nowej produkcji Sirenii, wracającej jeszcze potężniejszym składzie niż dwa lata temu.
4. BUILT BY SNOW - All The Weird Kids Know
Ostatni raz w tak prosty, a jednocześnie urzekający sposób indie
pop zaskoczył mnie przy okazji produkcji The Ting Tings. Tym
razem nie Brytyjczycy, a Amerykanie serwują nam inne spojrzenie
na najpopularniejszy gatunek muzyczny na świecie - z albumu
trwającego 22 minuty, który nagrywali przez trzy lata.
5. MY VIOLAINE MORNING - Where`s My Place To Play
"Gdzie moje miejsce do gry?" pytają z ironią członkowie My
Violaine Morning, zwracając uwagę na naszą zbrodniczą ingerencję
w środowisko naturalne. Trudno się z nimi nie zgodzić,
tak jak i z tym, że stworzyli piękną odę do świata, z którym po
trosze się żegnają, a po trosze nadal chcą go uratować.
|