Kilka słów o Pandemonium
13 grudnia 2011 Newsy
Pandemonium powraca z nową płytą "Misanthropy", której wydaniem zajmuje się Pagan Records, a przedmiotem recenzji są dwa utwory pochodzące właśnie z tego krążka. Na początku należy zwrócić uwagę na niezwykle estetyczną i profesjonalną formę promocji, jaką jest wydanie tłoczonej promówki w digipacku.

Później zetknąłem się z płytą "Devilri" oraz z formacją Domain, uznawaną przez wielu za kontynuację tego zespołu. Powiem szczerze, że mimo wielkiego szacunku dla dorobku ekipy Pawła i spółki, nigdy nie potrafiłem się wciągnąć w ich muzykę na tyle, żeby do niej regularnie wracać. Jakoś ciężko mi było przebrnąć przez zatopiony w old-schoolowym sosie, wyraźnie inspirowany kapelami pokroju Samael stuff.

Pandemonium powraca z nową płytą "Misanthropy", której wydaniem zajmuje się Pagan Records, a przedmiotem recenzji są dwa utwory pochodzące właśnie z tego krążka. Na początku należy zwrócić uwagę na niezwykle estetyczną i profesjonalną formę promocji, jaką jest wydanie tłoczonej promówki w digipacku.

Co do samej muzyki - z racji tego, że ostatnimi czasy coraz bardziej wciągają mnie wolne i posępne odmiany muzy (doom, sludge etc.), z tym większą ciekawością zabrałem się za ten materiał. Numerów na "Misanthropy" słucha się całkiem nieźle, niby wszystko jest na swoim miejscu. Jest mrok, jest siara i brud, ostro zahaczające o black metal melodie, dobrze zbudowany klimat (paranoiczne śpiewy w tle), ale brakuje mi tu jakiegoś punktu zaczepienia, który by sprawił, że rozdziawiłbym japę i powiedział "kurwa, to jest to". Możliwe, że te dwa utwory są niczym wyrwane z kontekstu zdanie i "Misanthropy" jako całość potrafi się wybronić. Wspomniałem o blackmetalowych wpływach.

Ciężko momentami określić, czy jest to właśnie death czy black. Konstrukcje niektórych riffów, temp, tła czy wokalnej ekspresji świadczą o inspiracji czarną sztuką, a sama muzyka jest bardzo zgrabnym mirażem obu tych gatunków. Ciekawie wypadają partie wokalne. Chamski niski głos Paula, jest co chwila wspierany przez różnego rodzaju skrzeki, pohukiwania i podbicia w tle.

W owych dwóch kawałkach najbardziej zwróciłem uwagę na końcówkę "Black Forest", która bardzo fajnie wkręca przez nieźle uzupełniające się różne partie gitar. Technicznie nie ma się do czego doczepić, wszystko gra jak należy, ale samo brzmienie może zyskałoby na wyrazistości gdyby mocniej uwypuklić gitary/trochę podrasować ich barwę. Ale nie wiem też czy dywagacje tego typu są na miejscu.

W zamierzeniu miał być smolisty, dołujący old-school z mizantropijną atmosferą - i jest, zatem miłośnicy polskiego death metalu wczesnych lat 90. powinni śmiało sięgać po ten materiał.

Kwiecio

Live Sound & Installation wrzesień 2019

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta wrzesień 2019

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista wrzesień 2019

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio wrzesień 2019

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio wrzesień 2019

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu