NAIM NAC122x+NAP150x

NAIM NAC122x+NAP150x
Wzmocnienie przez podział

Naim był przez wiele lat, i do pewnego stopnia jest dzisiaj, swego rodzaju 'samotną wyspą', hermetycznym klubem fanów, gdyż niektóre oryginalne firmowe rozwiązania były i są na tyle kontrowersyjne lub niewygodne, że wymagały od użytkownika pełnego zaufania, a nieraz i poświęcenia. W zamian zawsze otrzymywał on równie charakterystyczny, i już w zasadzie tylko chwalony dźwięk.

Przedwzmacniacz Naim NAC122x

Przedwzmacniacz jest niski, zapakowany w bardzo sztywną obudowę złożoną z grubych aluminiowych płyt. Front wykonano z grubego odlewu, podzielonego optycznie na trzy sekcje. Widok z tyłu jest dość egzotyczny, chociaż spodziewany po Naimie - pojawiły się tam tylko trzy pary gniazd RCA, ale razem z nimi całe rzędy porządnych, metalowych gniazd DIN. Ci, którzy pamiętają DIN-y z polskich urządzeń, nie będą zaskoczeni tym, że na jednym gnieździe są zarówno wejście, jak i wyjście.

Takich zestawów jest siedem, w tym jedno nieaktywne. Miłosiernie dodano dwa wejścia RCA, wyjście z przedwzmacniacza na RCA, oznaczone 'subwoofer' (sygnał jest niefiltrowany), obok dwa gniazda służące do komunikacji z końcówką mocy oraz z opcjonalnym zasilaczem Flatcap-2x. Podstawowy zasilacz, zgodnie z 'patentem' Naima, znajduje się w końcówce i stamtąd pobierane jest napięcie dla preampu. Co więcej, sygnał muzyczny prowadzony jest tym samym przewodem, co zasilanie.

Wydawałoby się, że obniży to stosunek sygnał/szum, jednak brytyjbrytyjscy inżynierowie twierdzą, że tym sposobem wręcz poprawiają ten parametr, ponieważ prowadzą wspólną masę dla sygnału i zasilania.

Wnętrze NAC-a jest czytelnie rozplanowane. Główne układy znalazły się na jednej dużej płytce. Poza nią jest jedynie układ mikroprocesorowy sterujący całością oraz duży potencjometr Alpsa, umieszczony daleko od płytki, stąd dość długie kable łączące. To jeden z niewielu przypadków, kiedy firma wraca do klasycznego potencjometru. W poprzedniku, modelu NAC112x, stosowano drabinkę rezystorową, mającą -przynajmniej w teorii - zapewnić znacznie mniejsze szumy oraz lepszą równowagę kanałów.

Przedwzmacniacz jest w całości konstrukcją tranzystorową, z klasycznym montażem przewlekanym. Wejścia przełączane są za pomocą wysokiej klasy przekaźników. Sygnał trafia następnie do właściwego układu przedwzmacniacza, zaś potencjometr znajduje się niemal na wyjściu, przed buforem wyjściowym. Nie znajdziemy tutaj żadnych specjalnych elementów, audiofilskich sztuczek, ale tradycyjną, porządną inżynierię.

Na wysokiej jakości laminacie wyraźnie widać dbałość o prowadzenie masy - mamy klasyczną gwiazdę pośrodku, między kanałami preampu oraz lokalne gwiazdy przy poszczególnych układach. Urządzenie stoi na specjalnych nóżkach z gumy i plastiku, które choć nie wyglądają specjalnie okazale, są wskazywane przez Naima jako istotny czynnik eliminacji drgań.

Płytka z wejściami nie jest przymocowana 'na sztywno' do spodu, a spoczywa na plastikowych wspornikach i dopiero one są przykręcone do metalowych elementów obudowy. Proszę więc nie martwić się tym, że gniazda przedwzmacniacza nieco 'chodzą' w otworach.

Końcówka mocy Naim NAP150x

Końcówka jest niewielka, gabarytami podobna do preampu, a jednak, co oczekiwane, kilka razy cięższa. Front zupełnie pozbawiono manipulatorów, ponieważ mechaniczny wyłącznik sieciowy znalazł się z tyłu, przy gnieździe IEC. Z przodu widać jedynie zielone logo firmy. Z tyłu znowu firmowy klimat.

Wejście tylko na gnieździe DIN, poza którym widać jedynie dziury w ściance tylnej... które po chwili identyfikujemy jako gniazda głośnikowe. Teoretycznie można tu użyć bananów (4 mm), jednak napis na tylnej ściance przed tym przestrzega! W komplecie dostajemy specjalne, śmiesznie wyglądające wtyki głośnikowe, jednak u mnie zwykłe banany działały jak należy.

Te udziwnienia nie wynikają jednak ze sklerozy czy inności na siłę. To realizacja postulatu minimalizacji obecności metalu wokół przewodników. Stąd wzięły się wtyki Bullet Plug Eichmanna, wtyki Nextgen WBT i inne podobne rozwiązania, a także takie minimalistyczne gniazda głośnikowe. Do podobnych wniosków doszła np. firma Marantz, która w najnowszej generacji modułów HDAM całkowicie zrezygnowała z charakterystycznych, miedziowanych osłon, argumentując to właśnie indukowaniem się w nich prądów wirowych, zakłócających oryginalny sygnał.

Podobnie jak w NAC-u, tak i tutaj cały układ zmieszczono na jednej płytce, która ponownie jest położona na plastikowych 'spejserach', a nie sztywno przykręcona. Układ jest prosty, ale przyjemniej stwierdzić: minimalistyczny.

Z wejścia DIN sygnał biegnie od razu do układu, opartego na tranzystorach, z potężnymi Sankenami (pracująca w push-pullu para 2SA1216+2SC2922). Ciekawie przygotowano ich chłodzenie - nie mamy wielkiego radiatora z piórami itp., tylko aluminiowy blok, do którego są przykręcone. Ten z kolei przymocowano do dna i poprzez pastę silikonową do górnej ścianki, dzięki czemu cała obudowa działa jak jeden duży radiator.

Za wspomnianym blokiem umieszczono kondensatory. Nie są duże, ale naprawdę dobre i drogie, elektrolityczne BHC, z dwoma elementami doprowadzającymi napięcie i dwoma odprowadzającymi (takie same stosuje Rotel).

Napięcie jest zaś dostarczane przez duży, produkowany dla Naima w Talemie transformator toroidalny z zalanym żywicą środkiem. Wyprowadzono z niego osobne uzwojenia dla każdego z kanałów końcówki, dla sekcji sterującej oraz oczywiście dla zewnętrznego przedwzmacniacza.

DIN i NAIM

Założycielem Naima był Julian Valker (1945-2000). Pierwszą 'odsłonę' firma miała w roku 1969, kiedy to pod nazwą Naim Audio Visual zaprezentowano urządzenie służące do... koordynacji oświetlenia i dźwięku podczas realizacji filmów. Pierwszy wzmacniacz pojawił się w roku 1971, ale był sprzedawany wśród znajomych i przyjaciół.

Drogą pantoflową informacje o talencie Juliana rozchodziły się jednak na tyle szybko, że w roku 1973 został on poproszony o skonstruowanie... zespołów głośnikowych dla jednej z pierwszych prywatnych rozgłośni w Wielkiej Brytanii - Capital Radio.

W tym samym roku powstaje Naim Audio Ltd., a rok później firma przeniosła się z garażu w Salisbury do centrum miasta. Julian poznał Ivora Tiefenbruna z Linna, z którym, jak się okazało, łączyło go swoiste spojrzenie na audio. W roku 1989 powstaje pierwszy CD Naima - CDS. Partnerował mu wzmacniacz NAC52 oraz kolumny DBL.

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech urządzeń tej firmy jest wielka dbałość o prowadzenie masy. Jak mówią jej inżynierowie, pozwala to na istotne zmniejszenie szumów i poprawę dynamiki. Stąd obecność gniazd DIN. DIN to skrót od Deutsches Institut fur Normung, niemieckiej instytucji, założonej w roku 1917 w Berlinie, mającej na celu standaryzację norm.

Istnieje wiele odmian wtyków DIN, jednak do przesyłu sygnału stosowano najczęściej DIN trzypinowy lub pięciopinowy (DIN 41524) -pierwszy monofoniczny, drugi stereofoniczny. Za ich pomocą można było jednocześnie wysłać sygnał, jak i go odebrać (i np. zarejestrować). W obydwu przypadkach przewód posiadał jedną masę, wspólną zarówno dla sygnału wychodzącego, jak i wchodzącego (dla obydwu kanałów).

W latach 80. wtyki DIN zostały wyparte przez RCA. Dzisiaj spotyka się je jeszcze przy interfejsie MIDI, w zmodyfikowanej formie przy przesyle obrazu S-Video, w myszkach komputerowych oraz... urządzeniach Naima.

Odsłuch

Nie lubię powielać schematów i utrwalać stereotypów. Jednym z piękniejszych aspektów audio jest bowiem nieprzewidywalność i zmienność, zależność końcowego rezultatu od wielu nie do końca przewidywalnych czynników. W przypadku Naima zmuszony jestem jednak potwierdzić wszystko, co o tej marce i z jej produktów do tej pory słyszeliśmy. Przede wszystkim to, że urządzenia te najlepiej pracują w systemie.

Ponieważ miałem równolegle wypożyczony odtwarzacz CD5x z Flatcapem-2x, więc połączyłem wszystko dołączanymi do zestawu kablami DIN. Było świetnie. Kiedy podłączałem inne, teoretycznie lepsze źródła, kosztujące nawet kilka razy więcej, nie mogłem już powtórzyć tej samej koherencji i organiczności. Próba z interkonektami RCA pomiędzy urządzeniami Naima również pokazała, że jednak optymalizowane są one pod kątem DIN-ów. Różnice nie są może powalające, jednak nawet małe kroki, które doprowadzają do ostatecznego 'zaskoczenia' całości, są nie do przecenienia.

Mimo to da się wyodrębnić zespół cech, charakteryzujących przedwzmacniacz i końcówkę mocy w odniesieniu do innych produktów. Niestety znowu muszę ugruntować pewien obowiązujący pogląd, a mianowicie pochylić się z uznaniem przed umiejętnością trzymania rytmu. Nie chodzi o coś w rodzaju 'łup-łup', a o zdolność nadania każdemu utworowi dynamiki i naturalnej dramaturgii. Niezależnie od rodzaju muzyki.

Weźmy dla przykładu fantastyczną płytę Larsa Danielssona i Leszka Możdżera Pasodoble . To tylko kontrabas i fortepian, a ile pasji, ile żaru. Grając to na Naimie, na pierwsze miejsce wychodzi kontrabas. Nie przez podkreślenie tego zakresu, a przez utrzymanie twardego, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, średniego basu. Każde uderzenie w struny Danielssona jest prezentowane natychmiast, idealnie, muzyka idzie jak po sznurku.

I to dlatego przez jakiś czas wydaje się, że fortepian, grany w pierwszym utworze z początku nieco z tyłu, jest słabiej słyszalny. Jednak kiedy w 2:33 Możdżer wreszcie uderza, nieco w stylu Yamamoto, od razu wychodzi na pierwszy plan, a mimo to kontrabas przez całą płytę brzmi mocno, wyraziście, jakby Naim podkreślał jego bliskie omikrofonowanie.

W kategoriach absolutnych uderzenie fortepianu było nieco zaokrąglone i nie tak dźwięczne jak w referencji. W kontekście ceny urządzeń nie było to jednak niedomaganiem, a nawet pomagało uładzić nieco bardziej 'wyrywne' rejestracje. Przede wszystkim jednak dostajemy świeży, dynamiczny przekaz, w którym wiele się dzieje.

Bo chociaż, przynajmniej na papierze, NAP nie jest mocnym wzmacniaczem (w danych technicznych czytamy, że 50 W, co zweryfikuje nasze laboratorium), to w praktyce bez problemu radzi sobie z kolumnami o nawet bardzo niskiej skuteczności. Urządzenie ma wyjątkowo dobre właściwości impulsowe, niezależnie od podawanych zazwyczaj parametrów statycznych.

Bas z Hotel California, chociaż nie ekstremalnie głęboki, był sprężysty i klarowny, a blachy mocne, chocia ż bez specjalnej rozdzielczości. Brzmienie tego zestawu jest świetnie zespolone, wypełnione, harmonijne, z życiem. Wbrew pozorom nie powinno to oznaczać zawężenia kręgu odbiorców tych urządzeń do miłośników rocka czy popu.

Owszem, w tego typu muzyce umiejętność akcentowania rytmu jest szczególnie efektowna, ponieważ rzadko kiedy urządzenia innych marek radzą sobie z tym równie sprawnie, jednak mówienie o tym jedynie w kontekście mocnego grania jest nieporozumieniem. Sens koherencji, rytmu i energii wcale nie jest przypisany wyłącznie do rocka, dynamika występuje w nagraniach muzyki klasycznej, jazzowej czy nawet wczesnych nagrań z lat 50.

Naim to urządzenia z wyraźnym charakterem, ale muzycznie bardzo wszechstronne. Nie dostaniemy specjalnej rozdzielczości ani głębokiej sceny, ale puls każdego nagrania będzie podany jak na dłoni. Ten aspekt został wywindowany na poziom, którego żaden inny wzmacniacz w tym zakresie ceny nie osiąga.

Wojciech Pacuła

NAIM NAC122x+NAP150x

  • Produkowany Tak

Laboratorium

Patrząc na specyfikację producenta, trudno o entuzjazm, 50 W przy 8 omach, relatywnie wąskie pasmo przenoszenia (5 Hz -40 kHz) to liczby, którymi nie można się chwalić. 'Oczywiście' najważniejsze jest brzmienie, ale w laboratorium zajmujemy się jednak parametrami.

Zmierzona przez nas rzeczywistość jest jednak dla NAP150x bardziej łaskawa, dla 8 omów końcówka oferuje 59 W (i 2 x 57 W w stereo), a dla 4 omów, o których producent w ogóle nie wspomina, już całkiem smaczne 91 W ( 2 x 89 W w stereo), a to wszystko przy 0,8 V czułości. Naim może pochwalić się rewelacyjnie niskim poziomem szumów aż -96 dB, dzięki czemu dynamika wynosi 114 dB.

Charakterystyka przenoszenia (rys. 1) ujawnia spadki na skrajach mierzonego pasma, ale wcale nie jest źle. Przy 10 Hz mamy -0,8 dB, po drugiej stronie punkt -3 dB przypada na 69 kHz - to dla 8 omów, dla 4 omów nie jest znacznie gorzej.

Niski szum pozwala zidentyfikować każdą z dodawanych przez wzmacniacz harmonicznych (rys. 2), w tej grupie najsilniejsza jest druga przy -82 dB, tuż za nią leży trzecia przy -84 dB, a dalsze na już dużo niższych poziomach.

Fantastyczną sprawą na rys. 3 jest nie tyle bezwzględnie niski poziom zniekształceń, ale umiejętność utrzymywania ich w ryzach w bardzo szerokich zakresach. Dla 8 omów THD+N utrzymuje się w okolicach 0,01% praktycznie dla całego spektrum użytecznej mocy, a dla 4 omów jest to wartość 0,02%.

W każdym punkcie wykresu (oczywiście nie licząc przesterowania) utrzymujemy się daleko poniżej granicy 0,1%.

 
 

Testy porównawcze Audio

Podstawowe dane

  • 9 650 zł Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie: Prosta, porządna konstrukcja ze znakomitą obudową i mocnym zasilaczem.
  • Laboratorium: Nie najwyższa moc i nie najszersze pasmo, ale pozostałe parametry bardzo obiecujące - zwłaszcza wybitnie niski szum.
  • Brzmienie: Jak zwykle u Naima - rytm, szybkość, energia, ale także plastyczność. Bez rozjaśnień i wyostrzeń, a jednak z mocną średnicą i górą.
TEAC PD-301+AI-301DA

TEAC
PD-301+AI-301DA

Teac koncentruje się na nowoczesnych formach i funkcjach, czego dobrym przykładem jest seria Reference, złożona wyłączni...

GATO AUDIO DIA-400S

GATO AUDIO
DIA-400S

Cena: 25 000 zł

ACCUPHASE E-370

ACCUPHASE
E-370

Cena: 26 900 zł

SONNENTEER Alabaster

SONNENTEER
Alabaster

Cena: 8 600 zł

EXPOSURE 3010S2D

EXPOSURE
3010S2D

Cena: 8 000 zł

Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio