PMC Twenty.24

PMC
Twenty.24

Zespoły głośnikowe

Linia transmisyjna jest stosowana do dzisiaj przez kilku producentów z różnych krajów (mam na myśli kilka firm dobrze znanych, a nie kilkadziesiąt zupełnie lokalnych), ale najwięcej zwolenników miała w Wlk. Brytanii i Niemczech (KEF, Castle, TDL, T+A, Quadral). Za miejsce jej powstania można uznać Wlk. Brytanię, co też dodaje jej audiofilskiego prestiżu, chociaż nie staje się gwarancją sukcesu... Z firm brytyjskich wierna klasycznej linii transmisyjnej pozostała przecież tylko firma PMC (dla Castle jest to pamiątkowa "wisienka na torcie", stosowana tylko w jednym modelu), bowiem ogólny rachunek zysków i strat doprowadził większość producentów do porzucenia tej koncepcji.

Odsłuch

Jakkolwiek by tego pojęcia nie rozumieć, przecież nie ma jego ścisłej definicji, chyba nikt ogólnie zorientowany nie uznałby, że brzmienie tych kolumn ma z brytyjską tradycją jakikolwiek związek. Bierzcie to za dobrą monetę albo nie. Ja się cieszę, bo to już na starcie duża niespodzianka, jakąkolwiek wystawimy ocenę końcową - czy to w tej recenzji, czy każdy na własny użytek. Przyznaję, że z brzmieniem PMC nie jestem za pan brat, więc może stąd zaskoczenie.

Chyba mogę jednak zakładać, że inne kolumny PMC grają podobnie, gdyż firma o takiej pozycji raczej trzyma ustalony kurs - taki czy inny - ale znany przez jej klientów, przecież nie tylko audiofilów, lecz także profesjonalistów ze studiów nagraniowych. I tu drugie zaskoczenie, może nawet większe. Same wrażenia odsłuchowe nie byłyby może dostateczną podstawą do takiego postawienia sprawy - a nuż coś mi się przesłyszało?

Jednak wyniki pomiarów pokazują to nawet jeszcze dobitniej, niż podpowiadał mi to mój słuch - charakterystyka jest daleka od liniowości i dlatego trudno mi szybko przejść do porządku dziennego nad tym, że takie brzmienie może być "narzędziem w pracy". To brzmienie nie ma nic wspólnego z neutralnym monitorowaniem, nawet gdy znowu przyjmiemy sporą tolerancję dla pojęcia "neutralności". Nie chodzi przecież o drobne potknięcia, które byłoby widać w pomiarach, a jedno ucho by je wychwyciło, zaś inne - nie.

Chodzi o charakterystykę daleką od liniowości i z całą pewnością przygotowaną tak celowo - nie mamy do czynienia z amatorami... Jest się nad czym zastanawiać. Do pewnego stopnia mamy podobną sytuację z kolumnami B&W, wciąż stosowanymi w niektórych studiach, a przecież od ładnych kilku lat - od kiedy konstruktorzy przeszli na stosowanie filtrów 1. rzędu - pokazującymi charakterystyki obciążone sporymi zafalowaniami. Tam jednak jest to "efekt uboczny", którego niełatwo się pozbyć, natomiast w przypadku PMC jest to wykonane z premedytacją - wyeksponowanie wysokich tonów. Niezależnie czy w tym konkretnym wydaniu brzmi to ładnie, czy nie - o czym później - jaki może być cel takiego zabiegu w kolumnach przeznaczonych do zastosowania w studiu? Można dorabiać jakąś teorię do praktyki, jednak chyba szkoda czasu.

Znając przed odsłuchem wyniki wcześniej wykonanych pomiarów, byłem przygotowany nawet na bardziej dotkliwe skutki brzmieniowe. Jednak... pora na zmianę wizerunku bohatera. Twenty-24, oskarżony o zdradę brytyjskich tradycji i brak kompetencji do neutralnego obrazowania, gra po prostu bardzo fajnie. Tu jest klucz do decyzji, które podjął konstruktor, porzucając inne wartości, pryncypia i zadania.

 

Kolumny PMC Twenty 24

Kolumny PMC Twenty 24

Te kolumny mają dostarczyć nam brzmienie przyjemne i efektowne. Teraz dopiero zacytuję zdanie z pierwszej strony firmowego katalogu, credo Petera Thomasa, właściciela i głównego konstruktora, a więc osoby z całą pewnością odpowiedzialnej za taki wybór: "Wierzymy, że te same głośniki mogą być stosowane w całym łańcuchu audio, od muzyka, poprzez studio nagraniowe, post-produkcję i mastering, aż do domu. (...) Posłuchaj jakiegokolwiek naszego produktu, a usłyszysz, dlaczego nasze głośniki są akceptowane jako studyjna referencja i jako perfekcyjny wybór do systemu domowego".

Oczywiście jest w tym zupełnie naturalne, wręcz obowiązkowe stroszenie piórek, ale biorę to na serio i za dobrą monetę - a więc słyszę i rozumiem - dlaczego... Chociaż wciąż trochę (już tylko trochę...) dziwię się tym, którzy wybierają je do studiów, zauroczeni pewnie brzmieniem wyjątkowo powabnym, fizjologicznym, jednocześnie ekspresyjnym i przyjaznym, efektownym na granicy efekciarstwa - i wciąż wysmakowanym, na swój sposób delikatnym. To nie jest dźwięk ani bardzo poprawny, ani bardzo wyrafinowany, ale jakby na skróty sięga od razu do czegoś ważniejszego - muzycznej witalności. Góra pasma jest zauważalnie wzmocniona, nawet lekko posykuje, jednak wcale - albo niekoniecznie - to przeszkadza.

Kto będzie nadstawiał ucha na niedoskonałości, szybko je wychwyci, ale kto da się ponieść emocjom, niesionym przez PMC Twenty-24, będzie się dobrze bawił. Te kolumny - jak mało które - dokonują właśnie takiej sztuczki, jawnie odstępując od wykonywania programu obowiązkowego na rzecz programu dowolnego, aby przekonać nas, że na końcu i tak wystawimy im wysokie noty - nie za technikę, ale za wrażenia artystyczne. Góra jest tak umiejętnie wyprofilowana, aby wyraźnie i bezceremonialnie zdobić, eksponując detale, a jednocześnie nie męczyć, nie dzwonić, nawet nie rozjaśniać - przełom średnich i wysokich tonów, zresztą zgodnie z wynikami pomiarów, jest utemperowany, a to w tym zakresie ewentualnie rodzi się natarczywość, której PMC Twenty-24 zgrabnie unika.

Słuchając wokali, trudno było się przyczepić do jakiegoś przesunięcia tonacji - były dobrze osadzone, wykończone, miały konsystencję, znane głosy nie były ani odchudzone, ani pogrubione, miały nawet dobrą artykulację, ale przede wszystkim ładną barwę. Nie jest to wielkie zróżnicowanie, lecz łagodna plastyczność, wypełnienie, odrobina ciepła - i już z tego powstaje radosna twórczość, której się miło słucha. Nie brakuje jej naturalności, ale jest to naturalność wynikająca ze swobody, a nie z precyzji.

Pewnie wszyscy czekają na wieści z zakresu basowego... A tutaj nie dzieje się nic nadzwyczajnego, co w gruncie rzeczy mnie cieszy, bo moje spotkania z różnymi liniami transmisyjnymi raczej przynosiły rozczarowania, a w każdym razie ustalenie jakichś problemów. Poziom jest umiarkowany, charakter "schludny", bez nachalności, twardości czy też rozwlekłości. Nie porywa dynamiką, chociaż jest dość zwinny, to nie oddaje wyraźnego, szybkiego uderzenia. Ma jednak przyjemną substancję, nie wpada w suchość, nie cierpi też na żadne podbarwienia i - co ważne w przypadku tego typu obudowy - niski bas nie jest "oderwany" od wyższego (na skutek możliwych osłabień charakterystyki w okolicach stu kilkudziesięciu herców, typowych dla obudów labiryntowych).

Bardzo udane strojenie, rezultaty wręcz wyśmienite, biorąc pod uwagę trudności, jakie stwarza taki typ obudowy i bardzo skromne środki - jeden, raczej przeciętnej klasy 17-cm przetwornik nisko-średniotonowy. To brzmienie jest przyjemne, bezpośrednie, bezstresowe, niezagadkowe, czytelne, lekkostrawne.

PMC Twenty-24 trzymają przy muzyce wcale nie dlatego, że pokazują jakiekolwiek nowe informacje, ale dlatego, że trafiają w sedno. Wbrew początkowym zastrzeżeniom, jest to brzmienie udane i wyjątkowe. Do wspomnianych już celów - neutralnego monitorowania albo zatapiania się w staroangielskich nastrojach - nie może służyć, ale jest tak spontaniczne i zachęcające, że cokolwiek byśmy sobie wcześniej nie planowali, to po zetknięciu z tym dźwiękiem - możemy zmienić plany.

Andrzej Kisiel

Parametry

PMC Twenty.24

  • Moc [W] 30-200
  • Wymiary [cm]* 103 x 18,5 x 42
  • Rodzaj głośników W
  • Efektywność [dB] 87
  • Impedancja (Ω)** 8
  • * Wymiary: wys./szer./gł.
  • ** W przypadku urządzeń testowanych w AUDIO wartość mierzona

Laboratorium

Zacznijmy nietypowo - tak jak nietypowa jest konstrukcja Twenty-24 - od jej szczególnego sposobu działania w zakresie niskich częstotliwości. Poza charakterystyką główną (dla całego pasma), której częścią jest charakterystyka całej kolumny w zakresie niskich częstotliwości, na oddzielnym, mniejszym rysunku pokazujemy cząstkowe charakterystyki - ciśnień z samego głośnika, z wylotu labiryntu, i ich charakterystykę wypadkową. Na charakterystyce samego głośnika (kolor czerwony) widać wyraźne odciążenie przy 29 Hz, przypominające funkcjonowanie systemu bas-refl eks, jednak szczyt ciśnienia z labiryntu (kolor zielony) pojawia się nieco niżej - przy ok. 24 Hz.

Charakterystyka wypadkowa ma w tym zakresie "kolano", poniżej opada już z dużym nachyleniem, natomiast powyżej ma łagodne zbocze, ok. 6 dB/okt. (pomiędzy 25 a 100 Hz). Drugi szczyt ciśnienia z labiryntu pojawia się przy 150 Hz, na charakterystyce głośnika widać tylko delikatne osłabienie, natomiast wyraźniejszy problem (chociaż jak na obudowę labiryntową nie jest źle) widać przy 200 Hz, gdzie charakterystyka wypadkowa (kolor czarny) ma wyraźne osłabienie, wynikające z przeciwnych faz promieniowania głośnika i labiryntu.

Potwierdzają to proste obliczenia, fala 200 Hz ma długość ok. 1,7 m, i taki mniej więcej dystans dzieli wylot labiryntu od głośnika nisko-średniotonowego. Na tej drodze układa się więc cała fala 200 Hz i wychodzi w tej samej fazie, jaką ma tylna strona membrany, a więc w fazie przeciwnej do fazy strony przedniej. Jednak w bardzo szerokim zakresie, od ok. 30 Hz do 160 Hz, ciśnienia z głośnika i labiryntu skutecznie dodają się do siebie (charakterystyka wypadkowa leży najwyżej).

Charakterystyka w całym pasmie (duży rysunek) obejmuje tylko charakterystykę wypadkową zakresu niskotonowego; spadek -6 dB względem poziomu średniego pojawia się przy ok. 38 Hz, chociaż tylko o decybel niżej leży ciśnienie przy 25 Hz (wspomniane "kolano").

Jeden decybel praktycznie różnicy nie robi i deklaracje producenta o pasmie 28 Hz - 25 kHz można uznać za spełnione; początkowo łagodny spadek (w zakresie 25 Hz - 100 Hz) też można uznać za korzystny ustawienie w pomieszczeniu, blisko ścian, skompensuje to i zapewni dość dobrze zrównoważony i nisko sięgający bas. Ponadto efektywność jest zaskakująco wysoka. Producent trochę przesadza podając 90 dB, ale uzyskane przez nas 87 dB też jest wynikiem ponadprzeciętnym dla konstrukcji dwudrożnej, i to 8-omowej.

W zakresie średnio-wysokotonowym widać wzmocnienie zaczynające się od 4 kHz, poprzedzone lekkim dołkiem przy 3 kHz (częstotliwość podziału, mimo że producent podaje znacznie niższą wartość - 1,8 kHz). Od wysokich tonów nie uciekniemy pod żadnym kątem wśród uwzględnionych w naszych pomiarach (przy 30 st. spadek zaczyna się powyżej 10 kHz, ale przy 10 kHz jest kilka decybeli powyżej poziomu średniego), natomiast osłabienie przy ok. 3 kHz jest zależne od osi pomiaru - najmniejsze pod kątem +7 st. (czyli gdy usiądziemy dość wysoko), największe pod kątem -7 st. Wynika z tego, że gdyby obudowa nie była pochylona (a jest pochylona o ok. 5 st.), wówczas na osi głównej mielibyśmy charakterystykę bardzo zbliżoną do tej, którą teraz widzimy pod kątem +7 st. - a więc najładniejszą.

Może konstruktor najpierw zestroił układ, stosując w badaniach prototypu standardową obudowę pionową, a potem komuś przyszło do głowy, aby produkt uczynić "ciekawszym", i pochylił obudowę? Na szczęście konsekwencje tego ruchu nie są poważne, a dzięki regulowanym kolcom można pozycję kolumny trochę zbliżyć do pionu.

Maskownica, dzięki swojej konstrukcyjnej subtelności (jest bardzo cienka), okazuje się również bardzo delikatna w sferze akustycznej i wpływa na charakterystykę w stopniu tak niewielkim, że nie musimy rekomendować jej zdejmowania nawet przy "poważnych" odsłuchach.

Czytając w jakimkolwiek katalogu, że konstrukcja ma impedancję 8 omów, absolutnie nie można być tego pewnym - w tej sprawie rzetelność producentów jest podobnie niska, jak rzeczywiste wartości impedancji, które pojawiają się w pomiarach. Co jednak nie znaczy, że nie może się tak zdarzyć…

Według danych PMC, wszystkie konstrukcje serii Twenty są 8-omowe, a pomiary Twenty-24 czynią tę informację niemal pewną, bowiem takie są właśnie te kolumny. Minimum przy 200 Hz wynosi dokładnie 6 omów, impedancja ma niewielką zmienność. Przypomnijmy wysoką efektywność - i mamy komplet dobrych informacji w odpowiedzi na ulubione pytanie audiofilów: "czy te kolumny łatwo napędzić". Jeżeli ktoś powie, że mimo wszystko niełatwo, bo muszą one poruszać dużą masą powietrza w labiryncie, do czego potrzebny jest jakiś specjalny "prąd" (labiryntowy), to przez niego samego puśćcie jakiś prąd.

W zakresie niskotonowym charakterystyka impedancji nie ujawnia w oczywisty sposób labiryntowej specyfiki konstrukcji, podobny układ wierzchołków (pierwszy niższy, drugi wyższy) pojawia się czasami z bas-refleksu, przy strojeniu obudowy (fb) poniżej częstotliwości rezonansowej samego głośnika (fs).

Testy porównawcze

Podstawowe dane

  • 25 000 zł

Nasza ocena

  • Wykonanie: "Salonowe", uniwersalne wzornictwo – szczupła, pochylona kolumienka w piano-blacku. Egzotyczny system rezonansowy obudowy z linią transmisyjną, układ dwudrożny na skromnych przetwornikach.
  • Laboratorium: Wysoka, 8-omowa impedancja wraz z wysoką czułością 87 dB – poradzi sobie z nimi każdy wzmacniacz. Wyraźnie wyeksponowane wysokie tony, małe problemy przy częstotliwości podziału i w zakresie antyrezonansów labiryntu, specyficzna charakterystyka w zakresie najniższych częstotliwości.
  • Brzmienie: Rozłożyste, swobodne, wypełniające pomieszczenie. Neutralność i precyzja nie są priorytetami, ale muzyczna lekkość, naturalność i żywość natychmiast przekonują. Nie są to jednak kolumny do nagłaśniania dużych pomieszczeń.
mbl 101-Xtreme

mbl
101-Xtreme

Cena: 868 000 zł

REVEL F228Be

REVEL
F228Be

Cena: 40 000 zł

FOCAL Kanta No.3

FOCAL
Kanta No.3

Cena: 44 000 zł

Zobacz także
Audio - lipiec - sierpień 2019

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

W tym numerze znajdziecie regularny test porównawczy (pięć wzmacniaczy za ok. 9000 zł), hi-endowe kolumny, gramofon, ale polecam przede wszystkim indywidualne testy pięciu urządzeń nowej generacji - soundbarów, głośników bezprzewodowych, systemów "all-in-one". ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj

mbl
101-Xtreme

mbl 101-Xtreme

Na nikim nie zrobi wrażenia zdanie, że oto w teście pojawiają się kolumny wyjątkowe, niezwykłe, inne od wszystkich pozos...