Pro Publico Mono

Pro Publico Mono

Felietony

Na zakończenie poprzedniego numeru podzieliłem się może trochę obrazoburczymi skojarzeniami, jakie wzbudziła w mojej głowie, skołatanej zaduszno-szołowymi atrakcjami pierwszej połowy listopada, kalendarzowa bliskość Dnia Wszystkich Świętych i dni Audio Show, a przede wszystkim podobieństwo pewnych elementów tworzących nastrój tych wydarzeń...

Mamy już jednak drugą połowę grudnia, koniec roku, i wypadałoby skojarzyć ze sprawami audio radośniejsze okoliczności sezonu Bożonarodzeniowo-Sylwestrowego. Próbowałem, ale nic ciekawego z tego nie wychodziło, tylko mało dowcipne banały. Wszelkie podsumowania to trudne momenty i fragmenty, jakimi wypada kończyć każde dzieło i każdy test, chociaż niektórym idzie to jak z płatka - ale naprawdę dobrze brzmią tylko podsumowania węzłowate, jednozdaniowe - a tutaj miejsca trochę więcej... Na szczęście, spontanicznie narodziły się inne skojarzenia.

Soundbary, stacje dokujące i niedokujące, przenośne grajki, słuchawki wszelkiej maści, USB-Daki, jeszcze inne kolorowe ptaki - świat audio, niegdyś dostojny, przewidywalny, bezpieczny, ale i... nudny, zaczyna przypominać amazońską dżunglę. Emocjonującą i niebezpieczną. Można w niej zostać ukąszonym, zjedzonym przez piranie, trafionym zatrutą strzałą albo wpaść w inną pułapkę, przygotowaną przez Indian - którymi w świecie audio, z punktu widzenia laików, jesteśmy my, audiofile.

Audiofile, tak jak Indianie, są dobrzy i źli, jedni pomogą, inni zaszkodzą, jedni poprowadzą w miarę bezpieczną ścieżką, inni, aby zaimponować swoim obyciem, postraszyć i dostarczyć więcej emocji, wciągną w największe kablowe chaszcze i najwyższe lampowe temperatury. Ścieżki w tej dżungli były jednak od lat znane przynajmniej audiofilom, teraz pojawiły się w niej nowe zmutowane gatunki, niemal nowe formy życia, których nie daje się łatwo ulokować w dotychczasowej systematyce, które są obce i niebezpieczne również dla tubylców.

Najsilniejsi badają zmieniony teren, uczą się na nowo i stają się ekspertami od zupełnie nowych urządzeń i zjawisk, ale niektórzy zamykają się w swoich wioskach, otoczeni rzeczywistością dla nich nie mniej wrogą, lub co najmniej niezrozumiałą, jak dla przybyszy ze świata zewnętrznego. Często wręcz właśnie "nowi" mają bardziej otwarte głowy i więcej odwagi, a nawet wiedzy, żeby zrozumieć, co tu się dzieje i jak się w tej dżungli poruszać - przynajmniej w jej częściach, które rosną na gruncie internetu, plików, strumieni, aplikacji.

Z jakością dźwięku ma to związek mniej lub bardziej luźny, ale najważniejsze, że dżungla wabi nowymi atrakcjami tych, których nie zwabiłaby już starymi. Nie są to atrakcje dla audiofilów-dinozaurów, którzy czasami nawet nie trawią tego pokarmu, a brak strawnego pokarmu nieuchronnie prowadzi do wyginięcia... Przeniosłem się więc z amazońskiej dżungli do kredy albo innej jury, ale i tutaj wszędzie groźnie i nieprzewidywalnie. Na prawo skrzypi skrzyp, na lewo lepi lepidendron (wczesny Papcio Chmiel), a w środku... niekoniecznie głośnik centralny - wręcz przeciwnie, moda na rozbudowane kino domowe mija - lecz soundbar. Ale nawet tak antyaudiofilskie, za to "proklienckie" rozwiązanie doczekało się już tylu wersji, tylu komplikacji, że niejeden klient się gubi. Ale jak tu można pogubić się w słuchawkach?

Zakłada się to na głowę, wkłada się małego lub dużego "jacka" do dziurki... No właśnie, już tutaj mogą zacząć się problemy; o wszystkim decyduje dziurka, a nie jakiego się ma "jacka" - trzeba mieć takiego, jak trzeba, albo założyć przejściówkę. No dobrze, to się da zrobić, choć w całym życiu nie zawsze jest tak łatwo. Ale równocześnie klient dowiaduje się, że jest coś takiego jak impedancja... i zaczynają się schody, bo przecież niska impedancja słuchawek jest najodpowiedniejsza do sprzętu przenośnego, chociaż niska impedancja kolumn jest przecież "wymagająca" i potrzebuje "prądu", więc tutaj jest jakby na odwrót... i czy można takie słuchawki podłączyć do sprzętu stacjonarnego, czy coś się zagotuje, czy nas coś zmrozi?

Skoro Beyerdynamic robi wersje o różnych impedancjach, to raczej trzeba się tego trzymać... Czyli słuchawki przenośne są bezużyteczne ze sprzętem domowym? A może słuchawki bezprzewodowe, tylko na jaką odległość będą dobrze działać? A może z systemem redukcji szumów, tylko czy to nie skórka za wyprawkę? A może ze sterowaniem? Ale jakim? Również słuchawki zaatakował wirus licencji "systemowych", mają na kablach jakieś sterowniki do grajków Apple, ale nie do wszystkich, bo tu przecież są różne generacje, i różne racje różnych producentów, więc z innymi telefonami takie słuchawki "współpracować" nie mogą, ale tylko oficjalnie, bo nieoficjalnie, czyli w praktyce, współpracują...

Normalnie szara strefa, wykroczenia licencyjno-skarbowe, czyż to nie dżungla? W dodatku możemy być w niej na bieżąco inwigilowani; od momentu, kiedy podłączymy nasz telefon do słuchawek, być może nasz operator już wie, jakie mamy słuchawki na uszach, a może producent słuchawek wie, jaki mamy telefon, oczywiście nie mówiąc już o tym, że wszyscy wiedzą, z kim rozmawiamy i czego słuchamy... Ale my przecież nie mamy nic przeciwko temu, o wszystkim chcemy informować cały świat, tysiące przyjaciół na fejsie, których nigdy nie widzieliśmy na własne oczy, tym bardziej niech wszyscy wiedzą, jakiej muzyki słuchamy, i jak wyglądamy w nowych słuchawkach.

Kiedyś słuchawki służyły do osobistego kontaktu z muzyką, kiedy nie chcieliśmy nią przeszkadzać innym domownikom; a dzisiaj - do obnoszenia się z nią po ulicach, często w sposób wyraźnie naruszający uczucia estetyczne, a może i religijne... jak ktoś słucha muzyki black-metal. O, i mamy akcent świąteczny. Ale to nic nowego!

Nie tak dawno przeszła (i to nawet nie do końca) fala "car-audio" w odmianie maxSPL, czyli bum-cyk-bum-cyk-bum-cyk-bum-cyk, a więc sto kilo wzmacniaczy i głośników w bagażniku i - co najważniejsze - otwarte okna, aby słyszeli wszyscy, nawet ci użytkownicy dróg, którzy dla odmiany pozdejmowali z wydechów tłumiki. Jeszcze dawniej były to (i wciąż się zdarzają) bum-boxy, zabierane nie tylko na plażę, ale po sezonie letnim również na podwórko i na Marszałkowską; wreszcie zwyczaj wystawiania sprzętu na balkon czy choćby dogodzenie sąsiadom sporą dawką decybeli też do końca nie zaniknął - chociaż nurt muzycznego ekshibicjonizmu został wyraźnie ukierunkowany na publiczne użytkowanie słuchawek. Pro publico bono. Chociaż publika w taki sposób słyszy tylko mono.

Ale podobno mono ma w sobie wielką szlachetność...

Andrzej Kisiel
Fot. llustration with flowers and jungle toucan, nearbirds, Fotolia

FAQ

Leksykon

Reportaże i wywiady

Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio