MARANTZ SA-14S1 + PM-14S1

MARANTZ SA-14S1 + PM-14S1
Premium generacji USB

Kiedy mniej więcej rok temu do sprzedaży (i naszego testu) trafiła limitowana wersja modeli SA-15S2 i PM-15S2, było wiadomo, że jest to fi nalna edycja "15-tek". Nowa seria, oznaczona jako Premium 14, kosztuje tylko nieznacznie więcej, a ma stać w hierarchii wyżej - Marantz nadaje niższe numery urządzeniom lepszym (i droższym). "15-tki" jeszcze defi nitywnie nie zniknęły z oferty, ale obniżona do ok. 8000 zł promocyjna cena zapowiada, że tak się za chwilę stanie. Co jest dzisiaj lepszym zakupem - "15-tki" w okazyjnej cenie czy trochę droższe, nowe "14-tki"? Odpowiedź wcale nie jest oczywista...

Przewaga "14-tek" na "15-tkami" skupia się na obecności wejść USB w odtwarzaczu SA-14S1. Jeżeli więc na to czekaliśmy, to zdecydowanie stawiamy na "14-tki". Jeśli jednak wciąż słuchamy tylko płyt CD (i ewentualnie SACD), to warto zwrócić uwagę, że wzmacniacze ("stara" "15-tka" i nowa "14-tka") różnią się na tyle nieznacznie (chociaż PM-14S1 jest trochę lepszy, co widać w laboratorium), że wówczas różnica w cenie (tym bardziej gdy patrzymy na cenę całego systemu) może się stać kusząca. Za kilka miesięcy temat wyboru będzie nieaktualny...

Odtwarzacz Marantz SA-14S1

Coraz częściej wzmacniacze zintegrowane są wyposażane w wejścia cyfrowe, w tym USB. PM-14S1 takich luksusów nie ma, ale oferuje je odtwarzacz Marantz SA-14S1. Można uznać, że w ramach zestawu jest to znacznie lepsze rozwiązanie, nie trzeba dublować układów cyfrowo-analogowych odtwarzacza we wzmacniaczu, źródło i tak je musi mieć.

Zgoda, ale pod warunkiem, że kupujemy cały zestaw - wzmacniacz PM-14S1 i odtwarzacz Marantz SA-14S1- bo gdybyśmy chcieli sięgnąć po samą integrę, wtedy cyfrowe wejścia mogłyby się przydać, a części użytkowników... nie przydałby się już wtedy w ogóle odtwarzacz SA-14S1. Może Marantz przemyślał sprawę pod tym kątem i postawił na rozwiązanie dla siebie najbezpieczniejsze, dodając nowoczesne funkcje do odtwarzacza.

Pierwszym ich zwiastunem jest oczywiście port USB na przedniej ściance. Typowe gniazdo służy do podłączenia nośników pamięci z plikami, na liście są MP3, WMA, WAV i AAC, USB komunikuje się także z iPodami i iPhone`ami. Oprócz przycisków odpowiedzialnych za sterowanie podstawowymi funkcjami odtwarzania, z przodu znajduje się wyjście słuchawkowe wraz z regulacją poziomu oraz mały przycisk, dzięki któremu możemy wybrać źródło dźwięku. To konsekwencja wspomnianego portu USB oraz kilku wejść cyfrowych.

Zatrzymajmy się jednak jeszcze na chwilę przy płytach; przypuszczam, że ktoś, kto kupuje odtwarzacz Marantz SA-14S1, będzie je jednak (przynajmniej czasem) odtwarzał. Oprócz "zwykłych" kompaktów, urządzenie czyta płyty SACD, a mając już na pokładzie całą związaną z tym elektronikę, można było pójść krok dalej i zezwolić na przesyłanie formatu DSD z komputera - co też Marantz uczynił. Oczywiście USB może także przyjąć dowolny sygnał PCM (Marantz informuje o maksymalnych parametrach 24 bit/192 kHz). Do pełni szczęścia potrzebne będzie jeszcze odpowiednie oprogramowanie (odtwarzacz), które zainstalujemy na komputerze.

Każda aplikacja wejścia USB rządzi się swoimi prawami, a ta wybrana przez Marantza zachowuje się w najbardziej typowy sposób; użytkownicy komputerów z Windowsem będą mieli pod górę (wymagana instalacja sterowników), a posiadacze sprzętu Apple podłączą tylko kabel USB i z głośników od razu popłynie muzyka. Tak ma być w teorii i tak jest w praktyce, a może nawet jeszcze lepiej.

Nie dość tego, że Marantz SA-14S1 został automatycznie wykryty i skonfigurowany, to od razu zachowywał się w optymalny sposób, działając w zgodzie z pryncypialną zasadą tzw. Bit Perfect. Często zdarza się tak, że przetwornik wymusza na komputerze (lub komputer sam o tym decyduje) określone, stałe parametry, nie bacząc na to, jaki plik odtwarzamy. Jest znacznie lepiej, gdy sygnał źródłowy (czyli plik audio) utrzymuje swoje parametry (np. 24 bit/44,1 kHz) na każdym etapie i w takiej źródłowej postaci dociera aż do końcowego odbiornika (w tym przypadku przetwornika w SA-14S1). Tak właśnie działa Marantz, co potwierdza zarówno analiza sygnału wychodzącego z komputera, jak i poddawanego konwersji w samym odtwarzaczu.

Do tego interfejs wejściowy potrafi przyjąć sygnał o rozdzielczości aż 32 bitów, oczywiście nie oznacza to możliwości odtwarzania takich plików, bo pracujący za wejściem USB przetwornik cyfrowo-analogowy ma już "tylko" 24 bity.

Oprócz USB odtwarzacz Marantz SA-14S1 oferuje także "klasyczne" wejścia współosiowe i optyczne, które pracują już tylko w ramach sygnałów PCM. Są także wyjścia w tych formatach, a w sekcji analogowej ograniczono się do pojedynczej pary RCA (bez XLR-ów).

Jedną z ciekawych funkcji odtwarzacza Marantz SA-14S1 są przełączane filtry cyfrowe - użytkownik dostaje do wyboru dwa warianty. Filtr numer jeden ogranicza efekt dzwonienia przed i po impulsie, co ma owocować głębokim obrazem dźwiękowym z rozbudowaną sceną i precyzyjnie zaznaczonymi źródłami. Filtr numer dwa charakteryzuje się długim (i symetrycznym) czasem oscylacji, a producent poleca go osobom szukającym bardziej miękkiego, analogowego brzmienia.

"Transport" płyty to zmodyfikowana wersja napędu komputerowego z plastikową ramą, ale mocną płytą górną, która pełni także rolę ekranu. Zasilacz opiera się na transformatorze toroidalnym umieszczonym na okazałej podstawie, z rozbudowanymi filtrami i stabilizatorami. W kluczowym miejscu Marantz posłużył się konwerterem cyfrowo-analogowym Burr- Brown DSD1792, już nie najnowszym, ale jego kompetencje pozwoliły na łatwe uruchomienie przełączanych filtrów cyfrowych, ponieważ w tym układzie są zaszyte stosowne algorytmy.

Potrafi on także realizować kilka innych funkcji, w tym cyfrową regulację wzmocnienia, z której Marantz już jednak nie skorzystał. Marantz poważnie potraktował połączenie z komputerem, budując specjalny układ separujący, zadaniem którego jest zarówno eliminacja płynących z komputera zakłóceń, jak i zabezpieczenie delikatnej elektroniki SA- 14S1 przed niebezpieczeństwami chwilowych przepięć, prądów o wysokich potencjałach czy wreszcie pętli masy.

Wzmacniacz Marantz PM-14S1

Patrząc na nowy wzmacniacz PM-14S1 i "stary" 15 Limited Edition, można by urządzić zabawę w "10 szczegółów", gdyż obydwa urządzenia wyglądają na pierwszy rzut oka identycznie, pomijając symbol i napis "Limited", którego w 14S1 już nie ma. Nowe urządzenia możemy też kupić w dwóch wersjach - czarnej (jak to miało miejsce w przypadku 15 Limited), a także bardziej charakterystycznej dla Marantza, czyli złotej. W PM-14S1 nowoczesność splata się z tradycją, lecz tradycja w tym splocie wygrywa - i nie jest to zarzut, bo "nowoczesność" czasami oznacza tylko gadżety, a czasami - co gorsza - rozwiązania nieudane, z których trzeba się potem wycofywać.

Marantz PM-14SS1 jest wzmacniaczem klasycznie analogowym, nie ma ani żadnych układów dających wstęp sygnałom cyfrowym, ani jego końcówka mocy nie pracuje w żadnej "cyfropodobnej" klasie D, lecz w sprawdzonej klasie AB. Drobne akcenty, wymagające zastosowania mikroporcesorów, nie zmieniają ogólnego obrazu zintegrowanego wzmacniacza stereofonicznego, jaki znamy od kilkudziesięciu lat.

Podstawowymi regulatorami są dwa pokrętła umieszczone na dwóch "skrzydłach" - to oczywiście selektor źródeł i regulator głośności. Ten ostatni jest tylko sterownikiem, a nie analogowym potencjometrem. Aktualny poziom wzmocnienia pokazuje mały wyświetlacz otoczony pierścieniem, matryca ma skromne rozmiary, ale mieści jeszcze symbol wybranego źródła.

Elementem ozdobnym, pojawiającym się już od dłuższego czasu u Marantza, są umieszczone obok pokręteł wcięcia w linii frontu, w których znajdują się przyciski funkcyjne oraz świecące niebieskim kolorem "neonowe" panele (można je na szczęście wygasić - wraz z głównym wyświetlaczem).

W tradycyjnej formie pozostały natomiast regulatory barwy wykonane na bazie zwykłych, małych potencjometrów. Oczywiście regulację można również wyłączyć, a raczej uaktywnić, bo jest ona traktowana jako dodatek. Użytkownik może także wygasić wyświetlacz, wybrać dodatkowe wejście na końcówkę mocy lub zmienić tryb pracy przedwzmacniacza gramofonowego - z domyślnego MM na MC.

Na tylnej ściance zauważymy nowe, masywne gniazda głośnikowe wykonane z miedzi, zakończone dużymi nakrętkami. To projekt własny Marantza, opatrzony nawet logo fi rmy (i symbolem "SPKT-100"). Poza tym cała reszta wygląda znajomo, najważniejsze wydaje się wyodrębnienie dwóch kluczowych wejść, CD oraz PHONO; ostatnie zostało wyposażone w układy korekcyjne zarówno dla wkładek MM, jak i MC.

Dodatkowo producent przygotował dwa wejścia liniowe i dwie pętle magnetofonowe. PM-14S1 można łatwo wpleść w system wielokanałowy, korzystając z wejścia na końcówkę. Jest również wyjście na zewnętrzny wzmacniacz mocy. Przyda się, gdy zechcemy uruchomić bi-amping, a jest to możliwe na dwa sposoby - poprzez dołożenie dwóch kanałów stereo (np. dla basu lub wysokich tonów przy podwójnych gniazdach w kolumnach) albo ustawienie Marantz PM-14S1 w trybie monofonicznym i wyjście na zewnątrz sygnałem dla drugiego kanału.

Aby zadbać o należyte chłodzenie, zarówno nad jak i pod modułami mocy wykonano szereg otworów wentylacyjnych. Nie bez znaczenia są również bardzo wysokie nóżki, na których stoi wzmacniacz - wspomagają cyrkulację powietrza.

Zasilacz opiera się przede wszystkim na pojedynczym, dużym transformatorze toroidalnym, który zamknięto w pełniącej rolę ekranu puszce. Trafo współpracuje z parą bardzo dużych kondensatorów filtrujących, a połączenia wykonano grubymi przewodami oraz zworami.

Ciekawym rozwiązaniem (które widzieliśmy już w PM-15S2 LE) jest niezależna płytka drukowana dla dwóch wejść, CD oraz Phono, sygnały z tych źródeł są traktowane priorytetowo i oddzielone od całej reszty. Po wstępnej obróbce trafiają jednak na główny,dolny druk w celu dalszego wzmocnienia w firmowych modułach HDAM. Te mają postać niewielkich pionowych płytek. W pobliżu znajduje się również drabinka rezystorowa (regulacji wzmocnienia). Pokrętło głośności, a konkretnie sprzężony z nim czujnik położenia, ma za zadanie tylko przesyłać informacje o "rozkazach" użytkownika do mikroprocesora, który czuwa nad całym procesem.

Nowa seria Premium 14 to także nowe piloty, a właściwie pilot, gdyż zarówno we wzmacniaczu, jak i w odtwarzaczu znajdziemy ten sam sterownik. Dolna, plastikowa część ma efektowne i ułatwiające pewne trzymanie wyżłobienia, górna płyta jest już wykonana z metalu i wraz z precyzyjnie osadzonymi przyciskami odpowiada klasie samych urządzeń.

Odsłuch

Jak zwykle w przypadku systemu złożonego ze wzmacniacza i odtwarzacza przeważnie interesuje mnie dźwięk, jaki ten zestaw oferuje, ale nie mniej ważna dla testu jest znajomość indywidualnych cech każdego z urządzeń. Jakkolwiek nie byłyby one do siebie dopasowane, zarówno pod względem sonicznym, a może przede wszystkim wizualnym, istnieje prawdopodobieństwo, że któreś z nich znajdzie się gdzieś i kiedyś w zupełnie innym towarzystwie. Jeszcze zanim trafi ł do mnie Marantz, szczególnie interesował mnie nowy odtwarzacz.

Choćby nawet wyśmienity, to Marantz PM-14S1 mógł być "tylko" kolejną integrą Marantza; odtwarzacz natomiast otwiera się wreszcie na nowe standardy, zewnętrzne urządzenia i strumieniową modę. Zacznijmy więc właśnie od SA-14S1, ale na razie spokojnie, sięgając po płyty CD. "Kompakty" nie dają się pożreć strumieniowej rewolucji i będą z nami jeszcze przez jakiś czas... Jaki?

Nie każdy ma zaciętość, czas i ochotę, by w taki czy inny sposób przerzucać posiadaną kolekcję CD na dyski twarde, pozbywając się opakowań, książeczek, a także części przyjemności związanej ze słuchaniem - włączenia płyty (a nie tylko wciśnięcia guzika play). SA-14S1 ma wciąż "kompaktowym dinozaurom" dużo do zaoferowania. Nie ma sensu rozwodzić się nad dobrym zrównoważeniem, ani udawać, że Marantz SA-14S1 "odkrywa" CD na nowo.

Wypada jednak zwrócić uwagę na świetne róż nicowanie między nagraniami, płytami, realizacjami. Niezależnie od tego, co włączymy, Marantz nie podgrzewa brzmienia, nie podpiera się potężnym basem, ale schodzi naprawdę bardzo nisko i nie zdradza najmniejszych kłopotów w zakresie kontroli.

Środek pasma to neutralność, która nie rezygnuje z płynności i plastyczności dobrze uzupełniającej szczegółowość wyższych rejestrów - dzięki niej brzmienie nie staje się ani jasne i nazbyt błyszczące, ani też suche i płaskie. Nie ma też przesady z emocjami, dźwięk nie został nadmiernie "przyprawiony" - ważniejsza jest uniwersalność.

W nagraniach wysokiej rozdzielczości (niezależnie od źródła) jest swobodniej, często dynamiczniej, z jeszcze lepszą namacalnością - "więcej informacji" nie odzwierciedla się już tym, że usłyszymy więcej dzwoneczków, szelestów i skrzypnięć, ale pełniejszym, kompletniejszym wybrzmieniem każdego dźwięku, który lepiej odrywa się od tła.

Dla dociekliwych Marantz pozostawił dwa tryby filtrów cyfrowych. Mnie wystarczyłoby zawsze działanie filtra nr 1. Różnicę można odczuć w wielu sytuacjach, chociaż bardziej podatne są na nią płyty CD, a mniej wrażliwe nagrania HD. Filtr nr 1 zapewnia większą energię, a wcale nie brakuje mu "muzykalności", podczas gdy postawienie na wzmożoną analogowość filtra nr 2 przynosi w mojej ocenie przygaszenie, przyciemnienie, co redukuje też komunikatywność.

W brzmieniu wzmacniacza Marantz PM-14S1 słychać dużo bezpośredniości, a czasami ofensywność. Do barwnego i szczegółowego oddania zakresu średnio-wysokotonowego zostaje dodany mocny bas, prowadzący grę najchętniej w średnim podzakresie, z wyraźnym podkreśleniem rytmu. Ten bas sięga nisko, lecz tego nie eksponuje, nie popisuje się "solówkami", lecz wplata się w cały przekaz, a zarazem robi to z dużą dawką dynamiki - stąd bardziej (niż sam ten zakres) zwraca uwagę ogólna żywość i swoboda.

Może to zasługa odtwarzacza, a może współpracy komponentów. Tak czy inaczej, w systemie podstawa basowa nie traci szybkości i dokładności, a zyskuje kolejno moc, rozciągnięcie, pewność siebie. Sprawnie i ładnie - bo słuchanie systemu Marantza po prostu sprawia przyjemność - połączono też dynamikę z plastycznością. Wysokie tony są przewidywalne: im więcej włożymy, tym więcej dostaniemy, ale nawet marne MP3 brzmi całkiem znośnie.

I choć słychać niedostatki, to nie są one w stanie zepsuć muzyki, o którą Marantz potrafi zadbać w swoim stylu. Ten styl nie oznacza przy tym jakichś poważnych korekt i manipulacji, lecz zdolność do uprzejmego skupienia naszej uwagi na tym, co powinno nas najbardziej cieszyć.

Radek Łabanowski

MARANTZ SA-14S1 + PM-14S1

  • Produkowany Tak

Laboratorium

Dobrą praktyką wielu renomowanych rm audio jest "rezerwa" w specyfikacji mocy wyjściowej. W przypadku wzmacniacza PM-14S1 deklaracje producenta mówią o 90 W przy 8 omach i 140 W przy 4 omach. Ale nawet jeżeli przyjmiemy bardziej wymagający tryb dwukanałowy (obydwa kanały wysterowane równocześnie), nowy wzmacniacz może się pochwalić rzeczywistą mocą znacznie wyższą aż 2 x 99 W przy 8 omach i 2 x 173 W przy 4 omach. Każda z końcówek jest w stanie wygenerować samodzielnie jeszcze więcej, bo 104 W przy 8 i 196 W przy 4 omach.

Marantz tylko nieznacznie "rozmija" się z normatywną czułością (0,2 V), mając 0,26 V. Co prawda nie możemy się zachwycać odstępem od szumów, który wynosi 85 dB, ale to i tak o 3 dB lepiej od PM15S2, i w sumie wynik przyzwoity. Dynamice udało się dotrzeć do 105 dB.

Pasmo przenoszenia (rys. 1) ujawnia lekkie spadki w obszarach najniższych i najwyższych częstotliwości, przy 10 Hz spadek wynosi -1,9 dB, przy 100 kHz ok. -1,5 dB.

Najmniejszych zastrzeżeń nie można już mieć w stosunku do spektrum zniekształceń harmonicznych (rys. 2), poziom drugiej harmonicznej wynosi -89 dB, a kolejne "giną" już poniżej -90 dB.

Rys. 3 pokazuje dobrą formę i potwierdza charakterystyczne dla wzmacniacza tranzystorowego cechy, zniekształcenia maleją wraz ze wzrostem mocy wyjściowej, przekraczając 0,9 W przy 8 omach i 1,7 W przy 4 omach uzyskamy THD+N poniżej 0,1 %.

 
 

Podstawowe dane

  • 11 000 zł Odtwarzacz CD
  • 11 000 zł Wzmacniacz Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie:

    Odtwarzacz Marantz SA-14S1

    Rozbudowany zasilacz, wspaniała płytka wejść cyfrowych i sprawdzony przetwornik C/A, przyzwoity napęd.

    Referencyjny styl Marantza dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych. Jeden duży zasilacz, niezależne, ekranowane moduły końcówek mocy, każda z własnym radiatorem. Wyróżnione specjalnymi układami wejścia CD i dla gramofonu, zaawansowana regulacja wzmocnienia.

  • Funkcjonalność:

    Odtwarzacz Marantz SA-14S1

    Nowoczesny panel wejść cyfrowych ze starannie przygotowanym USB (tryb asynchroniczny). Z przodu USB dla przenośnych grajków Apple oraz nośników pamięci (w tym dysków twardych). Odtwarza MP3, WMA, AAC i WAV, z komputera można już przesłać absolutnie wszystko, włącznie z DSD. Dwa filtry cyfrowe do wyboru, czyta SACD.

    Absolutnie kompletna w ramach "analogowej" konwencji, wystarczająca liczba wejść liniowych, wejście gramofonowe (MM i MC), wejścia oraz wyjścia prepower, regulacja barwy i układ Direct.

  • Brzmienie:

    Odtwarzacz Marantz SA-14S1

    Wysoka kultura, omijająca zarówno podbarwienia i wyostrzenia, jak też wysuszenie oraz nijakość. "Cyfrowość" wszystkich nagrań zredukowana do minimum, materiał z wysoką rozdzielczością rozwija skrzydła w swobodzie i naturalności, nie eksplodując detalicznością tyko „na pokaz”, słabsze nagrania trzymają konsystencję pozwalającą wciąż słyszeć muzykę, a nie problemy.

    Mieszanka emocji, neutralności i dynamiki. Pulsujący, rytmiczny bas, plastyczny środek oraz zwinna góra – bez rozjaśnienia i podgrzewania, ale z zaangażowaniem.

Galeria zdjęć

MONITOR AUDIO Platinum PL500 II

MONITOR AUDIO
Platinum PL500 II

Kiedy siedem lat temu firma Monitor Audio wprowadziła pierwszą generację serii Platinum, była to tyleż sensacja, co ruch...

Audio - październik 2016

Strefa Magazynu

Audio 10/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio