Skończyłem niedawno czytać autobiografię Roberta Brylewskiego, w której to legenda polskiej muzyki słusznie zauważa – nie trzeba nam talent show, nie trzeba jeździć po świecie, wystarczy dobrze poszukać w Polsce, by znaleźć tu oryginalne, interesujące kapele.
Druga sprawa: mój znajomy ładnie ostatnio rzekł, że polskie zespoły, zamiast boczyć się na (nieistniejący!) polski rynek muzyczny, powinny zebrać się do kupy i zacząć działać na własną rękę. Samemu się promować, nagrywać, organizować koncerty. Jeśli jest się dobrym - wtedy na pewno się przebije, a i może (na pewno!) na siebie zarobi. Popatrzcie na takich Kamp! czy Oszibarack (te nazwy pierwsze wpadły mi do głowy) - oni działają dokładnie według tej zasady.
Dobrą inicjatywą jest więc Krakowska Scena Muzyczna, która - owszem - pewnie ma wady (to nie miejsce, by badać za i przeciw), ale promuje wiele kapel z miasta Kraka. Na przykład Blank Space. Panowie nie potrzebowali wielkich sponsorów i wytwórni, by po pierwsze: zaistnieć w krakowskim undergroundzie, a po drugie - wydać materiał, czyli epkę "Bad Trip" z czterema utworami trwającymi w sumie około 20 minut.
Kwartet nurza się w klimatach trochę post-grunge`owych, trochę alternatywno metalowych, okraszonych szczyptą rockowej melancholii. Gdy wymieszamy te wszystkie wpływy, dojdziemy jednak do wniosku, że to wszystko już było - i nie pomylimy się. Blank Space nie prezentują nam niczego specjalnie oryginalnego, stąd "trójeczka" ode mnie za wykonanie.
Na tym na szczęście wady się kończą, bo w sumie rzeczy zastane można fajnie zinterpretować. Jak to zrobić? Ot, chociażby wrzucić elektronikę na drugie tło i poprawić gitarą akustyczną, jak w "Take Me Away", a jednak nie odchodzić od rockowego sznytu. Można opakować też elektryczne wiosło w ciekawie podany reverb, a następie zmusić ją do jęczenia ("Save"), warto zmusić perkusistę do grania ghostów ("Alone"), także wrzucając je gdzieś w tło. Właśnie za te kombinacje z wieloma planami Blank Space zasługuje na brawa pod względem produkcyjnym.
Zespół z Krakowa (i Libiąża) swoją muzyką nie odkrywa żadnych nowych terytoriów, ale nieźle porusza się wśród tych, które znamy od dawna. To smutne, zadumane granie, ale nie pozbawione pazura i nadziei. "Bad Trip" taką nadzieję daję - na ciekawą przeszłość dla Blank Space.
Jurek Gibadło
wydanie własne