SONNETEER Orton

SONNETEER Orton

Niewielka brytyjska manufaktura produkuje urządzenia od ponad 20 lat. Jest prowadzona przez tych samych ludzi, trzymających ofertę w ryzach audiofilskiego minimalizmu. Zawiera ona zaledwie dwa wzmacniacze zintegrowane i jeden przedwzmacniacz gramofonowy, a produkcja jest zdecydowanie małoseryjna, skupiona w Wielkiej Brytanii.

Orton to ten droższy, ale jednocześnie... mocowo słabszy z dwóch wzmacniaczy zintegrowanych.

Dzisiaj mamy do czynienia już z jego czwartą wersją, która pojawiła się w roku 2014, na 20. urodziny firmy. Obudowa, chociaż bez fajerwerków, wygląda bardzo dobrze. Niemal w całości została wykonana z aluminiowych profili, front jest gruby i wraz z lustrzaną powierzchnią środkowej części określa własny charakter urządzenia.

Po obydwu stronach pokrętła głośności umieszczono wskaźniki źródeł (w sumie od 1 do 6), których przełączanie zapewniają dwa przyciski; trzeci pełni rolę włącznika zasilania. Pokrętło pracuje w typowy, "analogowy" sposób, a Sonnenteer Orton sprawia wrażenie konstrukcji raczej prostej, bez ukrytych dodatków i zawiłych ustawień, chociaż po wzięciu pilota do ręki pojawiają się niespodzianki. Jedna z nich dotyczy wskaźnika czułości; ustawienie "High" jest sygnalizowane zapaleniem się niewielkiej diody.

Producent podkreśla, że Sonneteer Orton jest konstrukcją dual-mono, czego śladem jest sposób rozplanowania elementów na tylnej ściance. Pojedyncze terminale głośnikowe umieszczono po dwóch stronach, osadzając pomiędzy nimi gniazda wejść (sześć) i wyjść (dwa) RCA. Jedno wyjście ma stały, a drugie regulowany poziom sygnału. Dla systemów multiroom przygotowano sensor podczerwieni.

Niewielka dioda obok pokrętła wzmocnienia informuje o wybranym trybie czułości (niskiej lub wysokiej).

Niewielka dioda obok pokrętła wzmocnienia informuje o wybranym trybie czułości (niskiej lub wysokiej).

Wzmacniacz wyposażono w typowy system zabezpieczeń, zadaniem którego jest odłączenie kolumn. Tak się stanie, gdy układy wykryją obecność sygnałów ze składową stałą na wejściu w przypadku zwarcia (zaciski głośnikowe) lub przesterowania wejść (zbyt wysoki poziom ze źródła).

Zasilacz przygotowano ze specjalną starannością, separując poszczególne bloki i przygotowując trzy niezależne stopnie; dwa z nich (oczywiście identyczne) oddelegowano do kanałów wzmocnienia, trzeci stopień służy obwodom cyfrowych systemów sterujących.

Zadanie 8-bitowego mikroprocesora, zarządzającego wszystkim, polega między innymi na obsłudze sygnałów zdalnego sterowania, a także selekcji i regulacji czułości wejść. Konstrukcja wnętrza opiera się na trzech dużych płytkach drukowanych - jedna z nich, przykręcona do przedniej ścianki, zawiera elektronikę sterującą.

Po dwóch stronach umieszczono transformatory toroidalne; pozostałe elementy zasilacza, w tym prostowniki oraz kondensatory filtrujące, zajmują drugą z płytek, na której również obowiązuje podział na obwody lewego i prawego kanału. Całość elektroniki dla sygnałów audio jest już umieszczona na dużej, szerokiej płytce wypełniającej niemal połowę obudowy.

W pokrętło głośności wbudowano diodę wskazującą aktywowanie funkcji wyciszenia.

W pokrętło głośności wbudowano diodę wskazującą aktywowanie funkcji wyciszenia.

Sygnał pobierany z wejść RCA trafia do wysokiej jakości przekaźników. W pobliżu widać także regulator wzmocnienia, w tej roli potencjometr z silniczkiem połączony z pokrętłem na przedniej ściance za pomocą długiego trzpienia.

Układy wyjściowe są ulokowane symetrycznie po dwóch stronach głównej płytki. Wzmacniacz nie ma typowego radiatora - to zadanie pełni właściwie cała obudowa; tranzystory mocy przytwierdzono bowiem do metalowych profili pod płytką drukowaną, a te z kolei do dolnej płyty chassis. Obudowa nagrzewa się równomiernie, ale nie staje się gorąca nawet po dłuższym słuchaniu z wysokimi poziomami głośności. W górnej płycie nie ma też żadnych otworów wentylacyjnych, co było możliwe ze względu na relatywnie niską moc Ortona. Na każdy z kanałów przypada jedna para tranzystorów mocy.

Specyfika małoseryjnej produkcji pozwoliła firmie Sonneteer na zaoferowanie wyjątkowej usługi, polegającej na wykonywaniu (na zamówienie) specjalnych wersji urządzenia w niemal dowolnie wybranym kolorze. Oprócz standardowej czerni i srebra, producent proponuje czerwień, ale na tym paleta się nie kończy; wybraną barwę będą miały nie tylko elementy samego wzmacniacza, ale także (metalowy) nadajnik zdalnego sterowania.

Opisy wejść wykonano podwójnie – „normalnie” i „do góry nogami”, aby były czytelne od góry.

Opisy wejść wykonano podwójnie - "normalnie" i "do góry nogami", aby były czytelne od góry.

Odsłuch

Średnie tony są często stawiane na piedestale, uważane za najważniejsze - leżą przecież, z definicji, w centrum pasma akustycznego. Tutaj ucho ludzkie ma największą czułość, instrumenty akustyczne największą energię, muzyka najwięcej treści itp. itd. Jak z każdym poglądem, można i z tym dyskutować, zwłaszcza gdy jest zbyt jednostronny i ma oznaczać zmarginalizowanie znaczenia skrajów pasma...

Nie o to walczyły całe pokolenia inżynierów, lecz o to, abyśmy mogli ze sprzętu Hi-fi słyszeć całe pasmo akustyczne. Można jednak te racje wyważyć, zresztą wbrew pozorom nie ma dzisiaj takich wzmacniaczy, które miałyby poważny problem z niskimi i wysokimi tonami, chodzi o rozłożenie akcentów, a czasami o dzielenie włosa na czworo i wyolbrzymianie naprawdę tonalnych niuansów.

Jeżeli jednak pozostajemy w audiofilskim nurcie takiego postrzegania i opisu, to Sonneteer z pewnością nadaje się na wzorzec wzmacniacza stworzonego dla zwolenników prymatu średnicy. Ale nie tylko - czy to dzięki takiej sytuacji na "froncie tonalnym" czy też innym, głębiej ukrytym cechom, Sonneteer gra w sposób naprawdę przekonujący, często urzekający, czasami wręcz magiczny. Efekty bywają spektakularne, i chociaż odległe od neutralności, to niezwykle bogate w treści, różnorodne, soczyste i barwne.

Jest tutaj trochę połączeń kablowych, ale Sonneteer błyszczy okazałym układem dual-mono.

Jest tutaj trochę połączeń kablowych, ale Sonneteer błyszczy okazałym układem dual-mono.

Sonneteer opracował średnicę w sposób specjalny i charyzmatyczny, idąc zdecydowanie w kierunku "analogu", z czym chyba zgodzi się każdy, niezależnie od tego, do jakiego stopnia taki styl spełni oczekiwania. Radziłbym jednak w tym wyjątkowym przypadku nie skupiać się na wcześniejszych oczekiwaniach, zostawić je na boku, na inną okazję, i posłuchać Sonneteera "na luzie", pozwolić mu dotrzeć do nas ze swoimi argumentami, a nie żądać odpowiedzi na nasze warunki. Rezultaty mogą być zgoła niespodziewane.

Co do faktów, które można tutaj przedstawić: barwa jest nieco oleista, dźwięki trochę zmiękczone, ale dobrze różnicowane i wyodrębniane; analityczność jest średnia w skali bezwzględnej, jednak w zaproponowanej kompozycji nie pozostawi niedosytu; większa aktywność szczegółów, a nawet lepsza przejrzystość, pogorszyłyby wrażenie spójności i ogólnej harmonii. Góra jest dźwięczna i zwinna, tak samo daleka od suchości jak i ostrości.

Wzmacniacz o tak niewysokiej mocy nie będzie przesuwał ścian, jednak poziom głośności i skala dynamiki w dużym stopniu zależą przecież od efektywności kolumn. Jeżeli unikniemy "wpadki" z kolumnami o niskiej wartości tego parametru, Sonneteer Orton powinien wystarczyć w pomieszczeniach średniej wielkości. Ostatecznie jednak ocena sytuacji zależy też od naszych preferencji, tutaj trudno przykładać jedną miarę. Wszyscy jednak docenią przestrzeń - ta jest obszerna, a jednocześnie nasycona. Nawet gdy nie gramy głośno, dźwięku jest dużo, muzyka jest "obecna".

Włącznik zasilania i wybór wejść to jedyne funkcje dostępne z przedniego panelu.

Włącznik zasilania i wybór wejść to jedyne funkcje dostępne z przedniego panelu.

Świetlista moc pilota

We wzmacniaczu takiej proweniencji nie spodziewam się kompleksowego wyposażenia, nawet brakiem zdalnego sterowania nie byłbym zdumiony. Orton ma jednak pilot, i to nie byle jaki. Metalowy, ciężki, jest godny high-endowego wzmacniacza. Wybór wejść, regulacja głośności czy szybkie wyciszanie to jeszcze standard, ale trudno za zwyczajną uznać funkcję... latarki.

Z przodu, obok nadajnika podczerwieni, zainstalowano niewielką, ale bardzo jasną diodę – być może ułatwi to poszukiwania płyt, wtyczek, kabli, a może samego wzmacniacza. Pilot oferuje także dostęp do regulacji czułości wejściowej (niedostępnej z przedniego panelu), przygotowanej indywidualnie dla każdego ze źródeł. Do wyboru są dwa tryby, czułość niska (konfiguracja fabryczna) i wysoka.

Orton zapamiętuje i przechowuje ustawienia pod warunkiem, że nie odłączymy wtyczki sieciowej, a posługujemy się tylko trybem czuwania. Wzmacniacz zapamiętuje ustawienia czułości indywidualnie dla każdego ze źródeł. Kolejną niezwykłą cechą tego sterownika jest zasilanie akumulatorowe i port ładowania w formie gniazda USB – dokładnie jak w smartfonach, które pilot Sonneteera bije jednak na głowę pod względem czasu pracy na jednym ładowaniu – sięgającym... jednego roku.

Radek Łabanowski

SONNETEER Orton

  • Moc znamionowa (1% THD+N, 1 kHz) [W] 8 Ω, 2x 33
  • Moc znamionowa (1% THD+N, 1 kHz) [W] 4 Ω, 2x 52
  • Moc znamionowa (1% THD+N, 1 kHz) [W] 8 Ω, 1x 0,73
  • Stosunek sygnał / szum (filtr A-ważony, w odniesieniu do 1W) [dB] 90
  • Dynamika [dB] 105
  • Współczynnik tłumienia (w odniesieniu do 4 Ω) 79

Laboratorium

Sonneteer jest wzmacniaczem o najniższej wśród wszystkich testowanych urządzeń mocy wyjściowej. Przy obciążeniu 8 Ω oddaje 33 W, co idealnie pokrywa się z deklaracją producenta; obciążenie 4-omowe przynosi spodziewany wzrost mocy, jednak do wciąż umiarkowanej wartości 52 W. Dzięki konstrukcji dual-mono (z dwoma transformatorami zasilającymi) parametry te nie ulegają zmianie w stereo.

Fabrycznie wzmacniacz jest ustawiony w tryb niskiej czułości i tak był też mierzony; czułość wynosi wówczas 0,73 V (producent podaje 0,5 V). Dzięki takiej kalibracji współczynnik S/N sięga aż 90 dB, a dynamika, mimo niskiej mocy, do 105 dB.

Na rys. 1. widać spadki -2 dB przy 10 Hz oraz -1,5 dB przy 100 kHz. Spektrum z rys. 2. ujawnia spory udział harmonicznych z przewagą parzystych.

Wykres z rys. 3. ma większą niż zwykle zmienność, zwłaszcza w przypadku obciążenia 8-omowego, z lokalnym maksimum jeszcze przed właściwym obszarem przesterowania. Tym niemniej zniekształcenia THD+N poniżej 0,1 % można osiągnąć już przy niskich mocach. Co także nietypowe (ale w praktyce korzystne), powyżej mocy 2 W niższe wartości zniekształceń są dostępne dla obciążenia 4-omowego.

Zobacz też:

 
 

Podstawowe dane

  • 12 500 zł

Nasza ocena

  • Wykonanie: Brytyjski wzmacniacz w (trochę) niemieckim stylu. Rozbudowane zasilanie, układ dual-mono.
  • Funkcjonalność: Pozornie minimalistyczny, kryje jednak elementy zaawansowanego sterowania cyfrowego. Wyłącznie analogowe wejścia i wyjścia (regulowane i nieregulowane), bez możliwości instalacji modułów przedwzmacniacza gramofonowego czy konwertera DAC.
  • Laboratorium: Niska moc wyjściowa (2 x 33 W / 8 ohm, 2 x 52 W / 4 ohm), ale i niski poziom szumów (-90 dB), wysokie harmoniczne parzyste, zniekształcenia niższe dla 4 omów.
  • Brzmienie: "Analogowe", płynne i plastyczne, bardzo naturalna średnica, przestrzeń obszerna i wypełniona. W fotel nie wciska, ale w nim zatrzymuje. Wyjątkowe.
ELAC Elements EA101EQ

ELAC
Elements EA101EQ

Cena: 4 000 zł

CYRUS One

CYRUS
One

Cena: 3 700 zł

REGA Brio

REGA
Brio

Cena: 3 500 zł

ROTEL A12

ROTEL
A12

Cena: 4 000 zł

 

 

Audio - październik 2017

Strefa Magazynu

Audio 10/2017

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio
HEGEL H360

HEGEL
H360

H80, H160, a nawet najnowszy model Rost, już testowaliśmy w "Audio". Jednak król jest tylko jeden, a jest nim właśnie wś...