MARK LEVINSON No585

MARK LEVINSON No585

Mark Levinson znowu się rozkręca. Firma imienia pana Marka (z którą nie ma on już od dawna nic wspólnego) przeszła dziesięć lat temu spod kurateli koncernu Madrigal pod zwierzchnictwo Harmana. Nie zaowocowało to natychmiast wieloma nowymi urządzeniami w segmencie, w którym firma działała wcześniej; Harman wprowadził Levinsona do audio samochodowego, oczywiście odpowiednio luksusowego, wiążąc ze sobą Lexusa. Na nowe, domowe wzmacniacze, musieliśmy i tak trochę poczekać. Coś się jednak ruszyło, pewnie firma uporała się już z najważniejszymi działaniami restrukturyzacyjnymi i przechodzi do "normalnej" aktywności.

Ciężki, mocny, utalentowany - nowy Mark Levinson No585 najwyraźniej ma ambicje zajęcia pozycji "referencji" w kategorii wzmacniaczy zintegrowanych. Spodziewano się go od dawna, ponieważ już prawie dziesięć lat temu wycofano No383. Z drugiej strony, integry nie są tym, z czym amerykański high-end - w tym oferta Levinsona - kojarzy się najbardziej. W wyobraźni albo w salonach ze sprzętem widzimy raczej potężne końcówki mocy i towarzyszące im przedwzmacniacze, mające z definicji - ze względu na taki właśnie podział - demonstrować bezkompromisowe podejście do amplifikacji.

To temat wałkowany wielokrotnie, ale nabierający nowych rumieńców. Wraz ze wzrostem znaczenia plików i DAC-ów, a także nową generacją użytkowników, dawne schematy systemów audio, nawet tych najdroższych, a także dawne formy poszczególnych urządzeń powoli tracą na znaczeniu; nie ma już jedynej, obowiązującej formuły idealnego systemu audio. Ale powoli... Ogłaszanie rewolucji, która wszystko postawi na głowie, czy nawet definitywnych zmian na jakimkolwiek "odcinku frontu", byłoby pochopne. Nowoczesne funkcje generują nowe kategorie urządzeń (np. odtwarzacze plików), ale nie muszą się kłócić z dotychczasowymi kategoriami - muszą je tylko (i aż) modyfikować. Czy na pewno muszą...?

Musi to na Rusi, a w high-endzie - jak kto chce. High-end rządzi się swoimi prawami i w zasadzie nie dotyczą go żadne prawa - tutaj wszystko jest możliwe, zależy od wizji producenta, a czy ma sens, to zależy od indywidualnych potrzeb zamożnego klienta i umiejętności dotarcia do niego. Zresztą, te potrzeby wcale nie są trwałe jak skała... Występuje tutaj sprzężenie zwrotne. Piękne, referencyjne urządzenia renomowanych marek kształtują naszą percepcję i nasze gusta; sugerują, co jest wciąż (lub od teraz) ważne, a co nieważne.

Kilka lat temu Mark Levinson wprowadził do oferty referencyjne monobloki No53, a całkiem niedawno, bodajże rok temu, ekstremalny przedwzmacniacz (sam w sobie dwuczęściowy) - No52; nie tylko najlepszy, jaki firma stworzyła w całej swojej historii, ale prawdopodobnie "naj, naj", w skali absolutnej (w takim zdaniu poprawność polityczna zawsze każe dodać: "prawdopodobnie").

Mark Levinson No585

Mark Levinson No585

Przedwzmacniacz No52 kosztujący dwa i pół raza tyle co integra No585, wprowadzony do sprzedaży raptem rok wcześniej, i najpewniej obstawiony w referencyjnej roli na co najmniej najbliższą dekadę, w ogóle nie ma sekcji DAC, nie mówiąc o opcji bezpośredniego odtwarzania plików... Wstyd czy duma? Zdziwienie czy pełne zrozumienie? Otóż to - co kto lubi, a wszystkim nie dogodzisz.

W firmowej koncepcji referencyjnego przedwzmacniacza, projektowanego przecież już w czasach USB DAC-ów, trzymano się dawnej zasady odseparowania poszczególnych funkcji systemu. Ta zasada ma swoje racjonalne podstawy. Rozdzielenie końcówki mocy oraz przedwzmacniacza ma przecież swój techniczny sens i podobne są argumenty za niedopuszczeniem do zintegrowania analogowych układów przedwzmacniacza z układami cyfrowymi DAC-a. Jeżeli więc przedwzmacniacz ma być aaabsolutnie bezkompromisowy pod względem brzmieniowym, nie może być doposażony w DAC-a; czy przez to staje się mniej doskonały pod względem funkcjonalnym?

Odpowiem innym pytaniem: A czy końcówka mocy jest mniej doskonała, gdy nie ma sekcji przedwzmacniacza? No przecież... taka jest idea, aby jej nie miała! Jeżeli więc ktoś chce zbudować topowy, bezkompromisowy i nowoczesny system z klocków Levinsona, powinien wziąć monobloki No53, przedwzmacniacz No52 i... tutaj jest mały problem - obecnie Levinson nie ma w ofercie żadnego oddzielnego DAC-a, więc trzeba załatwić tę sprawę w inny sposób i dorzucić do Levinsonowej amplifikacji urządzenie innego producenta. Tego problemu nie będzie miał już jednak właściciel wzmacniacza zintegrowanego No585.

Jak integrować, to integrować. Skoro zostawiamy na boku ideał i wytworność wzmacniacza dzielonego - jeśli już łączymy w jednej obudowie przedwzmacniacz i końcówki mocy - to nie ma sensu rezygnować z dodawania DAC-a. To właśnie jest mądra konsekwencja - nie polega ona na pryncypialnym stosowaniu jakiegoś konkretnego rozwiązania, bez względu na okoliczności (to byłby głupi upór), ale na stosowaniu rozwiązań adekwatnych do okoliczności.

Dla większości użytkowników wzmacniacza zintegrowanego, zwłaszcza kupowanego dzisiaj za kilka czy kilkadziesiąt tysięcy złotych, wejście cyfrowe, czyli przetwornik C/A wewnątrz, będzie jednoznaczną zaletą, a nie wyrazem jakiegokolwiek kompromisu. Prawdę mówiąc, trudno byłoby nie skrytykować nowego projektu high-endowej integry, gdyby nie miała DAC-a.

Kiedy rok temu dowiedziałem się, że Levinson "zwodował" referencyjny przedwzmacniacz No52, który nie ma sekcji cyfrowej, byłem na początku zdegustowany. Jak już jednak wyjaśniłem, da się to zrozumieć, zaakceptować, a nawet docenić. Gdyby jednak Mark Levinson No585 był podobnie "niedoposażony", to nawet po dłuższym namyśle trudno byłoby się z tym pogodzić - tym bardziej, że obecnie w ofercie Levinsona nie ma żadnych oddzielnych przetworników DAC ani nawet odtwarzacza CD, który miałby wejścia cyfrowe (i mógł służyć w roli DAC-a).

Mark Levinson No585 jest więc dokładnie tym, czym być powinien, zwłaszcza w kontekście dość ograniczonego wyboru urządzeń w aktualnym katalogu Levinsona. Firma zawsze trzymała się ścisłego high-endu, lecz nawet w takim profilu jest miejsce na większą aktywność. Tymczasem w ciągu ostatnich dziesięciu lat opracowano tylko kilka nowych konstrukcji.

Pilot zdalnego sterowania nie wygląda luksusowo, ale ostatecznie mieści się w industrialnym stylu Levinsona; jest ciężki i w całości metalowy.

Pilot zdalnego sterowania nie wygląda luksusowo, ale ostatecznie mieści się w industrialnym stylu Levinsona; jest ciężki i w całości metalowy.

Poza wspomnianymi No53, No52 i No585 jest jeszcze rodzina końcówek mocy No53x (monofoniczna 531, stereofoniczna 532, trzykanałowa 533 i pięciokanałowa 535) oraz dość leciwy już przedwzmacniacz No326S, który przez dłuższy czas był jedynym preampem Levinsona, ale pełni ważną rolę również teraz - kosztuje przecież wielokrotnie mniej niż No52, dlatego jest bardziej odpowiednim partnerem dla końcówek rodziny No53x, mimo że ani numerem, ani wyglądem specjalnie do nich nie pasuje.

Oferta Levinsona nie jest zatem kompletna, więc kolejnym, najbardziej potrzebnym urządzeniem jest nowy, relatywnie niedrogi (w porównaniu z No52) przedwzmacniacz, pasujący do końcówek No53x, który jednak będzie wyposażony w DAC; chyba że równocześnie powstanie oddzielny DAC. Integra No585 przekonuje przecież, że Levinson może podołać takiemu zadaniu - wystarczy "wyjąć" z niej końcówki mocy, a pozostanie właśnie przedwzmacniacz z przetwornikiem C/A.

Swoją drogą, wzmacniacza Mark Levinson No585 można użyć i w takiej roli, podłączając do niego np. dwukanałowy No522, który nominalnie ma ok. 50% większą moc (2 x 300 W/8 Ω vs 2 x 200 W/8 Ω z No585), budując również konfigurację bi-amping. Ale chyba większość posiadaczy No585 zadowoli się tą mocą, którą dostaje wraz z nim, i będzie ona przy niższych impedancjach znacznie przekraczać katalogowe 2 x 200 W przy 8 Ω.

Można skupić uwagę na rozwiniętej funkcjonalności przedwzmacniacza oraz przetwornika i widzieć w No585 nowoczesną "centralę", której dodano parę końcówek mocy. Można też poczuć, że mamy do czynienia z potężnym "piecem", do którego podłączanie jeszcze mocniejszych końcówek mocy to już aberracja. Można sobie planować różne wykorzystanie No585, ale kiedy osobiście spotkamy na swojej drodze No585, raczej zmienimy plany lub odłożymy je na nieokreśloną przyszłość... Ja też musiałem zmienić, chociaż niewiele mogłem odłożyć w czasie.

Model No585 został dostarczony bezpośrednio przez Harmana do naszego wydawnictwa, skąd miałem go zabrać do domu, a potem oddać koledze wykonującemu zdjęcia i pomiary. Wyobrażałem sobie, że będziemy dźwigać dużą i ciężką, ale mimo wszystko "jednoosobową" paczkę. Zobaczyłem jednak na palecie olbrzymi karton, którego nawet bez palety nie można było zmieścić w bagażniku samochodu osobowego, a na tylne siedzenie udało się go wepchnąć dopiero po wyjęciu z zewnętrznego kartonu - Levinsona używa zwyczajowo podwójnego opakowania. Do wszelkich manewrów potrzebne będą dwie osoby, jako że razem z opakowaniem ten kloc waży ok. 40 kg, a netto - 34 kg. To chyba wystarczy jako rekomendacja, adresowana do wszystkich tych, którzy oceniają jakość - zwłaszcza wzmacniacza - przez pryzmat jego masy.

Czy podzielam pogląd, że bardzo dobry wzmacniacz musi być potwornie ciężki? To znowu zależy... High-endowy wzmacniacz lampowy - na pewno tak; wzmacniacz w klasie A - podobnie; ale wzmacniacz w klasie D - już niekoniecznie (ujmując rzecz w największym skrócie).

Mark Levinson przynależy do klasy AB, dba o bardzo dużą wydajność prądową, czyli osiąganie wysokiej mocy przy niskich impedancjach, a w takiej sytuacji transformator konwencjonalnego zasilacza liniowego musi być "po byku". Radiatory też ważą swoje, a pewnie jeszcze więcej obudowa, która musi być solidną konstrukcją nośną, odporną na wibracje, a jej struktura wewnętrzna ma izolować i ekranować poszczególne sekcje. Wracamy do problemu integracji - firma, która jako wzorcowe przedstawia wzmacniacze dzielone, "zdezintegrowane", powinna dołożyć szczególnych starań, aby integracja zapewniła jak najmniejsze skutki uboczne.

Mark Levinson No585

Mark Levinson No585

Zaprojektowanie tak skomplikowanego urządzenia, zoptymalizowanie pozycji poszczególnych układów, sprawdzenie, jak wszystko działa w praktyce, a nie tylko "na papierze", to z pewnością praca dla sztabu ludzi. Z tegoż punktu widzenia właśnie wzmacniacz zintegrowany, wyposażony w DAC - o ile ma być urządzeniem z najwyższej półki - jest wyzwaniem nie mniejszym, niż znacznie droższy, referencyjny, ale "tylko" przedwzmacniacz, a tym bardziej znacznie większe, ale układowo o wiele prostsze końcówki mocy.

Wygląd wzmacniacza Mark Levinson No585 nie zaskakuje, chociaż nie jest oczywisty - urządzenie to nie wpisuje się dokładnie w żaden wcześniejszy projekt plastyczny, chociaż ma trochę wspólnego z końcówkami mocy No53x. Podejrzewam, że dopiero wyznacza pewien wzór, który w przyszłości wykorzysta się do kolejnych projektów. Na styczniowym CES pokazano monofoniczną końcówkę No536 (dwa razy mocniejsza od No531), a według zapowiedzi szefa konstruktorów, Todda Eichenbauma (wcześniej wiele lat pracował dla Krella), w przygotowaniu jest wiele kolejnych urządzeń.

W Levinsonie w przeszłości niespecjalnie przejmowano się tym, aby przedwzmacniacze i odtwarzacze CD idealnie pasowały (wizualnie) do końcówek - wychodząc skądinąd ze słusznego założenia, że nikt nie będzie stawiał tych delikatniejszych urządzeń wprost na potężnych "piecach". Utrzymywane są jednak charakterystyczne cechy firmowego stylu i gdy patrzymy na No585, nietrudno jest odgadnąć, skąd to urządzenie pochodzi, nawet gdyby nie było ozdobione znanym logo. Urządzenia Levinsona miewają facjaty w całości czarne, ale częściej łączą czerń (szczotkowane aluminium) z elementami jasnoszarymi (satynowe, oksydowane aluminium) - tak właśnie jest w przypadku No585.

Dość złożone podziały przedniej ścianki jakby odwoływały się do skomplikowanej natury urządzenia, ale liczba manipulatorów jest umiarkowana. Dlatego też projektu plastycznego i związanego z nim układu funkcjonalnego nie nazwałbym minimalistycznym, lecz racjonalnym i ergonomicznym (przynajmniej na pierwszy rzut oka). Nie napinano się ani na czyszczenie frontu do gołego, ani nie epatowano gąszczem przycisków, niczego też nie ukrywano pod żadną klapką. Ale jedna rzecz budzi od razu moją wątpliwość - dlaczego nie ma wyjścia słuchawkowego?

Rozumiem, że nie wszyscy korzystają ze słuchawek, i prawdę mówiąc, sam ich nie używam, ale widzę sytuację na rynku - zapanował słuchawkowy szał, w którym zresztą koncern Harmana uczestniczy, generując wiele słuchawek pod szyldami AKG, Harmana/Kardona czy nawet JBL-a. Chcąc posłuchać ich w domu, trzeba będzie zaopatrzyć się w odrębny wzmacniacz słuchawkowy... Bardzo godne rozwiązanie, ale 6,3-mm gniazdko na froncie No585 chyba by go nie zeszpeciło, ani nie było ujmą na honorze referencyjnej integry, zaś dodatkowy układzik wewnątrz, nie zrujnowałby jej budżetu...

Od razu dokończmy listę braków - nie ma też przedwzmacniacza gramofonowego, lecz to już bardziej zrozumiałe, bo można założyć, że potencjalny właściciel takiego wzmacniacza (o ile w ogóle będzie miał gramofon) przyłoży do jego jakości na tyle dużą wagę, że z przyjemnością zaopatrzy się w wysokiej klasy "phono-stage". To już większy budżet, a zarazem mniej oczywista sytuacja - renesans czarnej płyty nie oznacza, że gramofonów sprzedaje się tyle, ile słuchawek...

MARK LEVINSON No585

  • Moc znamionowa (1% THD+N, 1 kHz) [W] 8 ohm, 2x 230
  • Moc znamionowa (1% THD+N, 1 kHz) [W] 4 ohm, 2x 415
  • Czułość (dla maksymalnej mocy) [V] 1x 0,39
  • Stosunek sygnał / szum (filtr A-ważony, w odniesieniu do 1W) [dB] 84
  • Dynamika [dB] 107
  • Współczynnik tłumienia (w odniesieniu do 4 ohm) 120

Laboratorium

W latach 90. ubiegłego wieku duże piece tranzystorowe były jedynym źródłem wysokich mocy. Sytuacja ta zmieniła się wraz z nadejściem i upowszechnieniem amplifikacji impulsowej, która pozwoliła również integrom, i to niekoniecznie bardzo dużym, generować setki watów. No585 imponuje jednak w klasyczny sposób - trzymając się klasy AB.

Moc wynosi 231 W przy 8 Ω i 420 W przy 4 Ω, czyli więcej niż w specyfikacji producenta (odpowiednio 200 W i 350 W). Choć Levinson nie jest pełną konstrukcją dual mono (wspólne elementy zasilacza dla obydwu kanałów), to radzi sobie świetnie także w trybie dwukanałowym, dostarczając 2 x 230 W oraz 2 x 415 W (odpowiednio 8 i 4 Ω). Czułość jest nieco niższa od 200 mV standardu, jednak 0,39 V nie sprawi problemów przy korzystaniu z wejść liniowych.

Odstęp od szumu wynosi umiarkowane 84 dB, ale dzięki potężnej mocy wyjściowej, dynamice udało się osiągnąć 107 dB. W pasmie przenoszenia (rys.1) widać nieznaczną przewagę przy 8 Ω, przejawiającą się w lepszej liniowości w zakresie wysokotonowym, przy 100 kHz spadek wynosi -1 dB, dla 4 Ω jest to ok. -2 dB. Zniekształcenia widoczne w spektrum z rys. 2. są niskie, można odnotować obecność trzeciej harmonicznej przy -85 dB oraz drugiej przy -88 dB. Kolejne leżą już poniżej poziomu -90 dB.

Aby uzyskać zniekształcenia THD+N poniżej progu 0,1 %, potrzebna będzie moc przekraczająca ok. 1 W przy 8 Ω oraz 1,5 W przy 4 Ω (rys. 3). Wykres jest typowy dla wzmacniacza tranzystorowego, przed wejściem w obszar przesterowania wskaźnik THD+N leży (w wąskim zakresie).

 
 

Podstawowe dane

  • 40 000 zł Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie: Dzieło sztuki elektronicznej i metalurgicznej. Wśród wzmacniaczy zintegrowanych – waga superciężka. Wieloelementowa, pancerna przednia ścianka, wewnątrz układ pięknie uporządkowany, o wysokim stopniu integracji, łączący najnowocześniejszą technikę cyfrową z najlepszą tradycją wzmacniaczy analogowych. Potężne trafo zasilacza liniowego, tuzin tranzystorów wyjściowych w każdym kanale, całkowicie zbalansowany tor sygnału.
  • Funkcjonalność: Nie tylko typowe funkcje wzmacniacza zintegrowanego, ale również rozbudowany panel wejść cyfrowych, włącznie z USB, obsługa PCM do 32/192 i DSD 64 i 128. Bogate menu, pozwalające m.in. na ustawienie czułości wejść i sposobu działania wyjść i charakterystyki filtrów cyfrowych (dotyczy sygnałów cyfrowych, podanych do DAC-a). Do pełni szczęścia brakuje wyjścia słuchawkowego i sekcji phono.
  • Laboratorium: Moc będzie z wami. Już na 8-omach 2 x 231 W, a to dopiero początek, bo na 4 omach – 2 x 420 W. Końcówki są w stanie pracować z każdą impedancją. Umiarkowany odstęp sygnał-szum, niskie zniekształcenia.
  • Brzmienie: Gęste, spójne, i jednocześnie przejrzyste, bardzo dokładne i neutralne, bez żadnej emfazy. Wyśmienite plany, prawdziwa barwa instrumentów akustycznych, energetyczny bas.
TEAC NT-503

TEAC
NT-503

Japońska firma oferuje zarówno klasycznie wyglądający sprzęt Hi-Fi, jak i urządzenia nawiązujące do form studyjno- profe...

NAD D7050

NAD
D7050

Cena: 4 400 zł

MARANTZ HD-AMP1

MARANTZ
HD-AMP1

Cena: 5 000 zł

DENON DRA-100

DENON
DRA-100

Cena: 4 400 zł

WADIA Intuition 01

WADIA
Intuition 01

Cena: 30 000 zł

Audio - wrzesień 2016

Strefa Magazynu

Audio 09/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio