KAT łączy pokolenia: relacja z koncertu w Stodole
29 stycznia 2011 Newsy
W ostatni czwartek w warszawskiej "Stodole" pojawiła się ponownie legenda polskiego trashu: Kat i Roman Kostrzewski. Przed koncertem miałem spore oczekiwania, ale i obawy co do występu, bo jednak już kawał czasu KAT nie wydał żadnego nowego krążka, a teraz miał promować swój nowy, niewydany jeszcze album.

Wieczór rozpoczął się od koncertu kapeli "War saw". Całkiem dobre, jak na support, bardzo "slayerowe" granie, jednak ale bez wielkiego zachwytu. Potem była niejaka "Absynth". Z muzyką trochę podchodzącą pod Rammsteina nie zrobiła szczególnej furory, a jedyne, co utkwiło mi w pamięci po ich występie to cover… Krzysztofa Krawczyka…

Jako ostatni suport na scenę weszła "Lostbone". Ciężkie, nowoczesne granie. Typowy nowy trash - rwane riffy, ciężkie zwolnienia, darcie mordy jak deathcorze i melodyjne zaśpiewy a la Fear Factory. Chłopcy namachali się głowami i rzeczywiście dali z siebie sporo na tym występie, więc sądzę, że wszyscy fani nowej trashowej muzyki byli zadowoleni.

Po suportach przyszedł wreszcie czas na KAT-a. Lepszego rozpoczęcia nie dało się wymarzyć: "Bramy żądz", potem "666" i "Noce Szatana"... Niestety po tym zajebistym wejściu atmosfera siadła: KAT zaczął grać same nowe kawałki, wśród nich "Maryja Omen" i "Szkarłatny wir". Dużo lepiej prezentują się one w wersji studyjnej (fragmenty są udostępnione już na stronie oficjalnej KAT-a i Youtubie), mają czasami kopa jak muzyka z czasów "Szyderczego Zwierciadła" a nawet "Bastarda". Niestety na koncercie nie zaprezentowały się zbyt dobrze - było dosyć monotonnie, wolno i długo. A wesoła balladka , "Skrzydlaty Święty" zupełnie mnie dobiła. Cóż, być może gdy doczekamy się wreszcie pełnego albumu, to utwory będą brzmiały inaczej i ciekawiej.

Na szczęście po tych kilku numerach Roman ogłosił, że "wracamy do skansenu". I się zaczęło. Były kawałki z prawie wszystkich płyt: "Szydercze Zwierciadło", "W bezkształtnej bryle uwięziony", "Porwany obłędem", "Mag Sex", "Głos z ciemności", "Wyrocznia"- same największe hiciory. Jako bis usłyszeliśmy też najpiękniejszą 'katowską' balladę czyli "Łza dla cieniów minionych" i bardzo rzadko wykonywany "Diabelski dom cz. I". No i sabat się skończył, ale za to w pięknym stylu.

Koncert, mimo drobnego energetycznego przestoju, był świetny i sądzę, że żaden fan KAT-a nie wyszedł zawiedziony. Panowie zagrali naprawdę sporo staroci, byli w dobrej formie muzycznej, a Roman w wokalnej (chociaż, śmiem podejrzewać, że był przy tym w stanie wskazującym na spożycie) i zagrali porządny, ostry, ponad półtoragodzinny koncert. W końcu na kapelę, która jest żywą legendą i straszy muzyką od trzydziestu lat, to spory wyczyn. A tak na marginesie - już druga generacja wychowuje się na Kacie: prócz trzydziesto- i nawet czterdziestolatków pełno było nastolatków. Więc KAT łączy pokolenia…

Krzysztof Traba

Live Sound & Installation wrzesień 2019

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta wrzesień 2019

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista wrzesień 2019

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio wrzesień 2019

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio wrzesień 2019

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu