"Inne Brzmienia" roztańczyły lubelski rynek

Newsy

Od piątku 8 lipca Lublin już po raz czwarty wypełniają "Inne Brzmienia". Pomysłodawcą tego festiwalu był nieodżałowany Mirek Olszówka, znany choćby jako wieloletni meneger Voo Voo. I choć nie ma go już wśród nas, to jego idee są nadal kontynuowane - naprawdę z dobrym skutkiem.

Dodano: 12 lipiec 2011

Spośród dotychczasowych trzech festiwalowych dni mnie udało się posłuchać na żywo muzyki tylko w sobotę, ale i tak wrażeń po tych dwóch koncertach pozostało wiele. Na scenie sąsiadującej z lubelskim Trybunałem Koronnym wystąpiły zespoły Russkaja i Los de Abajo. I co ciekawe oba sprawiły, że wybrukowany Rynek Starego Miasta zamienił się... w taneczny parkiet.

Russkaja to konglomerat złożony z muzyków kilku narodowości, którego liderem jest pochodzący z Rosji, ale mieszakający obecnie w Wiedniu Georgij Makazaria. Ich muzyka to prawdziwa mieszanka wybuchowa, na którą składa się głównie folk zza naszej wschodniej granicy - nie tylko rosyjski, ale i ukraiński, przyprawiony ska (nieprzypadkowe te trzy litery są w nazwie zespołu), rockiem i wielkoma innymi smakami dźwiękowymi.

Ten muzyczny miks płynący ze sceny sprawił, że chyba każdy ze słuchaczy lubelskiego koncertu pląsał czy choćby rytmicznie tupał. Zresztą dobrą zabawę nakręcał sam Makazaria, który idealnie sprawdzał się w roli wodzireja. Miał o tyle ułatwione zadanie, że nad Wisłą popularni są słowiańsko brzmiący wykonawcy. Przecież przed laty polska publika doskonale bawiła się na koncertach Gorana Bregovicia, a Russkaja wykorzystuje podobne patenty - choć z folklorem z Rosji, a nie Bałkanów. Prawie półtorej godziny sobotniego wieczoru minęło tanecznie i błyskawicznie, ale echa szaleństwa na lubelskim rynku pozostaną jeszcze na długo.

Meksykanie z Los de Abajo mieli o tyle utrudnione zadanie, że poprzedzający ich wykonawca rozgrzał publiczność do czerwoności. Początki nie były łatwe, ale po dość chłodnych, powiedzmy, dziesięciu minutach, znów rynkiem zawładnęła dobra zabawa. Tym razem królowały latynoskie rytmy - w tym salsa, ale tu także w dość dużej dawce podawana była muzyka ska, wymieszana z rockiem czy reggae.

Dwanaścioro wykonawców (w tym tylko jedna wokalistka) z charakterystyczną i rozbudowaną sekcją dętą, robiło wszystko, by słuchacze ani przez chwilę nie tracili ochoty do tańca i naprawdę im się to udawało.

Podczas koncertu Los de Abajo przekonałem się, że muzyka to uniwersalny język. Zdawało mi się nawet, że niektóre z kawałków już gdzieś słyszałem. Zalatywało mi to po prostu słowiańskim folkiem. Na koniec koncertu Latynosi zaskoczyli nas wszystkich, bo muzykując, zeszli ze sceny, wmieszali się w tłum i jeszcze przez kilka minut przygrywali do tańca. Ten popis nie uszedł im płazem, bo musieli jeszcze zabisować.

Po sobotnim koncercie jestem w stu procenach przekonany, że Meksykanie wywiozą z Polski nie tylko zamiłowanie do "Żubrówki", której nazwę z wielkim uznaniem wypowiadała kilkakrotnie wokalistka, ale i wspomnienie bardzo dobrej zabawy z lubelską publicznością.

"Inne Brzmienia" jeszcze się nie zakończyły. W poniedziałek w Teatrze Andersena wystąpił John Porter, a dziś na tej samej scenie w akustycznej odsłonie zaprezentuje się Voo Voo i uczci w ten sposób pamięć Mirka Olszówki. Szykują się więc dwa kolejne niezapomniane wieczory. Poczytacie o nich wkrótce. :)

Piotr Wojtowicz

Audio - lipiec - sierpień 2018

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

Test porównawczy wzmacniaczy stereofonicznych w zakresie 2200-2800 zł pokazuje, jak bardzo się zmieniły, jak wiele dodatkowych funkcji można dzisiaj znaleźć w nawet niedrogich modelach.   Kilka kolejnych testów, już indywidualnych, wprowadza nie tylko nowe produkty, ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj

Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio