PASS LABORATORIES XA60.5

PASS LABORATORIES XA60.5
Podwójny Nelson

Materiały firmowe Nelsona Passa są jak dobra literatura faktu. Jest w nich meritum, pasja, wiedza, doświadczenie. Polecam choćby lekturę instrukcji użytkowania XA60.5, z których zaczerpnąłem dużą część poniższych informacji. Sam chciałbym tak pisać… Testowane monobloki, pracujące w klasie A, mają oddać 60 W przy 8 omach i plasują się w firmowej hierarchii jako "drugie od dołu".

Monobloki Passa wyglądają niezwykle solidnie. Ścianka przednia jest typowa dla serii X i XA, składa się z trzech metalowych elementów oraz okienka miernika, tworząc wyraźną osobowość urządzenia. Aluminiowy front jest ekstremalnie gruby. Z aluminium wykonano zresztą całą obudowę. Front jest srebrny i tylko w tym kolorze można zamówić ten wzmacniacz. Niebieskie, hipnotyzujące "oko" to wskaźnik biasu tranzystorów końcowych.

W trybie stand-by świeci niewielka niebieska dioda, zaś po włączeniu rozświetla się na niebiesko całe "oko". Pod nim umieszczono dyskretny przełącznik hebelkowy włączający urządzenie. W trybie stand-by wzmacniacz Pass Laboratories XA60.5 pobiera z sieci kilkanaście watów, dostarczając prąd biasu dla tranzystorów końcowych. Dzięki temu jest on gotowy do pracy na maksymalnych obrotach zaraz po włączeniu.

Główny wyłącznik, też mechaniczny, znajduje się z tyłu. Mamy dwie pary gniazd głośnikowych, chociaż nie jest to wzmacniacz stereofoniczny - chodziło raczej o ułatwienie życia zwolennikom bi-wiringu. Zwykle bywa tak, że jedna para jest połączona bezpośrednio do wyjść tranzystorów, a druga za pomocą przedłużek. Tutaj wygląda to nieco inaczej – bezpośrednio podłączony jest pin dodatni w jednej parze, a w drugiej pin ujemny. Ponieważ obydwa piny są "żywe", czyli żaden nie jest połączony z masą, oznacza to, że niezależnie z której pary korzystamy - powinny brzmieć identycznie.

Pass Laboratories XA60.5 jest konstrukcją w pełni zbalansowaną. Z tyłu widać jednak zarówno gniazdo zbalansowane XLR, jak i niezbalansowane RCA. Sygnał z tego drugiego jest od razu balansowany w opatentowanym układzie wstępnym, wziętym ze wzmacniaczy serii X. Obok widać jeszcze trzecią parę gniazd - to łącze dla triggera 12 V. Gniazdo sieciowe jest w standardzie IEC 16 A. 

"Zabójcza" sprawność

Chassis wzmacniacza Pass Laboratories XA60.5 usztywniają potężne radiatory, do nich przykręcone są oczywiście tranzystory końcowe. Jak mówi Nelson, ich bias został dobrany tak, aby przez kilka pierwszych watów stopień ten pracował jako single-ended, a dopiero potem przechodził w tryb push-pull. Cały czas pracuje jednak w czystej klasie A, osiągając "zabójczą" sprawność 33%. Mamy tam aż 11 komplementarnych par tranzystorów polowych typu MOSFET na gałąź (pamiętajmy, że to wzmacniacz zbalansowany), a więc aż 44 tranzystory na kanał (pary 19N20C+12P20). Połączone są ze sobą długą płytką, na której znalazły się jeszcze tylko oporniki. Cały układ wejściowy zmontowano na jednej dużej drukowanej płytce, z mniejszą "nasadzoną" piętrowo. Jak czytamy w materiałach firmowych, także i tutaj podstawą są tranzystory polowe.

Używane w serii XA MOSFET-y zastąpiono JFET-ami w układzie kaskadowym. To te same, niskoszumne tranzystory, które Pass stosuje w swoich przedwzmacniaczach gramofonowych. Mają się charakteryzować niskimi szumami i znakomitą liniowością. To samosymetryzujący się układ, dlatego brakuje osobnego symetryzatora dla wejścia RCA. Osobno prowadzone są sygnały sterujące i kontrolne, tyle że szerokimi taśmami komputerowymi. Taka sama taśma biegnie w kierunku przodu do wskaźnika. Jest niewiele elementów biernych, ale są wysokiej klasy - np. metalizowane oporniki małej mocy.

Układ ten ma swój osobny zasilacz, z uzwojeniem wtórnym potężnego transformatora zasilającego, który w dużej mierze wpływa na ciężar wzmacniacza. Osobne są też uzwojenia dla każdej z gałęzi, a w związku z tym osobne zasilacze. To w zasadzie dwa wzmacniacze w jednej obudowie. Układ zasilający znalazł się pod płytką z przedwzmacniaczem. Naliczyłem w nim 18 kondensatorów, po 10 000 μF każdy. Przy gnieździe IEC widać ekranowany filtr z podwójnymi gałęziami typu Pi. Wzmacniacz Pass Laboratories XA60.5 stoi na dużych, gumowych nóżkach.

Odsłuch

Przyciemnione światło, miękkie, czerwone obicia, dyskretni kelnerzy przemykający między lożami, a na scenie zmysłowa, uwodzicielska muzyka. Nie, to nie opis przybytku uciech wszelakich, a pierwsze skojarzenie, które przychodzi do głowy po odpaleniu wzmacniaczy Pass Laboratories XA60.5. Jeśli mógłbym tę antropomorfizację pociągnąć, dodałbym, że słuchanie Passów jest jak wygrzewanie się w ciepłym słońcu, w wygodnej pozycji nad lazurową taflą morza, bez ludzi, tylko z drinkiem i lekturą. I odprężenie.

Relaksacja to bowiem pierwsza cecha tego dźwięku. Jak czytamy w materiałach firmowych, Nelson Pass stworzył serię XA mając na celu zapewnienie "cieplejszego/słodszego wzmacniacza serii X, albo - co na jedno wychodzi - bardziej wydajnego prądowo wzmacniacza serii Aleph." Mission Accomplished, i to w stu procentach. To bajeczne brzmienie, którego naturalność bierze siłę z braku jakiejkolwiek nerwowości. Ma to swoje wielostronne konsekwencje i każe zaraz na początku zdecydować, czy jest właśnie tym, czego szukamy. Nie jest bowiem dźwiękiem uniwersalnym i neutralnym. Może być idealny - jeśli właśnie czegoś takiego chcemy. Monobloki Pass Laboratories XA60.5 ujmują niebywałą koherencją. Mówiąc o "cieple", chcę z premedytacją przywołać stereotyp brzmienia "lampowego".

To ten przypadek – coś w rodzaju lampy bez ograniczeń mocowych, ze znacznie lepiej definiowanym basem. Posłuchajmy niebywale głębokiego głosu Freddiego Cole’a z płyty "Waiter Ask The Man To Play The Blues" ze znaczącym podtytułem "Freddie Cole Sings & Plays Some Lonely Ballads", żeby zapaść się głębiej, na czymkolwiek siedzimy. Głos Cole’a jest bezbrzeżnie smutny, kiedy trzeba, i niesamowicie uwodzicielski w innych fragmentach.

W przypadku płyty braci Mills z podwójnego albumu "Swing Is The King" mamy inny repertuar. Dużo swingu, drive’u, radości. A jednak efekt podobny – na pierwszym planie głosy. Kiedy włączyłem płytę "Magnetic Fields" Jeana Michela Jarre’a poczułem ukłucie niepewności – nie brzmiało to tak dynamicznie, tak rozdzielczo, jak bym chciał. Ponieważ nie bardzo wiedziałem, co o tym myśleć, szybko zmieniłem płytę - na "Only By The Night" Kings Of Leon. I - bach!

Niska, fenomenalna po prostu stopa perkusji i bardzo dobrze ukazany wokal. Jak się wydaje, wzmacniacze Passa nie za bardzo angażują się w dokładne odtworzenie głębokiej sceny, nie ma w tym brzmieniu potencjału otwierania kolejnych planów. Płyta "Królów" pokazała jednak, że Pass Laboratories XA60.5 nie ma problemu z zasadniczą rozdzielczością, ani z niskimi dźwiękami. Powiem więcej - tak dobrze rozseparowanych elementów perkusji – poza blachami – dawno nie słyszałem. Słuchając tej płyty, a zaraz potem singla "Child Of Entertainment" niemieckiej grupy Diorama zrozumiałem, że udało się Passowi połączyć ciepło i rozdzielczość w stopniu naprawdę wybitnym. Ach ta stopa! Pięknie to zagrało, bez dociążenia, jak też bez utwardzania wyższego basu. Była płynność. Pass Laboratories XA60.5 jest niezwykle barwnym wzmacniaczem, choć barwy są zawsze ciepłe. Narzuca to pewne ograniczenia, ale też gwarantuje wciągające, bogate brzmienie.

Jak twierdzi Pass, w rezultacie wszystkich jego działań powstał układ, który można opisać jako zbalansowany wzmacniacz single-ended pracujący w klasie A, na który składają się dwa wzmacniacze Aleph, poprzedzone układem wstępnym wzmacniaczy X. Znam dobrze monobloki Aleph 0 i chociaż jakiś czas już ich nie słyszałem, znakomicie pamiętam sposób ich prezentacji - Pass Laboratories XA60.5 rzeczywiście w znaczącej mierze to powtarza. Nie da się jednak ukryć, że nowy wzmacniacz Passa jest bardziej wydajny prądowo, że lepiej sobie radzi z niskimi częstotliwościami. Pod tym względem zrobiono bardzo duży krok naprzód. Także rozdzielczość jest tu lepsza, bo choć nie jest to akcentowane w każdym dźwięku, to nawet drobne elementy, jak np. przydźwięk towarzyszący gitarze w otwierającym płytę Kings Of Leon utworze "Closer" był wyraźny i powiązany z dźwiękiem podstawowym, słychać to było jak na koncercie. Są też elementy, które z Alepha pozostały. Najważniejszy to właśnie ocieplenie dźwięku.

Tego typu prezentacja ma ogromny walor "namacalności", dar przekonywania i charyzmę, chociaż nie sprawdza się najlepiej w różnicowaniu planów. Jest to świadomy wybór konstruktora i powinien być on także świadomym wyborem właściciela. Wtedy pozostaje tylko im pogratulować. Bo tak ciepłego, ujmującego dźwięku,  skojarzonego z fantastycznym dołem i czystością nie można znaleźć nawet wśród innych wzmacniaczy w klasie A. Nelson Pass ma zupełnie własne, niepowtarzalne sposoby.

All Things Must Pass

Pass Laboratories nosi nazwę swojego twórcy - Nelsona Passa. To jedna z najciekawszych postaci świata audio. Pojawił się w nim w roku 1971, kiedy stworzył firmę ESS, po czym w roku 1975 założył kolejną - Threshold. Pass sobie przypisuje zasługę popularyzacji wzmacniaczy pracujących w klasie A, przywołując konstrukcje właśnie z czasów Thresholda. Trudno jednak nie wspomnieć o powstałych w tym samym czasie urządzeniach Dana D’Agostino (Krell) i Marka Levinsona, które chyba w równym stopniu tę ideę zaszczepiły w głowach i uszach audiofilów.

Po sprzedaży Threshold, Pass założył w roku 1991 firmę Pass Laboratories, w której realizuje się po dziś dzień. Chociaż… Jakiś czas temu założył, jak sam mówi, "kuchenną" firmę First Watt, w ramach której buduje minimalistyczne wzmacniacze małej mocy, pracujące w klasie A, w trybie single-ended.

I to jest chyba to, co go "kręci" najbardziej. Przecież pierwsze wzmacniacze z jego nazwiskiem, należące do serii Aleph, to były właśnie urządzenia w klasie A z tego typu układem wyjściowym. To zabawa w gonienie króliczka, co widać chociażby po pracach wykonanych w ramach kolejnego projektu Passa, na stronie www.passdiy.com, gdzie Nelson publikuje kolejne wersje swojego najsłynniejszego układu o nazwie ZEN – wzmacniacza z pojedynczym elementem aktywnym w torze. Od wielu lat proponuje zmiany, poprawki itp. Wciąż nie doszedł jeszcze do tego jedynego, optymalnego układu.

W roku 1998 w ramach serii X zaprezentował światu zupełnie nowe wcielenie swoich wzmacniaczy, bazujące na opatentowanym układzie "SuperSymmetric", pozwalającym uzyskać wysoką moc z bardzo prostego układu. Były to jednocześnie pierwsze jego wzmacniacze, pracujące w klasie AB. Nawet w największym z nich, 1000-watowym X1000, mieliśmy do czynienia z minimalizmem - tylko dwa stopnie wzmocnienia! Układ SuperSymmetric składa się z dwóch identycznych, parowanych układów, zachowujących symetrię od początku do końca, pozwalających na znaczną minimalizację zniekształceń. Seria X odniosła spory sukces, jednak to Passowi nie wystarczyło, więc w 2002 roku stworzył serię XA - wzmacniacze pracujące w czystej klasie A, zastąpione już rok później ich nowymi wersjami XA.5.

Wojciech Pacuła

PASS LABORATORIES XA60.5

  • Produkowany Tak

Laboratorium

Jak wskazuje sama nazwa, XA60.5 to urządzenie o mocy 60 W, jednak jest to wartość dla trybu pracy w klasie A, a nie maksimum możliwości wzmacniacza. Powyżej 60 W końcówka przechodzi do klasy AB, a do określenia w typowy sposób jej mocy wyjściowej (zniekształcenia THD+N=1 %) można wskazać na aż 123 W przy 8 omach oraz 229 W przy 4 omach. Czułość wynosi 1,4 dB.

Poziom szumów wzmacniacza nie przekracza pułapu -90 dB, a to już dobry wynik, podobnie jak 112 dB dynamiki. Pasmo przenoszenia (rys. 1.) rozciąga się od 10 Hz z ledwie zauważalnym spadkiem aż do 100 kHz, przy tej częstotliwości poziom przy 8 omach wynosi -2,1 dB, a przy 4 omach -2,3 dB. W spektrum zniekształceń (rys. 2.) widać najwyraźniej trzecią harmoniczną, sięgającą -72 dB, dalej pokazują się jeszcze piąta oraz siódma, jednak już znacząco poniżej -90 dB.

Gdy patrzymy na rys. 3., widzimy zniekształcenia THD+N niższe od 0,1 % już w początkowych zakresach mocy wyjściowej. Taki stan utrzymuje się do 57 W przy 8 omach oraz 102 W przy 4 omach. Kształt wykresu jest dla wzmacniacza tranzystorowego dość nietypowy, gdyż minimalne zniekształcenia pojawiają się dość wcześnie, przy ok. 3 W dla 8 omów oraz 5 W dla 4 omów. Powyżej tej mocy wskaźnik THD+N rośnie aż do obszaru przesterowania.

 
 

Podstawowe dane

  • 40 000 zł Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie: Mocna i piękna obudowa z efektownym wskaźnikiem, mocne zasilanie, dobre elementy bierne.
  • Laboratorium: Funkcjonalność Podwójne gniazda głośnikowe, trigger 12 V. Parametry Producent deklaruje 60 W w klasie A, ale moc wzmacniacza przed osiągnięciem 1 % zniekształceń jest znacznie wyższa – 123 W na 8 omach i 228 W na 4 omach. Niski szum, umiarkowane zniekształcenia, szerokie pasmo. Bez żadnych problemów.
  • Brzmienie: Nadzwyczaj plastyczne, ciepłe, gładkie, aksamitne, ze znakomitym dołem i obecnością pierwszego planu.
TEAC PD-301+AI-301DA

TEAC
PD-301+AI-301DA

Teac koncentruje się na nowoczesnych formach i funkcjach, czego dobrym przykładem jest seria Reference, złożona wyłączni...

GATO AUDIO DIA-400S

GATO AUDIO
DIA-400S

Cena: 25 000 zł

ACCUPHASE E-370

ACCUPHASE
E-370

Cena: 26 900 zł

SONNENTEER Alabaster

SONNENTEER
Alabaster

Cena: 8 600 zł

EXPOSURE 3010S2D

EXPOSURE
3010S2D

Cena: 8 000 zł

Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio