MERIDIAN G07 + G51

MERIDIAN G07 + G51

Meridian od samego początku nastawiony był na eksplorowanie nowych terenów audio. Nie dziwi więc, że jako jeden z pierwszych – po Sony i Philipsie – zbudował swój własny odtwarzacz CD. MLP (Meridian Lossles Package) – obowiązkowy składnik pakietu DVD-Audio – również należy do jego dorobku. Innowacyjność serii G polega jednak na czymś innym: urządzenia te zostały zaprojektowane tak, aby ich użytkowanie było jak najprostsze, i aby trafić z nimi do szerszego grona odbiorców. Stąd też wyjątkowo nowoczesny projekt plastyczny systemu i rozbudowany system "integracji" poszczególnych urządzeń w jedną całość.

Odtwarzacz Meridian G07

Obudowy wykonano z aluminium i stali, z charakterystycznym podziałem na narożne "wieże" flankujące środek, podobny murom kurtynowym.

Górna część, z naklejonym pośrodku sporym płatem czernionego szkła, jest przykręcana bezpośrednio do aluminiowego chassis. To jednak nie koniec, ponieważ od góry, za pośrednictwem dużych gumowych podkładek, przykręcona została kolejna, tym razem aluminiowa warstwa, tworząca swego rodzaju obramowanie dla szkła.

Front został podzielony w poziomie na dwie części – dolną, z przyciskami (między ich szczelinami widać turkusowe podświetlenie, na szczęście niezbyt mocne), szufladą (w CD) lub gałką siły głosu (wzmacniacz) oraz górną, z czarnego plastiku, stanowiącą przedłużenie wyświetlacza. Komunikaty przezeń wyświetlane są duże i czytelne.

Wnętrze odtwarzacza CD Meridian G07 nie jest szczególnie upakowane. Po lewej stronie znajdziemy (chyba jedyny w całej ofercie Meridiana, który stosuje najczęściej napędy CD-ROM, gwarantujące szybszy odczyt, a dzięki temu łatwą korekcję błędów), tradycyjny napęd CD (Philipsa), usztywniony jednak metalową osłoną.

Obok umieszczono niewielki transformator z klasycznymi blachami EI, bardzo dokładnie zaekranowany. Pomiędzy obejmą oraz podłożem umieszczono podkładki gumowe. Na kablu z obniżonym napięciem umieszczono ring ferrytowy mający tłumić wysokoczęstotliwościowe "śmieci". Z trafa wyprowadzono osobne uzwojenia wtórne dla części cyfrowej i analogowej.

Cały układ elektroniczny umieszczono na jednej dużej płytce, do której sygnał z napędu dostarczany jest taśmą komputerową. W części cyfrowej uwagę zwracają dwa układy DSP, służące najwyraźniej do sterowania odtwarzaczem (również poprzez zewnętrzne łącza).

Obok widoczna jest sekcja przetwornika, na wejściu której umieszczono kość Analog Devices AD1852, a za nią, w układach konwersji i wzmocnienia, Burr-Browny OPA132. To tutaj widać dwa piękne kondensatory Nichicon Muse.

DAC jest stereofonicznym układem typu sigma-delta multibit 24/192 o dynamice 114 dB, a więc dobrej realnej rozdzielczości 19 bitów. BB należy z kolei do prestiżowej linii SoundPlus i charakteryzuje się bardzo niskimi zniekształceniami i równie niskim szumem. Tutaj też widać polipropylenowe kondensatory Wimy.

Na zewnątrz wychodzimy poprzez kluczowane układem scalonym złocone gniazda RCA. Całość wygląda schludnie i porządnie.

Wzmacniacz Meridian G51

Z pozoru identyczna (poza oczywistymi różnicami - gałką i szufladą) obudowa wzmacniacza Meridian G51 różni się od obudowy CD kwadratowymi wycięciami z dołu, po bokach i z góry. Otwory pomagają chłodzić radiatory, do których przykręcono po trzy komplementarne pary bipolarnych tranzystorów Sankena 2SA1386+2SC3519 na kanał. Widać tu troskę o wyrównanie temperatury dla nich wszystkich, ponieważ przykręcono je bardzo blisko siebie.

Tranzystory występują nie tylko we wzmocnieniu prądowym, ale w całej końcówce. Scalaków – brak. Inaczej przedwzmacniacz – końcówka sterowana jest bowiem z układów scalonych Burr-Browna OPA2134, również należących do linii SoundPlus. Sygnał do nich, ze złoconych wejść RCA, dostarczany jest poprzez scalony przełącznik.

W sekcji preampu znajdziemy bardzo dobre elementy, takie jak kondensatory polipropylenowe Wimy i Evoxa, czy użyte do filtracji napięcia bipolarne Nichicony Muse (szczególnie cenione, a jest ich 17 sztuk!). A skoro wspomnieliśmy o zasilaniu, to trzeba powiedzieć, że zarówno logika (taka sama jak w CD), przedwzmacniacz, jak i końcówka otrzymały osobne uzwojenia wtórne, wyprowadzone ze sporego transformatora toroidalnego. Filtrację napięcia dla końcówek oddano zaś dwóm znakomitym kondensatorom Nichicon Fine Gold (po 6800 mF każdy).

Meridian G51 został pomyślany jako kompletny system, który wymaga jak najmniej ingerencji ze strony użytkownika. Dlatego też pośrodku tylnego panelu znajdziemy... tuner radiowy.

Tak, tak - Meridian powinien być nazywany amplitunerem. Brzmi to jednak dość anachronicznie, jako że znaczenie słowa 'amplituner' przesunęło się w kierunku urządzeń wielokanałowych i oznacza teraz urządzenie z kompletem wzmacniaczy i dekoderów. Tunerek został zapakowany do puszki, przypominającej to, co można znaleźć w... amplitunerach (ależ galimatias...).

Przy całej nowoczesności, nie zapomniano również o miłośnikach czarnych krążków, ponieważ G51 można wyposażyć w (opcjonalną) kartę przedwzmacniacza gramofonowego MM/MC. Jeżeli jej nie ma, wówczas wejście "phono" zachowuje się jak zwykłe wejście liniowe. Radziłbym jednak korzystać z niego w ostateczności, ponieważ sygnał pokonuje znacznie dłuższą drogę niż z innych wejść.

Dla kompletu informacji należy wspomnieć o gnieździe słuchawkowym na tylnej ściance (sygnał pobierany jest z końcówki) i przewodach biegnących do podwójnych, złoconych zacisków głośnikowych (z plastikowymi nakrętkami) w formie bi-wiring już od tranzystorów.

I na sam koniec smakowity kąsek. Meridian od dawna znany był z rozbudowanych systemów zdalnego sterowania, a wkracza on w XXI wiek z jednym z najlepszych. Pilot jest duży, przeznaczony do położenia na stoliku, ma podświetlane najważniejsze klawisze i może sterować wszystkimi komponentami.

Odsłuch

Dźwięk Meridiana G07 najkrócej można by określić jako "równy". Dostajemy wyraźnie mniej basu niż z Musicala, nie schodzi on też tak głęboko. Ale jest lepiej kontrolowany i szybszy. Uderzenie gitary basowej z utworu Jack's z samplera Naima zostało przez to nieco odchudzone, nie niosło ze sobą potęgi.

Można oczywiście założyć, że wystarczy odpowiednio dobrać kolumny, żeby skompensować tę cechę Meridiana. Częściowo zapewne tak, jednak nie do końca – niezależnie od tego, czy były to pełnozakresowe Danish Physic .02 czy małe Zollery Impression 1, a nawet nie żałujące basu Revolvery RW16 – fundament basowy był dość lekki i raczej towarzyszył muzyce, niż był jej wyraźnym oparciem. Pochody kontrabasu będą szybkie i dokładne, tylko ich nieco zbyt mało "wypełniony" charakter może czasem rodzić niedosyt.

To, w czym zestaw Meridian błyszczy, a przede wszystkim odtwarzacz CD G07 – to góra pasma. Nie powiem, że była jak "lampowa", bo pewnie ktoś zechciałby mi potem wyrwać język, ale można by coś takiego napisać.

Blachy były zarówno szybkie, dokładne, jak i perliste, na samej górze delikatnie zaokrąglone. Wspaniale zostały więc przekazane pogłosy, które długie już w Musicalu, tutaj były jeszcze lepiej wyprowadzone, dokładniejsze i bez cienia naleciałości podbarwionego środka. Średnica z kolei jest raczej dokładna niż romantyczna, czym zaprzecza lampowemu pochodzeniu "mocy" G. Oznacza to podążanie za dewizą "zero tolerancji dla odstępstw".

Głos Andersona z Magnification "Yesów" nie był tak wysoko ustawiony jak u Musicala i miał więcej ciała – to dobrze, ale na scenie nie wyróżniał się z tłumu instrumentów i pozostawał wtopiony w tło – to już nie tak wspaniale. Cecha ta powtarzała się zresztą za każdym razem, pozwalając rysować wiarygodną przestrzeń wokół muzyków grających z Rowlesem, sam wokal cofając jednak głębiej.

Wybierając więc kolumny, w odróżnieniu od Musicala, lepiej będzie poszukać czegoś z "charakterem" - Meridian zapewni bardzo czysty i dokładny dźwięk, zaś kolumny uplastycznią przekaz. Oznacza to również, że posiadacze dysków z black metalowymi "kapelami" powinni poszukać gdzie indziej, bo Meridian G07 nie poprawi tego, co spaprano w studiu.

Wszystkie zalety G, o których już powiedzieliśmy, przydadzą się zaś wszystkim tym, którzy słuchają muzyki granej na instrumentach akustycznych. Tutaj brak charakteru i pewna zachowawczość będzie mocnym atutem, jako że tego najczęściej potrzeba, aby właściwie oddać np. brzmienie gitary klasycznej.

Polski zespół akordeonowy Motion Trio z fantastycznej płyty "Pictures From the Street" (Aspmalt Tango Records 52352 - gorąco polecam) zabrzmiał świeżo, porywająco i dokładnie. Musical ukazał te instrumenty nieco niżej, z większą masą i chyba nieco "przedobrzył". Te same spostrzeżenia można by dopisać też do brzmienia płyty "Codex" Santiago de Murcia (Astrèe E8661), gdzie każde odstępstwo od neutralności skutkuje zazwyczaj w zaburzeniu proporcji pomiędzy instrumentami. Meridian poradzi ł sobie z tym znakomicie.

MERIDIAN G07 + G51

  • Produkowany Tak

Laboratorium

Gdy do jednego z wejść liniowych Meridiana doprowadzimy sygnał o napięciu 0,25V, uzyskamy pełną moc znamionową, która w przypadku tego wzmacniacza wynosi 91W przy obciążeniu 8Ω i wysterowaniu jednego kanału. Wynik 2x 88W uzyskujemy w trybie stereofonicznym. Z obciążeniami 4Ω Meridian pracuje stabilnie, chociaż nie ma co liczyć na podwojenie mocy, w przypadku jednego kanału otrzymujemy 132W, w stereo 2x 119W. Zysk jest więc niewielki, ale problemu też nie ma.

Niestety, wzmacniacz generuje szumy o wysokim poziomie, wskaźnik S/N wynosi 73dB, co nie należy do najlepszych (ani nawet dobrych) osiągnięć. Przez to zgaszona jest także dynamika, tylko 93dB, nie mogę też pochwalić współczynnika tłumienia, który osiągnął wartość zaledwie 21 w odniesieniu do 4Ω.

Patrząc na Rys.1 będziemy jednak pod wrażeniem pasma przenoszenia w zakresie basu, przy 10Hz odchyłka od referencyjnego poziomu 0dB jest praktycznie niezauważalna (-0,1dB), ale gorzej Meridian wypada na drugim skraju skali - napięcie na wyjściu opada już od 7kHz, krzywa dla obciążeń 8ohm jest nieco korzystniejsza, punkt -3dB przypada dla niej na 40kHz, podczas gdy dla 4Ω jest to niskie 35kHz.

Analiza spektrum (Rys.2) potwierdza, że główną przypadłością urządzenia są szumy, same zniekształcenia wzmacniacza utrzymują się już na niskim poziomie. Najmocniejszą harmoniczną jest druga przy -89dB, jest to jednocześnie jedyna szpilka przekraczająca -90dB. W okolicach - 100dB widoczne są jeszcze nieparzyste (trzecia, piąta, dziewiąta i jedenasta), które z uwagi na niski poziom nie powinny nas jednak niepokoić.

 
 

Podstawowe dane

  • 9 930 zł Odtwarzacz CD
  • 12 420 zł Wzmacniacz Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie: Dbałość o szczegóły, dobra budowa mechaniczna.
  • Funkcjonalność: Bardzo dobry interfejs użytkownika, z dużymi komunikatami na wyświetlaczu i znakomitym pilotem. Integracja z innymi elementami zestawu.
  • Brzmienie: Neutralne i dokładne.
TEAC NT-503

TEAC
NT-503

Japońska firma oferuje zarówno klasycznie wyglądający sprzęt Hi-Fi, jak i urządzenia nawiązujące do form studyjno- profe...

Audio - wrzesień 2016

Strefa Magazynu

Audio 09/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio