Wraz ze wzrostem jakości sprzętu służącego reprodukcji dźwięku i muzyki w warunkach domowych, pół wieku temu określono parametryczne normy dotyczące sprzętu wysokiej jakości, nazywając go wtedy sprzętem hi-fi. Hasło hi-fi to skrót od high-fidelity, a więc wysokiej wierności, co jest zasadniczym, ogólnym postulatem wobec takiego sprzętu - aby sygnał transmitował i przetwarzał na dźwięk wiernie, bez zniekształceń i korekt zmieniających charakter dźwięków.
Po pierwsze, ustalone tak dawno normy pod pewnymi względami są zbyt tolerancyjne dla nowoczesnego sprzętu wysokiej klasy. I normy te nie były aktualizowane, w każdym razie nie pod oficjalnym szyldem sprzętu hi-fi.
Z drugiej strony, niektóre wymagania wciąż nie są spełniane przez wiele urządzeń uznawanych za sprzęt wysokiej klasy (nawet high-endowy, co jest już pojęciem zupełnie umownym, bez odniesienia do żadnych norm), np. charakterystyka częstotliwościowa wielu kolumn nie mieści się w ścieżce +/- 3 dB.
Nie tylko dlatego, że jest to dla niektórych konstruktorów trudne, ale też dlatego, że niektórzy świadomie "profilują" charakterystykę, aby kreować (modelować) brzmienie, co teoretycznie jest sprzeczne z koncepcją hi-fi, ale znajduje uznanie u części audiofilów.
Pojęcie hi-fi stało się więc bardziej umowne i symboliczne, używane jest też wobec sprzętu - w dzisiejszej perspektywie - niskiej klasy, mało kto odwołuje się do dawnych norm, nowych ogólnie przyjętych nie ma, na rynku audio panuje "wolna amerykanka".