Na skróty
reklama | giełda - ogłoszenia |
| JUŻ JEST Majowe wydanie magazynu |
|
przejrzyj i kup tutaj: |
|
Obecnie jest: 136 gości online |
|
|||
Micromega IA-60Micromalizm z subwooferem bez pilota Nazwa Micromega nieco starszym czytelnikom "Audio" nie jest zapewne obca. Zapamiętana dzięki urządzeniom serii Stage, była synonimem francuskiej ekstra-wagancji. Zresztą każda francuska firma wyznacza sobie indywidualną drogę, szuka własnych rozwiązań. Czasami są one zbyt odważne i zbyt kontrowersyjne. Po szybkim rozwoju, gdzieś około roku 2004, Micromega zniknęła z audiofilskich radarów. Aż do zeszłego roku, kiedy zaprezentowano nową ofertę a nawet zmienione logo. Zacznijmy od tego ostatniego, ponieważ zmiana loga dla każdej firmy jest krokiem wręcz dramatycznym. Dodano przedrostek w postaci elementu do złudzenia przypominającego logo HD Ready. W wydaniu Micromegi rozwinięcie brzmi: High Definition Audio. Trochę pretensjonalne, ale marketingowo pewnie bardzo skuteczne. Wygląd Micromega IA-60 najtańszego z serii trzech wzmacniaczy zintegrowanych jest niezwykle przyjazny. Niewysokie urządzenie ma wszystkie boki, rogi, krawędzie itp. lekko zaokrąglone. Cała obudowa wykonana została z aluminium. I chociaż elektronika wykonywana jest we Francji - stąd dumny napis "Made In France" na ściance tylnej i pudełku (przypominającym zresztą pudełka Cambridge Audio), to skądinąd wiadomo, że najdroższa część tego budżetowego urządzenia, właśnie zewnętrzna powłoka, pochodzi z Chin. Niezależnie od kraju pochodzenia, wykonanie jest perfekcyjne i mieści się w filozofii firmy, od samego początku związanej z minimalizmem. Pośrodku mamy niewielkie pokrętło wzmocnienia - ponownie enkoder, a nie klasyczny potencjometr. Aktualne wskazania wyświetlane są na sporym, niebieskim wyświetlaczu. Tam też odczytamy, które wejście jest aktywne. A wybieramy je dwoma przyciskami pod wyświetlaczem - w przód i w tył. Czy leci z nami pilot?Do wyboru w Micromega IA-60 mamy pięć wejść liniowych, w tym pętlę do nagrywania. Jest także wejście dla zewnętrznego procesora kina domowego, pętla dla subwoofera, wyjście z przedwzmacniacza oraz przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek MM i MC HO. Głośniki podłączymy do dwóch, dużych, złoconych par zacisków. Obok gniazda sieciowego IEC znajduje się mechaniczny wyłącznik. Na skraju prawej strony urządzenia umieszczono gniazdo RS232, dzięki któremu możemy sterować wzmacniaczem w systemach "custom". Jest wyjście do subwoofera, umożliwiające złożenie systemu stereo 2.1. Z przodu znajdziemy jeszcze dwa inne gniazda - wejście dla iPoda (tak właśnie jest opisane) oraz wyjście słuchawkowe, także na mini-jacku. Sygnał z pierwszego z nich biegnie dość długą drogą, bo najpierw długim kabelkiem na małą płytkę z wejściem RS232, gdzie znajduje się mały przekaźnik, a następnie na płytkę główną. Jak się okazuje, wyjście słuchawkowe nie jest potraktowane po macoszemu, ponieważ sygnał jest do niego doprowadzany z płytki przedwzmacniacza, gdzie tkwi maleńki, ale dedykowany układ scalony wzmacniacza słuchawkowego. Wzmacniacz Micromega IA-60 standardowo dostarczany jest bez pilota... a ten, który można dokupić, jest brzydki. Niespodzianki za ściankąPo odkręceniu górnej ścianki - bardzo sztywnej - widać kilka niespodzianek. Najpierw końcówka: oparta na układach scalonych LM3886. To rozwiązanie nowoczesne i "ekonomiczne", a oszczędności przeznaczono na rzecz potężnego radiatora oraz transformatora toroidalnego. Filtrowanie jest już jednak skromne, to tylko 4700 µF na kanał. Własne zasilanie otrzymał układ przedwzmacniacza i mikroprocesor sterujący, umieszczone na osobnej płytce. Podstawą jest drogi transformator typu R-core. Prostowniki i układy stabilizacyjne umieszczono tuż przy układach, którym są dedykowane. Zalety dobrego zasilania firma omawia szeroko na swojej stronie internetowej. Dużo uwagi poświęcono np. wpływowi zakłóceń z sieci na dokładność przedwzmacniacza gramofonowego, gdzie jednym z punktów zmiany charakterystyki jest częstotliwość 50 Hz, a więc taka, jak w naszej sieci. Selektor wykonano na hermetycznych przekaźnikach Omrona, po których mamy układ buforujący i wzmacniający na scalakach Burr-Browna OPA2604. Po nich jest scalona drabinka rezystorowa Crystala (CS3310). Przedwzmacniacz gramofonowy otrzymał bardzo dobry IC International Semiconductor. Obok niego widać ładne elementy bierne, np. kondensatory polipropylenowe Wimy i większe niż normalne (niskoszumne) oporniki montowane powierzchniowo. Na tej samej płytce jest też mikrokontroler z własnym zasilaniem. OdsłuchZ tego co pamiętam, brzmienie urządzeń serii Stage było dokładne, ale czasem zbyt sterylne. Micromega IA-60 jest zupełnie inny. Niskie zejścia w Spiritchaser Dead Can Dance były doskonale nasycone a przy tym dobrze kontrolowane. To samo dotyczyło głosów, mających naturalną, nieco "miękką" barwę. Słychać przy tym, że wzmacniacz nie jest specjalnie mocarny, bo powyżej pewnego poziomu dźwięk tracił dynamikę i stawał się coraz bardziej płaski. W ramach normalnego grania, z kolumnami o średniej i wyższej skuteczności urządzenie grało bardzo czysto i plastycznie. Główna w tym zasługa przedwzmacniacza, ponieważ Micromega wypróbowana z hi-endową końcówką mocy, jako preamp grała niewiele gorzej niż wiele preampów do 10 000 zł. Jest świetne różnicowanie barwy, uderzeń w bębny itp. Trochę bym tylko uważał przy syntetycznej muzyce i rockowej "ścianie dźwięku", ponieważ średni bas jest dość mocny i może zagrać twardo. Rozdzielczość środka i góry nie jest tak dobra, jak w innych urządzeniach tego testu. W tej mierze dyskretne końcówki mocy zawsze są lepsze od scalaków. Paradoksalnie, wraz z ładną barwą, pozwoliło to na odsłuch urządzenia z wieloma kolumnami z tego przedziału cenowego, a także odtwarzaczami, z różnymi płytami, bez cienia zmęczenia, chęci przyciszenia czy wyłączenia. Pragmatyka pokazuje, że takie granie, za te pieniądze, przynosi dobre efekty. Przy bardziej wymagających płytach, jak Incredible Jazz Guitar Wesa Montgomery`ego czy przy Loverly Cassandry Wilson, Micromega IA-60 grał nieco eufonicznym dźwiękiem. Zupełnie innym niż Arcam, Marantz, a nawet Cyrus, podobnym za to do tego, który zaprezentował lampowy Xindak . Góra jest wyraźnie wygładzona i nieco obniżona. Nie "zamyka" to dźwięku, ale go kształtuje. Szum taśmy z płyty Montgomery`ego był tutaj wyraźnie cichszy, a blachy wycofane. Mimo to, wzmacniacz Micromegi ma dużą dawkę naturalności, którą przyswajamy bez przymusu, tak jak każdą płytę, której wraz z nim słuchamy. Radosław Łabanowski Laboratorium
Liczba wizyt: 8882 | sklepów: 3 Twoim zdaniem
Twój nick
Kod
* Czarne pole z kodem zostaw puste
Cena: 2500zł
Dystrybutor: Eter Audio
Wykonanie:
Nowoczesna obudowa, znakomite zasilanie z osobnymi transformatorami dla końcówki i preampu.
Laboratorium:
Wyjście na subwoofer i trochę innych bajerów, ale pilota trzeba dokupić; szerokie pasmo przenoszenia, relatywnie niskie zniekształcenia z ?ładnym? udziałem parzystych. Niestety - ciążą wysokie szumy.
Brzmienie:
Gęste, naturalne, zaokrąglające, zachęcające do długich odsłuchów, ale bez szaleństw z głośnością. Zdjęcia produktu ![]() Micromega IA-60 ![]() Jednym z nietypowych elementów Micromegi
jest wyjście do subwoofera. To ukłon
w stronę tych, którzy chcą mieć system
choć odrobinę bardziej rozbudowany niż
"zwykłe" stereo. ![]() Płytka przedwzmacniacza i logiki. Z lewej
strony preamp phono, z prawej kostka Crystala
sterująca poziomem wzmocnienia. ![]() Końcówka Micromegi to pojedynczy
(na kanał) scalak z serii LM. To
tutaj zaoszczędzono fundusze,
przekierowane do transformatorów... ![]() Wnętrze Micromegi opanowały
potężny radiator i rozbudowany
zasilacz. Dwa transformatory
w tak niedrogim
produkcie to rzecz
niezwykła. ![]() Nowi właściciele Micromegi dołączyli do jej
loga dopisek HD Audio. Jaka jest specyfikacja
tego formatu? ![]() Wzmacniacz stereo XXI wieku - obok wejścia
gramofonowego, wyposażony został również
w wejście sterujące RS232. |
|||