COPLAND CTA 405

COPLAND CTA 405
Copland: przypadek wyjątkowy

Niewielkie manufaktury robiły zawrotną karierę w audiofilskim biznesie w latach 90., jednak od tamtego czasu ich sytuacja nieco się skomplikowała. Era systemów wielokanałowych, zaprzestanie słuchania muzyki w najlepszym wydaniu i na drogim sprzęcie spowodowały, że duża część małych firm musiała zawęzić lub nawet zamknąć swoją działalność. Część z nich przetrwała, wykupiona przez duże koncerny, po innych ślad zaginął. Te, które wciąż produkują, na ogół poprzenosiły swoje fabryki na Daleki Wschód, o czym niechętnie lub wcale nie mówią. Na tym tle przypadek Coplanda jest wyjątkowy.

Na sprzęcie Coplanda dalej pojawiają się metki Made in Denmark i informacje o ręcznym procesie składania sprzętu. Cięższe lata nie pozostały jednak bez wpływu na kształt obecnej oferty firmy; kiedyś oferta błyszczała różnorodnymi końcówkami mocy i przedwzmacniaczami, dzisiaj - oprócz jednego wzmacniacza dzielonego, jednego odtwarzacza i wielokanałowego kompletu (procesor/końcówka mocy) - producent proponuje dwie integry. Nie ma co narzekać, dobrze, że jeszcze w ogóle firmy takie jak Copland funkcjonują - i to tam, skąd pochodzą.

W pełni lampowy

Wzmacniacz Copland CTA 405 jest jedyną w pełni lampową konstrukcją, mniejszy CSA 29 to integra hybrydowa. Gdy patrzymy na urządzenie, wracają wszystkie najmilsze wspomnienia. Copland był na ustach i w sercach niemal wszystkich audiofilów pod koniec ubiegłego stulecia. Sam miałem w swoim systemie kilka urządzeń tego producenta.

Rozpakowując 405-tkę przeniosłem się w czasie - Copland wygląda niemal dokładnie tak samo jak wtedy. Nie zmienił się styl i wyjątkowa, bardzo staranna, precyzyjna robota - bez szaleństw i wizualnych udziwnień. Gruba przednia płyta, wykonana oczywiście z metalu, i dwa charakterystyczne, „profesjonalne” pokrętła - wzmocnienia i selekcji źródeł. Równowagę dla nich tworzy trzeci, centralny krąg, w który wkomponowano wskaźnik wybranego źródła oraz kilka dodatkowych kontrolek stanu pracy. Była to także znakomita okazja, by do środka wcisnąć oczko czujnika podczerwieni, nie burząc przy tym harmonii frontu. W górnej części efektownie wycięto logo producenta, panel w subtelny sposób okraszono jeszcze dwoma maleńkimi przyciskami - trzeba przecież jakoś włączać wzmacniacz, a uruchomienie dodatkowej pętli dla rejestratorów... bez niej nie byłoby symetrii elementów z przodu, może też ucieszą się „dinozaury” z deckami.

Miłe oku detale

Potężna, wysoka bryła spoczywa na dwóch stalowych nóżkach - znów jak za dawnych lat. Pamiętam również do dzisiaj charakterystyczne, ręczne malowanie elementów tylnej ścianki oraz sposób mocowania górnej pokrywy za pomocą kilku grubych, trochę topornych śrub… przyjemnie odnaleźć te detale.

Wzmacniacz Copland CTA 405 ma pięć wejść liniowych (w tym jedną pętlę dla rejestratora) oraz odsunięte od tego szeregu wejście dla gramofonu analogowego (wkładki MM lub MC). Wszystkie gniazda są oczywiście złocone, jednak para "analogowa" na ich tle zdecydowanie wyróżnia się jakością. Pojawiają się oryginalne „Wubety”. Jak na lampowca przystało, dostajemy dwa niezależne odczepy wyjściowe dla impedancji 4 i 8 omów. 12-woltowy wyzwalacz dedykowany do firmowego odtwarzacza pozwala synchronizować włączanie całej elektroniki.

Instrukcja obsługi Copland CTA 405... spięta broszurka nie zawiera zbyt wielu informacji, bo i po co. Każdy z podłączeniem zintegrowanego wzmacniacza powinien sobie przecież poradzić. Jest jednak pewien detal, o którym warto wspomnieć. Otóż na wyjściach głośnikowych pojawia się sygnał odwrócony w fazie. Niektóre wzmacniacze tak się właśnie zachowują, choć nie zawsze jesteśmy o tym uprzedzani.

Producent zawarł tym razem stosowną informację zarówno na tylnej ściance urządzenia, jak i w samej instrukcji, gdzie sugeruje podłączanie kolumn w przeciwnej polaryzacji (oczywiście kanał lewy i prawy muszą być w zgodnej fazie). Nie bardzo więc rozumiem, dlaczego sam nie zmienił oznaczeń zacisków lub wewnętrznych połączeń - do tego by się to sprowadzało.

Rzetelny układ

Wewnątrz widzimy rasowy wzmacniacz lampowy, choć jest także jeden detal świadczący o nowoczesności konstrukcji. Znajduje się on zaraz na początku ścieżki sygnałowej, tuż za wejściami, które kluczowane są przekaźnikami hermetycznymi - a nie, jak kiedyś, bezpośrednio mechanicznym przełącznikiem. Całością steruje procesor, w zależności od położenia pokrętła lub otrzymanego z pilota sygnału. Sam potencjometr to wysokiej jakości hermetyczny Alps.

Duży transformator toroidalny jest wspólny dla obydwu kanałów. Oprócz tego dużo miejsca zajmują dwa inne trafa pracujące w układzie wyjściowym, jak informuje producent: o bardzo szerokim, sięgającym 100 kHz pasmie. Stopień mocy oparto na czterech lampach KT88 (po dwie na kanał). Tetrody są w stanie wygenerować ok. 100 W mocy, jednak w zastosowanej aplikacji 50 W. Przedwzmacniacz jest również lampowy - tutaj pracuje komplet 12BH7/12AX7. W sekcji korekcji dla gramofonu analogowego również nie znajdziemy półprzewodników - ponownie pojawiają się lampy, 12AX7 oraz 6922 Electro-Harmonix. Cały układ zbudowano i wykonano bardzo rzetelnie, jakość montażu nie budzi zastrzeżeń.

Odsłuch

To jeden z tych wzmacniaczy lampowych, którym mogą bez obaw przyjrzeć się osoby preferujące solidną technikę tranzystorową - tak, jak przyjrzałem się ja… Na ogół chwalimy wzmacniacze, których dźwięk łączy wartościowe cechy lampowe i tranzystorowe, tyle tylko, że zdecydowanie łatwiej o takie urządzenia wśród konstrukcji półprzewodnikowych, które do technicznej poprawności dokładają pożądany pierwiastek ciepła i naturalności. Lampowcom trudniej uciec od swoich wad i ograniczeń. Do tej nielicznej grupy można zaliczyć Copland CTA-405. Założę się, że w ślepym teście, bez znajomości wcześniejszego brzmienia tego wzmacniacza, mało kto odgadnie jego lampową naturę. To nie zarzut, lecz komplement. Tyle jest tu dobrych cech tranzystora… a lampowe smaczki podaje finezyjnie, bez ujednolicania brzmienia i narzucania własnego charakteru.

Wysokie tony mają co prawda lampową dźwięczność, gładkość i plastyczność, ale uzupełnia to precyzja szczegółu i wyrazisty, przejrzysty, obszerny pogłos, bez nadmiernego sklejenia i skrócenia. Copland CTA-405 nie brzmi zbyt ostro, jednocześnie bez większego problemu potrafi zagrać zamaszyście, z polotem, a jednocześnie elegancko. Pięknie jest rysowana głębia sceny, a nie występuje tu wcale osłabienie środka. Wręcz przeciwnie, dźwięki z tego zakresu upatrzyły sobie jedno z głównych miejsc w całym przekazie, a ich moc bije niemal z każdego utworu. Czysty, zarazem wcale nie wygładzony i ugrzeczniony, bo czasami chrypliwy i ziarnisty wokal wysuwa się na pierwszy plan, niemal niedostrzegalne są tu ocieplenia i dosłodzenia właściwe lampowej technice.

Miłą niespodzianką są możliwości w zakresie niskich częstotliwości. Wprawdzie nie pojawia się nieokiełznane szaleństwo, dynamika czy bardzo głęboki fundament, jednak to i tak niecodzienne we wzmacniaczach lampowych, aby wypracować taką rytmikę, kontury, a także szczególny charakter uderzenia - niezbyt twardego, lecz szybkiego i czasami zaskakująco mocnego. Fantastycznie prezentuje się zarówno kontrabas, jak i elektryczny bas, bogaty we wszelkie ozdobniki i charakterystyczne detale gry każdego z muzyków.

Wzmacniacz Copland CTA-405 utrzymuje dobrą równowagę i neutralność, potrafi jednocześnie nasycić muzykę realizmem.

COPLAND CTA 405

  • Produkowany Tak

Laboratorium

Moc Coplanda zdefiniowano na 50 W zarówno dla 8 jak i 4 omów, jednak bez określenia progu zniekształceń. Wzmacniacz lampowy z definicji łagodniej wchodzi w obszar przesterowania, dlatego w naszych pomiarach sprawdzamy takie urządzenia nie tylko przy typowym 1%, ale także przy 5% THD+N. Moc w przypadku dwóch przygotowanych przez producenta odczepów, dla różnych impedancji 4 i 8 omów, jest niemal identyczna. Już przy progu 1% zniekształceń wzmacniacz osiąga wysokie 42 W przy 8 omach i tylko o 1 W więcej przy 4 omach.

Przesuwając granicę do 5 %, udaje się w zasadzie dobić do deklaracji producenta -moc sięga 49 W dla obydwu impedancji. Identyczne wyniki uzyskano w trybie stereofonicznym

 
 

Testy porównawcze Audio

Podstawowe dane

  • 11 000 zł Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie: Jak za dawnych lat, ręczna precyzyjna robota, solidna obudowa, firmowy styl.
  • Laboratorium: Funkcjonalność Podstawowa, z wejściem gramofonowym i zdalnym sterowaniem; Parametry - bardzo ładnie - przyzwoita moc wyjściowa, zniekształcenia oraz szumy umiarkowane, szerokie pasmo przenoszenia.
  • Brzmienie: Żywe, zwinne, z dźwięczną i otwartą górą, wyraźnie rysowanym środkiem i konkretnym basem. Lampowy klimat w umiarze, jako subtelny dodatek do neutralności.
TEAC NT-503

TEAC
NT-503

Japońska firma oferuje zarówno klasycznie wyglądający sprzęt Hi-Fi, jak i urządzenia nawiązujące do form studyjno- profe...

NAD D7050

NAD
D7050

Cena: 4 400 zł

MARANTZ HD-AMP1

MARANTZ
HD-AMP1

Cena: 5 000 zł

DENON DRA-100

DENON
DRA-100

Cena: 4 400 zł

WADIA Intuition 01

WADIA
Intuition 01

Cena: 30 000 zł

Audio - październik 2016

Strefa Magazynu

Audio 09/2016

Bez dwóch zdań - w numerze październikowym najważniejszy jest test duetów odtwarzacz CD / wzmacniacz, w cenie ok. 5000 zł za komplet. Klasyczne, ale i nowoczesne -...

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio