YAMAHA DSP-Z11

YAMAHA DSP-Z11
AVfull wypas

Chociaż historia modeli oznaczonych DSP jest długa i nie zawsze dotyczyła tylko najdroższych urządzeń, to od kilku lat nie ma wątpliwości, że symbol ten Yamaha rezerwuje dla króla swojej wielokanałowej amplifikacji. Pędzi karuzela udoskonalanych z sezonu na sezon amplitunerów, a z góry spogląda osamotniony lider, pozbawiony odbiornika radiowego...

Dzisiaj w obudowie wzmacniacza A/V kryją się jednak znacznie poważniejsze zagrożenia dla jakości audio, niż odbiornik FM. A skoro FM w topowym wzmacniaczu A/V stanowi takie niebezpieczeństwo, to co robią tam setki rozgłośni internetowych? Odpowiedzi trzeba jednak szukać zupełnie gdzie indziej, nadanie wzmacniaczom A/V takiej właśnie formy to skuteczny chwyt, by oddzielić je ideowo od całego amplitunerowego 'chłamu'.

O satysfakcję, że kupujemy produkt wyjątkowy, firma postanowiła zadbać już na etapie opakowania. Starannie wykonane, ozdobione napisami, wypełnione mocnymi styropianami, książeczkami, pilotami i instrukcjami pakowanymi w oddzielne kartoniki - to może drobiazgi, ale jakże miłe po uszczupleniu portfela o pięciocyfrową sumę.

Po wyrwaniu wzmacniacza z pudła i otarciu potu z czoła zachwyt trwa dalej. Jakość wykonania, precyzja wykrojenia i montażu elementów, solidna konstrukcja mechaniczna, 16 mm ścianki spinające obudowę... sam design nie pozwala pomylić DSP-Z11 z produktami innych firm, ale wszystko jest tutaj jakby o klasę lepsze, nawet charakterystyczny, bursztynowy wyświetlacz świeci bardzo jasno i wyraziście.

Przednią ściankę ogołocono niemal ze wszystkiego. Dwa pokrętła są niezbędne - wzmocnienia i selekcji źródeł, wyłącznik sieciowy rozbito na dwa przyciski (mechaniczny oraz stand-by), na deser zostaje jeszcze klawisz Pure Direct.

Producent powstrzymał się nawet przed oblepieniem frontu symbolem każdego obsługiwanego formatu, a przecież DSP-Z11 ma ich tyle, że starczyłoby nie tylko na przód, ale i boki. Pod klapką też zachowano umiar, przerzucając większość funkcji do nadajnika zdalnego sterowania.

Należy pochwalić nowatorskie podejście do tematu wejścia podręcznego. Oprócz klasycznego zestawu analogowego (RCA, kompozyt, S-Video) oraz gniazda optycznego, które na dobrą sprawę już powoli można odstawić na boczny tor, pojawiło się wreszcie HDMI, występujące tutaj w towarzystwie portu USB.

Większość konektorów cyfrowych zamontowano oczywiście na tylnym panelu. Tam znajdziemy cztery podstawowe wejścia i dwa wyjścia tego typu, zaczynając od najlepszego formatu analogowego, czyli komponent, widzimy także cztery komplety wejściowe i dwa wyjściowe. Uzupełnieniem są S-Video oraz kompozyt w identycznym stosunku gniazd 5/3.

Dodatkowo wizja dostępna jest również na specjalnie przygotowanych wyjściach dla zdalnych stref, które można napędzić sygnałem komponentowym oraz kompozytowym. Gniazda HDMI to, identycznie jak u Denona, standard v1.3a, który daje możliwość transmisji wszystkich sygnałów; w dziedzinie obrazu to oczywiście najbardziej pożądany 1080p (z prędkością 24 klatek) oraz wprowadzona właśnie w wersji v1.3 nowa, precyzyjniejsza definicja przestrzeni kolorów xvYCC.

Pojedynczy kabelek cyfrowy prześle także najnowsze formaty audio, takie jak bezstratne Dolby TrueHD czy DTS HD Master Audio - dla których źródłem będą np. płyty Blu-ray.

Doprowadzony wejściem wizyjnym obraz o niskiej rozdzielczości możemy poddać progresywnemu skanowaniu oraz skalowaniu, dostając w efekcie maksymalnie 1080p. Sygnał źródłowy może przy tym pochodzić zarówno z gniazda HDMI, jak też z dowolnego formatu analogowego. Mamy więc pełną konwersję między formatami oraz oczywiście upscalling.

Dodatkowo, gdyby się to komuś zamarzyło, będzie mógł dokonać konwersji w dół, choć tylko w obrębie danych analogowych, a więc komponent na S-Video i dalej na kompozyt. Tym samym niemożliwe jest przejście z HDMI na którykolwiek z formatów analogowych.

Praca skalera może być również tak skonfigurowana, by z formatu o wyższej rozdzielczości otrzymać sygnał o niższych parametrach. Zapewnia to procesor graficzny Anchor Bay Technology ABT1018 - z usług tej firmy Yamaha korzysta już od pewnego czasu, zdecydowano się na produkt być może nie tak rozreklamowany, ale przez wtajemniczonych uznawany za świetne rozwiązanie.

Wejściowy strumień analogowego audio prześlemy bez przeszkód cyfrą po HDMI zasilając telewizor - w czym pomogą nam konwertery A/C 24 bit/192 kHz.

Najbardziej interesujące, z punktu widzenia nowych płyt, są oczywiście Dolby TrueHD i DTS HD Master Audio, przyjęcie tych sygnałów po HDMI to jedno, a dekodowanie to coś zupełnie innego, coś co DSP-Z11 też potrafi. Certyfikat THX przybrał tutaj niespotykaną postać THX Ultra2 Plus.

To najnowsze dziecko koncernu Lucas Film, w tym momencie (według listy sprzętu certyfikowanego) DSP-Z11 jest jedynym wzmacniaczem, który szczyci się tym wyróżnieniem. Wprawdzie teoretycznie jest jeszcze najnowszy super-Pioneer, ale przynajmniej jak dotąd nikt go nie testował - widziano jedynie prototypy na wystawach. THX Ultra2 Plus jest rozszerzeniem stworzonym dla dużych sal kina domowego z zapotrzebowaniem na wysoką moc i maksymalne natężenie dźwięku.

Najważniejszym z nowych algorytmów zaimplementowanych w ramach tego certyfikatu jest inteligentna kontrola głośności Loudness Plus, śledząca i dbająca o wyrównanie proporcji kanałów przednich oraz efektowych przy różnych natężeniach dźwięku.

Zaletą wbudowanych złącz HDMI v1.3 jest również transfer SACD i DVD-Audio, Yamaha posiada komplet układów do ich obsługi.

DSP-Z11 to także nowa wersja firmowych procesorów Cinema DSP z dodatkiem HD, spójna z przyjętą koncepcją urządzenia. Wzmacniacz ma aż jedenaście końcówek mocy, siedem z nich to klasyczne, bazowe kanały o mocy 140 W przy 8 omach, pozostałe cztery są słabsze (50 W) i oddelegowane do zasilania tzw. kanałów Presence.

Nie jest to nowa koncepcja, gdyż dodatkowe głośniki Presence znamy już z amplitunerów Yamahy, jednak zawsze były to dwa kanały przednie, a w DSP-Z11 dochodzą nam jeszcze dwa tylne, umieszczane według tej samej formuły ('na zewnątrz' tylnych głośników efektowych, na wysokości 1,8 m). Oczywiście do przygotowania sygnału dla takiej konfiguracji potrzebne są specjalne algorytmy, którymi zajmuje się odnowiony system Cinema DSP.

Z tyłu urządzenia spodziewalibyśmy się więc terminali dla 11 par głośników, tymczasem jest ich jeszcze więcej - 13, zestaw uzupełniono o dwie pary np. dla dodatkowych kolumn przednich B. Konfiguracja jest jednak bardzo elastyczna.

Rozbudowany zestaw to 11.2 (dwa niezależne wyjścia dla subwooferów), można zdecydować się na 7.1, 5.1, bi-amping kolumn przednich albo pójść na całość i dobrać się do konfiguracji menu z macierzą, pozwalającą na stworzenie najbardziej nawet absurdalnych układów (jak np. uruchomienie kanałów przednich w zdalnej strefie nr 4, zamiast w głównym pokoju).

DSP-Z11 wyposażony jest bowiem w system z czterema zewnętrznymi strefami, każda ze stref posiada własne wyjścia niskopoziomowe. Do sterowania mamy RS232, wyzwalacze i cztery porty sygnałów elektrycznych dla podczerwieni.

Podstawowych wejść niskopoziomowych mamy aż dziesięć (w tym preamp gramofonowy), cztery wyjścia, komplet cyfrowy także wygląda świetnie - z czterema wejściami (koaksjalne i optyczne) i po jednym wyjściu dla każdego standardu. Wielokanałowe wejście to pełne 7.1 (choć trzeba wykorzystać kanały przednie ze stereofonicznego źródła), a wyjście to okazałe 11.2 (licząc z kanałami Presence).

Do podłączenia iPoda zaproponowano fabryczną, wielopinową 'kostkę' kompatybilną z własną stacją dokującą. Yamaha radzi też sobie z połączeniami w sieci komputerowej (tylko przewodowej), pozwala słuchać stacji radiowych, komunikuje się z firmowym serwerem lub jego alternatywą, stworzoną na bazie domowego komputera. Jedno z wejść USB uzupełnia tylny panel, gdzie można na stałe dopiąć np. dysk twardy z kolekcją muzyki.

Dwa nadajniki zdalnego sterowania dość znacznie się różnią, podstawowy nie jest zbyt szczęśliwy, z małym wyświetlaczem i ogromem podobnych do siebie przycisków (nie pomaga nawet bajer w postaci czujnika ruchu, podświetlaj ącego automatycznie klawiaturę), ale nadajnik strefowy to prawdziwa perełka, płaski (zasilany miniaturowym ogniwem), świetnie wyglądający i z liczbą klawiszy ograniczoną do praktycznego optimum.

Konstrukcja chassis jest wręcz pancerna, grube wsporniki i poprzeczne szyny mocujące dla wszystkich elementów dbają o to, by 40-kilogramowy kolos trzymał się kupy.

Po bokach umieszczono radiatory końcówek mocy, z prawej mamy sześć modułów (tu znalazł się głośnik centralny), a z lewej pięć. Rozbijając to na poszczególne typy układów, prawa strona gromadzi cztery duże i dwie małe końcówki, lewa trzy duże i dwie małe (Presence).

Tranzystory mocy pochodzą tym razem od Toshiby. Z przodu znajduje się solidne, duże trafo rdzeniowe, tuż obok dwa duże kondensatory Yamaha for Audio w towarzystwie wielu mniejszych pojemności. Nie obyło się wprawdzie bez połączeń kablowych, gdyż główne płytki mocowane są poziomo jedna nad drugą, ale starano się utrzymać porządek. Wzmacniacze mocy chłodzą dwa wiatraki umieszczone po obu stronach pod radiatorami, ich pracą można sterować - za co odpowiadają specjalne sekcje menu.

Konwertery audio wykonano na bazie znakomitych układów Burr Brown DSD1796.

Odsłuch

Odsłuchiwana bezpośrednio po Denonie Yamaha w pierwszych chwilach wydaje się urządzeniem mniej żywym i dynamicznym. Podczas gdy konkurent wykorzystuje każdą okazję do popisów, a to do nabicia rytmu, do wykrzesania wysokotonowych iskier, czy dania nura na głębokim basie, DSP-Z11 gra w sposób bardziej zrównoważony, wyrafinowany, doszlifowany.

Konsekwencją jest brzmienie mniej efektowne, ale pełne klasy; adresowane do osób, które nie poddają się tak ławo pierwszemu wrażeniu i emocjom, a lubią dobrze ułożony, przewidywalny dźwięk.

Do pewnego stopnia dostojna prezentacja nie oznacza ocieplenia czy zamglenia, choć gdzieś tam pojawia się nuta romantyzmu albo lampowych ciągot. DSP-Z11 mimo całego arsenału układów cyfrowych tworzy naprawdę inspirujące, naturalne, na wskroś analogowe muzyczne widowisko - z barwną średnicą, subtelną poświatą w rejonach wysokotonowych, a wszystko to w ramach spójności i plastyczności, jakiej nie powstydziłby się niejeden bardzo dobry wzmacniacz dwukanałowy.

Mimo iż redukowanie połączeń kablowych za pomocą wygodnego HDMI bardzo kusi, to warto zadać sobie trud i na okazje stereofoniczne mieć połączenie alternatywne. Ma to po części związek z jakością źródła, którą DSP-Z11 poprzez analogowe wejście RCA jest w stanie wykorzystać (co świadczy o staranności budowy tego fragmentu toru sygnałowego).

Łącze analogowe otwiera lepszą przestrzeń i detaliczność. Rozpisałem się o stereo, jednak rzadko trafia się sposobność prawienia urządzeniu wielokanałowemu komplementów dotyczących odtwarzania muzyki. Warto też przy tej okazji ukrócić komputerowi PC możliwość kaleczenia naszych uszu i przerzucić posiadaną kolekcję MP3 na zrozumiały dla DSP-Z11 nośnik - wykorzystując przy tym wbudowany układ 'restoratora' formatów skompresowanych.

Kino domowe otwiera przed Yamahą nowe perspektywy. Na początek uwagę przyciąga muskularny bas. Zejścia są niskie, umiarkowanie konturowe, ale nie szczędzą energii. średnica zachowuje większość ze znanego już charakteru, jest obfita barwa, naturalność, ale także wyrazistość, wszystko staje się jakby bliższe.

Zaletą góry jest jej zróżnicowanie, ucieczka od jednolitego klimatu stale rozbijanego szkła (chyba, że ktoś uprze się na oglądanie takiego fragmentu), Yamaha nie męczy nas energią wysokotonową, nie musi w ten sposób udowadniać, że rezolucja stoi na wysokim poziomie.

Zdarza się, że skupieni na przebiegu akcji zapominamy o istnieniu głośników efektownych, co jakiś czas odruchowo kontrolując czy są poprawnie podłączone. Są, a sztuką jest właśnie takie wyważenie ich udziału.

Radosław Łabanowski

YAMAHA DSP-Z11

  • Produkowany Tak
  • Ilość końcówek 11
  • Moc8 [W] 140
  • Moc4 [W] 140
  • Wejścia / wyjścia video komp/HDMI
  • Skaler 1080p
  • Dekodery surround DD-EX,DTS-ES,DTS 96/24,DPLIIx

Laboratorium

Wprawdzie Yamaha zaoferowała selektor impedancji, jednak jego działanie polegające na przełączeniu pomiędzy dopuszczalnymi 8 a 6 omami nie pozwoliło nam rozszerzyć zakresu pomiarów o wersję 4 omową.

Nie przeszkodziło to jednak DSP-Z11 wykazać się rezultatami znakomitymi i daleko wykraczającymi ponad firmową specyfikację. Każda z siedmiu bazowych końcówek dysponuje potencjałem aż 195 W, wzmacniacz radzi sobie świetnie w stereo 2x177 W, a w konfiguracji pięciokanałowej dostarcza aż 5x121 W.

Niewiele odbiegająca od wzorca czułość 0,23 V potwierdza staranność projektu Yamahy. Poziom szumów nie jest może najniższy, zdając sobie sprawę z liczby podzespołów przeróżnych typów pozostaje nam jednak uznać -81 dB za rezultat zadowalający, dynamice udaje się wysforować na poziom 104 dB.

Pasmo przenoszenia na rys.1 nie daje powodów do najmniejszej krytyki, przy 10 Hz spadek wynosi -0,2 dB, a 100 kHz jest osiągane przy -1,6 dB.

Wprawdzie na rozkładzie zniekształceń (rys.2) można wyśledzić jedną szpilkę wykraczający ponad granicę -90 dB, ale jest to mało problematyczna dla ucha droga harmoniczna. Dalej, już bliżej -100 dB widać jeszcze kilka nieparzystych, wzmacniacz w tej dziedzinie radzi więc sobie bardzo dobrze.

Wykres z rys.3 pozwala cieszyć się THD+N niższym od 0,1% już od 0.4 W aż do 162 W.

 
 

Testy porównawcze Audio

Podstawowe dane

  • 22 000 zł Cena

Nasza ocena

  • Wykonanie: Pancerna i luksusowa, wspaniała konstrukcja mechaniczna. świetna sekcja cyfrowa audio i wideo.
  • Laboratorium: Niemal nieograniczona swoboda ustawień menu daje pole dla eksperymentów. Sieć komputerowa (przewodowa), iPod, cztery niezależne, bogato wyposażone strefy, skalowanie do 1080p.
  • Brzmienie: Dojrzałe, zrównoważone, spójne brzmienie w stereo, kino domowe z większym animuszem, ale wciąż wolne od efekciarskich zagrywek. Swoboda, naturalność, uniwersalność.
MONITOR AUDIO Platinum PL500 II

MONITOR AUDIO
Platinum PL500 II

Kiedy siedem lat temu firma Monitor Audio wprowadziła pierwszą generację serii Platinum, była to tyleż sensacja, co ruch...

YAMAHA RX-V681

YAMAHA
RX-V681

Cena: 3 000 zł

DENON AVR-X2300W

DENON
AVR-X2300W

Cena: 3 200 zł

YAMAHA RX-A2050

YAMAHA
RX-A2050

Cena: 7 000 zł

MARANTZ SR7010

MARANTZ
SR7010

Cena: 7 000 zł

Audio - październik 2016

Strefa Magazynu

Audio 10/2016

Rynek audio zmienia się szybko i podąża w różnych kierunkach. Zmiany te czasami zaskakują nawet ekspertów i najbardziej doświadczone firmy, dlatego nie chcąc zostać w tyle, coraz częściej reagują one jak najszybciej.

Odbierz prezent

Zamów prenumeratę miesięcznika
Audio, a otrzymasz wybraną
przez siebie płytę z naszej kolekcji!
Newsletter
zapisz się i zyskaj
Zamów newsletter, a co tydzień otrzymasz porcję
wyselekcjonowanych wiadomości ze świata
audio-video i muzyki.
Teraz przy zapisaniu się na
newsletter otrzymasz bieżące
e-wydanie magazynu AUDIO
Okładka Audio