T+A MP 3000 HV + PA 3000 HV

T+A MP 3000 HV + PA 3000 HV
Ładne klocki pod wysokim napięciem

Cechą wyróżniającą nową serię 3000 HV na tle wszystkich poprzednich produktów T+A jest ich "skala" - są potężne. O ile do podobnie wyglądających, prężących swoje muskuły wzmacniaczy zdążyliśmy się przyzwyczaić, o tyle rozmiary i masa odtwarzacza cyfrowego wprawią w zakłopotanie nawet najlepiej zorientowanych audiofi lów. Obudowy urządzeń wykonano z bardzo grubych aluminiowych profi li, na przednich ściankach widać ogromne wyświetlacze. Nowych urządzeń T+A (Theory and Application) z serii High Voltage (HV), dzięki połączeniu kilku wyrazistych elementów stylistycznych, nie pomylimy już z niczym innym - i tutaj fi rma zdobywa pierwsze punkty.

Na górnej ściance MP 3000 HV widać wycięte i zabezpieczone czarną siateczką otwory wentylacyjne. Zazwyczaj służą chłodzeniu wnętrza, tak jest i tutaj - choć to "tylko" odtwarzacz, to chłodzone są zasilacze; pozostała część wnętrza została dokładnie zaizolowana. Być może to trochę na wyrost - pracujący przez kilka dni bez wyłączania odtwarzacz właściwie się nie zagrzał. Spokojnie można go postawić na niskiej półce. Co innego wzmacniacz - ten grzeje się okrutnie, nawet bez podanego sygnału. Wyraźnie więc prąd spoczynkowy ustawiono wysoko i sporo pierwszych watów jest oddawanych w klasie A.

MP 3000 HV

T+A MP 3000 HV jest przedstawiany przez producenta jako "Media Player" (stąd MP). To odtwarzacz plików audio ze zintegrowanym mechanizmem CD i wejściami cyfrowymi. A także tuner FM. Dla T+A takie kombinacje nie są problemem, odtwarzacze plików/odtwarzacze CD firma oferowała już od dawna.

Ścianka przednia

Przednia ścianka T+A MP 3000 HV nie zdradza jednak, co się za nią kryje. Dominuje tutaj para dużych gałek i umieszczone pośrodku ogromne "okno". Jedną z gałek wybieramy aktywne źródło dźwięku, drugą - nawigujemy po menu. Świetnie wyglądający, nieprzekombinowany wyświetlacz dot-matrix w zielonym kolorze pokazuje wybrane źródło, tytuły utworów i płyt (odtwarzając pliki), rodzaj kodeka i czas, podany zarówno alfanumerycznie, jak i na bargrafie. Odtwarzacz CD dekoduje także CD -Text, więc będzie on wyświetlany podobnie jak nazwy plików. Informacji dostępnych w ten sposób jest zresztą więcej, np. w trybie tunera.

Po podłączeniu odtwarzacza do zasilania, pod szufladą zapali się mała, okrągła ikonka z symbolem "stand-by". Kiedy ją dotkniemy, urządzenie się włączy i zostaną wyświetlone w rządku pozostałe przyciski - zarówno sterujące napędem, jak też ułatwiające poruszanie się po menu.

Ukryto też tackę szuflady na płyty; choć T+A stosuje w tańszych seriach napędy ze szczeliną, tutaj pojawił się bardzo solidny napęd dedykowany płytom CD. Podłużne gniazdo USB jest przeznaczone do podłączenia pendrajwa.

Ścianka tylna

O ile przednia ścianka T+A MP 3000 HV to studium umiaru, o tyle tylna jest bardzo bogata. Za chwilę przedstawię przyłącza związane bezpośrednio z sygnałem, ale najpierw chciałbym zwrócić uwagę na coś innego. Jedną z bardziej widocznych obsesji perfekcjonistów związanych z cyfrowym audio jest separacja sekcji cyfrowych i analogowych. Pierwszym krokiem jest odseparowanie ich zasilania, np. przez wyprowadzenie osobnych uzwojeń wtórnych z transformatora zasilającego.

Bardziej rozwinięta wersja przewiduje zastosowanie osobnych transformatorów. A najbardziej zaawansowana? Do dzisiaj jej nie znałem - w T+A MP 3000 HV nie dość, że są osobne trafa dla części cyfrowej i analogowej, to osobne są także kable zasilające. Głupota? Tylko dla tych, którzy nie wiedzą, z czym muszą się mierzyć konstruktorzy wysokiej klasy odtwarzaczy cyfrowych; otóż jedną z największych bolączek jest szum RF, który przez masę i przez zasilanie "przechodzi" z cyfry do analogu.

Wejścia, wyjścia, złącza

Na samej górze umieszczono solidne gniazda wyjść analogowych - zbalansowane XLR (hot=2) oraz niezbalansowane RCA. Pod nimi mamy sekcję wejść cyfrowych: dwa wejścia optyczne TOSLINK, dwa elektryczne S/PDIF na gniazdach RCA, dwa elektryczne S/PDIF na gniazdach BNC oraz wejście zbalansowane AES/EBU. Niedaleko znajduje się jeszcze jedno wejście - USB, a z drugiej strony - LAN. Odtwarzacz nie ma wbudowanego dysku twardego i dane pozyskuje ze źródeł zewnętrznych.

Poza płytą CD może to być dysk sieciowy (NAS), dostępny przez kabel (LAN) lub bezprzewodowo (WLAN). Dla tej ostatniej opcji jest przeznaczona antenka wkręcana do jednego z gniazd. W komplecie dostajemy jednak nie jedną, a dwie antenki, a na tylnej ściance mamy dwa takie same gniazda - jedno przeznaczone do łączności z domową siecią internetową, a drugie do komunikacji pomiędzy odtwarzaczem i pilotem zdalnego sterowania FD100.

Wszystkie te złącza, w różnej konfiguracji i liczbie, widzimy teraz często. Dawno niewidziane jest natomiast gniazdo antenowe typu F (75 omów) dla zewnętrznej anteny radiowej; bowiem w "media player" wbudowano tuner radiowy FM. Przygodę z gniazdami kończymy na dwóch łączach RJ45 (Ethernet) firmy Neutrik, którymi spinamy urządzenia T+A w firmowym systemie zdalnego sterowania H-link (w komplecie jest przeznaczony do tego celu kabel; nie jest zbyt długi, urządzenia nie mogą więc stać daleko od siebie, na szczęście znacznie dłuższy można kupić w każdym sklepie komputerowym).

T+A MP 3000 HV  to potężne urządzenie - nie dość, że duże, to jeszcze bardzo ciężkie. Jest też bardzo sztywne. To zasługa grubych wewnętrznych ekranów dzielących środek na sekcje. Całość jest tak ze sobą połączona, że bez kompletnego demontażu nie uda się dostać do sekcji położonych w głębi. Teoretycznie wystarczy odkręcić płyty tworzące górną i dolną ściankę, ale w praktyce trzeba zdemontować całość.

Płytki z elektroniką przykręcono nie do dolnej ścianki, ale do aluminiowego ekranu, dzielącego wnętrze na dwie poziome części. Od dołu mamy układy z wejściami cyfrowymi oraz mikrokontrolery NXP LPC2478, odpowiedzialne za zarządzanie protokołami LAN i wejściami cyfrowymi; są dwa, ponieważ jeden obsługuje LAN, a drugi WLAN - ulokowano przy nim drugi moduł, z odbiornikiem. To do niego jest prowadzony sygnał z anteny pilota zdalnego sterowania.

Wejścia cyfrowe są odizolowane galwanicznie przez transformatory dopasowujące impedancję, a sygnał jest wysyłany z nich do odbiornika WM8805. Osobną płytkę otrzymało wejście USB. To odbiornik Tenor Audio TE8802, pozwalający na asynchroniczny przesył danych do 24 bitów i 192 kHz. Dlaczego więc T+A mówi tylko o 96 kHz? Prawdopodobnie z tego powodu, że do obsługi wyższych częstotliwości jest potrzebny osobny sterownik instalowany przez użytkownika. Bez niego wystarczy do USB podłączyć komputer i wszystko działa, choć z ograniczoną częstotliwością próbkowania.

Poszczególne układy otrzymały własne zegary taktujące. Na tej samej płytce mamy też sterowniki dla napędu CD, a także tunera DAB (to tylko opcja). Napęd jest przeznaczony do odczytu płyt CD i pod ich kątem został zoptymalizowany. Ma odlewaną tackę szufl ady, wzmacnianą metalowymi prętami po bokach, oraz duże silniki. Napęd SilverStrike JPL-2580B przygotowała fi rma StreamUnlimited z Austrii - to jej najdroższy transport. Zamontowano go w wewnętrznej obudowie, złożonej z grubych aluminiowych płyt, przykręconej do frontu i boków.

Na wejściu płytki z "dakiem" umieszczono kolejny układ DSP, odpowiedzialny za dekodowanie sygnałów audio, dostarczonych z kontrolerów NXP. Wszystkie płytki są sygnowane przez T+A i wygląda na to, że mikroprocesor został oprogramowany przez fi rmę samodzielnie. Dalej trafi amy do właściwego przetwornika cyfrowoanalogowego, na wejściu którego pracują cztery stereofoniczne "daki" Burr Brown PCM1795, po dwa na kanał, w równoległej konfi guracji minimalizującej błędy konwersji i szumy.

Na końcu pracują bardzo duże tranzystory przykręcone do radiatorów; nie powinno więc zabraknąć prądu nawet dla bardzo niskich impedancji odbiornika. Zasilacze są bardzo rozbudowane - do napędu i sekcji cyfrowej mamy zasilacz impulsowy, a do DAC-a dwa klasyczne transformatory z zasilaczami liniowymi. Impulsowy przykręcono pionowo, z jednej strony głównej płyty chassis, a dwa pozostałe - po drugiej stronie.

T+A PA 3000 HV

Front wzmacniacza T+A PA 3000 HV wygląda bardzo podobnie jak przód odtwarzacza; zamiast gniazda USB umieszczono gniazdo słuchawkowe typu duży jack, a gałki służą do zmiany aktywnego wejścia oraz siły głosu. Ta druga pozwala także na zmianę balansu - trzeba ją w tym celu nacisnąć. Wyświetlacz jest taki sam, jak w MP, bliźniacze są podświetlane na biało, dotykowe quasi-przyciski; oczywiście nie ma szuflady na płytę.

Wyświetlacz ma dwa tryby. W pierwszym odczytamy: wybrane wejście, siłę głosu (pod spodem) oraz rodzaj wejścia (XLR/RCA); w drugim: wejście, siłę głosu (obok), rodzaj wejścia oraz moc oddawaną do głośników. Wskaźnik to dwie poruszające się linijki, przypominające te z magnetofonów kasetowych z późnych lat 80. Dotykowe sterowanie udostępnia menu i umożliwia aktywowanie jednego lub dwóch wyjść głośnikowych. Po włożeniu wtyku do gniazdka słuchawkowego zapala się jeszcze jeden guzik, którym możemy to wejście włączyć lub wyłączyć. Wzmacniacz ma budowę zbalansowaną, od początku do końca.

Przy górnej krawędzi widać dwa rządki, szeroko od siebie rozstawionych gniazd RCA, a pod nimi XLR - cztery stereofoniczne wejścia i jedno wyjście z przedwzmacniacza. Gniazda wejściowe kanałów lewego i prawego nie są obok siebie, a rozchodzą się względem osi urządzenia symetrycznie na boki. Sugeruje to budowę dual-mono. Jedno z wejść można skonfigurować jako "unity gain", umożliwiając tym samym włączenie wzmacniacza w system kina domowego. Poniżej umieszczono dwa kolejne wejścia, tym razem niezbalansowane.

Są tam także dwie pętle do nagrywania. Mamy więc aż osiem wejść i trzy wyjścia. Choć wszystkie wejścia mają nadane firmowe nazwy, możemy je zmienić, wprowadzając swoje własne. Przy dolnej krawędzi widać gniazda głośnikowe, gniazdo LAN, H-link oraz gniazdo sieciowe. To ostatnie jest inne niż zwykle, bo 20-amperowe. Gniazda głośnikowe są bardzo solidne i wygodne, a ponieważ konstruktorzy przewidzieli dwie pary na kanał, można wygodnie wykonać bi-wiring.

Konstrukcja mechaniczna wzmacniacza T+A PA 3000 HV jest zbliżona do tego, co widzieliśmy w odtwarzaczu. Płytki są przykręcone po obydwu stronach poziomego ekranu. Od góry mamy płytkę przedwzmacniacza. Wejścia przełączane są małymi przekaźnikami. Sygnał trafia następnie do dyskretnego tłumika, opartego na superprecyzyjnych opornikach Dale. Przełączaniem pomiędzy rezystorami zajmują się takie same przekaźniki, jak na wejściu.

Sygnał jest wzmacniany w tranzystorach. Na końcu mamy dokładnie taki sam układ, jak na wyjściu odtwarzacza - pracujące w układzie symetrycznym, w klasie A, przykręcone do dużego radiatora tranzystory bipolarne. Sterujący nimi układ jest z kolei kaskodą na podwójnych tranzystorach J-FET. Zasilacz jest na tej samej płytce i zajmuje więcej miejsca niż układy w torze sygnału. Zasilacz końcówek, ogromny transformator toroidalny w ekranie, z baterią kondensatorów o pojemności 120 000 mikrofaradów, znalazł się pod spodem. Tak dużego trafa chyba jeszcze nie widziałem...

Odsłuch

Format Compact Disc potrzebował wielu lat na to, aby uwolnić się od zasadniczych brzmieniowych problemów. To były lata wypełnione pracą nad minimalizacją różnego rodzaju nieznanych wcześniej zniekształceń cyfrowych, optymalizacją sekcji analogowej, zasilania itp. Tej lekcji nie dało się odrobić w kilka miesięcy czy nawet w kilka lat. Czy można założyć, że w podobnej sytuacji znajdują się nowe źródła dźwięku, np. odtwarzacze plików?

Nadzieję na szybsze dojście do perfekcji daje opanowana już wcześniej "cyfrowa baza", a także ścisłe powiązanie odtwarzaczy plików z przemysłem komputerowym; to w istocie specjalizowane komputery, z systemem operacyjnym (zwykle Linuxem), których działanie zależy od oprogramowania.

To, co udało się uzyskać inżynierom z T+A, zasługuje na najwyższy szacunek. Odtwarzacze plików są często "martwe", chociaż niewiele do sygnału dodają, to jednak wiele z niego zabierają. Słuchając T+A MP 3000 HV, odczuwamy coś zgoła innego - żywość, autentyczność, naturalność. Rozwijając tę myśl, trzeba powiedzieć o ciepłej barwie, jaką dostajemy z każdym ze źródeł. Jest plastyczność, wyrugowanie nieprzyjemnych ostrości i chropowatości, przede wszystkim jaskrawości, lecz bez przytępienia.

Niższy środek to tutaj wyraźny fundament. Fortepian słuchany ze złotej, najnowszej reedycji granych przez Goulda "Wariacji Goldbergowskich" Bacha był mocny i urzekający. Duży, piękny wolumen instrumentu został uzupełniony przez zaśpiew pianisty, słyszany wyraźnie osobno, w innym planie. Równie dobrze wypadły nagrania absolutnie komercyjne, jak na przykład "Delta Machine" - najnowszy, trzynasty album grupy Depeche Mode, "Thriller" Michaela Jacksona, a także "What’s It All About" Pata Metheny’ego. Z tymi płytami dała o sobie znać piękna, nasycona barwa oraz umiejętność kreowania namacalnego przekazu.

Brzmienie, jakie usłyszałem po podłączeniu do internetowej sieci domowej, zaimponowało mi jeszcze bardziej niż z CD, mimo że odsłuch rozpocząłem nie od plików wysokiej rozdzielczości, a od radia internetowego, które jest medium o najniższej obecnie dostępnej jakości dźwięku ze wszystkich dostępnych w domu (radio FM z dobrą anteną bije je na głowę).

Problemem jest oczywiście niska przepływność sygnału. Z niemieckim urządzeniem radiostacje (wiem, w kontekście internetu brzmi to dziwnie, ale taka jest ich oficjalna nazwa) komercyjne, bo z nimi jest najwięcej problemów, zabrzmiały co najmniej strawnie, a najczęściej przyjemnie. Muzyka miała dynamikę, a jednocześnie była chroniona przed niestabilnością wysokich tonów, ich rozmyciem, brakiem wypełnienia środka pasma. To było mocne, ciepłe brzmienie. Ograniczenia były oczywiste, ale nieźle maskowane, asymilowane.

Projektantom wyraźnie chodziło o jak najlepszy, stabilny, możliwie emocjonalny dźwięk z plików, bez względu na to, jakiej by były jakości. Przyjemnemu brzmieniu sprzyja lekko zmiękczone uderzenie basu. Nie oznacza to rozwlekłości, zbyt długiego wygaszania, nawet z nagraniami z płyt Dioramy, z remiksami Depeche Mode, w których niskich, trwających dźwięków nie brakuje, nie było problemu z ich nadmiarem ani też z szybkością.

Zaokrąglenie góry pozwoliło z kolei zaoszczędzić kłopotów z sybilantami, ze słabo zarejestrowanymi blachami. Nie sprzyja to precyzji lokalizowania i wyodrębniania, ale - "działa". Dla odtwarzacza plików to, na obecnym etapie rozwoju tego gatunku, najlepszy chwyt, wybieg, kompromis. Wzmacniacz ma w tym systemie przekazać to, co daje odtwarzacz, korygując pewne aspekty brzmienia tak, aby stało się możliwie najbardziej uniwersalne. Bas wzmacniacza jest konturowy i kontrolowany, nawet kosztem lekkiego skrócenia wybrzmienia.

Środek wydaje się zaakcentowany w wyższym podzakresie. W ten sposób dźwięk jest szybki, bezpośredni, otwarty, choć trochę wyszczuplony. Dlatego też świetnie zabrzmiał właśnie komplet - MP + PM. Dzięki profilowi wzmacniacza, dźwięk nie traci zalet wnoszonych przez odtwarzacz, lecz naturalność staje się bardziej kompletna, wielowymiarowa. Jak w tym kontekście wypadły utwory grane z dysku sieciowego (NAS)? Brzmiały równie dobrze jak CD, choć inaczej.

Sygnał pobierany przez LAN (a to najlepsza opcja jeśli chodzi o pliki) był odtwarzany z nieco mniejszą dynamiką niż te same utwory grane z płyty CD. Wszystko było lekko uspokojone. Kiedy jednak posłużyłem się plikami wysokiej rozdzielczości, ograniczenie to ustąpiło, a został dorzucony większy oddech. Wydawałoby się, że swoboda jest związana z możliwościami dynamicznymi, a zależy także od rozdzielczości, wyjątkowej w trybie hi-res. Nawet i z sygnałem 16/44,1 otrzymałem pełny, kompletny, nasycony dźwięk z mocnym pierwszym planem.

Obecność głosów zostaje nawet zintensyfikowana. Wchodząc do pokoju, w którym grał system, za każdym razem byłem tym brzmieniem zainspirowany. Zmieniałem płyty, dosłuchiwałem słuchane poprzednio. Choć wiele odtwarzaczy plików nieźle odtwarza płyty CD, to niewiele modeli robi to aż tak dobrze; choć wszystkie odtwarzacze plików odtwarzają radio internetowe, tylko kilka robi to w taki sposób, aby chciało się go słuchać.

Wejścia cyfrowe, w tym USB, traktowałbym jako świetny dodatek. Komputer ma tu być źródłem pomocniczym, dodatkowym. Odtwarzacz Blu-ray i odtwarzacz plików wideo podłączone przez wejścia cyfrowe RCA pozwoliły na komfortowy odbiór różnego rodzaju filmów, zarówno "Dwóch dni w Paryżu" Woody’ego Allena, jak i "Hobbita" Petera Jacksona, W pierwszym przypadku pomogło wyeksponowanie ciepłych głosów i pierwszych planów, a w drugim - ogromna rezerwa mocy, jaką wzmacniacz dysponuje, jak również jego dynamika. Tego nie da się tej konstrukcji odmówić - skoki dynamiki to dla tego wzmacniacza możliwość rozwinięcia skrzydeł, a nie problem.

Wojciech Pacuła

T+A MP 3000 HV + PA 3000 HV

  • Produkowany Tak
  • Wewnętrzny napęd Tak

Laboratorium

Laboratorium T+A PA 3000 HV

Wzmacniacz PA 3000 HV pomimo tego, że nie pracuje w klasie D, to generuje moc tak wysoką, jaka dzisiaj kojarzona jest przede wszystkim z tą techniką. Przy 8 omach z każdego kanału można uzyskać 333 W, a przy 4 omach aż 552 W.

T+A chwali się konstrukcją dual mono, rzeczywiście zdublowano wszystkie układy audio, jednak zasilacz oparto na jednym transformatorze, więc przy obciążeniu obydwu kanałów jakieś spadki są nieuchronne. Mimo to moc nadal imponuje, w stereo otrzymujemy 2 x 307 W przy 8 omach i 2 x 514 W przy 4 omach.

Czułość w danych fabrycznych zdefi niowana jest na 250 mV, w testowanym egzemplarzu było nieco niższa, 300 mV, co jednak wciąż zapewnia komfort korzystania z każdego liniowego źródła sygnału. Poziom szumów jest relatywnie wysoki, wynosi 84 dB, ale dzięki monstrualnej mocy wyjściowej dynamika sięga 108 dB.

Pasmo przenoszenia (rys.1) jest opanowane, przy 10 Hz spadek wynosi -0,5 dB, przy 100 kHz wciąż umiarkowane -2 dB.

W spektrum zniekształceń (rys.2) najsilniejsza jest druga harmoniczna, której poziom wynosi wysokie -72 dB, trzecia leży przy -81 dB, czwarta przy -89 dB, a dopiero szósta poniżej -90 dB.

T+A nie jest rekordzistą niskich szumów ani zniekształceń, mimo to na THD+N poniżej 0,1 % można liczyć już od mocy nieznacznie przekraczającej 1 W przy 8 omach i ok. 2,6 W przy 4 omach. W szerokich zakresach mocy wykres jest płaski, a zniekształcenia utrzymują się w przedziale 0,03-0,04 % dla 8 omów i 0,05-0,06 % dla 4 omów.

 
 

Podstawowe dane

  • 90 000 zł Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie: Ultrasolidne obudowy z zewnątrz i wewnątrz, nowoczesny wygląd. Wyśmienite zasilanie, pierwszorzędny napęd CD w odtwarzaczu CD, zbalansowana konstrukcja wzmacniacza. Wszystkie układy i elementy najwyższej klasy.
  • Laboratorium: Ładne i pomocne wyświetlacze, możliwość sterowania z pilota, który działa przez sieć Wi-Fi. Odtwarzacz płyt CD i plików do 24/192, wejścia cyfrowe. We wzmacniaczu dużo wejść XLR. Obsługa łatwa i przyjemna.
  • Brzmienie: Odtwarzacz generuje ciepłe, nasycone brzmienie, umocowane w zakresie dolnego środka, dające życie i zapobiegające ostrości – świetne do oswojenia materiałów niższej jakości. Wzmacniacz świetnie kontroluje bas, dynamizuje i otwiera górne rejestry. W systemie rodzi się plastyczna, naturalnie swobodna muzyka.

Galeria zdjęć

TEAC PD-301+AI-301DA

TEAC
PD-301+AI-301DA

Teac koncentruje się na nowoczesnych formach i funkcjach, czego dobrym przykładem jest seria Reference, złożona wyłączni...

MARANTZ NA6005

MARANTZ
NA6005

Cena: 2 500 zł

DENON DNP-730AE

DENON
DNP-730AE

Cena: 2 000 zł

NAIM UNITIQUTE 2

NAIM
UNITIQUTE 2

Cena: 6 090 zł

PRO-JECT Stream Box DSA

PRO-JECT
Stream Box DSA

Cena: 5 790 zł

Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio