Piano Night

LESZEK MOŻDŻER, IIRO RANTALA & MICHAEL WOLLNY
Piano Night

Jazz

  • Wykonanie
  • Nagranie

To już siódmy album z serii Jazz at Berlin Philharmonic, nagrany półtora roku temu. Na koncercie tym wystąpiła absolutna europejska czołówka pianistyczna, która zachwyciła już berlińską publiczność w 2012 r.

Każdy z pianistów (Polak, Fin i Niemiec) jest wybitnym profesjonalistą, z klasycznym wykształceniem, o rozległych umiejętnościach i bogatej wyobraźni. Wszyscy są otwarci na swobodne interpretowanie rozmaitej muzyki, tak współczesnej, jazzowej, jak i rozrywkowej.

Tercety pianistyczne pojawiają się na scenie bardzo rzadko, lecz nawet duety asów klawiatury nie zapadały szczególnie w pamięci słuchaczy, bowiem wybitne indywidualności nie zawsze potrafi ą zrezygnować z podkreślania własnego ego. Jednakże w tej koncertowej formule wszyscy stanęli na wysokości zadania i pięknie zintegrowali swoje wysiłki w celu wykreowania czegoś wspólnego, a nie rozgrywania swoistych zawodów.

Witany gorącym aplauzem Iiro Rantala z pewnością sprostał rozbudzonym emocjom zgromadzonej publiczności i zaproponował porywające wykonanie "Candide Overture" Leonarda Bernsteina. Akcenty klasyczne w jego barwnej interpretacji wydawały się nawet dominować nad jazzowymi, a wartkie frazy urokliwie kontrastowały z momentami wyciszenia. Niemal z marszu Rantala przystąpił do prezentacji autorskiej kompozycji "Freedom" na preparowanym fortepianie o brzmieniu przypominającym cymbały.

Temat ten, oparty na elastycznych strukturach ostinatowych, był już bardziej zbliżony do jazzowego idiomu. Do przedstawienia kolejnego utworu do Rantali dołączył Michael Wollny. Ich wspólna interpretacja kompozycji "White Moon" Chrisa Beiera emanowała wysublimowanym impresjonistycznym nastrojem, a perliste nuty płynące z obu instrumentów układały się w kunsztowny splot. Muzycy z rozmysłem uniknęli przeładowania fraz, a wykonanie zyskało na lekkości.

Następnie na scenę wkroczył Leszek Możdżer przedstawiając solo własną kompozycję "She Said She Was a Painter", będącą jakby stylistyczną kontynuacją poprzedniego tematu, lecz z dodatkiem pewnej dozy abstrakcji. Zmiana wykonawcy nie odmieniła jednak podniosłej aury.

Do wykonania kompozycji "Africa" Larsa Danielssona do Możdżera dołączył Rantala. Temat tego tanecznie rozkołysanego i melodyjnego utworu pojawił się po znacznie rozbudowanej introdukcji. Znów mogliśmy podziwiać, jak dwóch mistrzów potrafi spleść barwne frazy w sposób niewyobrażalnie harmonijny. W pewnych momentach pojawiały się zmyślne dialogi pianistów, co dodatkowo wzbogacało fakturę utworu.

Gdy na scenie pojawili się wszyscy trzej pianiści, potraktowali nieśmiertelny temat Georga Gershwina "Summertime" w całkiem niekonwencjonalny sposób. Ta wspaniała, lecz niewesoła kompozycja jest zazwyczaj prezentowana w nastroju melancholijnym. Tu artyści, choć z pewnymi wtrętami, utrzymali tradycyjny klimat jedynie we wstępie nobliwego tematu, by potem kompletnie przetransformowywać go w różnych tempach i formach estetycznych.

W klawiaturowym chórze pojawił się też fortepian elektryczny, co dodatkowo wzbogaciło kolorystykę brzmienia. Pewne fragmenty tego dobrze znanego utworu z dramatycznym tekstem wydawały się poprzez muzykę radośnie ogłaszać koniec mordęgi na plantacjach bawełny w Delcie Mississippi.

Trzeba dużej odwagi artystycznej, by nie burząc motywu przewodniego kompozycji, tak ją elegancko przearanżować, by nie narazić się na obrazoburstwo. Zresztą takie popisy mogą się przydarzyć jedynie na jazzowej scenie i to daje nam odpowiedź, dlaczego tych trzech wspaniałych instrumentalistów porzuciło granie klasyki, a jazz pochłonął ich absolutnie.

Zapewne repertuar koncertu był bogatszy, niż ten uwieczniony na kompakcie, i obfitował w więcej emocjonujących momentów, ale i tak powodów do radości mamy wiele. Kulminacja koncertu nastąpiła podczas wykonania popularnej "La Fiesty" Chicka Corei (zamykającej album "Piano Night").

Tu cała trójka poszła na całość grając naprzemiennie na fortepianach akustycznych i elektrycznych. Udało się utrzymać potoczystość i lekkość fraz, która jest niezbędna przy wykonaniu tego emanującego spontanicznością tematu. Nawet pamiętnemu duetowi Chicka Corei i Herbiego Hancocka na koncercie nie udało się tak rozpalić emocji wśród publiczności, jak tej trójce pianistów. Nic więc dziwnego, że padające z berlińskiej estrady "Ole!" na koniec wykonania utworu, podziałało na publiczność jak detonator. Szał aplauzu!

Cezary Gumiński
ACT/GIGI DISTRIBUTION

Audio - wrzesień 2019

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

Nagrody EISA zdobywają coraz większe znaczenie, jako że nasze grono poszerza się o ekspertów z całego świata, a nie tylko z Europy. W tym roku przedstawiamy ponad 30 nagród dla urządzeń stereo i wielokanałowych, high-endowych i budżetowych. Kolumny, słuchawki, ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj