Prąd popłynie

Prąd popłynie

Felietony

Pisałem już o tym wiele lat temu, w felietonie pod tytułem "Zakup docelowy”. Przyznajmy, że prawie za każdym razem, gdy wybieramy sobie nowy sprzęt, myślimy, że będzie to już finał naszych poszukiwań, że osiądziemy na laurach, że jakość i charakter brzmienia spełnią nasze oczekiwania

Myślimy, że będziemy mogli wreszcie spokojnie słuchać muzyki... Jednak po początkowej euforii, znowu nabieramy wątpliwości, początkowo nieśmiało, zaczynamy myśleć o kolejnej dobrej zmianie, szukamy dalej...

Jeżeli jednak w naszych wyborach posuniemy się za daleko, i zafundujemy sobie system zbyt egzotyczny, to ani długo nie będziemy z niego zadowoleni, ani tak łatwo się go nie pozbędziemy. Podwójnie rozczarowani stwierdzimy, że nikt nie jest nim zainteresowany, nawet za pół ceny, chociaż kiedyś było wokół nas (albo tak się przynajmniej wydawało), wielu zdeklarowanych entuzjastów naszej sprzętowej koncepcji. Co gorsza, kiedyś będąc jakimś autorytetem w swoim audiofilskim środowisku, stajemy się dziwakami, których opinie i sugestie nie mają dużej wartości. Eksperyment i przygoda, pozornie niewinna lekkomyślność, może jedna z wielu, które wcześniej uszły nam na sucho, teraz zamienia się w piętrowy dramat.

***

W innym felietonie komentowałem fenomen "wygrzewania”. W wielu audiofilskich relacjach sprzęt zmienia swoje właściwości brzmieniowe, niemal jak kameleon. Bywa tak, że powoli, ale systematycznie, przeobraża się z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia, ale bywa też tak, że przez kilka dni, a nawet tygodni, gra fatalnie, i nagle, któregoś ranka lub wieczora, następuje jego cudowna przemiana.

Bywa też tak, że po jakimś czasie znowu gra źle. O ile wszelkie zmiany na lepsze audiofile tłumaczą wygrzewaniem, to w sprawie zmiany na gorsze szukają pomocy i wyjaśnienia - co się popsuło? Jednak rzadko przyjmują do wiadomości, choćby jako hipotezę, że to nie tylko wygrzewanie, że nic się nie popsuło, tylko najpierw do brzmienia się... przyzwyczajali, a potem zaczęło im się nudzić, i znowu dostrzegli jego braki.

***

Rozwój sprzętu i rynku audio, wielokierunkowy i zaskakujący w wielu rozwiązaniach, oprócz zupełnie nowych technik i urządzeń, przynosi nam również koncepcje mniej lub bardziej zmodyfikowane, ale w ogólnym kształcie doskonale znane z przeszłości. Widoczny i szeroko komentowany jest renesans gramofonu, wciąż ważną pozycję zajmuje wzmacniacz lampowy, ale w sukcesie i popularności tych urządzeń odbija się bardziej sentymentalizm, konserwatyzm, idealizm i trochę snobizmu, niż realny postęp, jaki dokonał się w ramach tych kategorii; to przejaw chęci powrotu do analogowego raju utraconego, nawet do jego mankamentów funkcjonalnych i brzmieniowych... O których zdążyliśmy już zapomnieć, rozpieszczeni wygodą, jaką zapewniła technika cyfrowa, a jeszcze wcześniej tranzystory.

Dobre podstawowe parametry stały się taką oczywistością, takim banałem, że aż wstyd się z nich cieszyć (zwłaszcza, gdy nie do końca rozumie się ich znaczenie), o wiele oryginalniej jest je kontestować, zdając się na "złote ucho” i audiofilskie zaawansowanie. Poszukując osobistej audiofilskiej satysfakcji, możemy podejmować najdziwniejsze i najbardziej lekkomyślne decyzje, nie kładąc na szali szczęścia innych audiofilów, a sami też możemy się z nich dość szybko wycofać. Są jednak w życiu wybory, których konsekwencje trwają dłużej i dotyczą wszystkich. Pal licho parametry, wszyscy razem posłuchamy teraz patefonu, starej taśmy i tuby. Przypomnimy sobie, co to szum, trzaski i ograniczone pasmo. Jedne płyty zabrzmią śmieszno, inne straszno, mało która normalnie.

Normalnie i dobrze to już grało. Ale może nam się spodoba, a raczej się przyzwyczaimy, po audiofilsku dochodząc do wniosku, że system się wygrzał. Jak jeszcze dopasują nam kabelki i zafundują filtr sieciowy, to odkryjemy, że nastąpiła synergia, brzmienie jest spójne, integralne, naturalne i swojskie. Do momentu, w którym... znowu się nam znudzi, i będziemy chcieli wszystko zmienić. Ale może to nie być takie proste.

Są takie systemy, które zapuszczają korzenie. Wtedy rośnie audiofilskie napięcie - między buntem i gotowością oddania starego systemu choćby za darmo, a pogodzeniem się z losem i kolejnym etapem doszukiwania się jego zalet, skoro tak bardzo chce być z nami. Od czasu do czasu, mniej lub bardziej desperacko, będziemy próbowali się go pozbyć, ale o jego, i naszych losach, znowu zdecyduje jakiś impuls, pewnie jakieś zdarzenie zewnętrzne, może powódź, może pożar, może trzeba się będzie gdzieś przeprowadzić, to przy okazji i system nam zmienią...

Tym bardziej jeżeli okaże się, że to właśnie nasza audiofilska koncepcja sprowadziła na nas katastrofę - daliśmy się np. namówić na usunięcie z systemu uziemienia, albo choćby bezpieczników, bo bez nich miało grać lepiej, prąd miał płynąć bez przeszkód. No to popłynął. Takie to już audiofilskie losy audiofilskiego narodu, który z techniką i logiką jest trochę na bakier, ale ucho ma złote, pasję, serce wielkie, odwagę, przechowuje pamięć dawnej świetności, i ma atomowo-high-endowe aspiracje.

Andrzej Kisiel

FAQ

Leksykon

Reportaże i wywiady

Audio - grudzień 2016

Strefa Magazynu

Audio 12/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio