Już na albumie "Akustycznie" KSU pokazali, że w formule unplugged czują się jak ryba w wodzie. Tym bardziej że ich występy to nie jest jedynie punkowy czad, ale także sporo elementów folku.
Piosenki KSU mają w sobie naturalność i melancholijną nutę. Elektryczne gitary zastąpiły akustyczne, a wśród instrumentów dodatkowych są: skrzypce, altówka, wiolonczela, piszczałki, harfa gotycka, cymbały i lira korbowa.
W tak barwnej oprawie aranżacyjnej 21 piosenek wybranych z pięciu dekad działalności KSU zyskuje nowy blask. I sądząc po żywiołowej reakcji publiczności, wypada nie mniej porywająco. Z jednej strony zespół proponuje niemal symfonicznie brzmiący "Sen martwego Boga", z drugiej – zagrany z wykopem "Liban".
Ich najbardziej rozpoznawalny utwór "Pod prąd" – choć podany w subtelniejszy sposób – nadal ma punkowy żar, a "Moje Bieszczady" mają folkowy sznyt. "Tańczący z czasem" przyjął niemal klasycyzującą formę. Pasjonujący jest sam finał z piosenkami "Jabol punk" i "1944", których zawsze oczekuje publiczność. Trzeba pochwalić zespół, że zachowując przebojowe linie melodyczne piosenek, potrafi ł tchnąć w nie nowe życie.
Mystic