Większość kolumn testowanych w tym numerze AUDIO jest w "kwiecie wieku" – może nie są to "absolutne nowości", ale modele wprowadzone do sprzedaży w ciągu ostatnich dwóch lat. W tym sektorze – konwencjonalnych, pasywnych, stereofonicznych zespołów głośnikowych – też trwa nieustanny ruch, są wymiany i modyfikacje.
Nawet jeżeli nie przynoszą one przełomowych rozwiązań, nowych funkcji i systemów, jak w przypadku wzmacniaczy, głośników bezprzewodowych i soundbarów, to wciąż nie poddają się koncepcjom systemów "nowego wzoru", bez tradycyjnej pary kolumn, która wciąż okazuje się najlepszym sposobem osiągnięcia wysokiej jakości dźwięku.
Nowoczesny sprzęt audio różni się od tego z poprzednich epok przede wszystkim dużym udziałem techniki cyfrowej, która otworzyła drogę do powstania nowych źródeł dźwięku, sposobów przesyłu, również bezprzewodowego, sterowania, korekcji charakterystyk itd. To wszystko doskonale widać w kolejnym teście – trzech wzmacniaczy zintegrowanych (dla których proponujemy nową nazwę "amplistreamery"), a stąd niedaleko już do głośników bezprzewodowych – mają podobne funkcje z tą "drobną" różnicą, że mają też wbudowane głośniki... Tak, to ta sama generacja, często ci sami producenci, ci sami klienci, ale i zasadnicza różnica.
Nawet najnowocześniejsze wzmacniacze są przygotowane do podłączenia pary kolumn, lepszych lub gorszych, mniejszych lub większych, jednak mogących zapewnić przyzwoitą stereofonię, której jakość będzie w dużej mierze zależała od starań użytkownika – ustawienia i akustyki pomieszczenia.
Głośniki bezprzewodowe też obrabiają sygnał dwukanałowy, kierują go do jakiegoś "sprytnego" układu głośnikowego, zwykle 2.1, mającego zapewnić namiastkę stereofonii, tyle że w praktyce na tym polu kapitulują z oczywistego powodu – zbyt wąskiej bazy z małego, pojedynczego urządzenia. A kompaktowe rozmiary są tutaj głównym atutem użytkowym. Podejrzewam, że Zeppelin, walczący o jako taką stereofonię, często przegrywa konfrontację z malutkim Mu-so Qb 2 dlatego, że jest za duży...
Tak radykalny odwrót od stereofonii choćby w pewnej części nowoczesnego sprzętu, stereofonii dawno temu uznanej za oczywisty, niezbywalny warunek dźwięku wysokiej jakości, jest zastanawiający. Można się na to oburzać, można stwierdzić, że najwyraźniej takie są (przestrzennie ograniczone) potrzeby dużej grupy użytkowników, albo że taki sprzęt pełni funkcje pomocnicze wtedy, gdy odsłuch stereofoniczny nie jest możliwy albo konieczny.
Już w czasach stereofonii wciąż były produkowane radia monofoniczne (zwykle stały na półeczkach w pokojach hotelowych, ośrodkach wypoczynkowych), ale nie reprezentowały one renomowanych marek, jak obecnie, a te nie schodziły poniżej pewnego poziomu – i stereo było tym minimum przyzwoitości.
Dzisiaj w zupełnie dobrym tonie jest postawić na szafce w salonie monofonicznego grajka, byle strumieniował. Za to para kolumn to zawalidrogi, współpracujący architekt wnętrz chyba się na to nie zgodzi.
Andrzej Kisiel