BLUMENHOFER Gran Gioia

BLUMENHOFER
Gran Gioia

Zespoły głośnikowe

Tuby nie mają w audiofilskich kręgach jednoznacznie dobrej opinii - i dobrze im tak, nagrabiły sobie, przez wiele lat męczyły nas podbarwieniami, dzwonieniem, gwizdaniem, a czasami wyciem i ujadaniem. W hi-finadawały się tylko do robienia hałasu. Teraz może są trochę lepsze, ale to wciąż sprawa podejrzana... Takie jest wspomnienie (prawie) całej generacji, w dużym stopniu zniechęconej do tub choćby takim "szczegółem", jak "tubowa wysokotonówka" w dawnych Altusach, nazywana przez nas gwizdkiem.

Odsłuch

Pierwsze spotkanie z kolumnami Blumenhofer Gran Gioia było trochę przypadkowe. Zwróciłem na nie uwagę podczas ostatniego Audio Video Show. Nawet wśród tak wielu osobliwości i wielkości, jakie pojawiły się na imprezie, przykuwały uwagę. Zarówno wyglądem, jak i dźwiękiem. A niełatwo mnie czymś zaintrygować. Coraz mniej się wzruszam... kolumnami pięknymi, gładkimi, luksusowymi.

Często potężne konstrukcje grają (dla mnie) po prostu mało przekonująco - swoim wyglądem i ceną obiecują tak wiele, a dostarczają... Jednak staję w ich obronie - tyle, ile technika jest nam w stanie przenieść. Mniej lub więcej, w zależności od natury "żywego dźwięku", od jakości nagrania, od akustyki pomieszczenia, od innych elementów systemu. Konstruktorom idzie więc całkiem nieźle z uzyskiwaniem dźwięku czystego, detalicznego, zrównoważonego, z nisko rozciągniętym basem; a gorzej z oddaniem dynamiki, skali, "wielkości" wydarzeń muzycznych, które nie ograniczały się do solisty lub małego zespołu.

Chociaż duże kolumny potrafią pod tym względem więcej, to wciąż za mało, aby nas przenieść do studia, albo muzyków wprowadzić do naszego pokoju. Najlepszym i niezapomnianym doświadczeniem będzie spotkanie z pierwszym lepszym zestawem perkusyjnym albo nawet z małym gitarowym "piecykiem". Jeżeli jednak chcemy mieć w domu muzykę, nie możemy się obrażać na takie ograniczenia, musimy z nimi żyć, a naszym redakcyjnym zadaniem jest miesiąc w miesiąc opisywać, co potrafią urządzenia różnych rodzajów, klas, wielkości...

Nie przyłączam się więc do krytyków tego stanu rzeczy, są urządzenia mniej i bardziej udane, ale pretensja, że nie grają jak prawdziwe instrumenty, jest z gruntu chybiona - no chyba że wynika z naiwnej ufności w slogany reklamowe (i niektóre recenzje?...). Kiedy jednak idę na Audio Video Show, nie czuję się w obowiązku testować, porównywać, opisywać wrażenia brzmieniowe - to raczej miejsce i czas na oglądanie, ewentualnie do pobieżnych przesłuchań (o ile jest ku temu okazja, czyli pokój nie jest wypełniony po brzegi), do rozmów (jak wyżej), do snucia planów...

Specjalnie na Audio Video Show sprowadzili nowe flagowce firmy B, F lub S? To świetnie, na pewno o nich wspomnimy w relacji, ale nie będziemy zabierać miejsc publiczności... Jak przyjdzie czas na test, to się zgłosimy. Od jakiegoś czasu większą uwagę zwracam jednak na kolumny z tubami.

Czytaj również: Co to jest główna oś odsłuchu?

Podpis

Po pierwsze dlatego, że jest ich znacznie więcej, niż kiedyś; po drugie, wyglądają fantastycznie (albo tragicznie), rzadko grzecznie i nijako. Po trzecie, często tworzą egzotyczne układy konstrukcyjne, wymagające zastanowienia i rozszyfrowania. Po czwarte, grają "nieprzewidywalnie" - zwykle nierówno, z podbarwieniami, ale już przez to bardzo się między sobą różnią, więc znowu o nudzie nie ma mowy...

A łączy je to, że wraz z tymi podbarwieniami, albo im na przekór, brzmienie jest zwykle żywe, pobudzające, może być drażniące albo ekscytujące, nie może być usypiające. Po piąte... przez kilka lat pozostawałem w osobistym związku z Avantgarde Pico, które były dla mnie czymś zarazem nowym i niezwykłym, jak też spełniającym wszystkie zasadnicze warunki dotyczące poprawności brzmienia - po raz pierwszy zaakceptowałem tuby na własny użytek, po wcześniejszym sceptycyzmie, który jednak nie wynikał z bardzo wielu prób, a raczej z kilku porażek, jakie zaliczyły wcześniejsze konstrukcje tubowe.

Nie stałem się jednak bezkrytycznym wielbicielem tub; nie wpadam w takie sidła, aby jedno konkretne urządzenie ustawiało moje poglądy na całą ich kategorię. Wciąż czujnie, ale już z większą niż kiedyś sympatią i nadzieją, wchodzę w kontakt z tubami. Złapałem się na tym, że na Audio-Show wręcz staram się unikać słuchania "normalnych" kolumn; po pierwsze dlatego, że kojarzę to z rutynową pracą, a po drugie, nie chcę, aby dźwięk wypaczony przez niedoskonałe warunki, pozostawił złe wrażenia i choćby cień niesprawiedliwej oceny.

Większość kolumn wymaga przyzwoitych warunków, a kolumny, których charakterystyki konstruktor cyzelował z dokładnością do jednego decybela (problem ujmuję oczywiście w skrócie), stracą relatywnie najwięcej; wciąż może zaprocentować dynamika, ta jednak jest wyżej na liście priorytetów... konstrukcji tubowych. Dlatego w zamian "strzygę uszami" na dźwięki wydobywające się z tub, a może to one skuteczniej mnie "zaczepiają", są statystycznie jeszcze słabsze pod względem "kultury", za to potrafią... nie, wcale nie chodzi o to, aby "zagrzmiały", ale nawet w przeciętnych warunkach potrafią z dźwiękiem "wyjść", jakoś muzykę ożywić, może i po swojemu, ale na tyle przekonująco, że przynajmniej "coś się dzieje", a ja nie czekam, aż wreszcie znajdzie się nagranie, przy którym one "ruszą", a ja przestanę ziewać. Ruszają od razu, chociaż często jest to jazda na skróty, karkołomna i czasami kończy się szybką stłuczką; tym lepiej, wtedy ja się ruszam, szybko wychodzę z pomieszczenia, ale przynajmniej nie tracę czasu.

Kiedy wszedłem do pokoju z wielkimi Blumenhoferami, uderzyła mnie ich rustykalna "uroda", architektura zdominowana przez drewno, kanciaste bryły, wyraźne kontury i pasujący do tego dźwięk. Wiemy, że duża tuba wcale nie gwarantuje najniższego basu, chociaż wielu laików może tego oczekiwać, w prosty sposób kojarząc wielkość kolumny z jego rozciągnięciem.

Nie byłem więc zdziwiony, że niskie tony okazały się żylaste, twarde, dynamiczne, konturowe, lecz słabsze w wypełnieniu, bez "mięcha", a już zupełnie bez tłuszczu. Oddawały pole średnicy, tylko ją wspierając, jak stojąca z tyłu, trochę w stylu zespołów z lat 60., sekcja rytmiczna, będąca tylko tłem dla lidera-wokalisty.

Dźwięk był momentami napastliwy, zawsze bezpośredni, a przy tym z żywą barwą i "dynamiczną plastycznością" - myślę, że to określenie dość dobrze łapie "sens wrażeń", które tak trudno przedstawić "regularnym" językiem, stąd też tak często pojawiają się "ale", "jednak", "chociaż", bo opisywanie dźwięku jest jak gra w piłkę - rzadko można pobiec prosto przed siebie, wciąż trzeba dryblować, zmieniać kierunek, pozorować, do tego kiwać dystrybutorów, czytelników, ale tak, żeby siebie samego nie zakiwać... żeby na końcu przynajmniej celnie podać.

Czytaj również: Co to jest głośnik koncentryczny?

Blumenhofer Gran Gioia

Blumenhofer Gran Gioia

"Dynamiczna plastyczność" nie pozwala dźwiękom ani na ospałość, zmiękczenie, a nawet na łagodność, ani na pozostawienie rysunku bez wypełnienia i barwy, na spłaszczenie i zmniejszenie dźwięków gwoli ich "przyspieszenia". To właśnie lubię w (dobrych) tubach najbardziej - kreowanie dźwięków proporcjonalnie dużych i konkretnych, równie dobrze zakreślonych, jak i nasyconych, atakujących i wybrzmiewających "w tempo", selektywnych i skoordynowanych. To wszystko na Audio Video Show było... nawet zbyt dobitne.

Przydałoby się wzmocnienie niskich tonów, dociążenie, nawet gdyby miało dźwięk trochę spowolnić, w ataku osłabić. To był dźwięk pod pewnym względem ekstremalny i bezkompromisowy, nieważący wszystkich możliwych racji. Imponujący, niezwykły, pouczający, ale niekoniecznie komfortowy.

Swoją estradową dynamiką dystansujący większość konwencjonalnych kolumn, pokazujący, jak daleko jest im pod tym względem do dźwięku naturalnego, a przecież... wcale niebędący kompletnym, ostatecznym rozwiązaniem. Rozwiązanie było całkiem blisko... kilka metrów za kolumnami.

Ale na Audio Video Show nie było czasu na takie "eksperymenty", zresztą o ustawieniu decydował nie sam wystawca (dystrybutor i jego ludzie), ale specjalny wysłannik firmy, który skupił się na cyzelowaniu przesunięcia tuby głośnika średnio-wysokotonowego względem niskotonowego... Co miało skutek ograniczony z dwóch powodów.

Po pierwsze, jak już wiemy z pomiarów, zmiany są subtelne, a przede wszystkim ważne w zupełnie innej sytuacji - przy ściśle określonym miejscu odsłuchowym, czy wręcz miejscu w przestrzeni, w którym znajdują się uszy słuchacza; wtedy można bawić się w wyregulowanie przesunięć fazowych pomiędzy obydwoma sekcjami tak, aby w wyznaczonym kierunku pobiegła najlepsza charakterystyka; nie da się już jednak "wycelować" jej w duży obszar, w jakim mogą znajdować się słuchacze podczas pokazów na Audio Video Show.

Po drugie, zabiegi te dotyczą zupełnie innego zakresu częstotliwości, niż ten, w którym stwierdziłem deficyt. To trochę tak, jakby kelner przyniósł nam surowy, krwisty stek (a my lubimy "medium"), ale długo rozwodził się nad tym, ile dodał soli i pieprzu, i dlatego musi być OK. Myślę, że przykład ze stekiem jest tym trafniejszy, że brzmienie to faktycznie było mocno krwiste, i wielu takie lubi, chociaż nie byłbym pewien, czy takie właśnie wygrałoby plebiscyt wśród słuchaczy - zarówno gości Audio Video Show, jak i w jakimkolwiek innym miejscu.

Czytaj również: Dlaczego otwór bas-refleks nie promieniuje w fazie przeciwnej do fazy przedniej strony membrany?

Chociaż... na poprzednim (maj 2017) monachijskim High-Endzie, gdzie też prezentowano Gran Gioie, były one ustawione podobnie - dość daleko od ściany (tylnej). Wypada wyjaśnić, że owym "kelnerem" NIE BYŁ sam współwłaściciel restauracji i szef kuchni (Blumenhofer). Wyszedłem z tego pokoju naprawdę pobudzony zarówno dźwiękiem, jak i całą sytuacją; zarówno jego potencjałem, specyfiką, jak i niedosytem. Udało się jednak ustalić, że Gran Gioie przetestujemy, a wtedy spróbujemy ten stek trochę bardziej sobie wysmażyć...

Test zaczęliśmy od leciutkiego dosmażenia - kolumny Blumenhofer Gran Gioia wciąż nie stały pod samymi ścianami, ale już nie tak daleko od nich, poza tym pomieszczenie było akustycznie znacznie lepiej przygotowane, więc i efekty były na starcie wyraźnie lepsze.

Byłem już jednak "zafiksowany" na planie przysunięcia ich do samej ściany, przynajmniej na etapie "wstrzeliwania się" w najlepsze brzmienie. Kiedy się tam znalazły, nie ruszyłem ich już ani o jotę... Szczęście było pełne.

Tak jak wcześniej krzywiłem się na sposób przygotowania samej prezentacji (podczas Audio Video Show), tak teraz już tylko podziwiałem dzieło samego Blumenhofera. Wiem, że z tej historii nie wszyscy będą zadowoleni, chociaż wszyscy wyjdą z niej cało... Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Nie będę jednak wszystkich po równo chwalił, pochwalę konstruktora i pochwalę... siebie, że "wiedziałem lepiej", jak te kolumny potraktować, aby pokazały wszystko, co potrafią.

Bas wyrósł jak ciasto na drożdżach; w porównaniu do niego to, co było wcześniej, to zakalec. Piękny, niski, potężny, muskularny, wciąż z konturami. A może było go już za dużo? Dla mnie - w sam raz. A kto nie lubi takiego dźwięku, po prostu nie musi kupować takich kolumn. Bo poskramianie takiego basu w imię jakiejś audiofilskiej maniery, że lepiej za mało, niż za dużo, naprawdę mija się z celem.

Zresztą, zawsze można je trochę od ścian odsunąć, z tym ciastem lub stekiem jest o tyle wygodnie, że można działać w obydwie strony - mniej lub więcej. Ja tylko sprawdziłem i zapewniam, że gdy kolumny ustawimy pod ścianą, basu na pewno nikomu nie zabraknie i nie stanie się z nim nic złego. Odwiedzający czy to Audio Video Show, czy to monachijski High-End, mogą mieć różne gusta, ale zaproponowane tam brzmienie było "wysmażone" w konkretny sposób i na pewno nie wszystkich zachwyciło tak, jak mogło. Podpowiadam więc, że może być lepiej, znacznie lepiej - w zasadzie... idealnie.

 

Podpis

Blumenhofer Gran Gioia nie mają jednak przecież regulacji, a dlaczego są bardziej wrażliwe na ustawienie? Nie są wrażliwe bardziej, tylko inaczej - według mnie są zestrojone pod ustawienie przy ścianie, podczas gdy większość dużych kolumn jest strojona pod ustawienie daleko od ściany - i tyle.

Kryterium parametrów i pomiarów dotyczy również tub. Na ten przykład - jestem przekonany, że starannie dobrane metody pomiarowe ujawniłyby, że przy ustawieniu daleko od ściany energia niskich częstotliwości jest za niska względem poziomu zakresu średnio-wysokotonowego. A gdyby na charakterystyce były wyraźniejsze (niż są) nierównomierności, to brzmienie byłoby przez to gorsze, a nie lepsze.

I wreszcie jestem pewien, że Blumenhofer korzysta z systemów pomiarowych... co nie znaczy, że nie korzysta ze swojego słuchu. Fakt, że konstrukcje tubowe potrafią grać dobrze "mimo" bardziej pofalowanej charakterystyki częstotliwościowej, nie znaczy, że im jest ona słabsza, tym brzmienie lepsze. Świadczy natomiast o tym, że na brzmienie wpływa parę innych zjawisk, których nie widać na najpopularniejszej charakterystyce przenoszenia.

W związku z tym nie należy jej ani lekceważyć, ani traktować jako kompletny obraz jakości. Zjawiska te, w przypadku tub, nie są wcale "tajemnicze" i pozostające poza zasięgiem naszego rozumu, a nawet ujęcia parametrycznego. Bardziej złożonymi metodami pomiarowymi można by mierzyć znacznie szersze spektrum zniekształceń i charakterystyk.

Wszystkie wcześniej zaobserwowane i już opisane właściwości dźwięku, po "właściwym" ustawieniu kolumn, pozostały ważne w takim zakresie, w jakim były pozytywne. To nie jest pisane pod założoną tezę; to jest pisane pod ogólne, całkowite, kompletne wrażenie. Wokale były pełne, ciepłe, gęste, już nienapastliwe, a jakże bliskie, namacalne, nawet potężne - może "ponadnaturalne", lecz jaka to frapująca i przyjemna odmiana, wobec dźwięków standardowo "przeskalowywanych" w dół. Dlatego właśnie żywiołowy bas wcale nie jest nadmiarowy... spotyka się z równie energetyczną średnicą. Dlaczego w takim razie, skoro proporcje są zachowane, nie mamy do czynienia z dźwiękiem normalnym, w którym wszystko jest podane z umiarem i powściągliwością?

Akurat o przestrzeni da się coś powiedzieć - ta też jest fantastyczna, obszerna. Mało powiedziane - ogromna; owszem, kolumny rozstawiłem szeroko, ale w takiej sytuacji, z innych kolumn scena by się "rozpadała", plan centralny rozmył, wszystkie pozorne źródła dźwięku gdzieś by fruwały.

Z Blumenhoferów obraz był wielki i stabilny, i nawet lepszy niż "Bitwa pod Grunwaldem", bo z lepszą głębią i bez takiego tłoku. Dla Blumenhoferów ważniejsza jest akcja. Uderzenia są jednak bitewne albo koncertowe, każdy instrument staje się poważny w swojej dynamicznej naturalności. Jakieś uwagi?

Czytaj również: Czy obudowa kolumny jest potrzebna po to, aby działać jako pudło rezonansowe?

To przecież tuby... Wyjątkowe wrażenia płyną z cech oczywistych i "podejrzewanych". I nie ma między nimi ścisłej granicy. To brzmienie ma swój charakter, swoją sygnaturę, mocną i rozległą. Nie są to możliwe do zlokalizowania rezonanse, poważne zachwiania charakterystyki częstotliwościowej.

Można by się czegoś czepiać, wsłuchiwać w górki i dołki, i przy działaniu "normalnych" kolumn ma to jakiś sens; ale tutaj brzmienie jest albo zdominowane przez inny rodzaj - nie bójmy się tego słowa użyć "roboczo" - zniekształceń. Albo zafalowania charakterystyki są tak gęste, że przestają być przez słuch odbierane jako lokalne zaburzenia, lecz stają się składnikami kompozycji - tutaj bogatej i dobrze zrównoważonej.

Tuby od dawna są podejrzewane o podbarwienia. Nie twierdzę, że nie ma ich w Gran Gioia, może jest ich nawet... więcej. Ale jakie to są podbarwienia? Ich głównym źródłem ma być, teoretycznie, sama geometria tuby, jej profil; jednak w brzmieniu kolumn Blumenhofer Gran Gioia pojawia się coś specjalnego, co wyznacza jeszcze inny trop. To wyraźny "nalot" drewna - cały czas się tli, smuży, daje delikatny zapaszek, który ustawia naturalność w nowej perspektywie, bo nie mają tego żadne inne kolumny, jakich słuchałem.

Być może Blumenhofery dodają to od swoich tub, które jednak nie są "jak skała", oddziałują na falę akustyczną nie tylko swoim kształtem, ale i materiałem, nie odbijają fali idealnie, lecz częściowo ją pochłaniają, drgają i same "grają" - tak jak membrana głośnika, która teoretycznie powinna działać jak "sztywny tłok", uzależniając charakterystykę tylko od swojej masy, średnicy i profilu, jednak podczas pracy ulega odkształceniom, które powodują szereg dodatkowych zjawisk akustycznych, a nasz słuch potrafije skojarzyć z samym materiałem: celulozowe brzmią "papierowo", polipropylenowe - "plastikowo", metalowe - oczywiście "metalicznie" (uwaga - to wcale nie musi być brzmienie ostre!).

Wyobraźmy sobie, że fale dźwiękowe to piłeczki wykonane z różnych materiałów. Inaczej będzie brzmieć odbicie piłeczki pingpongowej, inaczej z miękkiego plastiku, inaczej gumowej. Ale nasz słuch odczyta także materiał, od jakiego piłeczki będą się odbijać - czy od szkła, czy od metalu, czy od kamienia, a tym bardziej od drewna. Ale przecież obudowa Gran Gioi nie jest z drewna, lecz z HDF-u (chociaż oklejona naturalnym fornirem).

 

 

Podpis

Może więc Blumenhofer Gran Gioia mają przede wszystkim ponadprzeciętną zdolność "odczytywania" tak subtelnych informacji z nagranego materiału, z oryginalnego dźwięku instrumentów, zwłaszcza akustycznych, których większość ma w swojej konstrukcji, a więc i w swoim brzmieniu, elementy dosłownie drewniane?

Mam też własną koncepcję na temat sposobu, jakim tuby tak skutecznie kreują "duży" dźwięk. Duża powierzchnia "emisji" tuby jest przez nasze ucho odbierana - nie do końca jest tak, że akustyczne centrum źródła dźwięku staje się punktowym źródłem dla naszego słuchu; tuba emituje całą powierzchnią, przesunięcia fazowe dla ucha lewego i prawego są różne dla różnych punktów tej powierzchni, stąd słuch może "rozszyfrować" wymiary źródła dźwięku.

Gdy słuchamy prawdziwego fortepianu z odległości kilku metrów, słyszymy zarówno niepowtarzalne bogactwo wybrzmień, jak i wielkość "mebla", który gra "całym sobą". Nawet gdy słuchamy stopy perkusji, słyszymy wielkość bębna. Rozpięcie sceny między odpowiednio rozstawionymi kolumnami układu stereofonicznego tego do końca nie załatwi - brakuje fizycznych źródeł ustawionych w określonej relacji do pary uszu, przesunięcia fazowe zapisane w miksie mogą być teoretycznie wystarczające, ale wiele nagrań jest pod tym względem ubogich lub zniekształconych.

Takich problemów tuby też nie rozwiążą, nie odtworzą dokładnie utraconych, oryginalnych cech przestrzennych, ale dają coś w zamian; ucho jest trochę oszukiwane, system działa w pewnym sensie jak "superstereo", ale obliczone nie na rozszerzanie sceny, lecz powiększanie pozornych źródeł dźwięku, które z różnych powodów wcześniej ulegają redukcji, więc zmiany idące w tym kierunku bardziej zbliżają nas do naturalności, niż dodatkowo fałszują obraz.

Dlatego Blumenhofer Gran Gioia, łącząc te wszystkie cechy fizyczne, zapewniają naturalną gęstość i pełne kształty każdego dźwięku, wielkość, plastyczność i wielowymiarowość całego obrazu, wewnętrzną siłę, ale i staranność, bogatą, chociaż konkretnie ustawioną barwę, a przy takim poziomie dynamiki i żywości, dodana agresywność jest w zasadzie zerowa.

Wśród najlepszych kolumn, jakich wcześniej słuchałem, dałoby się znaleźć takie, które w zakresie średnio-wysokotonowym są bardziej gładkie, higieniczne, subtelniejsze i lepiej różnicują pewne kwestie czy nagrania - to odrębny temat, bowiem ogólne stwierdzenie, że jedne kolumny lepiej różnicują niż inne, może być dużym uproszczeniem bardzo złożonej sytuacji.

Blumenhofer Gran Gioia pewne rzeczy trochę przykrywają, a pewne podają jak na dłoni, tym samym poziom różnicowania nie jest jednoznacznym, stałym "parametrem", podobnie jak w innych kolumnach. Natomiast bezdyskusyjne jest dla mnie, że potęga, rozmach, swoboda, "ilość" dźwięku emitowanego bez wysiłku, bez nadmiernego napięcia, za to z dynamiką rozpiętą od podłogi (sąsiada na dole) do sufitu (sąsiada na górze, a kto nie ma sąsiadów tu lub tam, niech to sobie przetłumaczy po swojemu - garaż, antresola, taras itp.) - nie mają sobie równych.

No i to "drewno"... Dla muzyki tak naturalne, dla brzmienia kolumn tak unikalne. Jest ono dla mnie tutaj tak ważne, że gdybym miał z czegoś rezygnować, zgodziłbym się na zmniejszenie skali, dynamiki, przestrzeni, nawet skrócenie basu (ale bez obniżania jego poziomu...) - byle utrzymać tę barwę.

Ich wygląd wciąż pozostaje kwestią gustu (czytaj - kontrowersji), a cena - kwestią konkretnych możliwości (zapewniam, że nie moich), lecz samo brzmienie jest nie do pobicia. To siła i charyzmatyczność prawdziwego głośnikowego wodza.

Cena:

• 213 500 zł: forniry standardowe
• 222 500 zł: forniry specjalne
• 228 600 zł: forniry

Andrzej Kisiel

Parametry

BLUMENHOFER Gran Gioia

  • Moc [W] 3150
  • Wymiary [cm]* 133,5 x 55 x 84
  • Typ obudowy br-t
  • Rodzaj głośników W
  • Efektywność [dB] 94
  • Impedancja (Ω)** 8
  • * Wymiary: wys./szer./gł.
  • ** W przypadku urządzeń testowanych w AUDIO wartość mierzona

Laboratorium

Od czego by tu zacząć... Wszystkie charakterystyki kuszą i nęcą, aby je skomentować. Gran Gioia zaznacza swoją specyfi kę również w pomiarach, i chociaż wyniki nie są "idealne", to na pewno niekłopotliwe. Potwierdzają ponadprzeciętne możliwości w kilku dziedzinach, wprowadzają interesujące, rzadko spotykane wątki, a problemy i niedociągnięcia... Jaka kolumna ich nie ma?

Nawet naj-naj, jakie dotąd testowaliśmy, zawsze pozostawiały jakieś "ale". Można też sparafrazować powiedzenie, że nie myli się ten, kto nic nie robi - tutaj chodziłoby o to, że kolumna, która nie osiąga wysokiej efektywności, znacznie łatwiej osiąga wyrównaną charakterystykę. Wszystkim konstruktorom znane są (lub powinny być znane) metody "wygładzania" charakterystyki poprzez intensywną korekcję, wprowadzaną przez bierne filtry zwrotnicy; to jednak korekcja "w dół", górki charakterystyki można obniżać, znacznie trudniej wypełniać "dołki".

Kiedy konstruktorowi zależy na wysokiej efektywności (wyznaczonej jako średni poziom w szerokim zakresie), nie może jej w ten sposób tracić, cyzelując charakterystykę; a kiedy chcąc wspiąć się bardzo wysoko, stosuje głośniki tubowe... tym bardziej wypada przyznać taryfę ulgową (chociaż nie wszyscy jej potrzebują). W takim razie już zaczęliśmy, od częstotliwościowej charakterystyki przetwarzania (główny rys. 1).

Ponieważ sam producent zwraca naszą uwagę (i słusznie) na ustalenie właściwej korelacji fazowej między głośnikiem nisko-średniotonowym a średnio-wysokotonowym (temu służy przesuwanie głośnika średnio-wysokotonowego), więc aby wszystko było jasne, uściślijmy warunki pomiaru: mikrofon ustawiony był na wysokości 1 m, a podstawowy zestaw charakterystyk (na rys. 1) został zebrany przy wysokotonowym, ustawionym na "sankach" w pozycji środkowej.

Charakterystyka i rozpraszanie powyżej 1 kHz (a więc wyłącznie z tuby średniowysokotonowej) są co najmniej dobre, dopiero w najwyższej oktawie pojawiają się poważniejsze nierównomierności, ale i tak energia promieniowana na samym skraju pasma akustycznego (i na granicy pomiaru - przy 20 kHz) jest zaskakująco wysoka, jak na tak dużą tubę. Na "przejściu" między nisko-średniotonowym a średnio-wysokotonowym pojawia się mniejsze lub większe (w zależności od osi pomiaru) osłabienie.

Pod kątem +7O wydaje się nawet dość drastyczne, ale należy wziąć pod uwagę, że bardzo głęboka zapadłość ma charakter wąskopasmowy - nasz słuch w taką szczelinę raczej nie wpada, lecz po niej "przejeżdża", jak duże koło. Ponadto łatwo to osłabienie usuwamy, niemal w całości, gdy przesuniemy się na oś -7°; a o to wcale nie będzie tak trudno, bowiem oś główna (pomiaru) została ustawiona dość wysoko (100 cm); na osi -7O znajdziemy się np. wtedy, gdy w odległości 3 m od kolumn nasze uszy będą znajdować się na wysokości 70 cm. Do dyspozycji mamy też przesunięcie samego głośnika wysokotonowego, które będzie działało z podobnym skutkiem (i temu właśnie służy).

Nas interesuje oczywiście ta druga, bowiem osłabienie jest wówczas najmniejsze; w stosunku do krzywej czerwonej, dołek na zielonej jest płytszy o ok. 2 dB. Gdybyśmy to dodali do krzywej zielonej z rys. 1. (oś -7°), moglibyśmy w zasadzie całkowicie wyeliminować osłabienie w tym zakresie, ale nawet kiedy znajdujemy się na wysokości 100 cm, przy cofniętym średnio-wysokotonowym, sytuacja jest co najmniej dobra.

Mamy też drugi dodatkowy, związany z tym pomiar (rys. 4), na którym widać indywidualne charakterystyki obydwu głośników; ich przecięcie przy 680 Hz wyznacza częstotliwość podziału (jest więc nieco niższa od deklarowanych 850 Hz). Stwierdzone wcześniej osłabienie (charakterystyki zespołu) w tych okolicach wynika z dużego przesunięcia fazy (pomiędzy charakterystykami składowymi) przy samej częstotliwości podziału i nieco poniżej (charakterystyka wypadkowa leży poniżej charakterystyki głośnika nisko-średniotonowego), co - jak już wiemy - można zmienić, zmieniając relacje odległości od obydwu przetworników (do miejsca odsłuchowego).

Podsumowując ten wątek - regulacja pozycji głośnika średnio-wysokotonowego, w celu skoordynowania fazy obydwu głośników i optymalizacji charakterystyki na wybranej osi, jest pomysłem dobrym, a nawet potrzebnym. Przy tak dużym rozsunięciu centrów akustycznych głośników, zakres tej regulacji też jest wystarczający (zmiany na rys. 3. są wyraźne), tylko sama pozycja wyjściowa mogłaby zostać wybrana lepiej - aktualna pozycja "odsunięta" (krzywa zielona na rys. 3) powinna być pozycją neutralną, a wówczas jeszcze większe odsunięcie mogłoby całkowicie wypełnić osłabienie charakterystyki w okolicach 650 Hz, mierzonej na wysokości 1 m.

Albo... należałoby nieco inaczej dobrać filtry (nawet przy tej samej częstotliwości podziału, ale z lepiej dopasowanymi przesunięciami fazy). Po trzecie, i tutaj mamy już tylko powody do radości, charakterystyka przetwarzania sięga bardzo nisko, spadek -6 dB (względem poziomu średniego) odnotowujemy przy 22 Hz! Producent podaje pasmo 35 Hz - 20 kHz dla tolerancji +/-2 dB, w tak wąskiej ścieżce nie zmieścimy co prawda żadnego "sensownego" zakresu, ale już rozszerzając ją do +/-3 dB, na osi -7°, uzyskujemy 24 Hz - 20 kHz, a podawane przez producenta 35 Hz leży na pułapie 94 dB - średnim poziomie efektywności dla całego pasma! Nic dziwnego, że bas Gran Gioi brzmi wspaniale.

"Rozkład basu na czynniki pierwsze" pokazuje dodatkowy rys. 5.; odciążenie na charakterystyce samego głośnika (krzywa niebieska) dokładnie wskazuje na częstotliwość rezonansową systemu bas-refleks, dostrojenie jest więc bardzo niskie - do 22 Hz, a dzięki zastosowaniu dużej objętości, bezkompromisowo dopasowanej do parametrów głośnika, charakterystyka ciśnienia z otworu ma regularny kształt, z łagodnym, ale jednoznacznym wierzchołkiem właśnie przy tej częstotliwości.

Dodatkowo charakterystyka impedancji (rys.2) podpowiada podobną wysokością wierzchołków (przy 13 Hz i 50 Hz), że jest to częstotliwość niedaleka częstotliwości rezonansowej samego głośnika niskotonowego (swobodnie zawieszonego - fs), którą można w ten sposób oszacować na ok. 25 Hz. Po "twardym" górnym zawieszeniu spodziewalibyśmy się znacznie wyższego fs, a tutaj taka miła niespodzianka... Należy pamiętać, że o podatności zawieszeń w większym stopniu decyduje dolny, a nie górny resor.

Ustaliliśmy już, że 94 dB to średni poziom w całym pasmie - taka jest więc efektywność, podczas gdy producent obiecuje aż 100 dB... Różnica duża, i można się tym trochę zmartwić, jednak równie dobrze można się cieszyć, że szklanka jest do połowy pełna. Gran Gioia to kolumny 8-omowe, więc 94 dB jest tutaj "prawdziwą" efektywnością (przy dostarczeniu 1 W), a nie tylko czułością (którą ustalamy przy napięciu 2,83 V, bez względu na impedancję).

Trzy kolumny testu z tego samego numeru AUDIO mają czułość w zakresie 88-89 dB (typową), ale przy impedancji 4 Ω (też typowej), co przekłada się na efektywność 85-86 dB, a więc 8-9 dB niższą niż Gran Gioi. To kolosalna różnica (prawie osiem razy wyższe ciśnienie). Z kolei porównywanie do Avantgarde byłoby nie fair, ponieważ mają one aktywne sekcje niskotonowe i efektywność sekcji średnio-wysokotonowej może być tam wywindowana bez oglądania się na efektywność sekcji niskotonowej, która zwykle limituje efektywność całego zespołu.

Hmm... jednak charakterystyka Gran Gioia wygląda tak, jakby to głośnik średnio-wysokotonowy wcześniej dotarł do granic swoich możliwości lub został stłumiony w celu uzyskania określonego profilu brzmieniowego, podczas gdy nieco wyższe ciśnienie w tym zakresie pozwoliłby podnieść średni poziom do 95 dB. Ale i tak Gran Gioie zagrzmią od pierwszych watów, a ze względu na łatwą impedancję, każdy wzmacniacz bezstresowo dostarczy ich tyle, ile tylko ma w zanadrzu. Żadna "wydajność prądowa" nie ma tutaj znaczenia. Na rys. 2. widać dwie krzywe modułu impedancji - z linearyzacją i bez niej. Temat ten został przedstawiony dwie strony wcześniej, w opisie konstrukcji.

Podstawowe dane

  • 213 500 zł

Marka BLUMENHOFER

Pozostałe produkty marki

Nasza ocena

  • Wykonanie: Wielka szafa grająca, antylajfstajl, próba ognia i wody dla tych, którzy twierdzą, że liczy się tylko brzmienie. W egzotycznej okleinie wyglądają tym bardziej... egzotycznie. Sekcja niskotonowa z 15-calowym przetwornikiem, 200-litrową obudową bas-refleks i tubą, rasowy tubowy średnio-wysokotonowy, system mechanicznej optymalizacji charakterystyki na ustalonej osi.
  • Laboratorium: Charakterystyka dobrze zrównoważona, z widocznym, ale wąskopasmowym osłabieniem przy częstotliwości podziału; dobre charakterystyki kierunkowe w zakresie wysokotonowym, bardzo niska dolna częstotliwość graniczna (-6 dB przy 23 Hz), bardzo wysoka efektywność (94 dB) przy wysokiej, 8-omowej impedancji.
  • Brzmienie: Dynamika nas porwie, dobre zrównoważenie uspokoi, przestrzenność zachwyci, konsystencja przekona, barwa oczaruje, a bas uniesie.
REVEL Concerta 2 M16

REVEL
Concerta 2 M16

Cena: 3 800 zł

MONITOR AUDIO Silver 50

MONITOR AUDIO
Silver 50

Cena: 3 200 zł

BOWERS & WILKINS 606

BOWERS & WILKINS
606

Cena: 3 000 zł

Zobacz także
Audio - maj 2019

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

Wzmacniacze zintegrowane, dzięki coraz bogatszemu wyposażeniu, wchodzą często w rolę źródeł. Cyfrowe wejścia, Bluetooth, a nawet moduły sieciowe, to elementy widywane tak często, że już niemal standardowe - przynajmniej w zakresie cenowym 3000-4000 zł, którym ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj

AVANTGARDE ACOUSTIC
Trio + Sub 231 XD cz.2

AVANTGARDE ACOUSTIC Trio + Sub 231 XD cz.2

W drugiej części prezentacji systemu Avantgarde Trio skupiamy się na opisie konstrukcji samych Trio, pozostawiając z bok...