Trivium w Warszawie: jak brzmi perfekcja

Koncerty

Zbliżający się koncert metalowców z Trivium od dłuższego czasu wzbudzał podniecenie w metalowym półświatku. Przyznam, że ekscytacja w moim wydaniu przypominała raczej napięcie emeryta przed bankietem w sanatorium, jednak nie widząc wcześniej Trivium na żywo, wybrałem się do klubu Progresja, by zaspokoić ciekawość.
Dodano: 15 listopad 2011

Starym dobrym zwyczajem na miejsce dotarłem chwilę po starcie koncertu jedynego tego wieczoru rozgrzewacza. Od razu dała się zauważyć ponadprzeciętna frekwencja. Cytując klasyków, można było rzec "klub pęka w szwach a szatniarz się żali". W roli otwieracza wystąpił sosnowiecki Frontside. Ciężko ukryć, że muzyka Demona jest bliska memu sercu, pod warunkiem, że pochodzi z płyt starszych niż "Absolutus".

Frontside zaserwowało nam mieszankę nowszych "hitów", czasem przerwaną mocniejszymi numerami jak "Bóg stworzył Szatana" przypominającymi ogień ze starych dobrych czasów. Z koncertowych niespodzianek warto wspomnieć stage diving Aumana i oddać szacun publiczności, która utrzymała słusznej wagi gardłowego FS.

Czas przed występem gwiazdy wieczoru przeznaczyłem na konsumpcję wegańskiej szamy, dobrze znanej z cyklicznych gigów pod szyldem Show No Mercy. Podczas gdy zajadałem się szpinakiem, na scenie wylosowano gitarę z podpisami Trivium i kilka innych nagród. Takie losowania to kolejna tradycja, tak dobrze znana z imprez pod wspomnianą nazwą (wciąż czekamy na reaktywację SNM).

Niemal po chwili na scenę wyszli muzycy Trivium. Matt Heafy, wokalista, przywitał się po polsku (i to nie żadnym "dien-dobry łorsoł" tylko całkiem zgrabnym zdaniem z podmiotem i orzeczeniem;), by po chwili odpalić gig przy pomocy "In Waves" z najnowszej płytki o tym samym tytule.

Od pierwszych kawałków wspomniany wcześniej gitarzysta i głos zespołu w jednym (śmiało można określić go mianem MVP tejże kapeli) wraz z drugim wioślarzem wymieniali rewelacyjne solówki oraz wokale. Na uwagę zasługują kawałki jak "A Gunshot to the Head of Trepidation" czy kolejny "Dust Dismantled", dzięki którym po sali przez pewien czas niosła się kojąca woń metalcore`u.

W dalszej części setu nie zabrakło "Ignition" czy "Detonation", którymi muzycy Trivium otwarcie przyznają się do fascynacji starą Metalliką (w szczególności mam na myśli wokale). Oczywiście nie mogło się obejść bez całej serii kawałków z czystymi wokalami, które mogą stanowić świetny zamiennik dla "I Will Survive", na wypadek gdyby panom w różowych ciuszkach znudził się dotychczasowy hymn tęczowej rewolucji.

Prawdziwi fani Trivium moje narzekania i tak włożą między bajki, bo koncert zarówno od strony technicznej, jak i brzmienia został zagrany perfekcyjnie (nie licząc słabo słyszalnego werbla). Jeżeli dołożymy do tego fakt, że po wszystkim zespół, mimo wyczerpującego setu, spotkał się z fanami, można powiedzieć, że każdy z nich powinien być zadowolony. I chyba o to w tym chodzi. W sieci nie milkną komentarze w stylu "koncert roku", z czym mógłbym podyskutować, ale z pewnością można powiedzieć, że takich wydarzeń powinno być więcej.

Marian

Audio - wrzesień 2018

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

Zapraszamy na wielką galę EISA - w tym roku aż 35 nagród dla urządzeń audio - stereo i wielokanałowych, stacjonarnych i przenośnych, analogowych i cyfrowych. Kolumny, słuchawki, wzmacniacze, odtwarzacze, gramofony, daki, amplitunery, całe systemy... To najważniejszy ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj

Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio