CREEK DESTINY

CREEK DESTINY
Made In The UK

Materiały firmowe firmy Creek Audio wspominają rok 1982 przez pryzmat wojny o Falklandy i sprzedaży pierwszego egzemplarza wzmacniacza CAS 4040. Kronikarze notują skrupulatnie, że miało to miejsce 29 marca, w salonie Audio Projects w Leeds. A oznacza to, że w roku 2007 firma miała 25. urodziny.

Destiny CD

Motywem przewodnim projektu plastycznego są koła. W odtwarzaczu umieszczono je po obydwu stronach zielonego wyświetlacza, a w każdym z nich są po cztery okrągłe guziczki. Wszystkie krawędzie widoczne z przodu i z boku są zaokrąglone.

Gniazda RCA są bardzo ładne - oczywiście złocone, ale ponadto solidne, przykręcane do tylnej ścianki. Są też dwa wyjścia cyfrowe - optyczne i elektryczne, to ostatnie już przeciętne.

Odkręcając górną ściankę, naprawdę odkręcamy tylko górną ściankę, bez boków. Obudowa urządzenia składa się z grubych aluminiowych płyt - osobno góra, boki, tył i spód. Wyświetlacz podpowiadał to, co można obejrzeć we wnętrzu: układ napędowy, sterowanie i dekodowanie strumienia danych odbywa się w napędzie DVD-ROM firmy DSL-710A, sterowanym potężną kością Mediateka. Stąd sygnał trafia na dużą płytkę z układami audio. Tutaj pracuje przetwornik D/A Crystala CS4396 24/192 o realnej rozdzielczości na poziomie 20 bitów, z przeznaczonym mu zegarem.

Napędy DVD sterowane są zegarami o innych częstotliwościach, z których dopiero trzeba "wyciągać" takie, jakich wymaga standard CD (44,1 kHz). Takie działania, zwykle w pętli PLL, powodują jednak powstanie jittera, stąd zastosowanie osobnego zegara dla przetwornika jest znacznie lepszym pomysłem. Prawie cały układ zmontowano powierzchniowo. Sygnał niemal do samego wyjścia prowadzony jest w postaci symetrycznej, dopiero na końcu obydwie połówki są sumowane.

Zasilanie opiera się na aż trzech trafach toroidalnych - największe do napędu, mniejsze do części cyfrowej i najmniejsze do analogowej. Przed nimi umieszczono duży filtr napięcia sieciowego. Urządzenie jest włączane osobno mechanicznym przełącznikiem na tylnej ściance i przyciskiem standby na przedniej.

Creek Destiny amplifier

We wzmacniaczu okręgów jest jeszcze więcej. Mamy pokrętło potencjometru oraz dwa kolejne, w jednym z przyciskami wyboru wejścia, z rządkiem zielonych diod wokół, w drugim z aktywacją wyjść głośnikowych i okienkiem sensora odbiornika podczerwieni.

Tylna ścianka jest gęsto obsadzona. Do dyspozycji mamy sześć wejść liniowych, z których jedno można zamienić na wejście gramofonowe; jest też wejście na końcówkę mocy i wyjście z przedwzmacniacza.

Urządzenie sterowane jest potężną kością mikroprocesora, co umożliwia serwisowi szybką diagnozę ewentualnego uszkodzenia; układ sprawdza też, czy wszystkie punkty z nim sprzęgnięte działają prawidłowo.

Tak jak w CD, tak i tutaj mamy montaż powierzchniowy. Kilka rzeczy zwraca szczególną uwagę. Pierwsza to możliwość wyboru trybu pracy sekcji przedwzmacniacza - aktywnego (wzmocnienia o wysokości 3, 6 lub 9 dB dokonujemy przełącznikiem umieszczonym na dolnej ściance), albo pasywnego (wybieramy przyciskiem na przedniej ściance).

W pierwszym przypadku sygnał trafia do umieszczonego tuż przy wejściach preampu zbudowanego w oparciu o układy scalone, z dedykowanym mu zasilaczem. Potem przewodami wędrujemy do potencjometru - niebieskiego Alpsa. Niestety, droga jest dość długa i prowadzi obok transformatora. Końcówka w części także zbudowana jest w oparciu o układy scalone, TL074 i TL072, niskoszumowe układy o wejściu typu JFET; sekcja sterująca i odwracająca fazę to już tranzystory.

Układ wyjściowy, typowo dla Creeka, to push-pull złożony z quasi-komplementarnych, tj. tego samego typu, tranzystorów MOSFET, przykręconych do niezbyt dużych radiatorów. Obok układów roi się od kondensatorów zasilacza. Są niewielkie, ale jest ich dużo (20 sztuk), ponieważ Mike Creek twierdzi, że w takiej konfiguracji szybciej się przeładowują i przez to pozwalają lepiej oddać transjenty sygnału.

Obydwa urządzenia mają aluminiowe nóżki. Sterownik służy do obsługi całego systemu. Pośrodku mamy przyciski ułożone podobnie jak w odtwarzaczach DVD - zwykle przypisane są do nich takie funkcje jak poziom głośności i przeskakiwanie między ścieżkami. Tak jest i tutaj, jednak zamieniono pary - w górę i w dół przeskakujemy między kawałkami, a w boki zmieniamy poziom głosu. Trzeba się przyzwyczaić...

Pasywnie czy aktywnie?

Wzmacniacz Creek Destiny oferuje niezwykłą opcję: można wybrać, czy jego przedwzmacniacz pracuje w trybie pasywnym, czy aktywnym. Co więcej - w tym ostatnim, za pomocą umieszczonego na dolnej ściance przełącznika, możemy wybrać poziom wzmocnienia preampu: 3, 6 lub 9 dB. Najprawdopodobniej "naturalne" wzmocnienie układu wynosi 9 dB, a pozostałe wartości uzyskiwane są przez włączanie dzielnika rezystorowego. To prawdziwa nowość, ponieważ Creek do tej pory korzystał z pasywnych przedwzmacniaczy - po selektorze wejść w torze był jedynie potencjometr, a dalej już końcówka mocy.

Jak pokazuje niniejszy test, różnice pomiędzy obydwoma trybami wcale nie są kosmetyczne, zmieniają brzmienie w sposób fundamentalny. W trybie pasywnym znacznie lepsza jest rozdzielczość i budowa sceny dźwiękowej. Po przejściu na tryb aktywny scena jest spłaszczona, instrumenty są bliżej i mają twardsze krawędzie.

Ale oprócz wad, w trybie aktywnym dostawaliśmy także trochę zalet. Jedna to znaczące polepszenie "namacalności" instrumentów. Muzyka dostawała "kopa", brzmiała bardziej dynamicznie. Lepsze było też prowadzenie basu. Ten, w trybie pasywnym, jest na dole nieco rozlany.

W trybie aktywnym do wyboru mamy trzy poziomy wzmocnienia. Teoretycznie można dzięki temu tak je dopasować do efektywności kolumn i upodobań słuchającego, aby potencjometr pracował w okolicach połowy zakresu ślizgacza, a więc tam, gdzie zazwyczaj jest najbardziej liniowy. W praktyce jednak słychać, że najlepszy dźwięk oferowało wzmocnienie 9 dB, najgorsze 3 dB.

Odsłuch

Tak jak Exposure, Creeka wypada posłuchać dłużej, ale ewolucja naszej o nim wiedzy będzie przebiegać inaczej. Na początku jest nieciekawie, ale z upływem czasu inne urządzenia z tego przedziału cenowego zaczniemy postrzegać jako podbarwione i podrasowane.

Brzmienie Creeka jest zdystansowane, wolne od podkręcania skrajów pasma, a także bez dopalania średnicy. System Creeka ma jednak "firmowy" dźwięk, wynikający może z topologii wzmacniacza mocy. Spokój, opanowanie, porządek, chociaż sporo zmieni się, kiedy wybierzemy tryb aktywny. Do konkretnej muzyki stosowałem najbardziej odpowiadający mu tryb pracy przedwzmacniacza.

Creek potrafi zagrać też bardzo naturalnie i jednocześnie rozdzielczo. Z muzyką jazzową, byle dobrze nagraną, barwa instrumentów będzie poprawna. Kiedy gra genialna płyta Invitation Milt Jackson Sextet z najnowsze-go remasteru, wiemy, że to coś naprawdę specjalnego. Zarówno wibrafon Jacksona, jak i tenor Heata brzmiały dźwięcznie, były świetnie umieszczone w przestrzeni nieco oddalonej od słuchacza, ale przez to nawet bardziej sugestywnej.

Taki styl w kreowaniu źródeł pozornych nie zawsze wychodzi, ponieważ wymaga właśnie dobrej rozdzielczości. Creekowi udało się uniknąć podbarwień, z jednoczesnym zachowaniem swobody. Singiel All This Time Stinga , utwór I Miss You Kate to tylko trzy instrumenty - perkusja, kontrabas i fortepian. Były tam, gdzie słychać je z droższych systemów - blachy daleko z tyłu, pośrodku kontrabas i fortepian w dużej przestrzeni, z naciskiem na atak.

A głosy? Ciepłe, intymne, wciągające. Pery Como z płyty Greatest Gospel Songs miał głęboki tembr, aksamitny nalot, czyli to, za co go kochały miliony kobiet.

Brzmi nieźle. Ale Creek, pomimo że klasy odmówić mu nie można, nie jest systemem uniwersalnym. Nie najlepiej radzi sobie z dużymi składami - chodzi przede wszystkim o orkiestrę. Naturalność głosów otrzymamy z preampem pasywnym, zaś potęgę z aktywnym. W przypadku orkiestry, ale też i oper mamy połączenie potęgi i akustyki, a to dla Creeka trochę za dużo naraz. Händel i jego opera w trzech aktach Tamerlano w drugim przypadku zabrzmiała bowiem zbyt jasno, a w pierwszym, z pasywką, zabrakło rozmachu.

Znakomicie zabrzmiały natomiast płyty nagrane w bardziej komercyjny sposób. Téo & Téa Jeana Michela Jarre'a - był wykop, świetny drive, tempo. Co ciekawe, w trybie aktywnym 9 dB - bo o nim teraz mowa - wyższa średnica była tutaj łagodniejsza niż z pasywką, która pokazała studyjną prawdę.

To samo przy nagraniu Surrender Depeche Mode z singla Only When I Loose Myself, gdzie słychać było świetnie prowadzoną górę, a także znakomity przełom średnicy i basu. Perkusja tutaj to żywy instrument, bez elektroniki. Creek umożliwi odsłuch wielu, wielu płyt, które zazwyczaj brzmią źle. A jeśli będziemy mieli dobrze nagraną płytę, jeszcze lepsze efekty osiągniemy w trybie pasywnym.

Problemy oczywiście pozostaną. Z płytami "pomiędzy", jak przywołane wcześniej, pojawią się kłopoty - który tryb wybrać? Nie najwyższych lotów jest bas i dynamika absolutna. Jak wspominam przy teście Exposure'a, odsłuchy systemów rozpocząłem od podłączenia planarnych kolumn Magnepana. Łatwa impedancja, bardzo niska skuteczność. Exposure poradził sobie z tym znakomicie, Creek poległ. Ową predylekcję do kolumn o wysokiej skuteczności, pomimo wysokiej mocy, Creek potwierdził także z typowymi kolumnami dynamicznymi.

CREEK DESTINY

  • Produkowany Tak

Laboratorium

Ten niewielki i niepozorny wzmacniacz legitymuje się mocą 113W, i to na obciążeniu 8-omowym, a oczywiście jeszcze większe możliwości objawiają się na 4 omach; wtedy Creek oferuje aż 179W w mono i 2x155W w stereo.

Co ciekawe, w przypadku wzmacniacza zintegrowanego czułość jest niska, wynosi zaledwie 0,6V, ale nie należy się o to martwić. Creek zastosował bowiem nietypowy układ regulacji, pozwalający zwiększyć wzmocnienie, gdyby źródła nie były w stanie wysterować wzmacniacza (nasz pomiar dokonywany był w fabrycznym, ale najniższym ustawieniu 0dB). Odstęp od szumów to 86dB, wystarczający, aby dynamika wspięła się na 106dB.

Pasmo przenoszenia (rys.1) prezentuje się bez niespodzianek, dla obydwu impedancji poziom przy 10Hz utrzymuje się na linii 0dB, a przy 100kHz spada do ok. -2dB.

Analiza zniekształceń (rys.2) pokazuje generowanie harmonicznych niższych rzędów, najmocniej zaznaczona jest tu druga (-80dB), trzecia ma poziom -86dB, kolejne, widoczne aż do ósmej, nie przekraczają już -90dB.

Na wykresach zniekształceń w funkcji mocy wyjściowej (rys.3) widzimy szerokie zakresy stałych i niskich THD+N. Creek ma więc nieco inaczej - korzystniej - niż typowe wzmacniacze tranzystorowe wymodelowany przebieg zniekształceń. Niemal w całym badanym zakresie THD+N utrzymuje się poniżej 0,1%. (R.Ł.)

 
 

Testy porównawcze Audio

Podstawowe dane

  • 6 950 zł Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie: Nowoczesne sterowanie i kontrola. Końcówka w oryginalnej technice quasi push-pull. Dobrze zorganizowane rozłączenie sekcji preampu i końcówki mocy, przedwzmacniacz pracuje w trybach pasywnym lub aktywnym.
  • Laboratorium: Bez wyraźnych wpadek, bezwzględnie nie najniższe, ale ładnie rozłożone zniekształcenia.
  • Brzmienie: Z "pasywką" naturalne i przestrzenne, w trybie aktywnym dynamiczne, z mocnym basem i pierwszym planem.
MONITOR AUDIO Platinum PL500 II

MONITOR AUDIO
Platinum PL500 II

Kiedy siedem lat temu firma Monitor Audio wprowadziła pierwszą generację serii Platinum, była to tyleż sensacja, co ruch...

NAD D7050

NAD
D7050

Cena: 4 400 zł

MARANTZ HD-AMP1

MARANTZ
HD-AMP1

Cena: 5 000 zł

DENON DRA-100

DENON
DRA-100

Cena: 4 400 zł

WADIA Intuition 01

WADIA
Intuition 01

Cena: 30 000 zł

Audio - październik 2016

Strefa Magazynu

Audio 09/2016

Bez dwóch zdań - w numerze październikowym najważniejszy jest test duetów odtwarzacz CD / wzmacniacz, w cenie ok. 5000 zł za komplet. Klasyczne, ale i nowoczesne -...

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio