Planete Doc Film Festival: Kinshasa Symphony

Newsy

Czy miłość do muzyki jest warta niemal każdego poświęcenia? Czy ktoś z Was Szanowni Czytelnicy byłby w stanie rozłożyć swój ukochany instrument na czynniki pierwsze tylko po to, aby zobaczyć, jak jest zrobiony, i nauczyć się go wykonać od początku do końca własnymi rękami? Ile jeszcze można poświęcić dla muzyki?

Dodano: 28 kwiecień 2011

Odpowiedź brzmi: bardzo dużo. Muzycy przedstawieni w "Kinshasa Symphony" są dla niej zrobić praktycznie wszystko. Bycie głodnym, zmęczonym, prawie uduszonym i zjedzonym przez muchy na próbie? Nie robi to na nich wrażenia. Ćwiczenie setki razy tych samych fragmentów? Znoszą to z godnością. Brak instrumentów? Potrafią sobie z tym poradzić. Supermeni? Nie. Po prostu ludzie, którzy mając naprawdę niewiele, potrafią dać z siebie wszystko i stanąć na głowie, aby mieć możliwość grania w orkiestrze.

Poprzez cały dokument towarzyszymy muzykom w ich przygotowaniach do największego jak do tej pory występu. Choć jak sami mówią, spora część widowni nigdy wcześniej nie była na koncercie, to ich entuzjazm jest godzien podziwu. Dla nich to jest wielka rzecz i wszystko musi wyjść idealnie.

Pomiędzy próbami i refleksjami na temat muzyki poznajemy również historię kilku członków orkiestry. Opowiadają o życiu w biedniejszych częściach Kinszasy. Pokazują nam swoje mieszkania, a właściwie rozpadające się rudery, w których jest chyba więcej much niż farby na ścianach, miejsca pracy. Możemy poznać ich marzenia, ale i realne potrzeby, których często nie są w stanie spełnić.

 

kinshasa_symphony2_max

Wszechobecna bieda, bród i smród w połączeniu z piękną muzyką klasyczną dają dziwną mieszankę. Człowiek od razu zaczyna się zastanawiać, jak coś tak wysublimowanego i eterycznie pięknego jak muzyka klasyczna może powstawać w takich warunkach. Zawsze kojarzyła się ona z pięknymi salonami, lśniącymi instrumentami i eleganckimi ubiorami orkiestry jak i słuchaczy. Tutaj mamy brak klimatyzacji, notoryczne przerwy w dostawie prądu, plastikowe krzesła i wszechobecne śmieci.

Oczywiście, jakość gry pozostawia nieco do życzenia, ale nie czarujmy się - w takich warunkach nie da rady osiągnąć wyników takich jak w warunkach cywilizowanych. Ale nawet najlepsze chłodzenie, najlepsza sala prób i najwspanialsze instrumenty nie zagrają same, co „Kinshasa Symphony” obrazuje wyjątkowo dobitnie.

Ogromnym plusem filmu "Kinshasa Symphony" jest to, że nie ma w nim niepotrzebnego dramatyzmu. Owszem, realia nie nastrajają pozytywnie, ale nikt z bohaterów dokumentu nie użala się nad sobą. Więc czemu widzowie mieliby to robić? Odbieram ten film raczej jako crash test z własną rzeczywistością: zobacz ile masz i jak niewiele z tego doceniasz. I jako pozytywny kop ku temu, aby bardziej cieszyć się życiem.

Reżyseria: Martin Baer, Claus Wischmann
Scenariusz: Claus Wischmann
Produkcja: Niemcy

Julia Kata

Film "Kinshasa Symphony" będzie wyświetlany podczas tegorocznego festiwalu Planete Doc w Warszawie. Impreza odbędzie się w dniach 6-15 maja

Audio - wrzesień 2018

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

Zapraszamy na wielką galę EISA - w tym roku aż 35 nagród dla urządzeń audio - stereo i wielokanałowych, stacjonarnych i przenośnych, analogowych i cyfrowych. Kolumny, słuchawki, wzmacniacze, odtwarzacze, gramofony, daki, amplitunery, całe systemy... To najważniejszy ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj

Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio