PIONEER A9

PIONEER A9
Japońskie stereo wraca na piedestał

Firma powstała jako sklep sprzedający głośniki. W swoim czasie grała pierwsze skrzypce w audiofilskim świecie. Jednak w pewnym momencie nastąpiło gwałtowne przesunięcie akcentów od audio do wideo. Aby podkreślić tę metamorfozę zmieniono coś, co jest dla każdej firmy najświętsze - logo. Myślę, że to był duży, duży błąd, bo nie tylko, że stare logo było bardziej charakterystyczne, to jeszcze zerwano w ten sposób ciągłość tradycji, "zamazano" przeszłość. Ale Pioneer wciąż ma przecież prawa do starego logo, więc pojawiło się ono w ostatnich reklamach firmy, na których widać... urządzenia stereo. Wybaczamy grzechy i zaniedbania ostatnich lat. Najważniejsze, że Pioneer wraca do korzeni i robi to w dobrym stylu. W zeszłym roku pierwszy krok - czyli seria 7, teraz następny - seria 9.

Obydwa urządzenia nie mają z wideo nic wspólnego. Nie mają też żadnych cech identyfikujących z aktualnym wzornictwem audiowizualnych urządzeń Pioneera. Projektanci mieli swobodę, ale i poważne zadanie - wykreować coś zupełnie nowego, ambitnego, oryginalnego... Na pewno się udało. Powrót do stereo nie jest tutaj odgrzewaniem starych projektów, nawet żadnymi elementami designu nie odwołuje do sentymentów - urządzenia prezentują bardzo nowoczesną, niemal ekstrawagancką linię.

Odtwarzacz PD-D9

Obudowy wykonano z solidnych, aluminiowych płyt, skręcanych ze sobą i do wspólnego chassis. Szczególnie dobre wrażenie robi obudowa odtwarzacza , ponieważ jego górna ścianka to także płat drapanego aluminium (a nie lakierowanej stali - jak we wzmacniaczu).

Front urządzeń wręcz wzbudza entuzjazm - genialna forma, łączącą minimalizm z muśnięciem designera. Po prawej stronie znajduje się szuflada ze sterowaniem (w CD) lub pokrętło wzmocnienia (we wzmacniaczu), po lewej, wysuniętej, mlecznobiałe wyświetlacze. Nie są zbyt kontrastowe, mają małe literki i już z kilku metrów nie da się niczego z nich odczytać, ale elegancja bije z nich na znacznie większą odległość. W odtwarzaczu, z prawej strony pojawiają się jeszcze tylko dwa przyciski sterowania napędem - wysuwający szufladę oraz start/stop. Pierwszy mniejszy, bliżej szuflady, drugi większy, nieco dalej - idealna ergonomia, nie można się pomylić.

Nie mamy ani CD-Textu, ani - co zaskakują- ce, bo to część "pakietu" - SACD-Textu. Większość komend dla PD-D9 możemy wydać tylko z pilota, należy go więc dobrze strzec. Niestety, sterowniki do obydwu urządzeń są nieładne i niewygodne. Klasą wykonania zupełnie nie nawiązują do szlachetności głównych urządzeń, a co do spraw praktycznych, to dużym błędem jest nieprzygotowanie żadnego z nich do sterowania całym systemem.

Ale nacieszmy się konstrukcją samego odtwarzacza. Już podnosząc PD-D9 wiemy za co płacimy - urządzenie jest pioruńsko ciężkie, wydaje się że nawet cięższe od wzmacniacza. Wnętrze podzielono na równe części - z jednej strony grubego, stalowego ekranu (do którego przykręca się górną ściankę, usztywniając w ten sposób obudowę), znajduje się zasilacz, a z drugiej napęd i układy audio.

Zasilacz jest fantastyczny i nawet w chińskich produktach, często pod tym względem "rozbuchanych", trudno będzie znaleźć coś podobnie zaawansowanego. Zasilacz ma trzy niezależne sekcje, z kilkunastoma gałęziami stabilizacji napięcia. Napęd zasilany jest z układu impulsowego, ale sekcja audio ma dwa transformatory R-Core, ukryte pod solidnym ekranem, przypominające toroidy (w pewnej mierze także "podwójne-C"), pochodzące z najlepszego źródła - Kitamura Kiden. Za nimi kilka prostowników i duże kondensatory Pioneera w sekcji zasilania części analogowej. Jest pięknie.

Napęd DVD, jak się wydaje, to nowa wersja elementu stosowanego od dłuższego czasu w odtwarzaczach wieloformatowych Pioneera. Dodano jednak solidną, stalową "ramę", do której mocowany jest most z krążkiem dociskowym. Sygnał wstępnie dekoduje potężna kość Mediateka MT1389EE, następnie trafia do dwóch DSP - jeden to firmowy układ Pioneera PD0274A, drugi to SRC4192 Burr-Browna. Pierwszy to element Legato Link, zaś drugi to upsampler, zwiększający częstotliwość próbkowania do 192 kHz i wydłużający długość słowa do 24 bitów.

Za miedzianymi szynami, pełniącymi rolę masy i ekranu, mamy właściwy układ audio. Na jego wejściu są dwa przetworniki Wolfsona WM8741. To świeżutki układ C/A, w którym udało się osiągnąć fenomenalny odstęp S/N na poziomie -128 dB (mono) i gdzie zaimplementowano nowe układy interpolacyjne z ditheringiem. Sygnał prowadzony jest następnie do układów Burr-Browna OPA2134 (konwersja I/U oraz wzmocnienie napięciowe). Wyjście aktywowane jest przekaźnikami. Widać precyzyjne oporniki, kondensatory Elna i polipropyleny tuż przy wyjściu, sugerujące brak układu DC-Servo. Gniazda RCA są niezłocone.

Zwrócono uwagę na mechaniczne tłumienie wibracji (maty bitumiczne) oraz na tłumienie szumów RF (ekrany).

Wzmacniacz Pioneer A9

Wzmacniacz Pioneer A9 ma obudowę bardzo podobną do odtwarzacza; na miejscu szuflady jest pokrętło wzmocnienia, mniejszy od niego selektor wejść oraz przycisk "direct", skracający ścieżkę sygnału i wyłączający wyświetlacz. Z tyłu mamy cztery wejścia liniowe, w tym jedno z pętlą do nagrywania, wejście gramofonowe MM/MC oraz wyjście z przedwzmacniacza.

Ponad rządkiem gniazdek RCA umieszczono coś nowego - wejście USB. Pozwala ono podłączyć do Pioneera kartę dźwiękową komputera i odtwarzać np. pliki MP3 lub WMA. Zaciski głośnikowe są duże, wygodne, z jednym zastrzeżeniem - tuż obok lewego umieszczono gniazdo sieciowe, co utrudnia wpięcie pewnych rodzajów zakończeń przewodów.

Górna ścianka nie jest tak solidna i elegancka jak w CD, bo to perforowana blacha stalowa. Ale i tutaj jest ona przykręcona nie tylko na obwodzie, lecz także pośrodku. Wnętrze Pioneer A9 ukazuje budowę dual-mono. Jedynie przedwzmacniacz zmontowano na wspólnej dla obydwu kanałów płytce, zaś począwszy od dwóch sporych, zalanych żywicą epoksydową transformatorów toroidalnych, poprzez osobne uzwojenia wtórne dla sekcji sterującej końcówki, tranzystory końcowe, wszystko prowadzone jest w osobnych biegach.

Zasilacz jest znowu rozbudowany, z ośmioma sporymi kondensatorami. Zasilacz oddzielony jest od przedniej ścianki i od elektroniki stalowymi ekranami, zaś końcówka od przedwzmacniacza sporymi radiatorami. Sygnał z niezłoconych wejść RCA trafia do scalonego selektora wejść, a następnie do układów JRC 2068.

Na bazie pojedynczego układu tego typu zmontowano też preamp gramofonowy. Stąd sygnał nieco wędruje. Z przedwzmacniacza biegnie kabelkami na ustawioną w poprzek dużą płytkę montażową i z niej, po dość długich ścieżkach, taśmą komputerową do klasycznego, czarnego potencjometru Alpsa. Potem kolejną taśmą do tej samej płytki i dopiero dalej ekranowanymi kabelkami do końcówek, gdzie pracują pojedyncze pary bipolarnych Sankenów (2SA1386+2SC3519).

Nad główną płytką przedwzmacniacza umieszczono drugą, zaekranowaną, na której znajduje się układ obsługujący wejście USB. Niemal cała płytka jest "goła" i widać, że przewidziano ją również do innych zadań, jednak w rogu naszej wersji mamy układ Burr- Browna PCM2702. To scalak, w którym zintegrowano odbiornik cyfrowy, konwerter zamieniający sygnał USB na PCM oraz przetwornik C/A. Jedną z pierwszych firm, która zaoferowała takie wejście, był Musical Fidelity, który we wzmacniaczu A1008 zastosował PCM2706 i dodał nieco wejść cyfrowych. Szkoda, że tutaj takowych zabrakło, skoro już i tak mamy cyfrę na "pokładzie".

Odsłuch

Pierwszym punktem skupienia naszej uwagi będzie znakomicie wyczyszczona, bardzo rozdzielcza góra i część środka. Zakresy te charakteryzują się dużą energią i bas gra raczej w ich cieniu, jednak to kompletnie nowa jakość w takim stylu brzmienia. Największe wrażenie robi bowiem umiejętność prowadzenia ataku, trzymania rytmu i niezamazywanie żadnego, nawet najmniejszego elementu. Kiedyś z taką precyzją grały dopiero hi-endowe, może jeszcze nie najdroższe, ale już bardzo szacowne urządzenia.

Najnowszy album Sub-Human Recoil oraz rocznicowa (25.) reedycja Big Science Laurie Anderson to niesłychanie czyste, precyzyjne realizacje, których zalety łatwo jednak przegapić, jeśli coś w systemie ma problemy z klarownością wyższego zakresu. Pioneer A9 owe intencje momentalnie wydobył na wierzch i przedstawił w wyjątkowo zaawansowany sposób.

Pokazana została dobra dynamika, rzecz w dużej mierze zależna oczywiście od mocy wzmacniacza, jednak być może jeszcze bardziej uzależniona od szybkości narastania sygnału, od braku przesunięć fazowych i od rozdzielczości. Te trzy rzeczy Pioneer najwyraźniej postawił na pierwszym planie, ponieważ obraz zawsze był przejrzysty, ale nigdy nie dało się też wyczuć, że brakuje mocy.

Kiedy np. na nowej płycie Courage Pauli Cole gra Herbie Hancock (w utworze Lonelytown) od razu, po dwóch-trzech sekundach wiemy, że mamy do czynienia z jazzmanem, a po chwili słyszymy, że to ktoś z rodziny "pracujących pedałami". Rozpoznajemy to jako dźwięk towarzyszący fortepianowi, a nie brud. Oczywiście, jeśli nasz system jest w stanie to pokazać, tak jak właśnie Pioneer A9.

W przypadku jazzu usłyszymy pełną rozpiętość dynamiczną, przy elektronice i rocku zazwyczaj korygowaną w studio (powiedzmy wyraźnie - niszczoną) przez użycie kompresorów. Za każdym razem po przejściu na kolejny krążek słychać było swoistą "sygnaturę" dźwiękową realizatora i studia. Instrumenty w przestrzeni rozlokowane były bez specjalnego wglądu w głąb, ale z dobrą separacją. Nawet w gęstych fragmentach, kiedy muzycy grają w niemal jednej linii, Pioneer pokazywał ich dokładnie, osobno.

Lekki bas i energetyczna wyższa część pasma określają jednak nie do końca neutralną charakterystykę. W przypadku nieco twardo nagranych płyt, jak np. nowego remastera Violator Depeche Mode, mogą one zabrzmieć za jasno, nawet ostro. Należy więc szukać kolumn o mocnym basie, bez podkreślonej góry, która powinna jednak być wysokiej próby, aby wykorzystać genialną czystość Pioneera A9.

Płyty SACD wcale nie grają miękko czy delikatnie, ale nie mają też "analogowej" płynności, jak z drogich źródeł tego typu. Z płytami SACD dostajemy po prostu nieco więcej informacji - słychać lekką poprawę dźwięku, jednak bez przełomu, który pojawia się przy odtwarzaczu Yamahy.

Wzmacniacz Pioneer A9 ma przyciski "direct". Należy go koniecznie aktywować! Skrócona ścieżka daje lepsze skupienie, niższy, dokładniejszy bas i najbardziej rozdzielczą górę. Jednym ze sztandarowych rozwiązań Pioneera był niegdyś układ Legato Link. Mamy go i tutaj, co więcej - możemy ten filtr włączyć lub nie. LL daje delikatniejszą górę i bardziej miękki środek, co jest krokiem w dobrym kierunku, biorąc pod uwagę wyjściowy charakter brzmienia. Jednak trzeba sobie samemu odpowiedzieć, czy lepiej "wiedzieć więcej", czy raczej "wiedzieć ładniej".

Wojciech Pacuła

PIONEER A9

  • Produkowany Tak
  • Moc [W] 72-91

Laboratorium

W nowych wzmacniaczach stereofonicznych Pioneera nie widać żyłowania mocy wyjściowej. Producent deklaruje 55 W przy 8 omach i 70 W przy 4 omach, ale rzeczywiste możliwości A9 są znacznie większe. Ponad 70 W, a konkretnie 72 W wzmacniacz oferuje już przy obciążeniu 8- omowym, a podpięcie 4 omów zagwarantuje może niewielki, ale jednak wzrost - do 91 W.

Jedną z zalet konstrukcji dual-mono jest utrzymanie tych parametrów także w trybie stereo. Dodatkowo producent postarał się o skalibrowanie czułości w okolicach wzorcowych 0,2 V. Poziom generowanego szumu nie jest bardzo niski, S/N to -86 dB, ale mimo to, i mimo relatywnie niewielkiej mocy, dynamice udaje się osiągnąć 103 dB.

Charakterystyka przenoszenia (rys.1) swój świetny przebieg zawdzięcza na pewno układom direct, choć świadczy również o wysokiej klasie wszystkich komponentów w ścieżce sygnału. W zakresie wysokich częstotliwości widać małą przewagę impedancji 8-omowej (spadek -0,6 dB w porównaniu do -1,3 dB dla 4 omów).

Kilka bardzo słabych (poniżej -90 dB) harmonicznych nieparzystych to jedyne, co zwraca uwagę na rys. 2.

Pioneer A9 gwarantuje zniekształcenia (oraz szum) THD+N poniżej 0,1 % praktycznie w całym zakresie użytecznej mocy wyjściowej (od kilku dziesiątych wata do punktów przesterowania) - rys. 3. Zgodnie z oczekiwaniami przy 8 omach jest najlepiej, THD+N spada wtedy nawet poniżej poziomu 0,01 %, ale w wąskim przedziale 31 - 56 W.

 
 

Testy porównawcze Audio

Podstawowe dane

  • 3 400 zł Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie: Konstrukcja dual-mono, układ prosty, ale dużo połączeń przewodami. Mocna obudowa.
  • Laboratorium: Moc przyzwoita, szum trochę podniesiony, pasmo bardzo szerokie, zniekształcenia bardzo niskie.
  • Brzmienie: Czyste, dynamiczne, dokładne, bas szybki, szczupły, niezbyt niski. Znacznie lepsze przy włączonej funkcji "direct".
TEAC NT-503

TEAC
NT-503

Japońska firma oferuje zarówno klasycznie wyglądający sprzęt Hi-Fi, jak i urządzenia nawiązujące do form studyjno- profe...

NAD D7050

NAD
D7050

Cena: 4 400 zł

MARANTZ HD-AMP1

MARANTZ
HD-AMP1

Cena: 5 000 zł

DENON DRA-100

DENON
DRA-100

Cena: 4 400 zł

WADIA Intuition 01

WADIA
Intuition 01

Cena: 30 000 zł

Audio - wrzesień 2016

Strefa Magazynu

Audio 09/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio