Riverside w Krakowie czyli urodziny pełną gębą

Newsy

Trasa związana z jubileuszem dziesięciolecia Riverside dotarła do Polski! Po zagranicznych wojażach warszawiacy wreszcie zaprezentowali się rodzimej publiczności i - jak to mają w zwyczaju - zawładnęli sercami krakowian. Zdaje się, że my - publika - też rozgrzaliśmy zespół do czerwoności. Mariusz Duda stwierdził, że podczas tej trasy żadna publiczność nie witała Riverside tak gorąco.

Dodano: 27 maj 2011

Powiedzmy sobie jednak szczerze, że Kraków ma - jeśli chodzi o temperaturę - niesamowitą przewagę nad innymi miastami. Genialnie nieklimatyzowana Rotunda jest w stanie wycisnąć siódme poty nawet z człowieka spokojnie stojącego pod ścianą. Tylko kto 26 maja stał w miejscu? Impreza była zbyt dobra, by nie skakać i szaleć.

Dla mnie zaczęła się ona o 16:00, gdy przybyłem spotkać się z chłopakami podczas dawno umówionej rozmowy, którą niedługo będziecie mogli przeczytać. Chwilę wcześniej kupiłem przedpremierowo najnowszą EP-kę grupy, "Memories In My Head", a po wywiadzie udałem się na mały refresh do mieszkania, przy okazji zapoznając się z muzyczną treścią nabytego wydawnictwa.

Po ponownym zawitaniu do Rotundy (o 19:00) przecierałem oczy ze zdziwienia. Dawno (nigdy?) nie widziałem takich tłumów w tym klubie! Publika stawiła się w komplecie już podczas pierwszego supportu - szwedzkiej grupy Paatos - i pozostała w ścisku i duchocie do samego końca. Ale kto by się przejmował takimi niedogodnościami?! Szwedzi ładnie (głównie za sprawą uroczej i znakomitej zarazem wokalistki Petronelli Nettermalm) wprowadzili nas w prog-rockowe klimaty, a atmosferę jeszcze bardziej zagęścili Brytyjczycy z The Pineapple Thief, wśród których prym wiódł charyzmatyczny wokalista/gitarzysta Bruce Soord. Publika reagowała znakomicie, goście byli wzruszeni, jak to na urodzinach - wszyscy się cieszą!

Przy całym szacunku dla zaproszonych, ja czekałem tylko i wyłącznie na moment kiedy Mariusz Duda, Piotr Grudziński, Piotr Kozieradzki i Michał Łapaj pojawią się na scenie. A gdy już się pojawili... Mmmm, to był miód na moje serce! Zaczęli od "Behind The Eyelids", napakowanego niezliczoną ilością motywów otwieracza z "Rapid Eye Movement". Co prawda zajęty byłem skakaniem i trzepaniem moją łysą głową, niemniej uszy dały mi znać, iż dźwiękowcy nie powinni dostać kasy za ten koncert. No dobra, za pierwsze cztery kawałki - instrumenty nieładnie się zlewały, gitara w mym ukochanym "Reality Dream III" brzmiała jakby przepuszczona przez kartonowe pudło. Na szczęście od premierowego "Living In The Past" wszystko wróciło do należytego porządku. Może to radośnie odśpiewane "Sto lat" dla zespołu otrzeźwiło panów od nagłośnienia :).

Riverside zaproponowali przekrojowy materiał ze wszystkich swoich albumów długogrających oraz z "Memories In My Head". Usłyszeliśmy więc przede wszystkim utwory, którym Warszawianie zawdzięczają największą popularność: "Out Of Myself" ze zmienioną introdukcją, smutne "Loose Heart" i "Conceiving You", oparte na charakterystycznym mocnym rytmie "02 Panic Room" czy wreszcie zakręcone, wielowątkowe "Egoist Hedonist". Z najbardziej znaczących numerów w dorobku Riverside zabrakło właściwie tylko "The Same River" - suity, od której zaczęła się ta cała zabawa.

Pojawiły się za to inne długodystansowce: zamykająca trylogię "Reality Dream" "Ultimate Trip" z obłędną, mantryczną częścią drugą, melancholijne "Left Out" z "Anno Domini High Definition" czy wreszcie ciekawie połączone, rozimprowizowane "Second Life Syndrome"/"Parasomnia".

A potem nastąpiły pierwsze bisy... Świetnie przyjął się nowy kawałek "Forgotten Land", który jest okraszony charakterystycznym unisono gitary i klawiszy (po refrenie), i może na stałe wpisać się w riverside’owy set. Następnie dawno przeze mnie nie słyszana pierwsza część "Reality Dream" z jednym z niewielu durowych motywów w repertuarze zespołu.

A potem nastąpiły drugie bisy... Właściwie to jeden bis, poprzedzony dziękczynną przemową Mariusza "The Courtain Falls", piękny, zawsze łapiący za serducho.

A potem... Nie, nie było trzeciego bisu, ale te dwie godziny prawdziwej muzycznej uczty zaspokoiły apetyty wszystkich fanów Riverside i progresywnego rocka w ogóle. Mam nadzieję, że za 10 lat (wcześniej rzecz jasna też) spotkamy się na kolejnym jubileuszu jednego z najlepszych polskich zespołów. Tym razem już w klimatyzowanej Rotundzie.

(fot. Wojtek Kutyła)

Jurek Gibadło

Audio - grudzień 2018

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

Tym razem nietrudno wskazać najważniejszy test numeru - to porównanie pięciu wzmacniaczy zintegrowanych, w cenie 7000–9000 zł. Pokazują nie tylko swoją własną kondycję, ale też dobrze demonstrują zmiany wśród ogółu wzmacniaczy. Każdy ma na pokładzie DAC-a, ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj