DLS AMPLIFIER ONE

DLS AMPLIFIER ONE
Drugi wzmacniacz Mike’a

W tym roku mija dokładnie 30 lat, odkąd w Szwecji trzech przyjaciół - David, Laif i Stefan - utworzyło firmę DLS Svenska AB. Ponieważ panowie byli miłośnikami samochodów a także dobrego dźwięku w ich wehikułach, firma od 1985 roku zajęła się produkcją głośników samochodowych. To zresztą lata dynamicznego rozwoju tego sprzętu. W 2003 roku DLS wszedł na rynek domowego audio jako producent zespołów głośnikowych, a w zeszłym roku wykonał kolejny krok - wypuścił odtwarzacz CD i wzmacniacz Amplifier One.

Front wzmacniacza DLS Amplifier One podzielono na trzy części. Największą - środkową - zakryto czarnym płatem akrylu, pod którym umieszczono niebieski, dość duży wyświetlacz typu dot-matrix. Po bokach mamy aluminiowe płyty, na których widoczne są dwie, duże gałki. Jest też maleńki wyłącznik "stand-by" w lewym dolnym rogu. I tyle. Proste, ładne i funkcjonalne, czyli właśnie skandynawskie. Ale nie archaiczne. Wzmacniacz sterowany jest mikroprocesorem, dzięki czemu możliwości są spore i w niczym nie przypominają "purystycznych", najczęściej po prostu prymitywnych urządzeń kojarzonych z ortodoksyjnym nurtem audiofilskim.

Zacznijmy od gałek - obydwie połączono nie z mechanicznymi potencjometrami, lecz z enkoderami. Dlatego też nie mają ani punktu początkowego, ani końcowego. Gałą po lewej stronie wybieramy między pięcioma wejściami liniowymi - czterema niezbalansowanymi RCA i jednym zbalansowanym XLR - zaś prawą regulujemy wzmocnienie. Wskazania podawane są na wspomnianym wyświetlaczu, od zera (cisza) do 85 (max).

Mikroprocesor nie służy jedynie do sterowania wyświetlaczem. Korzystając z pilota R4U, którym obsłużymy także odtwarzacz CD DLS-a, możemy zmienić nazwy wejść, ustawić ich czułość, zmienić balans między kanałami oraz uaktywnić pętlę surround (tylko dla wejścia Line 4), dzięki której DLS Ampifier One może pracować jako końcówka mocy w wielokanałowym systemie kina domowego i jednocześnie jako integra w stereo. Czułość wejścia możemy ustawić w szerokim zakresie - między wskazaniami "+9" i "-9"’, które odpowiadają zakresowi 9 dB. 

Na wyświetlaczu odczytamy także numer software "załadowanego" do pamięci konkretnego egzemplarza. Po włączeniu wzmacniacza do sieci na wyświetlaczu pojawia się przez chwilę komunikat "Warming up", po czym urządzenie przechodzi do stanu "stand-by". Trochę mnie to zdziwiło, ponieważ rozgrzewanie urządzenia ma zwykle miejsce po przejściu ze stanu "standby" do "operate". Jak się okazuje, konstruktorzy DLS Amplifier One zastosowali pewien trick - wzmacniacz przez cały czas podaje napięcie na kluczowe elementy aktywne.

Układ na płytce

Oprócz wymienionych wejść mamy wyjście do nagrywania a także wyjście z przedwzmacniacza. Głośniki podłączamy do dwóch par złoconych zacisków, podobnych do gniazd WBT. Na pilocie znajdziemy także przycisk, którym możemy przyciemnić wyświetlacz lub całkiem go wyłączyć.

Przenosząc wzmacniacz DLS Ampifier One poczujemy, że waży całkiem sporo - głównie z powodu bardzo dużego transformatora zasilającego. Szwedzi kwestię zasilania potraktowali poważnie, bo z dużego toroidalnego trafa o mocy 650 W wychodzi sporo uzwojeń wtórnych. Obydwie końcówki otrzymały wspólną linię, gdzie mamy bardzo duży prostownik i baterię sześciu kondensatorów o łącznej pojemności 60 000 mikrofaradów. Przedwzmacniacz i stopnie wejściowe końcówki mają własne zasilanie - dla każdego kanału osobne.

Cały układ zmontowano na jednej drukowanej płytce, umieszczonej przy tylnej ściance. Trafo przy przedniej ściance oddzielone jest od solidnym radiatorem. Wejścia przełącza się za pomocą hermetycznych przekaźników japońskiej produkcji. Sygnał z wejść XLR jest desymetryzowany w układach scalonych Burr- Browna OPA2134. Zaraz potem trafia do układu scalonego z drabinką rezystorową XWM8816, wyprodukowanego przez Wolfsona Microelectronicsa, a następnie jest wzmacniany w scalaku Analog Devices AD8620. To znakomity układ o wejściu typu JFET, gwarantujący wysoką impedancję wejściową. Tak przygotowany sygnał trafia do całkowicie tranzystorowych końcówek mocy, gdzie w sekcji prądowej pracują po dwie pary tranzystorów Toshiby na kanał (2SA1943- +2SC5200). Tuż przy nich widać cztery znakomite kondensatory Nichicona.

Przy zaciskach głośnikowych widać przekaźniki Omrona - okazuje się, że wzmacniacz wyposażony jest w rozbudowany układ zabezpieczający tranzystory wyjściowe - przy włączeniu wzmacniacza na wyświetlaczu otrzymujemy komunikat potwierdzający właściwe działanie wszystkich podzespołów lub komunikat o jakimś problemie.

Odsłuch

Wzmacniacz DLS Amplifier One jest absolutnie bezpieczny. Przesłuchałem sporo płyt pod kątem wyłapania jakichś nieprzyjemnych dodatków, braków, zmian itp. I owszem, modyfikuje sygnał w konkretny sposób, jednak robi to subtelnie i zawsze "na korzyść" płyt - jak dobry nauczyciel w szkole, który zawsze będzie działał na korzyść ucznia. Nie ma bowiem krążka, może poza naprawdę zmasakrowanymi, jak "24 Hours" Toma Jonesa (ale temu pomaga jedynie mocne uderzenie młotkiem), który nie zabrzmiałby w przyjemny sposób. Taki dźwięk nie ma wiele wspólnego ze stereotypowym, chłodnym i bezosobowym brzmieniem ze Skandynawii. Z drugiej strony nie jest to też stereotypowy dźwięk "lampowy". Posługiwanie się takimi schematami nie zawsze trafia w sedno problemu, jednak - przyznaję - posługuję się nimi co jakiś czas w roli punktów orientacyjnych. Nigdy nie jest to dla mnie punkt dojścia, a raczej wyjścia.

DLS nie jest urządzeniem "ciepłym" w obiegowym znaczeniu tego słowa. Nie dopalono niższej średnicy. Powiedziałbym nawet, że ten zakres, wraz z wyższym basem, jest powściągnięty. Nie ma więc bardzo mocnego uderzenia, chociaż nie oznacza to, aby wzmacniacz byle czym się dusił i krztusił. Sugerowałbym podłączenie do DLS Amplifiera One kolumn o "masującym", lekko ocieplonym basie, a wystrzegałbym się suchych, nawet precyzyjnych kolumn, bo wtedy w większych pomieszczeniach może zabraknąć DLS-owi siły mięsistości.

Pod tym właśnie kątem przesłuchałem płytę "Sounds Of The Universe" Depeche Mode, wersję wydaną w Japonii, znacznie cieplejszą od europejskiej, i zabrzmiało to całkiem nieźle. Brzmienie było równe, analogowe, pochodzące z lat 70. i 80. syntezatory miały charakterystyczne, bogate w harmoniczne brzmienie. Także zejście basu było niezłe. DLS Amplifier One nie poprzewraca mebli, bas jest raczej zrównoważony niż wyrywny. Trzeba więc odpowiedzieć sobie, czego oczekujemy. Owa powściągliwość - ale nie w rozciągnięciu, a raczej w nasyceniu - niskich zakresów słyszalna była też przy jazzie, bo kontrabas z płyt "We Get Request" The Oscar Peterson Trio, w fenomenalnym remasterze K2HD First Impression Music, był klarowny, swobodny, ale nieco szczupły.

Wysokie tony są czyściutkie, selektywne i po prostu bardzo przyjemne, mimo że nie mają pogłębionej dźwięczności i błyskotliwego ataku. Również średnica jest trochę uspokojona, co ma dobry wpływ na słabiej nagrane płyty lub niektóre elementy. Głos Gahana (Depeche Mode) jest na ostatniej płycie, najogólniej rzecz ujmując, wyostrzony, dopiero najdroższe urządzenia wyciągają z tego coś więcej niż tylko ostrość, pokazując fakturę głosu i jego umiejscowienie względem nałożonych na niego efektów; tańsze, dążące do neutralnego brzmienia, najczęściej nie dochodzą do tego, a zatrzymują się na mocniejszym rysunku. DLS robi coś jeszcze innego - nie stara się za wszelką pokazać konturów, lecz zaokrąglając je, uplastycznia wokal, przez co kreuje jego naturalność i emocjonalność. 

Charakter dźwięku może być bardziej zniuansowany niż tylko skaczący między skrajnymi pozycjami "ciepły-zimny", "jasny-ciemny", "miękki-twardy" itd. DLS Amplifier One nie daje się zamknąć w prostej klasyfikacji. Jego góra jest rozbudowana, dół schodzi nisko, a jednocześnie odnosi się wrażenie, że najważniejszy jest środek. Dynamika nie jest szalona, rozdzielczość nie jest chirurgiczna, każda płyta zagra w strawny sposób i nie ma się co spodziewać zaawansowanego różnicowania nagrań. Bezpieczny, przyjazny, a jednocześnie swobodny i bogaty dźwięk.

DLS AMPLIFIER ONE

  • Produkowany Tak

Laboratorium

Firma DLS obiecuje nabywcom wzmacniacza One moc 2 x 100 W przy 8 omach i 2 x 180 W przy 4 omach i deklaracje te znajdują pełne odbicie w rzeczywistych możliwościach urządzenia. Nasze pomiary wykazały równiusieńkie 2 x 100 W przy 8 omach i 2 x 179 W przy 4 omach, a przy jednym podłączonym kanale 107 W przy 8 omach oraz 184 W przy 4 omach. Aby zawalczyć o taką moc, wystarczy 0,36 V ze źródła sygnału. Każdy odtwarzacz będzie więc mógł wycisnąć z DLS-a siódme poty, nawet przy ciszej nagranych płytach.

Poziom szumu jest dość wysoki (-78 dB) i niewielkie to pocieszenie, że Bladelius szumiał jeszcze bardziej. W tej sytuacji nawet wysoka moc wyjściowa nie pozwoliła na osiągnięcie dynamiki 100 dB.

Charakterystyka przenoszenia (rys. 1) jest w zakresie niskotonowym jak odrysowana od linijki (przy 10 Hz utrzymuje referencyjny poziom 0 dB), powyżej 20 kHz napięcie już maleje i spadek -3 dB pojawia się przy 70 kHz. Poziom zniekształceń i ich rozkład (rys. 2) to dziedzina, w której DLS znowu daje sobie świetnie radę. Najsilniejsza druga harmoniczna pojawia się na poziomie -90 dB, a więc zupełnie niegroźnym.

Wzmacniacz nie ma także problemów z utrzymaniem niskich zniekształceń w całym zakresie użytkowej mocy wyjściowej (rys. 3), z łatwością uzyskuje THD+N niższe od 0,1 %, a w zakresie 14-76 W dla 8 omów oraz 31-144 W dla 4 omów nawet poniżej 0,01 %.

 
 

Testy porównawcze Audio

Podstawowe dane

  • 9 000 zł Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie: Ładna obudowa, niezłe elementy bierne, bardzo dobre zasilanie.
  • Laboratorium: Wygodny pilot i sporo możliwości ustawień – np. czułości wejściowej; Parametry - Wysoka moc, łatwość obsługi 4 omów, bardzo niskie zniekształcenia, nieco wyższe szumy i nie najszersze pasmo przenoszenia.
  • Brzmienie: Bezpieczne, bez wielkiej dynamiki i rozdzielczości, ale bogate i harmonizujące w całym pasmie – bas nisko rozciągnięty, góra selektywna, środek plastyczny. Każda płyta brzmi co najmniej dobrze.
TEAC NT-503

TEAC
NT-503

Japońska firma oferuje zarówno klasycznie wyglądający sprzęt Hi-Fi, jak i urządzenia nawiązujące do form studyjno- profe...

NAD D7050

NAD
D7050

Cena: 4 400 zł

MARANTZ HD-AMP1

MARANTZ
HD-AMP1

Cena: 5 000 zł

DENON DRA-100

DENON
DRA-100

Cena: 4 400 zł

WADIA Intuition 01

WADIA
Intuition 01

Cena: 30 000 zł

Audio - wrzesień 2016

Strefa Magazynu

Audio 09/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio