50 lat Bowers & Wilkins

50 lat Bowers & Wilkins

Felietony

Jubileusze są doskonałymi okazjami, które wykorzystuje każda profesjonalnie prowadzona firma, aby o sobie przypomnieć, i to poza ramami jakiegokolwiek testu, porównania, ograniczenia do konkretnego produktu. Można sobie napisać laurkę, postawić się na podium, wspominać tylko sukcesy. Takie jest prawo jubilata, wykorzystywane zarówno przez firmy, które mają poważny dorobek, jak i marki, o których wcześniej mało kto słyszał.

Bowers & Wilkins nie zalicza się ani do jednej, ani do drugiej grupy, mimo że granica między nimi jest płynna. Stwierdzenie, że to firma z "poważnym dorobkiem", jest w tym przypadku lekceważącym eufemizmem. To potęga, która przez 50 lat dostarczyła nam tylu doskonałych projektów, nowych rozwiązań, innowacji technicznych i wzorniczych, że można by nimi obdzielić kilka pierwszoligowych firm, zarówno high-endowych, jak i obecnych na "średniej" półce cenowej.

Bowers & Wilkins w unikalny sposób połączył jakość produktów z sukcesem biznesowym, co wcale nie jest takie łatwe i oczywiste. Co prawda dewiza założyciela, Johna Bowersa, brzmiała właśnie tak: "Jeżeli stworzysz lepszy produkt, ludzie go kupią", i dzisiaj firma na nią się powołuje, jednak prawda jest bardziej skomplikowana, podobnie, jak historia Bowers & Wilkins.

Przez wszystkie zakręty przeszła ona bezpiecznie, zarazem nie tracąc zbytnio prędkości, napędzana właśnie tą myślą, którą przyswoili sobie jej kolejni właściciele, zarządzający i projektanci. A nawet, jeżeli myśl ta jest pamiątką idealizmu Johna Bowersa, a sukces zależy od wielu innych czynników, i stworzenie lepszego produktu dzisiaj już nie wystarczy, to z pewnością pomogła ona firmie osiągnąć taką pozycję, jaką widzimy i słyszymy.

Od firmy i jej dystrybutora, dostałem mnóstwo materiału służącego opracowaniu tego artykułu. Oczywiście, sam na ten pomysł nie wpadłem, w kalendarzu nie mam zaznaczonych urodzin firm, nawet tych największych. Mam więc pod ręką fakty, zdjęcia, daty, nawet zgrabne, gotowe formułki; co więcej, artykuły z prasy zagranicznej, które z tej okazji już powstały... Postanowiłem jednak napisać coś "od siebie", dodając do tego zbioru własne wspomnienia i wrażenia, osobistą perspektywę. Chyba nikomu ani niczemu to nie zaszkodzi, a wręcz pomoże, wyciągając artykuł ze schematu spodziewanej, rutynowej laurki.

Jedna z pierwszych, a może nawet pierwsza konstrukcja B&W - P2H, układ dwudrożny z eliptycznym nisko- -średniotonowym EMI (13,5 x 8 cali) i plazmowym wysokotonowym Ionofane 601. Obydwa te przetworniki w swoim czasie (połowa lat 60-tych) reprezentowały najwyższy poziom techniki, o każdym z nich można napisać długą historię, więc wyglądający - z dzisiejszej perspektywy - dość siermiężnie, model P2H, też był dziełem bardzo ambitnym, i wcale niemałym - to nie jest „regałówka”, ale kolumna podłogowa, o wysokości ponad 1 metra.

Jedna z pierwszych, a może nawet pierwsza konstrukcja B&W - P2H, układ dwudrożny z eliptycznym nisko-średniotonowym EMI (13,5 x 8 cali) i plazmowym wysokotonowym Ionofane 601. Obydwa te przetworniki w swoim czasie (połowa lat 60-tych) reprezentowały najwyższy poziom techniki, o każdym z nich można napisać długą historię, więc wyglądający - z dzisiejszej perspektywy - dość siermiężnie, model P2H, też był dziełem bardzo ambitnym, i wcale niemałym - to nie jest „regałówka”, ale kolumna podłogowa, o wysokości ponad 1 metra.

Myślę, że taka firma, z takiej okazji, zasługuje na coś więcej - na bardziej osobistą relację. Najpierw ustalmy, że w dalszej części, w celach praktycznych, częściej będę posługiwał się skrótem B&W, zamiast pełnej, oficjalnej nazwy Bowers & Wilkins, którą obecnie firma bardzo promuje.

W latach 90. obowiązywał jednak taki właśnie skrót, zarzucony być może z powodu konfliktu ze znaną marką samochodową (w wymowie brzmiały już niemal identycznie - "bi-en-dablju" vs bi-em-dablju"). Z kolei nazwa Bowers & Wilkins przywołuje nazwiska założycieli, "personifikuje" firmę, co jest wartością samą w sobie, nikt też nie będzie już podejrzewał, że to skrót od "Black & White". Wraz z taką nazwą pojawiają się ludzie, ich życie, sukcesy i dramaty...

Siła firmy B&W zaznaczyła się również w Polsce. Nie dowodziłby tego sam fakt, że firma ta jest u nas obecna, i to od samego początku "wolnego rynku". Jednak byłem świadkiem, jakie emocje i jakie pieniądze wiązały się ze zdobyciem jej dystrybucji. Z szacunkiem dla wszystkich zainteresowanych chcę podkreślić, że dystrybucją B&W zajmować się mogli i mogą tylko najwięksi i najlepiej zorganizowani.

B&W należy do grupy kilku największych firm głośnikowych, które nie tolerują swojej współobecności u jednego dystrybutora - muszą być u niego marką numer jeden, oczekując pełnego zaangażowania i poświęcenia, godząc się tylko z obecnością marek pomniejszych, które i tak im nie zagrażają.

Nie jest to strategia tylko Bowersa, ale pokazuje, że "polityka" też ma wiele wspólnego z sukcesem, zwłaszcza firm największych; może się wydawać, że im firma większa, tym na więcej sobie może sobie pozwolić, ale jest odwrotnie. Każdy błąd ma znacznie poważniejsze skutki, jest jak fałszywy krok sportowca w walce o mistrzostwo. A B&W chce być mistrzem, drugie miejsce go nie interesuje. W tym celu, wszystko musi działać, jak "w szwajcarskim zegarku", jak w precyzyjnym mechanizmie; wszystkie trybiki muszą do siebie idealnie pasować, nawet, jeżeli największy z tych trybików to jakość produktów.

Symbol oryginalnego modelu (pierwszej wersji) wprost nawiązywał do roku, w którym został pokazany - 1970 - ale niedługo potem został zastąpiony przez wersję DM 70 Continental, z wybrzuszonym frontem sekcji niskotonowej, podążającym za łukiem modułu średnio-wysokotonowego; dzięki temu Continental wyglądał znacznie nowocześniej, chociaż ów kształt miał akustyczne znaczenie (szerokie rozpraszanie) tylko dla sekcji średnio-wysokotonowej, w której zainstalowano aż 11 przetworników elektrostatycznych! Opublikowane pomiary pokazywały obniżenie poziomu tylko o 2 dB, przy 15 kHz, pod kątem 90O (względem osi głównej). 30-cm głośnik niskotonowy pracował w wytłumionej komorze zamkniętej.

Symbol oryginalnego modelu (pierwszej wersji) wprost nawiązywał do roku, w którym został pokazany - 1970 - ale niedługo potem został zastąpiony przez wersję DM 70 Continental, z wybrzuszonym frontem sekcji niskotonowej, podążającym za łukiem modułu średnio-wysokotonowego; dzięki temu Continental wyglądał znacznie nowocześniej, chociaż ów kształt miał akustyczne znaczenie (szerokie rozpraszanie) tylko dla sekcji średnio-wysokotonowej, w której zainstalowano aż 11 przetworników elektrostatycznych! Opublikowane pomiary pokazywały obniżenie poziomu tylko o 2 dB, przy 15 kHz, pod kątem 90O (względem osi głównej). 30-cm głośnik niskotonowy pracował w wytłumionej komorze zamkniętej.

Moja znajomość z B&W trwa już ćwierć wieku - od momentu, kiedy pojawiły się w Polsce, a więc przez połowę całej jego historii; ponad dwadzieścia lat temu byłem "produkt menadżerem" Bowers & Wilkins u jednego z poprzednich dystrybutorów, potem testowałem "Bołerki" grubo ponad sto razy, poza testami słuchając pewnie drugie tyle modeli, ale i to nie wyczerpuje moich wspomnień i postrzegania firmy; odwiedzałem zarówno ośrodek badawczy w Steying, wielokrotnie fabrykę w Worthing, firmie B&W zawdzięczam też niezapomnianą wycieczkę do Studia Abbey Road, gdzie miałem docenić obecność kolumn B&W w wielu pomieszczeniach (co oczywiście jest faktem), ale bardziej zajmowały mnie pamiątki po Beatlesach i atmosfera Studia nr 2...

Rzecz w tym, że każda wizyta była profesjonalnie przygotowana, była właśnie jednym z tych trybików; jedne rzeczy nam pokazywano, innych nie, jedne rzeczy można było fotografować, innych nie, na jedne pytania otrzymywałem odpowiedź, na inne nie... Podczas ostatniego wyjazdu, w rozmowie z jednym z konstruktorów, dopytywałem o właściwości któregoś z nowych rozwiązań; zaraz po przyjeździe skontaktował się ze mną dystrybutor, poinformowany (zaalarmowany) o moich wątpliwościach, sondując, czy na pewno mam dobre zdanie o nowych produktach...

Trochę zaskakujące, ale przecież zrozumiałe dla poważnej firmy, prowadzonej w ścisłym reżimie. Nic nie może pozostać na łasce przypadku, nic nie może wymknąć się spod kontroli. Ale przecież, dla jakości produkcji - co konsumentów obchodzi najbardziej - kontrola jest bardzo ważna... W historii B&W znacznie częściej pojawia się nazwisko Johna Bowersa, niż Roy Wilkinsa, co ma swoje oparcie w faktach. Zdarza się, że firmy chcą "zapomnieć" o swoich założycielach (a dokładniej mówiąc, chcą, aby zapomnieli o nich klienci), zwłaszcza gdy owi założyciele jedną firmę sprzedali, a założyli nową, i to konkurencyjną. To nie ten przypadek.

W roku 1976 na scenę wszedł „ciężarny pingwin” - DM6; B&W podkreśla, że była to pierwsza konstrukcja z przetwornikiem z membraną Kevlarową (średniotonową), ale warto zauważyć inne, wówczas innowacyjne elementy; przednią ściankę podzielono w taki sposób, aby centra akustyczne głośników znalazły się w jednej płaszczyźnie (tzw. wyrównanie czasowe), wokół głośnika wysokotonowego umieszczono materiał tłumiący, aby zredukować odbicia od przedniej ścianki, dodano też regulację poziomów dla średniotonowego i wysokotonowego.

W roku 1976 na scenę wszedł "ciężarny pingwin" - DM6; B&W podkreśla, że była to pierwsza konstrukcja z przetwornikiem z membraną Kevlarową (średniotonową), ale warto zauważyć inne, wówczas innowacyjne elementy; przednią ściankę podzielono w taki sposób, aby centra akustyczne głośników znalazły się w jednej płaszczyźnie (tzw. wyrównanie czasowe), wokół głośnika wysokotonowego umieszczono materiał tłumiący, aby zredukować odbicia od przedniej ścianki, dodano też regulację poziomów dla średniotonowego i wysokotonowego.

FAQ

Leksykon

Reportaże i wywiady

Audio - kwiecień 2017

Strefa Magazynu

Audio 4/2017

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio