Nagrody EISA 2017-2018
Nagrody EISA
2017-2018
Test nie wyrok

Test nie wyrok

Felietony

W listopadowym numerze "AUDIO" zbiegły się dwa testy, które mogą zainteresować duże grupy czytelników - testy porównawcze wzmacniaczy i zespołów głośnikowych, w podobnych zakresach cen, i to cen dość przystępnych, a jednocześnie pozwalających uznać owe urządzenia za reprezentujące - umownie - klasę średnią.

Skrót myślowy, utożsamiający cenę z "klasą", czyli w tym znaczeniu - z jakością - może budzić zastrzeżenia, ale raczej w high-endzie niż w tych rejonach. Tutaj jakość jest jeszcze dość dobrze skorelowana z ceną, chociaż poszczególne projekty wyraźnie różnią się wieloma cechami, mającymi mniejsze lub większe znaczenie, wedle indywidualnych potrzeb klientów. W przypadku wzmacniaczy rozpiętość funkcjonalności jest obecnie tak szeroka, że charakter brzmienia może stawać się sprawą drugoplanową. Oczywiście w audiofilskich deklaracjach brzmienie będzie zawsze na szczycie hierarchii, ale patrząc na sytuację trzeźwo, wzmacniacze tej klasy bardziej różnią się wyposażeniem niż dźwiękiem.

Kto pierwszy rzuci (audiofilskim) kamieniem... mówiąc, że brzmienie zawsze było, jest i będzie ważniejsze niż jakieś "wyposażenie", niech rozważy: że mając określony budżet i określone wymagania, związane np. z podłączeniem źródeł cyfrowych, gramofonu i słuchawek, po prostu nie można kupić nawet najlepiej grającego - w danej klasie - wzmacniacza, jeżeli nie jest on uzbrojony w to, co niezbędne do funkcjonowania w naszym systemie.

Ad absurdum można by powiedzieć, że jeżeli "funkcjonowanie" ma być podrzędne względem brzmienia, to można kupić wzmacniacz nawet uszkodzony, byle jego "potencjalne" brzmienie było wspaniałe. A może to wcale nie absurd? Czegóż się nie robi dla idei, i dla świadomości, że jest się w posiadaniu czegoś wspaniałego, mimo że nie możemy z tego zrobić użytku.

No dobrze, ale przetwornik C/A, wzmacniacz słuchawkowy czy phono-stage, i to lepsze niż "wbudowane", można przecież dokupić... A właśnie, że niedobrze, bo założyliśmy określony budżet, a wszystkie te dodatki, czy choćby jeden z nich, w tej sytuacji zmuszałyby już do szukania znacznie tańszego wzmacniacza - i zabawa zaczyna się od nowa. Każdy musi znaleźć własne rozwiązanie, i właśnie dlatego tak trudno jest dzisiaj wskazać urządzenie jednoznacznie najlepsze i rekomendować je wszystkim, bo abstrahować od wyposażenia już nie można, ani ustalać bezwzględnej ważności poszczególnych jego elementów.

Przesłanie o wyższości brzmienia nad wyposażeniem miało kiedyś większy sens i było też naszą dewizą. Były to jednak czasy, gdy owo wyposażenie sprowadzało się do rozbudowanych regulacji, wskaźników mocy, ewentualnie zdalnego sterowania i innych gadżetów, którymi firmy japońskie "sugerowały" jakość, a bez których można się było spokojnie obejść, wciąż podłączając do wzmacniacza wszystko, co chcieliśmy - tylko że dwadzieścia lat temu 90 procent audiofilów chciało podłączyć wyłącznie odtwarzacz CD i parę kolumn, stąd pojawiały się nawet tak minimalistyczne rozwiązania, jak odtwarzacz CD, z regulowanym poziomem na wyjściu, podłączony bezpośrednio do stereofonicznej końcówki mocy.

Ucieczka od panującej jeszcze wcześniej "wieży" była ucieczką od nadmiaru zarówno pseudofunkcjonalnego, jak i estetycznego; redukcją systemu do jego zasadnicznej treści. Dzisiaj aż takiej redukcji nie możemy przeprowadzić w glorii rozwiązania mądrego i uniwersalnego, bowiem niemądre byłoby przekonywanie, że każdemu wystarczy jedno źródło liniowe i para kolumn. Im dalej w las, tym więcej drzew.

O ile wejście liniowe jest w stanie przyjąć każdy sygnał, który spełnia jego bardzo ogólne parametry (mogliśmy więc podłączyć odtwarzacz, magnetofon, tuner, cokolwiek "liniowego", a jakość zależała od jakości urządzenia i sygnału źródłowego), to sam fakt, że mamy wejście cyfrowe, nie załatwia wszystkiego, ani nawet nie wyjaśnia... Jest ich kilka rodzajów, a jaki sygnał zostanie "obsłużony", zależy też od specyfikacji układów wewnątrz. I jak z góry przesądzić, co jest do szczęścia potrzebne? Spójrzmy na wejście gramofonowe - część wzmacniaczy nie ma żadnego, większość ma korekcję MM, a tylko nieliczne MM/MC.

Ile punktów przyznać? Dlatego poważne testowanie już dawno zamieniło się w rzetelne opisywanie, a nie ocenianie i ogłaszanie "ostatecznych" zwycięzców; w poszczególnych kwestiach można układać jakieś rankingi, ale nawet w dziedzinie zatytułowanej "parametry" też trudno o decyzję: czy np. ważniejsza jest wysoka moc, czy niskie zniekształcenia?

Przy ocenie zespołów głośnikowych sprawa jest łatwiejsza, po pierwsze dlatego, że różnice brzmieniowe są znacznie poważniejsze, a po drugie, sfera "funkcjonalności" jest ograniczona (o ile w ogóle zaliczać do niej takie cechy), do wielkości i sposobu instalacji (wolnostojące, podstawkowe, naścienne itp.). Z kolei jeszcze większe znaczenie mają walory estetyczne, wielu klientów kupi więc nawet trochę gorzej grające, za to ładniejsze, a inni...

A innym będzie się zdawać, że zwracają uwagę tylko na brzmienie, bo dorobią trochę teorii do praktyki, czyli wytłumaczą sobie, że kolumny, które bardziej im się podobają (wizualnie), również lepiej grają. Oczywiście do pewnych granic... A zarówno wygląd, jak i brzmienie, to w dużym stopniu wrażenie subiektywne. I jak tu wystawiać oceny?

Racjonalna analiza wskazuje, że w takiej sytuacji z ocenami trzeba ostrożnie. Z drugiej strony, zrozumiałe są oczekiwania czytelników i dystrybutorów, że test "pomoże" (oczywiście każdemu inaczej). Chciałbym napisać, że najważniejsza zasada dobrego testu brzmi dość znajomo - po pierwsze, nie szkodzić. Ale i z tym jest kłopot.

Czasami fakty, które przedstawiamy, nawet bez wystawiania ocen, są na tyle wyraziste, że czytelnicy nie mają problemu z ich zinterpretowaniem i wydaniem własnych "wyroków". To może być wyrok skazujący dla urządzenia, które w gruncie rzeczy na taki wyrok zasłużyło... Jednak w takiej sytuacji nie jesteśmy lekarzami, nie jesteśmy też sędziami - jesteśmy rzeczoznawcami, "biegłymi" powołanymi przez sąd, którym są sami czytelnicy.

FAQ

Leksykon

Reportaże i wywiady

 

 

Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio