Mirror

CHARLES LLOYD QUARTET
Mirror

Jazz

Kiedy rozmawiałem z Tomaszem Stańką o wielkich jazzmanach, jego mistrzach, których stara się zapraszać na festiwal Jazzowa Jesień w Bielsku-Białej, powiedział, że często przed śmiercią muzycy doznają olśnienia, to jest jak flesz, który rozjaśnia umysł. Dlatego tzw. późne nagrania i koncerty są znacznie ciekawsze od tych wcześniejszych, choć też wielkich.

Miał na myśli saksofonistów Ornette’a Colemana i Charlesa Lloyda, którzy zagrali na jego festiwalu. Miał też nadzieję na Cecila Taylora, ale ten w ubiegłym roku nie dojechał. Za to w tym roku na festiwalu Stańki w Bielsku-Białej będzie dwóch wielkich i wiekowych twórców jazzu: Lee Konitz i Abdullah Ibrahim. Na otwarcie, 2 listopada, zagra natomiast legendarna grupa Oregon, której koncert szczególnie polecam. Oregon będzie też gwiazdą tegorocznego festiwalu Jazz Jamboree.

Zacząłem od dygresji nie bez kozery, bo nowy album "Mirror" Charlesa Lloyda należy do najwybitniejszych w jego karierze. Saksofonista nie nagrywa często, rzadko też koncertuje. Należy do tych, którzy sięgają po saksofon, kiedy mają coś ważnego do powiedzenia. Na szczycie popularności był już pod koniec lat 60. i to przed Milesem Davisem. Otwierał koncerty gwiazd rocka, które przyciągały wówczas wielotysięczną publiczność. Album "Forest Flower" osiągnął status złotej płyty. Ekspresyjny i melodyjny jazz trafił wtedy w gust "Dzieci Kwiatów". A jednak Lloyd wycofał się na wiele lat z czynnego uprawiania muzyki. Nie wytrzymał presji popularności. Poświęcił się medytacji i dopiero prośba Michela Petruccianiego, który odnalazł artystę w Kalifornii, by zagrał z nim, przywróciła nam tego znakomitego jazzmana.

Kiedy zapytałem Lloyda, co jest dlań najważniejsze w muzyce, odpowiedział: "Umieć zejść z drogi, którą się podąża i pozwolić muzyce przejść przeze mnie. Boskie wiatry wieją zawsze, staram się wysoko podnieść żagle, by wypełnił je ten podmuch. Zawsze starałem się dotrzeć do głębi świadomości słuchacza, przekonać go do siebie, zainspirować, pocieszyć. Po to, by uczynić świat lepszym miejscem do życia, choćby na tych kilka minut koncertu czy nagrania". Słuchając albumu "Mirror" lepiej rozumiem te słowa.

Charlesa Lloyd ma teraz nowy, znakomity zespół, jakże różny od tria Sangam. Z tamtej formacji, która występowała w Bielsku-Białej, pozostał perkusista Eric Harland. Do sekcji rytmicznej dołączył zadziwiający kontrabasista Reuben Rogers wychowany na calypso i reggae. Stąd być może śpiewny ton jego instrumentu. Ale na największą uwagę zasługuje genialny pianista Jason Moran, laureat grantu McArthur Fellowship. "Jazz Times" określił go jako najważniejszego młodego konceptualistę.

Moran słuchał płyty "Forest Flower" jako nastolatek, od kiedy zainteresował się jazzem. Zdecydowane, choć oszczędne akordy fortepianowe wynoszą muzykę Charlesa Lloyda na wyższy poziom. I on czuje się w tym doborowym towarzystwie lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Nawet kiedy miał u boku Keitha Jarretta i Jacka DeJohnette’a nie grał tak swobodnie. Zrelaksowany, lecz poważny ton saksofonu tenorowego płynie spokojnie jak szeroka rzeka po równinie.

Porównałem sobie brzmienie tego albumu z wcześniejszym "Rabo de Nube" uznanym przez czytelników i krytyków magazynu "Jazz Times" płytą roku. Tamto było ostrzejsze. Teraz saksofon Lloyda brzmi łagodniej, przypomina mi "późnego" Joe Hendersona. Cudownie wręcz koi nerwy w temacie "La Llorona". To prawdziwa saksofonowa poezja, wysmakowana, nasycona nostalgią. Podobny nastrój mają tematy Theloniousa Monka "Monk’s Mood" i "Ruby, My Dear". Nawet jeśli zespół gra ekspresyjnie, jak w "Desolation Sound", to liryczny ton saksofonu Lloyda łagodzi odczucia. Saksofonista sięgnął ponownie po tematy z wcześniejszych płyt: "Lift Every Voice And Sing", gdzie muzycy pofolgowali swej free-jazzowej wyobraźni i "The Water Is Wide". Popową kompozycję Briana Wilsona (Beach Boys) "Caroline, No" zagrał jak jazzowy standard. Lloyd wystąpił w latach 70. na kilku albumach The Beach Boys i była to wówczas jedyna jego muzyczna działalność. Album zamyka utwór "Tagi", gdzie medytacji Lloyda akompaniują fortepianowe impresje i poruszane smykiem struny kontrabasu.

Album "Mirror" jest jedną wielką medytacją, każdy może przejrzeć się w tym "Lustrze". Charles Lloyd i jego zespół dają nam motywację. Myślę, że podczas słuchania tej płyty, przynajmniej w tym momencie, stajemy się lepszymi.

ECM / UNIVERSAL
Marek Dusza

Inne płyty
tego wykonawcy
  • Wykonanie
  • Nagranie
Inne recenzje
<span>TOMASZ STAŃKO</span> Music for K

TOMASZ STAŃKO Music for K

<span>UMER / HOŁOWNIA</span> Bezsenna noc

UMER / HOŁOWNIA Bezsenna noc

<span>TIERNEY SUTTON BAND</span> The Sting Variations

TIERNEY SUTTON BAND The Sting Variations

<span>CHUCHO VALDES</span> Tribute To Irakere

CHUCHO VALDES Tribute To Irakere

<span>CATHERINE RUSSELL</span> Harlem On My Mind

CATHERINE RUSSELL Harlem On My Mind

<span>NATALIA M. KING</span> Bluezzin t`il Dawn

NATALIA M. KING Bluezzin t`il Dawn

<span>WOLFGANG MUTHSPIEL</span> Mising Grace

WOLFGANG MUTHSPIEL Mising Grace

<span>TROTIGNON / GARAY</span> Chimichurri

TROTIGNON / GARAY Chimichurri

 
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio