Słynąca ze znakomitej akustyki zabytkowa Machanics Hall w Worcester k. Bostonu była miejscem wielu znakomitych nagrań. Tu występowali m.in. Caruso, Paderewski, Rachmaninoff i Rubinstein. W listopadowe popołudnie 2011 r. zasiadł do fortepianu młody pianista Aaron Parks, zdobywca pierwszej nagrody w konkursie APA, gdzie jurorem był Włodek Pawlik.
Aaron Parks współpracował z Terrence`em Blanchardem, a z Joshuą Redmanem założył kwartet James Farm. Ze swoim kwartetem zadebiutował w Blue Note Records płytą "Invisible Cinema". Wystąpił w Polsce m.in. z James Farm, Gretchen Parlato i Terri Lyne Carrington. Dopiero solowe nagranie ukazuje jego inspiracje i oryginalny styl.
Słychać swobodę i zwięzłość Beli Bartóka, impresje Erica Satie, nasycony emocjami minimalizm Arvo Pärta, a z jazzowej sfery nawiązania do pianistyki Paula Bleya, Herbiego Hancocka i Keitha Jarretta. To solowe koncerty tego ostatniego musiały zrobić na nim największe wrażenie.
Kolejne tematy albumu "Arborescence" rozwijają się tak, jak rosnące drzewa, co sugeruje tytuł. - Muzyka staje się żywą istotą i podąża tam, gdzie sama chce, podobnie, jak czynią to rośliny - mówi artysta. Żeby pozwolić muzyce rozwijać się tak, jak sama chce, trzeba mieć wyjątkową wrażliwość, absolutny słuch i wyobraźnię popartą wiedzą. Czy Aaron Parks będzie następcą Jarretta - czas pokaże. To album do głębokiej kontemplacji.
Marek Dusza
ECM/UNIVERSAL