ESA
Neo 3 SE

Przypadkowo - lub nie - nazwa Neo znajduje dobre umocowanie w technice głośnikowej, pojawiającej się w tych kolumnach. Wątpliwości, czy jest to związek przez producenta zaplanowany, czy nie, wynikają stąd, że dwie inne konstrukcje serii Neo wcale nie mogą się neo-techniką pochwalić. Brakuje im dymu, czyli w sumie - neodymu. Wreszcie Neo 3 SE mogą zaprezentować, że wszędzie idzie dym - wszystkie głośniki mają neodymowe układy magnetyczne.

Nasza ocena
Wykonanie
Solidna, ciężka obudowa o ciekawej architekturze, doskonałe głośniki.
Laboratorium
Lokalne nierównomierności na tle ogólnego zrównoważenia, wysoka czułość 88 dB, impedancja 4 omy.
Brzmienie
Dynamiczne, żywe, wychodzące do przodu. Mocny, niski bas, soczysta średnica, wyrazista góra - aktywność w całym pasmie.
Możesz pobrać ten artykuł w formacie
Artykuł pochodzi z Audio

To nie jedyna różnica między modelem Neo 3 (testowanym w "Audio" 5/12) a modelem Neo 3 SE. Nie rozumiem, o czym pisałem już wtedy, dlaczego całkiem różne konstrukcje zostały przez producenta nazwane tak, aby zasugerować ich podobieństwo. ESA Neo 3 SE to nie jest żadna "specjalna edycja", to zupełnie co innego.

ESA Neo 3 SE o wiele bardziej przypominają ponad dwa razy droższą konstrukcję Credo 3 Illuminator - zarówno wielkością i kształtem obudowy, jak i jakością głośników. Oczywiście Credo 3 Illuminator mają jeszcze lepsze komponenty (jak wskazuje nazwa - od góry do dołu Illuminatory Scan-Speaka), ale gdyby Neo 3 SE nazywało się po prostu Neo 3, to Credo 3 Illuminator mogłoby się nazywać... ESA Neo 3 SE. Ponieważ tutaj widać pokrewieństwo.

Obudowa

Obudowa jest prosta i niezwykła zarazem. Prostota dotyczy braku wszelkich formalnych ozdobników, ścięć, zaokrągleń itp, nie ma też śladów żadnych połączeń "technologicznych" - wszystkie ścianki są gładkie od krawędzi do krawędzi. Wykończenie jest konwencjonalne i bardzo dobrze - całą skrzynkę oklejono naturalnym fornirem, tylko cokół polakierowano na czarno.

Niezwykłe rozwiązanie zauważymy z boku - ścianki przednia i tylna są pochylone, co jeszcze nie jest niczym nadzwyczajnym, ale są one pochylone pod różnymi kątami (front bardziej). Nie nadaję tu słowu "niezwykłość" znaczenia patetycznego - po prostu obudowa nie jest zwykła, a przy okazji jest bardzo solidna, z wieloma wzmocnieniami wewnętrznymi.

Głośniki

Obudowę podzielono na dwie komory bas-refleks, niezależne dla obydwu "18-tek", a filtrowanie jest prowadzone według zasad układu dwuipółdrożnego - dolna pracuje jako niskotonowa, górna - jak nisko-średniotonowa.

Tym razem uproszczenie do układu dwudrożnego, jakie spotkaliśmy w Focusach 260, nie wchodziło w grę (przynajmniej dla znającego się na rzeczy konstruktora), gdyż byłoby nie do pogodzenia z przesunięciem dalej w dół głośnika niskotonowego; rozsunięcie głośników niskotonowego i nisko-średniotonowego firma ESA uzasadnia planem zróżnicowania czasu dolotu fal odbitych od podłogi, a tym samym rozsunięcia (na skali częstotliwości) antyrezonansów, powstających przy interferencji fal bezpośrednich i odbitych.

Z kolei pochylenie przedniej ścianki ma na celu utrzymanie podobnej odległości obydwu głośników od słuchacza - bez tego głośnik niskotonowy znajdowałby się dalej niż nisko-średniotonowy, i ich synchronizacja fazowa nie byłaby optymalna. Dokładne objaśnienie problemu wraz z rysunkami znajduje się na stronie producenta. W gruncie rzeczy ten wątek można by sobie darować, sądzę, że klasa tych kolumn została określona w większym stopniu przez jakość zastosowanych przetworników i optymalne zestrojenie.

Głośniki 18-cm są bardzo ciekawe, to najlepsze w długiej historii firmy Vifa modele serii NE, opracowane tuż przed sprzedaniem tej marki przez koncern Tymphany - sprzedał on markę, ale produkcję jej głośników kontynuuje, tyle że pod szyldem marki Peerless, w specjalnie stworzonej dla głośników NE serii Platinum. Głośnik wysokotonowy to kopułkowo-pierścieniowy Scan-Speak z najwyższej serii Illuminator (z tej samej serii, chociaż jeszcze lepszy, jest tweeter w Credo 3 Illuminator).

Odsłuch

Powinowactwo modelu Neo 3, testowanego pół roku temu, iESA Neo 3 SE ani nie jest widoczne, ani słyszalne. Jakieś nieznane mi powody (nie mogę nawet domyślić się marketingowych, bo nie widzę płynących z tej sytuacji korzyści) skłoniły firmę, aby dwie zasadniczo różne konstrukcje nazywać niemal tak samo, do tej lepszej dodać tylko SE, co będzie wielu klientów, a także partnerów handlowych wprowadzać w błąd.

ESA Neo 3 SE nie tylko mają inną konstrukcję, ale też pora napisać - zupełnie inne brzmienie. I to jest szczególnie fascynujące, bo nie tylko pozwala się cieszyć z wyśmienitego dźwięku Neo 3 SE, ale też stawia pytanie - dlaczego? Oczywiście częściowym wyjaśnieniem są owe poważne różnice konstrukcyjne, lecz mimo to - czy może właśnie dlatego - nie ma tutaj sensu doszukiwać się jakiegoś firmowego brzmienia, które miałoby mieć tylko różne warianty. To dopiero byłoby bicie piany...

ESA Neo 3 i ESA Neo 3 SE to brzmienia z "różnych parafii", jakby przygotowały je różne firmy i konstruktorzy, mający różne priorytety i upodobania, choć razem szanujący dobre ogólne zrównoważenie. Może coś jeszcze, zawsze znajdą się jakieś podobieństwa, ale przede wszystkim uderzający był dla mnie zupełnie inny poziom "muzycznego zaangażowania".

O wiele bardziej podobają mi się ESA Neo 3 SE, podczas gdy Neo 3 (bez SE) mogłem jakoś zrozumieć, docenić, zaakceptować... Ale sam nie chciałbym ich mieć i słuchać. Co innego z Neo 3 SE, to zupełnie co innego. No tak, znacznie wyższa cena, ktoś powie... To nie tak. Zdarzały się kolumny za 8 tysięcy (tyle kosztują Neo 3), które wolałbym od kolumn za 12 tysięcy, i takie za 12 tysięcy, które wolałbym od tych za 20 tysięcy, a nawet więcej. I do tego się już przyzwyczaiłem.

Trzeba też pamiętać, że przyrost jakości w stosunku do przyrostu ceny jest funkcją wykładniczą (statystycznie), czyli - mówiąc po ludzku - kolejne wydane tysiąc złotych przynosi zwykle coraz mniejszą poprawę. A tutaj zmiana jest radykalna. Warto tę różnicę nałożyć na to, co reprezentują inne kolumny w tym samym teście, a szczególnie Dynaudio i KEF.

Audium jest zupełnie wyjątkowy, wymaga odrębnego traktowania, natomiast Dynaudio i KEF to konstrukcje i brzmienia w najogólniejszym znaczeniu "standardowe", trzymające szerokie pasmo, równowagę i co najmniej dobrą dynamikę z mocnym fundamentem basowym - po prostu uniwersalne, na każdą okazję.

"Zwykłe" Neo 3 byłyby im bliskie, chociaż nie oferowały takiej precyzji jak R700, ani takiej plastyczności jak Focus 260 - i taki właśnie porządek rzeczy da się wytłumaczyć różnicą ceny. Skończmy już jednak z Neo 3, zajmijmy się tylko Neo 3 SE. Ich brzmienie nabrało wyjątkowej barwy, rumieńców, jest żywe i namacalne. Rozwija się w wielu kierunkach, dosłownie i w przenośni, bo zdobywa też trójwymiarową przestrzeń, nie tylko rozgrywa się gdzieś przed nami, ale ten obszar opanowuje - nie jest tu gościem, lecz gospodarzem.

ESA Neo 3 SE przedstawia najwyraźniejsze, najbardziej naturalne faktury w zakresie średnich częstotliwości; dźwięk R700 jest na tym tle bardziej wygładzony i kliniczny, chociaż wydaje się też bardziej drobiazgowy, to ten drobiazg jest dodany, nałożony, a nie jest tak naturalnym składnikiem dźwięków podstawowych.

Focusy 260 są ogólnie spokojniejsze, grzeczniejsze, chociaż barwne i żywe. Neo 3 SE brną do przodu, wszystkie głosy są mocne i wyraźnie ukształtowane, zaraz potem okazuje się oczywiście, że głosy wcale nie są uprzywilejowane, wszystkie instrumenty, których dźwięk rodzi się w tym zakresie, pojawiają się z siłą i dźwięcznością - fortepian, gitara, trąbka - na równych prawach.

Nie słychać przy tym wyraźnych podbarwień, które czasami stoją za takimi "efektami", w każdym razie są ułożone tak harmonijnie, że muzyce nie szkodzą. Góra pasma też jest wyraźna, świetnie wpleciona, ale i ze "szczyptą soli". Płynnie wychodząca ze środka daje bogaty szum, szmer, nie tylko syczenie. Nie jest to matowe szuranie, lecz bogate wybrzmienie w szerokim zakresie.

Prawdziwie żwawe, pełne temperamentu brzmienie potrzebuje solidnej dynamiki, a nie tylko naturalnej barwy - dynamika też tu jest, ESA Neo 3 SE potrafią uderzyć, zarazem atak jest nie tylko szybki, ale i obszerny - zaraz za nim pojawiają się duże obrazy dźwiękowe, instrumenty wydają się być większe niż w wykonaniu innych kolumn tego testu. Dźwięk trochę jak na adrenalinie, a przecież w ogóle nieagresywny. Bas... porażający rozciągnięciem, mocny i gęsty, podobny jak z KEF-a, a więc dla mnie trochę za mocny.

Można jednak jeden z bas-refleksów, ewentualnie obydwa, zamknąć, i w ten sposób przystosować Neo 3 SE do pracy w mniejszych pokojach / bliżej ścian, chociaż najwyraźniej są to kolumny świetnie przygotowane do pracy w dużych pomieszczeniach, gdzie są gotowe kreować soczyste, dynamiczne brzmienie.

Andrzej Kisiel

Parametry
ESA Neo 3 SE
Produkowany Tak
Moc wzmacniacza [W] 200
Wymiary [cm] 100 x 20 x 48
Typ obudowy br-t
Rodzaj głośników W
Efektywność [dB] 88
Impedancja (Ω) 4
Wymiary: wys./szer./gł., W przypadku urządzeń testowanych w AUDIO wartość mierzona.
Laboratorium
ESA Neo 3 SE

Nie można tej charakterystyki przetwarzania nazwać wyrównaną ani tym bardziej "liniową", nie można odmówić jej dobrego ogólnego zrównoważenia - ten przypadek dobrze ilustruje, na czym polega różnica między tymi pojęciami (zresztą umownymi, nigdzie niezdefi niowanymi).

Szczyty wzniesień w zakresie niskich, średnich i wysokich częstotliwości pojawiają się na podobnej wysokości, między nimi widać obniżenia, ale trzymając się osi głównej, a także osi +7O (w pionie) i 15O (w poziomie), nierównomierności nie wykraczają poza ścieżkę +/-3 dB; największe osłabienie powstaje w okolicach 4 kHz, na osi -7O, a więc gdy usiądziemy bardzo nisko.

Jeżeli jesteśmy na taką pozycję z jakichś domowych powodów "skazani", można kolumny lekko pochylić do przodu, co w tym przypadku jest o tyle łatwe, że ich przednia ścianka jest wyraźnie pochylona do tyłu i konstrukcji nie grozi utrata równowagi. Całkiem dobrze prezentuje się też charakterystyka pod kątem 30O (w poziomie), natomiast maskownica wydaje się bruździć za bardzo i żeby to zignorować - trzeba ją zdjąć.

Czułość jest wysoka (najwyższa w tym teście) - 88 dB, co nie przeszkodziło ustaleniu bardzo niskiej dolnej częstotliwości granicznej - spadek -6dB (względem poziomu średniego), przy pracującym bas-refl eksie pojawia się przy 30 Hz (nawet niżej niż w danych producenta, gdzie czytamy o pasmie 34 Hz - 30 kHz). "Przytkanie" otworów znajdującymi się na wyposażeniu gąbkami daje łagodniejsze, ale zaczynające się wyraźnie wcześniej nachylenie charakterystyki.

Jak pokazuje charakterystyka impedancji, tak dobre rozciągnięcie niskich częstotliwości uzyskano przy wcale nieekstremalnie niskim strojeniu bas-refl eksu, choć na pewno przy bardzo dobrym jego zgraniu z parametrami samych głośników - minimum między wierzchołkami tej samej wysokości widać przy 40 Hz. Minimum przy ok. 180 Hz pojawia się na poziomie 3,5 oma, Neo 3 SE to konstrukcja znamionowo 4-omowa.

ESA testy
CTA408
COPLAND
CTA408
Wzmacniacze stereo

Nawet najsłynniejszym i największym firmom sukces nie jest dany raz na zawsze. Pojawiają się, trwają, a potem (nie)spodziewanie znikają. Historia Coplanda jest wyboista, usłana wzlotami i... W latach 80. Copland wyrósł na autorytet w dziedzinie wzmacniaczy, sławę przyniosły mu modele CTA401 oraz CTA501. W latach 90. rozbudowano ofertę, również o odtwarzacze CD. Dzisiaj jest ona ponownie skupiona na wzmacniaczach (jedyny wyjątek to przetwornik cyfrowo-analogowy DAC215); mamy do wyboru dzielony CTA305/CTA506 oraz zintegrowane CTA405 (dostępny w dwóch odmianach) i CTA408 - najnowszy w ofercie.

E-480
ACCUPHASE
E-480
Wzmacniacze stereo

Accuphase w zasadzie nie wywołuje wśród audiofilów kontrowersji. Wszyscy tę markę znają i szanują, chyba każdy chciałby mieć jakiegoś "Accu", ale na takie "szczęście" potrzeba więcej kasy. Firma zasłużyła sobie na taką reputację 40-letnią historią, konsekwentnie wysoką jakością dźwięku, będącą pochodną technicznej solidności, staranności i fachowości projektantów, co z perspektywy naszych testów widać też w pomiarach laboratoryjnych. Każdy może słyszeć "po swojemu", ale obiektywne parametry zaświadczają, że pochwały dla brzmienia nie są w tym przypadku ani trochę naciągane.

SV-200
VINCENT
SV-200
Wzmacniacze stereo

Wzmacniacze w formatach charakterystycznych dla kompletnych miniwież widzimy ostatnio coraz częściej. Vincent SV-200 wchodzi w ten nowoczesny nurt z rozwagą i elementami konserwatywnymi. Kompaktowa obudowa z jednej strony, z drugiej – klasyczny układ obudowany ostrożnie kilkoma dodatkami. Wyłania się z tego bardzo atrakcyjny produkt, bowiem SV-200 ma w zanadrzu jeszcze co najmniej jedną gorącą niespodziankę. Aby zachęcić i podkreślić audiofilskie ambicje, Vincent proponuje znany u siebie klimat – lampy, a dokładnie konstrukcję hybrydową. W każdym takim przypadku Vincent eksponuje lampy przysunięte do przedniej ścianki i widoczne przez okrągłe okno, a na dodatek dodatkowo podświetlone.

Live Sound & Installation wrzesień 2019

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta wrzesień 2019

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista wrzesień 2019

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio wrzesień 2019

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio wrzesień 2019

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu