Masowa żądza małości, czyli znowu muszę się przejechać

Masowa żądza małości, czyli znowu muszę się przejechać

Felietony

Naszymi gustami rządzą różne nurty, często przeciwne. Stara jak świat jest dychotomia, która dyktuje nam podziw dla tego, co wielkie, albo dla tego, co malutkie. To, co średnie, jest najmniej ciekawe, chociaż zwykle najpraktyczniejsze i w gruncie rzeczy najwartościowsze. Na szczęście "średniactwo" (gabarytowe) często z wielu powodów wygrywa, mimo że nasze sympatie zwykle zmierzają ku skrajnościom.

Jesteśmy jednak w takim, mówiąc dumnie, momencie historii audio, kiedy obok nowych, godnych uznania możliwości i funkcji, pojawiają się i wygrywają pomysły kontrowersyjne, związane właśnie z wielkością. W tych też czasach, ale i wcześniej, w modzie jest i była miniaturyzacja, "racjonalizowana" argumentem o wygodzie - że jakoby mniejsze jest nie tylko ładniejsze, ale i łatwiejsze, zajmuje mniej miejsca itp. itd.

Owszem - do pewnego stopnia, chociaż nie zawsze, nie wszędzie, i tłumaczyć tego chyba dłużej nie trzeba. Nawet gdyby mniejsze było bez żadnych zastrzeżeń wygodniejsze, to urządzenia audio tworzone są nie przede wszystkim dla wygody (najwygodniej i najtaniej byłoby ich nie mieć w ogóle), ale dla pełnienia określonych funkcji. Jakiś kompromis między zasadniczą rolą a wygodą jest konieczny, lecz jak on wygląda dzisiaj? I kto go firmuje? Bo to jest rzecz najsmakowitsza.

Przetestowaliśmy w tym numerze cztery wzmacniaczyki stereofoniczne w cenie ok. 2000 zł. Wszystkie są "nowoczesne", miniaturowe (ważą ok. 1 kg), wszystkie mają cyfrowe wejścia, wszystkie pozwalają na strumieniowanie bezprzewodowe, no i wszystkie pochodzą od zacnych, audiofilskich producentów. I wszystko pięknie, tylko ich parametry w zakresie zasadniczej roli, czyli wzmacniania, imponują najmniej. Jeden jest OK, jeden jest kompletną porażką. Odrzućmy te skrajne przypadki i spójrzmy na pozostałe dwa - umiarkowana moc, dość niski odstęp S/N, z tym da się żyć, ale "pełnowymiarowe" wzmacniacze stereofoniczne, nawet w tak umiarkowanej cenie, spisują się lepiej.

Po prostu taka miniaturyzacja takich urządzeń (wzmacniaczy, i to jeszcze z dodatkami) utrudnia osiągnięcie pewnego standardu w jakości brzmienia (nie czarujmy się, że parametry nie mają z brzmieniem nic wspólnego i audiofilskie firmy mają inne, cudowne na brzmienie sposoby), nie mówiąc o wyraźnym postępie. Kompromis jest pewnie mniejszy, niż byłby kilkadziesiąt lat temu; gdyby wówczas ktoś próbował robić wzmacniacz wielkości grubego portfela, wyszłoby z tego kilka, maksimum kilkanaście watów, a dzisiaj wyjdzie nawet kilkadziesiąt, lecz zwykle w towarzystwie sporych zniekształceń.

Rozwój techniki ośmielił więc producentów do wyjścia "naprzeciw" oczekiwaniom klientów, mających ochotę na nowe i mniejsze formy, i nie są to tylko firmy japońskie czy koreańskie, zajmujące się masówką i modnymi gadżetami. To nasi audiofilscy specjaliści, do których mamy największe zaufanie, gdy chodzi o jakość dźwięku, przykładają na tym swoją pieczęć, wprowadzając nas trochę w błąd...

Przykro jest też w związku z tym, że fala powrotu stereo do większej popularności i odzyskiwania terenu niegdyś utraconego na rzecz kina domowego wcale nie oznacza renesansu dźwięku wyższej jakości. Proste i brutalne porównanie: wygląda na to, że nie gorsze brzmienie w stereo mogą zapewnić wielokanałowe amplitunery AV, które mają na pokładzie jeszcze więcej funkcji, nie mówiąc o dodatkowych końcówkach mocy, mogących służyć np. w systemach multiroom.

Zapakowane w tradycyjne, duże obudowy, ważące "swoje", z przyzwoitymi zasilaczami, radiatorami i tranzystorami (a nie scalaczkami) amplitunery AV są dzisiaj lepszymi "strażnikami" dźwięku, przynajmniej w tym zakresie cenowym, niż miniaturyzowane stereo - nie tylko wzmacniacze, ale też wszelkie "all-in-one", stacje, grajki i "głośniki bezprzewodowe". To wzbierająca fala sprzętu popularnego o takich samych ambicjach, jak pogardliwie przez nas traktowane komplety kina domowego "z jednego pudełka" czy naleśnikowate DVD-amplitunery. Stereo wraca do łask, a wraz z tym - rynek masowy i jego prawa. To nic nowego, ale nowością jest udział w tej ofensywie firm "specjalistycznych". Można mieć nadzieję, że podniosą one poziom, można się obawiać, że się do niego dostosują.

Andrzej Kisiel

FAQ

Leksykon

Reportaże i wywiady

Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio