As I Lay Dying czyli spustoszenie w warszawskiej Progresji. Nasza relacja

17 sierpnia 2011 Newsy
Sierpień to nie najlepszy czas na klubowe koncerty. Jest gorąco, wiele osób wyjeżdża na wakacje, niektórzy twierdzą też, że to miesiąc trzeźwości. Jednak cóż poradzić, gdy warte uwagi i zachodu kapele, wracając z czeskiego Brutal Assault, wpadają do nas, zrobić małe spustoszenie. Tym razem, po czteroletniej "banicji" do kraju nad Wisłą zawitało As I Lay Dying.

Pierwszym supportem był stołeczny Born Anew, dobrze mi znany, toteż w klubie pojawiłem się nieco później, bo na występie wyspiarzy z Sylosis. Przyznam, że był to był mój pierwszy kontakt z ich muzyką. Jednak z każdym kawałkiem coraz bardziej wyobrażałem sobie siebie kupującego ich płytę. Od razu dało się zauważyć gruntowne wyszkolenie techniczne muzyków. Na szczególną uwagę zasłużył pałkarz mielący stopą w każdym kawałku oraz gitarzysta i gardłowy w jednej osobie. Co chwila prezentował nienaganny warsztat, grając solówki z arpeggio charakterystycznym dla stylu naszego rodzimego wymiatacza Jacka Hiro.

Muzyka Sylosis to długie, ale nie nudzące kompozycje okraszone trashowym kopem i masą ciekawych patentów. W pamięci zapadły mi zwłaszcza dwa kawałki, które szybko znalazłem w sieci, mianowicie: "Stained Humanity" i "Eclipsed". Po wysłuchaniu tych numerów na żywo, jestem pewien, że to dopiero początek mojej przygody z muzyką tej grupy.

Jakieś dwa piwa po zmianie beczki na scenie pojawiło się As I Lay Dying. Z pierwszym songiem zgromadzeni na deskach Progresji melomani dostali solidnego kopa w twarz w postaci „Within Destruction”. Ogromne wrażenie wywarło na mnie brzmienie, różne od tego z płyt (wcześniej nie miałem okazji zobaczyć AILD): wokalista Tim Lambesis wydobywał z przepony potężny, jakże miły dla ucha ryk, którego nie mogłem się doszukać na płytach.

Idealną wokalną przeciwwagę stanowił basista, który w prawdzie musiał się sprężyć, by zaśpiewać tak wysokie partie, ale walka z każdym dźwiękiem w kawałkach jak "Paralles" dostarczała niezwykłych wrażeń w zakresie zarówno wizji, jak i fonii.

Jako przedstawiciel naszej nacji, ubolewam, że nie mogę ponarzekać na występ As I Lay Dying: dobrze ograny materiał, zgrana sekcja i sprawni gitarzyści. Cały koncert czekałem na opus magnum kapeli czyli "94 Hours", zagrany pod koniec gigu. Chwilę później cały band zszedł ze sceny, zapominając że jest w kraju, gdzie ludzie uwielbiają nie tylko narzekać, ale i posłuchać dobrej muzyki. Zazwyczaj kiedy po koncercie wychodzi ekipa techniczna, by zwijać manatki, wiadomo że już po gigu. Tymczasem tłum przez ponad pięć minut zdzierał sobie gardło nazwą kapeli. Pierwszy raz widziałem, nieplanowany w setliście, bis wymuszony z taką siłą.

Słowem podsumowania powiem, że w tym roku nie brakowało dobrych koncertów (wspomnę choćby Hatebreed, Madball czy Dog Eat Dog na przystanku Woodstock) i do tej długiej listy bez wątpienia należy przykleić gig As I Lay Dying. Bez wazeliny uczciwie należy pochwalić również organizatorów, którzy nie pierwszy raz sprowadzają do nas kapele z czołówki szeroko pojętej sceny HC. Dodam tylko, że na jesień szykują nam koncert In Flames, na którym z pewnością zechcę się pojawić.

Koncert odbył się 14 sierpnia w warszawskim klubie Progresja.

Marian

Live Sound & Installation kwiecień - maj 2020

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta październik 2020

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista lipiec - sierpień 2020

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio październik 2020

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio październik 2020

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu