T+A CRITERION TS300

T+A CRITERION TS300
Walka o labirynt

Nareszcie! I nie chodzi tu tylko o to, że doszliśmy do ostatniej kolumny tego testu, czyli koniec pracy bliski (chociaż co prawda, to prawda…), ani że stęskniłem się za samą firmą T+A, której kolumny testowaliśmy ostatni raz - i tylko raz - jeszcze w ubiegłym wieku. Nareszcie mamy konstrukcję, która przynosi jakąś istotną odmianę o walorze edukacyjnym, co pozwoli pisać szybciej i bez wysiłku, bo "lanie wody" o błahych sprawach, do czego często zmusza mnie sytuacja wywołana brakiem realnego postępu w technice, nie jest wcale lekkim zadaniem.

Lata 70. i 80. ubiegłego wieku były złotym okresem hi-fi nie tylko ze względu na powszechną chęć do posiadania sprzętu audio, kiedy to klasa "wieży" wyznaczała status nawet bardziej niż dzisiaj przekątna płaskiego telewizora. I na pewno nie dlatego, że sprzęt był wówczas bezwzględnie najlepszy (choć niektórzy posuwają się i do tak skrajnego wniosku, kochając nie tylko winyl i wzmacniacze lampowe, ale też szpulowce i jeszcze starsze głośniki szerokopasmowe), bo oceniając rzecz bez sentymentalizmu - nie był.

Charakterystyczne było jednak tempo, w jakim zachodziły zmiany w obszarach, w których teraz mamy stagnację, autentyczne poszukiwanie nowych, wtedy jeszcze całkowicie analogowych (nie mam na myśli tylko gramofonów) rozwiązań, które przyniosą lepsze rezultaty akustyczne. Wtedy inżynierowie z dyplomami, a nie udający konstruktorów muzycy, ani tym bardziej designerzy, uparcie eksperymentowali, kombinowali i komplikowali… Owszem, często aż za bardzo. Były błędy i wypaczenia, ale chęć osiągnięcia lepszych parametrów i brzmienia bardziej szczera była, dlatego co rusz pojawiały się niezwykłe konstrukcje, w których zwłaszcza obudowa była wielkim polem badań najróżniejszych sposobów jej działania.

Dzisiaj bas-refleks, albo bas-refleks, albo… bas-refleks , a szczytem awangardy jest bas-refleks z dwoma komorami. To nie cywilizacyjny błąd - po prostu okazało się, że upowszechnione dopiero w latach 80. techniki obliczeniowe pozwalają właśnie za pomocą bas-refleksu, a więc w dość prosty sposób, osiągać optymalne rezultaty. Optymalne, nie znaczy najlepsze pod każdym względem, lecz będące dobrym kompromisem. Oczywiście bas-refleksy mogą działać z różnymi skutkami, ale to już inna sprawa.

Nie tylko bas-reflex

Był on znany i zajmował ważną pozycję również w latach 70., jednak musiał się dzielić względami konstruktorów z innymi typami obudów - głównie zamkniętymi, lecz też pochodzącymi z przeszłości obudowami tubowymi, "ultranowoczesnymi" obudowami pasmowo-przepustowymi w różnych wariantach, wreszcie z linią transmisyjną - obudową, która zyskała sobie szczególną estymę i pamięć, mimo że od dawna pojawia się na rynku komercyjnym bardzo rzadko.

W odróżnieniu od obudowy pasmowo-przepustowej, która również przegrała rywalizację, linia transmisyjna jest do dzisiaj uważana za bardzo szlachetny sposób potraktowania głośnika niskotonowego i należy do panteonu najbardziej cenionych, chociaż często zbytecznych audiofilskich gadżetów. Zaangażowało się w nią niegdyś sporo firm, głównie brytyjskich i niemieckich. Jeden z najbardziej "kultowych" projektów linii pochodzi z KEF-a, który potem zajął się obudowami pasmowo-przepustowymi, a dzisiaj… tylko bas-refleksy. Firma TDL wierna linii transmisyjnej do końca - upadła z dziesięć lat temu… Po Castle, które eksperymentowało z liniami "ćwierćfalowymi", słuch zaginął… Źle to wszystko wróży. Ale na Wyspach została jeszcze firma PMC, a w Niemczech właśnie T+A.

I całe szczęście, bo firma ma w tej dziedzinie wielkie doświadczenie, a jest ono w tym temacie bezcenne. Nie jest to banalnym sloganem, bo konstrukcji z linią nie da się policzyć tak łatwo jak bas-refleks; tutaj metoda prób i błędów pozostaje w mocy, a ponieważ chodzi o konstrukcję obudowy, a nie zwrotnicy, próby są dość kosztowne i pracochłonne. Pewnie to zniechęciło wielu producentów, skoro dobrze działający bas-refleks jest na wyciągnięcie ręki.

Nie do końca zniechęciło jednak amatorów, którzy z kolei mają znacznie większe trudności z tym, aby zakończyć inwestycję pełnym sukcesem. Jednak linia kusi tym bardziej, im rzadziej jest spotykana… Gloryfikacja linii transmisyjnej wywodzi się z teorii jej działania, która mówi o bezbolesnym zaabsorbowaniu energii tylnej strony membrany, a nie prostackim zamknięciu jej w skrzynce (obudowa zamknięta) czy wykorzystaniu do wywołania spazmatycznych efektów rezonansowych, pogarszających kontrolę itp. (bas-refleks).

Zapanowanie nad membrana...

Prawda, że na pierwszy rzut oka przekonujące? Ale nie takie proste… Przekonali się o tym sami konstruktorzy T+A, którzy od prawie trzydziestu lat walczą z problemami linii transmisyjnej, zmieniając układ i sposób tłumienia labiryntu. Sztuką jest tak dobrać jego długość, przekrój (ewentualnie jego zmianę w funkcji odległości od wylotu), ułożenie w obudowie (trzeba go "pozwijać") rodzaj i ułożenie materiału tłumiącego, aby wykorzystać promieniowanie w zakresie najniższych częstotliwości, które będą wychodzić w otworu labiryntu w fazie zgodnej z promieniowaniem przedniej strony membrany głośnika (faza tylnej strony membrany jest oczywiście przeciwna, ale długa linia wprowadzi dodatkowe przesunięcie), i jednocześnie wytłumić w linii ten zakres częstotliwości, który byłby promieniowany w fazie przeciwnej (na skutek przesunięcia w samym labiryncie, wynoszącym ok. 360°), co powodowałoby głęboki "dołek" na charakterystyce.

Jak łatwo obliczyć, takie przesunięcie pojawi się dla częstotliwości dwa razy wyższej niż ta, która zostanie wzmocniona przez promieniowanie zgodne w fazie. A ponieważ współczynnik tłumienia wielu materiałów zwiększa się wraz ze wzrostem częstotliwości, więc możliwe jest przynajmniej tyle, że zakres "szkodliwy" będzie tłumiony bardziej niż "pożyteczny"; nie jest jednak możliwe całkowite zatrzymanie pierwszego i swobodne przepuszczenie drugiego. Próbowano wielu rozwiązań i sztuczek, prowadzenia fali równocześnie dwoma drogami o różnej długości, łączenia bas-refleksu z labiryntem, ale nie udało się osiągnąć ideału.

Przetłumiona obudowa brzmi zbyt sucho, niedotłumiona daje niski, lecz nierówny bas. Skuteczną i zarazem niełatwą metodą wyeliminowania problemu jest ustalenie tak niskiej częstotliwości podziału z sekcją średniotonową, żeby problematyczny dla linii zakres został w ogóle odcięty od działania sekcji niskotonowej. Wymaga to odpowiednio mocnego głośnika średniotonowego, jako że będzie chodziło o podział między 100 a 200 Hz. Konstrukcja CRITERION TS300 wydaje się przygotowana do tego, głośnik średniotonowy jest duży, wygląda dokładnie tak, jak nisko-średniotonowy z nieco mniejszego modelu TS350; producent podaje częstotliwość podziału 220 Hz… czy to wystarczy?

Labirynt w CRITERION TS300 jest bardzo długi i jego rezonanse będą leżały nisko, z pierwszym antyrezonansem w okolicach 120 Hz (linia ma długość ok. 3 m); w takiej sytuacji głośnik średniotonowy przejmie promieniowanie dopiero przy drugim antyrezonansie (dwa razy wyższa częstotliwość), a redukcją pierwszego musi zająć się w tradycyjny sposób wytłumienie labiryntu. Faktycznie, jest on mocno wypełniony w niektórych fragmentach włókniną, w innych - gąbką (ale nie owczą wełną …). Ułożenie nawet tak długiego labiryntu nie jest trudne - tutaj biegnie on od głośników nieco w dół, zaraz potem do samej góry, wzdłuż tylnej ścianki w dół i wreszcie dołem do wylotu.

Proste? Pozornie. Im dłuższy labirynt, tym bardziej problematyczny jego leżący nisko antyrezonans, ale równocześnie niższa dolna częstotliwość graniczna, na której bardzo nam zależy. Dlatego też pożądany jest długi labirynt. Liczy się jednak coś jeszcze - jego przekrój. Aby efektywnie przenieść najniższe częstotliwości, wylot powinien mieć przekrój mniej więcej równy powierzchni głośnika (głośników). A ponieważ labirynt zwykle nieco zwęża się ku wylotowi (to jeszcze jeden sposób służący tłumieniu wyższych rezonansów), więc jego średni przekrój z całej długości jest nawet większy. CRITERION TS300 takiego warunku nie spełnia, jego labirynt ma przekrój ponad dwa razy mniejszy od powyżej postulowanego i nawet trudno się temu dziwić - dwa razy większy przekrój przy takiej długości oznaczałby przecież obudowę o dwa razy większej objętości… Dlatego też klasyczne, wykonane wedle ortodoksyjnych recept, linie transmisyjne były wielkie, co stało się kolejną przyczyną ich zniknięcia (gdy podobnie niską częstotliwość graniczną można uzyskać z dwa razy mniejszej obudowy basrefleks).

Zmierzona charakterystyka CRITERION TS300 nie sięga bardzo nisko, ale trudno składać to tylko na karb małego przekroju i silnego wytłumienia labiryntu; producent zastosował w zwrotnicy filtrowanie górnoprzepustowe, które działa od 50 Hz w dół. Tego typu zabieg spotykamy w konstrukcjach kilku niemieckich firm (w tym teście jest też w Pencilu Adama). Ma on za zadanie zabezpieczyć głośnik przed przeciążeniem bardzo niskimi częstotliwościami. Linia transmisyjna daje głośnikowi odciążenie przy rezonansie ćwierćfalowym, ale poniżej, podobnie jak w bas-refleksie, już nie hamuje ruchu membrany, dlatego też takie filtrowanie ma swoją przyczynę, choć na pewno ogranicza rozciągnięcie basu, które miało być jednym z głównych atutów linii transmisyjnej.

Zostaje jednak - zwłaszcza przy dobrym wytłumieniu - lepsza kontrola niż z basrefleksu i zawsze własne brzmienie, inne też niż z obudowy zamkniętej. Obudowa CRITERION TS300 ma również nietypowy kształt zewnętrzny - boczne ścianki są ukształtowane w sposób charakterystyczny tylko dla kolumn T+A. Takie wygięcie, wraz długimi przegrodami labiryntu wewnątrz i jego intensywnym wytłumieniem, daje nadzwyczaj solidną, sztywną i nierezonującą konstrukcję. W związku z tematem linii transmisyjnej, same głośniki zeszły na drugi plan, a też są ciekawe…

ODSŁUCH

Teoretycznie to jeszcze większa egzotyka niż Adam . Kolumny T+A CRITERION TS300 testujemy w piętnastoletniej historii "Audio" dopiero po raz drugi. Ponieważ ten pierwszy raz miał miejsce 10 lat temu, nasze doświadczenie z brzmieniem kolumn tej firmy można uznać za zerowe… Cokolwiek się tutaj okaże, nie będzie wielkim zaskoczeniem i zwrotem w akcji, chociaż mimo wszystko (a raczej mimo niczego) nie mogę zaprzeczyć, że miałem pewne oczekiwania.

Firmę T+A kojarzę ze sprzętem inteligentnym, nowoczesnym, wyrafinowanym, niekomercyjnym, choć nie skrajnie elitarnym. Z brzmieniem adresowanym do ludzi ze zdrowym słuchem i osłuchanych z dobrą muzyką, a nie do osobników osłuchanych z kilkoma płytami testowymi… chociaż jedna z moich ulubionych testowych, pochodząca z niemieckiego "Audio" sprzed kilku lat, nosi właśnie logo T+A… Spodziewałem się więc brzmienia podobnego do usłyszanego z Adama i Isophona - świeżego, otwartego, bezpośredniego, nawet jasnego, ale nieagresywnego.

Tymczasem… jest inaczej, a przecież pięknie! I wilk syty, i owca cała - nie muszę pisać, że to kolejna edycja jakiegoś ustalonego już stylu, do samego końca testu mamy dość klarowny wybór między różnymi brzmieniami, a przy tym wszystkie są "cywilizowane", mieszczą się w ogólnej normie wiernego przetwarzania. CRITERION TS300 od razu demonstruje skłonność do mocnego nasycenia dolnych rejestrów, mocniejszego nawet niż u Elaca, gdyż nieograniczonego do samego basu; oprócz Magnatów tylko w przypadku T+A nie musiałem ani przez chwilę zastanawiać się i rozpoznawać, czy może "dolny środek" nie jest aby trochę odchudzony.

Taka kwestia może pojawić się w przypadku pozostałych trzech kolumn. I chociaż nie znajduje prostej odpowiedzi, to może wyniknąć w pewnych konfiguracjach sprzętowych i warunkach akustycznych; nawet jeżeli założymy, że te kolumny (nie mam w tym miejscu na myśli T+A) są neutralne, to swoją neutralnością nie wybronią niekorzystnych (pod tym względem) sytuacji. CRITERION TS300 ma pewien zapas na takie okazje - ponadprzeciętne nasycenie i żywość całego szerokiego zakresu niskośredniotonowego. Przy bardzo spokojnie prowadzonej górze, nie ulegnie chyba w żadnych okolicznościach takiemu zredukowaniu, które oznaczałoby już deficyt. Problem może pojawić się w sytuacjach przeciwnych - silnie wytłumione pomieszczenie spotęguje charakter, który Criterion prezentuje już w standardowych warunkach.

Charakter ten i tak jest mocno zaznaczony, ale w naszym systemie i pokoju odsłuchowym dawał tylko pozytywne wrażenia. W zakresie nisko-średniotonowym mamy niespotykaną gdzie indziej spójność, soczystość, a przy tym nie jest to maskująca poszczególne dźwięki masywność, lecz duża dawka energii. Nie ma też twardości i dudnienia, sam bas nie wydaje się wyraźnie wyeksponowany ani nawet cholerycznie dynamiczny. Jest zróżnicowany, kompetentny, bez uśredniania i bez wyskoków; nie podkreśla rytmu wzmocnionym górnym podzakresem, nie jest też chimeryczny, a raczej stale obecny, nie każe na siebie długo czekać.

Bardzo niskie zejścia nie są sposobem na tę obecność, na dole bas się nie ściele, ta wersja linii transmisyjnej daje premię gdzie indziej - w korzennym, bogatym, dokładnym brzmieniu średniego i wyższego basu; pewne i płynne przejście do średnicy to już chyba zasługa dopracowanego, niskiego zestrojenia z mocnym głośnikiem średniotonowym. Typowe problemy labiryntów, dających często bas niski, ale nierówny, oderwany od reszty pasma, zostały różnymi zabiegami całkowicie wyeliminowane. Co więcej, zakres niskich częstotliwości jest wyjątkowo spójny i kompletny; tylko Magnat gra z większą siłą, co jednak nie oznacza aż takiego bogactwa wybrzmień, jakie dostajemy z T+A CRITERION TS300.

MOC BASSu

Energia basu łączy się z plastycznością średnicy, dając w sumie wyjątkową żywość, szczególną o tyle, że nie korzystającą z potencjalnej siły przekonywania tonów wysokich. Nie należy więc sądzić, że piękny i mocny bas T+A CRITERION TS300 jest początkiem historii, która kończy się podobnym zaangażowaniem góry pasma, dając w ostatecznym rachunku klasycznie wykonturowane brzmienie. Klasyczny podział na trzy podzakresy pasma trąci tutaj szczególną sztucznością, bo cały obszar niskośredniotonowy gra wyjątkowo homogenicznie, chociaż poprzez różne przetworniki. Czuć wysoką temperaturę a jednocześnie stabilność i nasycenie. Komu zależy jednak na podkreśleniu zalet samej średnicy, bo ona najbardziej decyduje o audiofilskich predyspozycjach - proszę bardzo… przeczytać wszystkie przymiotniki i przysłówki użyte powyżej.

Dodam, że przejrzystość i precyzja nie jest tak wysoka jak w Magnacie, swoboda i lekkość tak nadzwyczajna jak w Adamie. T+A postawił na inną kartę - mimo że grał nieco niżej, utrzymał bardzo dobrą komunikatywność i wypracował wyraźną obecność pierwszego planu. Bez dynamicznych i analitycznych fajerwerków, naturalny, konkretny, niezmącony przekaz, w którym wysokie tony grają rolę wyłącznie uzupełniającą; nietypowy tweeter w T+A CRITERION TS300 nie jest obciążony problemami, jednak - przynajmniej w tej aplikacji - specjalnie nie błyszczy; góra jest delikatna, w barwie uspokojona, równa i płynnie wychodząca ze średnicy, najczęściej łagodnie szemrząca, niechętnie dzwoniąca, już raczej posypująca, nigdy nie kłująca; o żadnym wyostrzeniu w ogóle nie ma mowy. Gęste, spójne, z bogatym basem, mocną, osadzoną średnicą, płynnie przechodzące w łagodniejszą górę brzmienie, któremu nie brakuje konsekwencji i charakteru, które jednocześnie leży bardzo blisko neutralności, przygotowane na spotkanie nawet z jasno grającą elektroniką i niewytłumionymi pomieszczeniami.

Andrzej Kisiel

T+A CRITERION TS300

  • Produkowany Tak
  • Moc [W] 130
  • Wymiary [cm]* 100 x 21 x 33
  • Rodzaj głośników W
  • Efektywność [dB] 85
  • Impedancja (Ohm)** 4
  • * Wymiary: wys./szer./gł.
  • ** W przypadku urządzeń testowanych w AUDIO wartość mierzona

Laboratorium

To, że firma T+A adresuje swoje produkty do ludzi inteligentnych i posiadających pewną wiedzę (nie "wiedzę", a wiedzę), świadczy jej przekonanie, że podanie prawdziwej, 4-omowej wartości impedancji znamionowej ich nie zniechęci. Nietypowa konstrukcja obudowy wpłynęła na charakterystykę impedancji w zakresie niskich częstotliwości - ale nie tylko ona, odezwało się tutaj również szczególne filtrowanie głośników niskotonowych. Dwa małe szczyty przy 65 Hz i 100 Hz pochodzą od samej obudowy, natomiast minimum przy 120 Hz najprawdopodobniej jest pogłębione wpływem nisko nastrojonego filtra dolnoprzepustowego sekcji niskotonowej. Z kolei od 50 Hz w dół skali charakterystyka szybko rośnie, to na pewno efekt działania filtra górnoprzepustowego, nastrojonego dość wysoko (jest taki również w Pencilu Adama, ale tam działa dopiero poniżej 20 Hz); na tej podstawie, nawet nie patrząc na charakterystykę przenoszenia, można się spodziewać, że bas TS300 nie będzie sięgał bardzo nisko.

Na charakterystykę w zakresie niskich częstotliwości składa się praca trzech źródeł - głośników niskotonowych, otworu labiryntu, ale w pewnym stopniu również głośnika średniotonowego. Chociaż częstotliwość podziału - 220 Hz - nie wydaje się bardzo niska, to ważne jest też to, że w zakresie 100-200 Hz charakterystyka średniotonowego opada dość łagodnie i jego działanie wywiera wpływ na charakterystykę całościową, do pewnego stopnia wyrównując dołki w tym zakresie, wywoływane przez fazowe niezgranie głośników i otworu. Jak pokazały oddzielne pomiary, charakterystyka ciśnienia z otworu ma swój szczyt przy 100 Hz, a więc dość wysoko, i wpływa na kształt aż do ok. 200 Hz. Wobec trak skomplikowanej sytuacji w zakresie 100-200 Hz, widoczne na charakterystyce przetwarzania nierównomierności są w sumie umiarkowane, i z pewnością znacznie mniejsze niż… nierównomierności wprowadzane przez każde pomieszczenie!

Spadek -6 dB względem średniego poziomu notujemy przy 43 Hz, na stromym zboczu - nie jest to bardzo nisko, producent obiecuje więcej - pasmo od 30 Hz do 45 000 Hz, ale nie podaje decybelowej tolerancji. W zakresie średnio-wysokotonowym charakterystyka jest generalnie dobrze zrównoważona, z niewielkimi różnicami między przebiegami dla różnych osi, tylko z lokalnymi nierównościami. Zwraca uwagę wzniesienie przy 15 kHz a także wpływ maskownicy - poza często spotykanym wąskopasmowym oddziaływaniem (tutaj przy ok. 5 kHz), widać podniesienie poziomu, o ok. 1 dB, w całym zakresie częstotliwości średnich - dzieje się tak na skutek znacznej grubości maskownicy, działającej trochę jak tuba (pomiar jej wpływu poza osią główną mógłby pokazać już spadek, a nie wzrost ciśnienia względem charakterystyki bez maskownicy). Efektywność to przyzwoite 85 dB, na poziomie innych kolumn tego testu.

 
 

Podstawowe dane

  • 14 000 zł Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie: Niekonwencjonalna obudowa z linią transmisyjną, bardzo solidna i ładnie wyprofilowana z zewnątrz, dobre przetworniki.
  • Laboratorium: Dobre zrównoważenie w całym pasmie, impedancja znamionowa 4 omy, efektywność 85 dB.
  • Brzmienie: Nadzwyczajnie nasycone w dolnych rejestrach, plastyczność i wysoka temperatura średnicy, bogaty, korzenny bas, góra w roli uzupełnienia. Gęste, soczyste, wciągające w klimat.

Galeria zdjęć

MONITOR AUDIO Platinum PL500 II

MONITOR AUDIO
Platinum PL500 II

Kiedy siedem lat temu firma Monitor Audio wprowadziła pierwszą generację serii Platinum, była to tyleż sensacja, co ruch...

SONUS FABER Chameleon T

SONUS FABER
Chameleon T

Cena: 10 000 zł

PROAC Studio 148

PROAC
Studio 148

Cena: 10 000 zł

KEF R500

KEF
R500

Cena: 8 160 zł

Audio - październik 2016

Strefa Magazynu

Audio 10/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio