PRO-JECT RPM-6

PRO-JECT RPM-6

Austriacki Pro-Ject powstał w 1985 roku, ale swą gramofonową przygodę rozpoczął w 1990, po wyprawie do czeskiego Litovela. Tam miała siedzibę inna oprócz Technicsa legenda na "T", a mianowicie czeska Tesla. Pomysł współpracy zrodził się, gdy menedżerowie Pro-Jecta ujrzeli, a potem usłyszeli, jeden z wyprodukowanych tam gramofonów. W wyniku jego wszechstronnej modyfikacji powstał Pro-Ject 1, który otworzył wrota Europy. Aplauz, z jakim prasa i użytkownicy przyjęli ten gramofon, przesądził o powodzeniu Pro-Jecta nawet na tak trudnym rynku jak brytyjski.

Dzisiaj firma oferuje aż dziewięć modeli gramofonów, trzy rodzaje prostych (w sensie kształtu) ramion, dwie wersje przedwzmacniacza MM/MC, wkładki i akcesoria do ich ustawień oraz wzmacniacz słuchawkowy.

Spośród gramofonów sześć ma tradycyjną sylwetkę, to znaczy płytę nośną w formie prostokąta, zwykle w czarnym kolorze, choć zdarza się naturalna okleina - jak w modelu 2.9 Wood - lub przezroczysty pleksiglas, jak w modelu Perspective.

Ciekawym pomysłem jest zaokrąglenie narożników płyty nośnej i jej zmniejszenie do obrysu talerza (RPM-4) albo jeszcze "obcięcie" jednego naroża, jak w przypadku RPM-9. Ten szczytowy model Pro-Jecta pyszni się grubym, 3-cm akrylowym talerzem, odrębnie lokowanym silnikiem, paskiem obiegającym dookoła krawędź talerza i ramieniem wykonanym z włókna węglowego. W pozostałych modelach użyto kółka pośredniego, ukrytego pod talerzem, sprzęgniętego z ośką silnika paskiem maszynowym. Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden model - 6.9 - jedyny ze sprężynowym zawieszeniem.

Jeszcze bardziej ekscentryczne rozwiązanie widzimy w Pro-Ject RPM-6. Oto bowiem wykonana z płyty MDF i wsparta na trzech stożkach plinta została w całości zasłonięta monstrualnie wielkim talerzem, spod którego wystaje jedynie stalowy wysięgnik podtrzymujący konstrukcję ramienia (nawet wyłącznik sieciowy schowany jest pod spodem).

Równie duże wrażenie sprawia masywny docisk do płyt. Zrobiony z MDF-u talerz ma gładki plaster z winylu na wierzchu i wzmocnioną metalowym kołnierzem zewnętrzną krawędź oraz imponującą wysokość przekraczającą 8 cm. Ta niezwykle oryginalna koncepcja wzornicza okupiona została brakiem pokrywy.

Montaż gramofonu do pewnego momentu nie przedstawia trudności. Po założeniu wykonanego z akrylu talerzyka napędowego na ceramiczną kulkę łożyska i paska transmisyjnego, należy koniecznie wykręcić dwie śruby blokujące sprężyste zawieszenie silnika. Gdy już na miejscu wyląduje słusznego ciężaru talerz, a właściwie micha, czeka nas najtrudniejsze zadanie - instalacja wkładki, w tym wypadku produktu Goldringa, wytwarzanego ekskluzywnie dla Pro-Jecta. Najtrudniejsze, ponieważ już samo przekręcenie wkładki i dostarczanego luzem uchwytu wymaga akrobatycznych zdolności, a najlepiej czterech rąk.

Nadzwyczajną ostrożność trzeba zachować przy podłączaniu niebezpiecznie cienkich drucików. Później należy jeszcze zbalansować ramię, ustawić siłę nacisku igły oraz zawiesić ciężarek antyskatingu na niemal niewidocznej żyłce. Na deser pozostaje ustawienie położenia wkładki w punktach Baerwalda, ale to już jest zajęcie dla ludzi o stalowych nerwach... gdyż osiągnięcie poprawnego wyniku graniczy z cudem. Bądźmy sprawiedliwi: w innych gramofonach też!

Obejma do mocowania ramienia w stanie spoczynku oraz haczyk do zawieszenia antyskatingu wykonane są ze sprężystego drutu stalowego, co wprawdzie powoduje brak stabilności tych elementów (równie mało stabilnie umocowana jest przeciwwaga), ale nie zakłóca ich działania, choć - przyznajmy - obniża poczucie komfortu.

Na koniec trzeba połączyć gramofon z dostarczonym przedwzmacniaczem MM/MC Phono Box SE kabelkiem z zewnętrznym uziemieniem i pozłacanymi wtykami (gniazda w obu urządzeniach są również złocone), wziąć odpowiedni zamach (by rozkręcić talerz) i... ruszamy.

Odsłuch

Pro-Ject RPM-6 gra każdy rodzaj muzyki bez zahamowań. Poczęstowany niezapomnianą płytą Davisa "You are under arrest" (CBS, 1985) gramofon zrewanżował się porcją mocnej muzyki, z rytmicznie akcentowanymi funkowymi frazami i ładnie cieniowaną trąbką Mistrza. Równie wybuchowy okazał się materiał przygotowany przez Quincy Jonesa dla Donny Summer ("Donna Summer", Warner Bros., 1982).

Brawurowo rozpędzony "Love is in control" czy pełen chóralnego rozmachu "State of Independence" Vangelisa i Andersona powalają wprost swą witalnością. Nie mniej ciekawie wypadły jeszcze starsze nagrania kolegi Davisa - Herbiego Hancocka. Płyta "Head Hunters" nagrana została w 1974 roku przez CBS. To były pierwsze lata po wprowadzeniu syntezatorów na teren jazzu czy raczej jazz-rocka, a Hancock przez kilka lat penetrował możliwości owego instrumentarium.

Płyta została nagrana dość matowo, powiedziałbym - monochromatycznie, z lekkim wygaszeniem wysokich tonów i skondensowanym, a nie rozciągniętym w dół basem. Pro-Ject znakomicie poradził sobie z oddaniem tej specyficznej realizacji, starannie różnicując gradację odcieni barw. Elektroniczny arsenał Herbiego zajaśniał dyskretnym blaskiem na tle zdecydowanego kontrabasu elektrycznego i saksofonu tenorowego ze stonowaną perkusją dopełniającą reszty. Są jednak miejsca na płycie, gdy kapela rusza z kopyta, a tonalne spektrum rozkwita pełniejszą paletą; Pro-Ject RPM-6 dotrzymuje im kroku, nie tracąc nic ani z niuansów, ani z rozmachu i hipnotycznego drive'u. Ale nie tylko prezentacje fusion wypadły bardzo przekonująco.

Przy płytach spokojnych, akustycznych, Pro-Ject RPM-6 staje się czułym, delikatnym i wrażliwym partnerem, o czym przekonuje choćby niezrównany duet Gheorga Zamfira (fletnia Pana) i Marcela Celliera grającego na niewielkich "wiejskich" organach ("Improvisations", Festival, b.d.). W każdym jednak wypadku gramofon zadziwia świeżością i wiarygodnością niemodyfikowanego brzmienia.

Wnioski

Niebanalna postać Pro-Ject RPM-6 wywołała równie niebanalne skojarzenia, żeńskiego zwłaszcza audytorium: a to z parnikiem (dlaczego?), a to z miną przeciwpiechotną. Można rzec, iż RPM-6 jest kwintesencją audiofilskiego produktu: choć materiały i komponenty wybierano bardzo oszczędnie, to przecież w newralgicznych punktach sprawują się bez zarzutu, dając w efekcie dźwięk godny najwyższej uwagi. Myślę, że przy tej cenie trudno będzie znaleźć sensowną kontrpropozycję.

PRO-JECT RPM-6

  • Napęd Paskowy
  • Ramię Proste
  • Ilość składników 1
  • Prędkość obrotowa 33.3/45
  • Typ wkładki MM
 
 

Podstawowe dane

  • 2 490 zł Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie: Oryginalny i efektowny projekt plastyczny, niezłe wykonanie i dobre ramię, zredukowane do minimum wyposażenie zawiera jednak masywny docisk i oddzielny, 3-żyłowy kabel ze złoconymi wtykami.
  • Funkcjonalność: Trudna instalacja i kalibracja wkładki, żadnych zbędnych funkcji, w pełni ręczna obsługa, ręczne przekładanie paska przy zmianie obrotów (konieczne zdjęcie talerza!), brak pokrywy, niewygodnie zlokalizowany wyłącznik, ale wszystko działa, jak trzeba.
  • Brzmienie: Otwarte i żywiołowe, choć nie gubiące szczegółów, pełna gama barw i faktur, dobre oddanie nastrojów i skali dynamiki.
TEAC NT-503

TEAC
NT-503

Japońska firma oferuje zarówno klasycznie wyglądający sprzęt Hi-Fi, jak i urządzenia nawiązujące do form studyjno- profe...

TEAC TN-550

TEAC
TN-550

Cena: 3 700 zł

PRO-JECT The Classic

PRO-JECT
The Classic

Cena: 4 200 zł

MUSIC HALL MMF 5.3

MUSIC HALL
MMF 5.3

Cena: 4 300 zł

REGA P3 (Planar 3)

REGA
P3 (Planar 3)

Cena: 3 750 zł

Audio - wrzesień 2016

Strefa Magazynu

Audio 09/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio