Zawartość radia w radiu

Zawartość radia w radiu

Felietony

IFA (Internationale Funkaustellung) - czyli Międzynarodowa Wystawa Radiowa... Nazwa imprezy jest znamienna poprzez swoją nieaktualność - pochodzi jeszcze z okresu międzywojennego (po raz pierwszy odbyła się w roku 1924 roku) i odwołuje się do epoki, w której technika radiowa była w centrum zainteresowania i była w zasadzie tożsama z techniką audio.

Technika wideo niemal nie istniała, a dokładnej mówiąc, nie była dostępna w formie urządzeń domowych (w rozkwicie były już kina, ale nie domowe...). Ale i późniejszy wszechstronny rozwój techniki i przeobrażenia rynku, przez pół wieku pozostawiały problemy transmisji i odtwarzania dźwięku głównym tematem berlińskiej wystawy, która wciąż w dużym stopniu, w nieco rozszerzonej interpretacji, pozostawała "radiowa". Chociaż w ciągu drugiej połowy XX wieku, w większości europejskich mieszkań pojawiły się zarówno radioodbiorniki, jaki i telewizory, zwiększając apetyt na domową rozrywkę opartą już nie tylko na konsumpcji dźwięku, ale i obrazu, to urządzenia zajmujące się wyłącznie dźwiękiem zachowały bardzo wysoki status.

Telewizor i wszelki domowy sprzęt wideo (od lat 70. - magnetowidy, tunery telewizji saatelitarnej) był pożądany, wręcz niezbędny, ale najczęściej traktowany czysto użytkowo. Natomiast sprzęt audio wywoływał emocje, które wielu z nas jeszcze dobrze pamięta, i które wcale nie dotyczyły tylko wąskiej grupy pasjonatów ale, można powiedzieć, były ogólnie obowiązujące. W każdym szanującym się domu musiała być przecież "wieża", "HiFi", "stereo", i poprzez to praktycznie każdy był w jakimś stopniu audiofilem, chociaż pojęcie to nie było wówczas w obiegu.

Z naszego podwórka wystarczy przytoczyć takie nazwy, jak Altus czy Radmor, aby przywołać niegdysiejsze szaleństwo na tym punkcie. Dążenie do posiadania wysokiej klasy sprzętu HiFi nie było polską specyfiką, ale u nas zaznaczyło się w sposób wyjątkowy w relacji do ogólnej siermięgi PRL-u. W krajach zachodnich dobry sprzęt audio stał w dużym mieszkaniu, obok ładnych mebli, a w polskich warunkach często był najważniejszym i najelegantszym elementem wyposażenia skromnego "M", obiektem adoracji i dumy właściciela, podziwu i zazdrości gości, ale dla wszystkich (w wieku od lat 4 do 64) był nieobojętnym tematem wielu rozmów i konsultacji. Wówczas jednak podstawowym pytaniem nie było "co kupić", ale "gdzie kupić".

To już jednak przeszłość - materialnie uboższa, ale przynajmniej pod pewnymi względami bardziej "duchowa". Tak, wtedy bardziej byliśmy, niż mieliśmy, chociaż jak wynika z akt IPN, niektórzy byli kim innym, niż sądzili. Znaczenie sprzętu fonicznego w pełni odzwierciedlało się w ofertach największych firm japońskich - niemal z definicji producentów urządzeń audio. Tymczasem uwielbiany w Polsce w latach 80. Technics został przez macierzysty koncern Matsushita uśpiony (kilka lat temu), również JVC, Panasonic i Sony od kilku lat zajmują się przede wszystkim sprzętem wideo, wkroczyli także na obszar zupełnie dla nich nowy - do branży fotograficznej.


Technika cyfrowa

Przełamanie pozycji dawnych foto-specjalistów umożliwiła przede wszystkim technika cyfrowa, która stoi zresztą za wieloma zmianami w sprzęcie audio i wideo. Zupełnie przekształciła ona nie tylko same urządzenia, ale też sposób funkcjonowania całych systemów, coraz częściej integrowanych z domowym komputerem i siecią internetową. Można powtórzyć oklepaną sentencję, że dokonała się cyfrowa rewolucja, ale nie jest to do końca prawdą.

Przeobrażenia bowiem trwają, i chociaż wciąż nabierają tempa, to od pamiętnego wkroczenia "cyfry" do urządzeń audio - czyli od wprowadzenia odtwarzaczy CD - minęło już 25 lat. Technika cyfrowa jest raczej jak wirus, który atakuje kolejne rodzaje urządzeń, przekształca je, stopniowo zmieniając wygląd całego systemu, co jest przez nas mile widziane, bo ma wiązać się z najogólniej mówiąc, "wyższą jakością". Takie są przynajmniej oczekiwania, bo przyzwyczailiśmy się i traktujemy za naturalne i oczywiste, że nowe jest lepsze. Jednak wcale nie jest tak zawsze, nie w każdym momencie - aspiracje techniki cyfrowej dają na to wiele doskonałych przykładów.

Kolejne rodzaje urządzeń opartych na technice cyfrowej wprowadzane są do masowej produkcji wcale nie wtedy, gdy już pod każdym względem górują na dawnymi urządzeniami analogowymi, ale wtedy, gdy w ogóle uda się je uruchomić. Zaufanie większości klientów do hasła "cyfrowy" i głód kolejnych urządzeń tego typu jest na tyle wielki, że z punktu widzenia producentów nie ma sensu zwlekać. Dopiero kolejne generacje, np. odtwarzaczy CD, rejestratorów DVD czy cyfrowych aparatów fotograficznych były na tyle dopracowane, że gwarantowały co najmniej dobry dźwięk i obraz.

Do czasu pojawienia się techniki cyfrowej, rozwój przebiegał "po bożemu", w sposób przewidywalny, owocował kolejnymi, oczekiwanymi i coraz lepszymi urządzeniami, a nurty audio i wideo pozostawały od siebie niezależne. Zresztą samo wprowadzenie odtwarzaczy CD jeszcze nie zmieniło tej sytuacji.

Na krótką metę wręcz odwrotnie - nowe, wspaniałe urządzenie, odtwarzające przecież tylko dźwięk, wzmocniło siły audio, podczas gdy na polu wideo nie działo się nic specjalnie ciekawego. Za to nasze systemy Hi-Fi zostały doposażone w kolejny nowoczesny element, i chociaż w ich składzie coraz częściej zaczynało brakować gramofonu (analogowego), który był (i jest) chyba najpiękniejszym (co prawda również najbardziej kłopotliwym) urządzeniem audio, to jednak wydawało się, że Hi-Fi przyszłość ma świetlaną.

Uzbrojone w technikę cyfrową, zaoferuje znacznie wyższą niż dotąd jakość dźwięku, a do tego nieznaną wcześniej wygodę obsługi. Ale podczas gdy gramofon analogowy, pospołu z różnymi typami magnetofonów, i tunerem radiowym na dodatek, satysfakcjonował nas przez pół wieku z okładem, to odtwarzacz CD w roli głównej wystarczył nam już tylko na około dziesięć

Amplitunery wielokanałowe

Pod koniec ubiegłego wieku nasza historia zaczęła przyspieszać. Na początku lat 90. zaczęły pojawiać się urządzenia (amplitunery) wielokanałowe, które były odpowiedzią na sygnalizowany spadek zainteresowania stereo. Aż trudno uwierzyć - odtwarzacze CD, zaprojektowane wyłącznie z myślą o muzyce w wydaniu stereofonicznym, tak naprawdę dopiero rozwinęły skrzydła, i szybko taniejąc stały się powszechnie dostępne, a tutaj pojawiają się głosy nieukontentowania, że to już za mało... Może jednak nie jest to aż tak bardzo dziwne, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia, i użytkownicy sprzętu Hi-Fi chcieli dalszych udoskonaleń. Skoro technika cyfrowa potrafi sprawiać cuda, niech spełnia każde życzenia - jak złota rybka.

Wypada jednak wyjaśnić, że pierwsze amplitunery wielokanałowe z techniką cyfrową nie miały wiele wspólnego. Zresztą sama chęć wyjścia z muzyką poza układ dwukanałowy nie jest sprzeczna z ideą Hi-Fi - wysokiej wierności odtwarzania. Poważne wysiłki w tym kierunku podejmowano znacznie wcześniej, już w latach 70., projektując urządzenia czterokanałowe (kwadrofoniczne) i studiując możliwości zapisu czterokanałowego na czarnej płycie.

Zbudowanie wzmacniaczy wielokanałowych i podłączenie do nich odpowiedniej liczby głośników nigdy nie było wielkim problemem, podobnie jak konstruowanie magnetofonów wielościeżkowych. Jednak w owym czasie wąskim gardłem, przepuszczającym tylko dwa kanały, była właśnie płyta gramofonowa, pozostająca podstawowym nośnikiem dźwięku. Warto przypomnieć, że chociaż wówczas, na co dzień, muzyki słuchaliśmy korzystając głównie z magnetofonów, to przecież taśmy nagrywaliśmy albo z płyt, albo z radia... gdzie odtwarzano ją również najczęściej z taśm, które jednak wcześniej też trzeba było nagrać - z płyt.

Płyta była niezbędnym etapem w przeniesieniu muzyki ze studiów nagraniowych do naszych domów, ponieważ gwarantowała (przynajmniej dopóki nie była "zdarta") najwyższą możliwą jakość dźwięku. Oczywiście studyjne taśmy-matki były zapisane z jeszcze wyższą jakością, ale to oryginalne, "pierwotne" źródło nie mogło zostać powielone dla celów konsumenckich ze względu na koszty - zarówno samej taśmy (choćby kilkukrotnie większa prędkość rejestracji), odpowiedniej klasy magnetofonu i przechowywania. A spopularyzowane w latach 70. i 80. kasety magnetofonowe, nie miały już żadnych szans na osiągnięcie jakości czarnej płyty.

W ten sposób pozycja gramofonu analogowego była niezachwiana przez kilkadziesiąt lat, a wraz z tym mocno utrwalił się zapis dwukanałowy - bo igła gramofonowa była zdolna odczytywać dwa różne zapisy po obydwu stronach rowka płyty, ale nie więcej. Zapis cyfrowy na płycie odczytywanej strumieniem lasera nie ma już takich "rowkowych" ograniczeń, ale mimo to, standard płyty CD również określono w ramach systemu dwukanałowego.

Płyta CD też ma ograniczenie, tyle że polegające na czym innym - jak na każdym nośniku cyfrowym, można na niej zapisać określoną liczbę bitów. W przyjętej rozdzielczości 16bitów/44kHz (zresztą w czasach wprowadzania CD będącej szczytem możliwości przetworników cyfrowo-analogowych), na krążku CD można zapisać do ok. 80 minut muzyki stereo; podwojenie liczby kanałów zmuszałoby do obniżenia rozdzielczości (a więc obniżenia jakości), albo do skrócenia czasu - co byłoby nie do przyjęcia, gdyż uniemożliwiałoby przeniesienie w całości na CD większości analogowych LP (trwających do 50 minut).


Walka o Altusy

Pozostanie przy zapisie dwukanałowym było też usprawiedliwione tym, że w ten sposób wyglądał dotychczasowy sposób edycji muzyki, i wprowadzenie odtwarzaczy CD nie zmuszało użytkowników HiFi do przebudowy swoich wież. Jednak wkrótce okazało się, że jakoby sami tego bardzo pragną... W Polsce, w połowie lat 90. trudno było dostrzec znudzenie sprzętem stereo; wręcz przeciwnie, po latach bratobójczych walk o Altusy, w naszych sklepach pojawił się wybór, nastąpił wysyp najbardziej renomowanych światowych marek, i można było wreszcie, na miarę możliwości finansowych, spełniać swoje hajfajowe marzenia. I sądzę, że tak pięknie mogło być dalej, jednak w ofertach producentów zaczęły pojawiać się wspomniane amplitunery wielokanałowe, i kusić "uprzestrzennieniem" dźwięku za pomocą podłączenia dodatkowych głośników.

Co gorsza (z audiofilskiego punktu widzenia), plan takiej rozbudowy wiązał się z intencją uruchomienia "kina domowego" - system wielokanałowy miał służyć nie tylko muzyce, ale też, a może przede wszystkim, filmowym ścieżkom dźwiękowym. I dałoby się to przecież wytłumaczyć zamiarem wykorzystania możliwości, jakie otwierała kolejna po CD, nowa cyfrowa płyta - DVD, gdyby nie to, że wówczas DVD wcale jeszcze nie było!

Dzisiaj kolejność tamtych zdarzeń już się zaciera, bo przesunięcie w czasie nie było duże, ale jest to ważne, jeżeli z przeszłości próbuje się odczytać przyczyny i skutki pewnych zmian. Pierwsze amplitunery wielokanałowe nie miały więc cyfrowych procesorów dekodujących DolbyDigital czy DTS, które to formaty pojawiły się na płycie DVD, ale tylko analogowy procesor Dolby ProLogic, który sygnał stereofoniczny, płynący do amplitunera z odtwarzacza CD lub... poczciwego magnetowidu VHS, przetwarzał na wielokanałowy.

Dzisiaj wahadło wychyla się choć trochę w stronę transmisji dwukanałowej. I to wtedy, kiedy ze strony źródła dźwięku nie ma już ograniczeń, aby zapisać niemal dowolną liczbę kanałów - przychodzi otrzeźwienie, że nie tędy droga do najwyższej jakości, do lepszych wrażeń. Nikt już nie licytuje, ile kanałów dałoby się zmieścić na Bluray czy HDDVD. Ilość nie zawsze przechodzi w jakość - nie mówiąc już o wygodzie. Układ dwukanałowy to wciąż najlepszy kompromis pomiędzy jakością, uniwersalnością, łatwością instalacji, ceną - niekoniecznie bardzo wysoką. A zawdzięczamy go czarnej płycie. Za to też należy się jej wdzięczność i szacunek.

Andrzej Kisiel

FAQ

Leksykon

Reportaże i wywiady

Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio